| Strona startowa Ayahuasca Ceremonie w Holandii Relacje Ayahuasca i Eleusis Mit Eskulapa Ceremonie świątynne Yage a napój bogów Aya i piramidy Rośliny mocy Chemia Duchy roślin Peruwiańska legenda Ayahuaskowe kościoły Terapia Magiczne kręgi Medycyna Uzdrawianie... Prawo Artykuły Mój pierwszy raz Moja misja Moje ceremonie O mnie Pytania i kontakt Przyjaciele |
Aktualności POWRÓT VISITA INTERIORA TERRAE RECTIFICANDO INVENIES OCCULTUM LAPIDEM Odwiedź głębię Ziemi; przez oczyszczenie znajdziesz tam ukryty kamień. stare alchemiczne motto NASZA MISJA Odkąd pamiętam moim zadaniem życiowym była praca na rzecz duchowej wolności; propagowanie piramid Yantra i wszystkiego, co ułatwia ludziom odnalezienie mistrza w sobie. Testowałam zatem wiele dróg, tworzyłam nowe metody terapii, pisałam artykuły, książki, jeździłam po świecie... Ayahuasca inspirowała mnie we snach od dzieciństwa i nasze nieuniknione spotkanie stało się ukoronowaniem długiej wędrówki. Gdy więc na jednym z pierwszych rytuałów pokazała mi kolejny model piramid (opiszę go przy innej okazji), wszystkie puzzle ułożyły mi się w jedną spójną całość. Mimo to znalazłam się na rozdrożu! Szaman kojarzył mi się dotąd z dzikusem, biegającym z bębenkiem wokół ogniska i wizja ta raczej mnie nie pociągała. Dość nagle okazało się, że jestem jednym z nich! Człowiek się po prostu taki rodzi, trzeba się z tym pogodzić. - Zrozumiałam! - Pewne jednak było, że nic mnie nie łączy z indiańskimi curanderos, podczas gdy z ayahuaską - bardzo wiele! Moje ceremonialne wizje natrętnie krążyły wokół świątyń starożytnej Grecji, a ja błądziłam po omacku w poszukiwaniu samej siebie. Nie miałam pojęcia, w jakie ramy ubrać mój szamanizm? Jaką pełnię tu rolę? Po co wezwała mnie Ayahuasca? Odpowiedź przyszła etapami i nie dotyczy mnie jako indywidualnej jednostki. Równie dobrze może to być Twoja misja, ale... Najlepiej będzie, jeśli opowiem wszystko po kolei. Ilustracja muzyczna; posłuchaj Po kilku miesiącach działalności zdałam sobie sprawę, że prowadzenie ceremonii to już nie dorywcze zajęcie, lecz służba, wymagająca całkowitego poświęcenia. Z tej drogi nie ma odwrotu i trochę mnie to wszystko przeraziło. Miałam za sobą wytężoną pracę z obciążonymi ludźmi, podczas gdy organizm po przebytych chorobach wciąż jeszcze był bardzo osłabiony. Dusza także przeżywała silne wstrząsy. Wszystko było dla niej nowe i więcej niż niezwykłe. Ukształtowana przez blisko pół wieku osobowość rozbiła się na miliony kawałków i na bazie nowych doświadczeń zmuszona byłam sklecić ją na nowo. Intensywność przeżyć, które ledwie nadążałam układać, oraz nałożone na to zbyt ostre tempo zdarzeń sprawiły, że w krótkim czasie poczułam się kompletnie wyczerpana. Matka Natura jednak dba o równowagę! Atak srogiej zimy (2009r.) sparaliżował całą niemal Europę. W mojej gminie zmroziło grudniowe róże i gruba warstwa śniegu pokryła cały horyzont. A ponieważ zima jest w tej części Niemiec egzotyką, zabrakło soli do sypania ulic i ludzie zmuszeni byli siedzieć w domach. Przyroda zasnęła, wokół zrobiło się biało i cicho, jakby świat na chwilę wstrzymał oddech. Nareszcie miałam czas na własne duchowe eksperymenty, a że o wiele bardziej potrzebowałam wypoczynku, natychmiast po wypiciu napoju zległam na macie jak bezwładny worek. Odniosłam wrażenie, że życie ze mnie ulatuje, dusza zaś bezwolnie pchana jest wprost do Hadesu. - Przynajmniej muzyka, która docierała do moich uszu, kazała mi nazwać to Hadesem. - Coś gnało mnie niżej, coraz niżej... w niekończącą się otchłań podziemia. Niezdolna do koncentracji czy przejawów wolnej woli, jakbym na nic nie miała wpływu, beznamiętnie mijałam mgliste kontury i cienie; jakieś obrzydliwe płazy, poczwary i wszelkie możliwe plugastwo. Nie miałam nawet siły na strach, było mi zwyczajnie wszystko jedno, po prostu: nieeech się dzieje! Tak dotarłam na DNO. Nie było już żadnego niżej ani dalej, przenikała mnie świadomość, że to stacja ostateczna, absolutny finał. Najgłębsze DNO. Znajdowałam się w obszernej, brunatno - szaro - burej jaskini, w której panoszyło się wielkie NIC. Wzrok mój zawisł na jedynym przedmiocie, jakim był wystający z ziemi słupek z owiniętym wokół, adekwatnie paskudnym wężem. - Tyle widziały "oczy", ale nastrój tam panujący był zupełnie inny. Jaskiniowa pustka zdawała się być twórcza. Tętniła niewidzialnymi światłami Nicości, z której można wyczarować, co tylko dusza zapragnie. Jedyna "żywa" istota - wąż z mordą szkaradną jak pyski moich bokserów, promieniował ciepłem i humorem, napełniając całe pomieszczenie dowcipną, disneyowską słodyczą. Wyglądał, jakby na mnie czekał i od pierwszego wejrzenia wzbudził we mnie omdlewające uczucie bezgranicznej, bezwarunkowej MIŁOŚCI. Jej potęga była tak rozpierająca, że miałam nieodpartą chęć ucałować tę poczwarną paszczę, lecz pełna respektu zatrzymałam się w pół drogi. Najwyraźniej gad - świadomy mojej zwykłej awersji do węży - chciał mnie wpierw taktownie "oswoić". Zaczęła się pantomima jak w zabawnej kreskówce. Wszystko, co miał mi do powiedzenia, pokazywał spojrzeniem, myślą, gestem... Słowa były zbędne. Gdzieś przepadła cała moja dorosłość, doświadczenie i powaga. Znów byłam małą dziewczynką! Czułam wewnętrzne łaskotanie i słyszałam swój dawno zapomniany, dziecięcy, perlisty śmiech. Stałam się czystą radością i miłością, a jaskinia dosłownie trzęsła się od beztroskich chichotów. Cudownie się bawiłam! Nie można było przeżyć większej dawki szczęścia! Niemożliwe było kochać bardziej! Najchętniej objęłabym całą planetę i obdarzyła czułością każdą żyjącą istotę! Gad wydał się być bardzo z siebie zadowolony, jakby mu się coś świetnie udało. Niczym mruczący kocur z rozkoszy przymknął oczy, złożył komiczny łeb na słupku i na moment zamarł w bezruchu. Czarował. Po chwili, otwierając filuternie jedno oko, wypuścił w moim kierunku potężnej wielkości DIAMENT. Doskonale przejrzysty i mieniący się wszystkimi barwami tęczy płynnie wniknął w mój splot słoneczny, wypełnił klatkę piersiową i stałam się z nim jednością. Spojrzeniem zadałam pytanie. - Co to znaczy? Co mam z tym zrobić? W miejsce odpowiedzi wąż wzbudził we mnie jeszcze większy chichot i choć nadal nie miałam pojęcia, co jest grane, poczułam się, jakbym usłyszała doskonały dowcip. Hi, hi, hi... Robimy niezłego psikusa. ...Powoli wracałam do rzeczywistości. Z głośnika płynął właśnie utwór Pink Floydów (przypadek???) "Świeć szalony diamencie"... posłuchaj... Jak zwykle Jarek puścił najwłaściwszą muzykę we właściwym czasie, a ja starałam się zebrać myśli i coś z tego przeżycia zrozumieć. Po głowie kołatała mi się średniowieczna sentencja "najwyższe pochodzi z najniższego". W końcu zeszłam najniżej i doświadczyłam najwyższego z uczuć... Jasne jak słońce stały się słowa Jezusa, że musimy znów być jak dzieci... W ogóle wszystko stało się logicznie proste, choć rozum w klasycznym rozumieniu tego słowa gdzieś mi się rozpłynął. Miałam w tym momencie otwarty umysł małej dziewczynki, wielkie, wzmocnione diamentem sercem i mądrość dziecka Wszechświata. Jednak na ostateczne wyjaśnienie tego, co mi się przydarzyło, musiałam jeszcze trochę poczekać. ..... W następnych dniach czułam zdumiewający przypływ energii do pracy. Nadal szukałam odpowiednich ram dla mojego szamanizmu i ulegałam różnym natchnieniom. Do dziś nie wiem, co mnie tknęło, by zaprojektować tę stronę na wzór starożytnej Grecji. Teraz wpadłam na pomysł, by przy jednej z kolumn umieścić posąg np. boga medycyny. Mitologii nie pamiętałam, zaczęłam więc szperać po Internecie i... Wsiąkłam na kilka dni! Z wypiekami czytałam o tym, jak to bóg medycyny, Asklepios, wskrzesił martwego syna króla Krety zielem, jakie NA DNIE GROBU wskazał mu wąż!!!! Trudno o bardziej trafne określenie miejsca, w którym się znalazłam!!! W języku trackim AS oznacza wąż, CLEPIOS- owinięty, EPIOS - łagodny, delikatny. Nie potrzebowałam żadnych dodatkowych wyjaśnień łamiących swoje rozumy historyków. Doskonale rozumiałam, dlaczego Grecy wchłonęli, a potem otoczyli trackiego boga tak potężnym uwielbieniem, że zdystansował on cały olimpijski panteon. Byłam w tym momencie doskonale świadoma, dlaczego bez zbędnych refleksji wciąż akceptujemy go na drzwiach aptek i opakowaniach leków. Z jadu węży wyrabia się wprawdzie wiele medykamentów, ale ten akurat wąż jadowity przecież nie jest! Stało się dla mnie oczywiste, że przeżyłam autentyczne spotkanie z Eskulapem, że starożytna mitologia to nie bajki i rzeczywistość po tamtej stronie jest w istocie bardziej rzeczywista niż tzw. świat realny... I tak starogrecki szamanizm zaczął mnie wciągać bez reszty; otwierałam się na kolejnych bogów, dotarłam do misteriów eluzyjskich i bogini Demeter (zwanej dziś Ayą), ostatecznie odnalazłam swoją tożsamość wśród greckich filozofów i kapłanów orfickich.... Na próżno jednak starałam się rozgryźć, dlaczego Eskulap dał mi nie żaden lek czy zioło lecz właśnie diament. Rozwiązanie tej zagadki przyszło pocztą elektroniczną. Kobieta o znaczącym imieniu Bogusia (bogu - miła), uczestniczka jednej z ostatnich moich ceremonii, pisała: "Aldonko, nie wiem, dlaczego, ale czuję, że muszę Wam o tym opowiedzieć. Miałam dziwny sen. Widziałam studnię i osadzony na niej wielki diament. Do studni zbliżały się kobiety i trzymając się za ręce zamknęły wokół niej krąg. Nagle diament, napełniony światłem z głębin ziemi, wypuścił we wszystkie strony silne promienie. Przenikały one serca kobiet i zapuszczały się dalej i dalej, a na końcu każdego z nich powstawała identyczna studnia i tak samo, gromadzili się wokół niej ludzie. Całą planetę oplotła diamentowa sieć ... Mam nadzieję, że moje słowa trafią do właściwych rąk i otwartych serc...." Pojęłam! Surrealistyczne poczucie humoru Eskulapa znów zbudziło ogrom ciepła w moim sercu. Uśmiechnęłam się na wspomnienie jego psikusów i pewnie przeszłabym nad tym wszystkim do porządku dziennego, gdyby nie kolejne doniesienia tego typu jak m.in. relacja Patrycji: "...Zadałam Ayi pytanie o moje posłannictwo. Pokazała mi, jak zmieniam się z dziecka w kobietę - przeistaczam się w Białą Kapłankę. To była kompletna metamorfoza, z ognia i popiołu przeobraziłam się w feniksa, na moment byłam cudownym ptakiem, potem znów kobietą - Boginią Miłości. Aya powiedziała, że moim przeznaczeniem jest dawać miłość w najczystszej postaci i świecić diamentowym światłem. Ukazała mi wizję naszej planety, na której świecą małe punkciki. To jesteśmy my, dobrzy i pełni miłości. Planeta obracała się jednocześnie wokół własnej osi i rozciągała się w czasie i przestrzeni, a ja widziałam jak co chwilę rozbłyskują nowe światełka i jest nas coraz więcej. Obraz się oddalił, aż ukazały się miliony innych planet, równie pięknych jak nasza, na których mrugały identyczne diamentowe punkciki. Poczułam jedność ze wszystkimi stworzeniami wypełnionymi miłością. Jesteśmy połączeni i mamy jeden cel: szerzyć miłość, to nasza broń przeciwko złu. Ono objawiło się jako pajęcza sieć destrukcyjnych energii, które w dzisiejszych czasach przybrały formę skostniałych religii, fanatyzmu, polityki, a nawet programów telewizyjnych. (...) Widziałam jak gigantyczna, międzyplanetarna pajęczyca zagarnia w sieci nieświadomych ludzi. Diamenciki jednak uciekają w sama porę - mają świetną intuicję..." ..... Kolejne "kapłanki" dopisują nowe wątki i wyłoniła się z tego wspólna misja. Brak tu miejsca na ambicje czy jakiekolwiek hierarchie, nie czas na tworzenie nowych religii czy mitów, szkoda energii na budowę świątyń. Zbyt wiele jest do zrobienia w dziedzinie otwierania ludzkich oczu na ich własną, wewnętrzną Prawdę i duchową wolność. Naszym jedynym zadaniem jest kontynuować przerwaną tradycję i szerzyć miłość, na której dotkliwy brak cierpi tak wielu ludzi. Trzeba pokazać drogę tym, którzy do niej tęsknią i rozprzestrzeniać ją wśród ludzi, którzy jeszcze jej nie poznali. A zatem... Świeć Szalony Diamencie! Teksty uzupełniające: UZDRAWIANIE REKONEKTYWNE MIT ESKULAPA AYAHUASCA PO GRECKU RÓŻNICE MIĘDZY AYAHUASKĄ PERUWIAŃSKĄ A GRECKIM NAPOJEM BOGÓW AYAHUASCA I PIRAMIDY Jeśli masz do dodania coś, czego brak w moim skrótowym opisie, jeśli masz zbliżone doświadczenie, napisz... KONTAKT
|
Witam gorąco miłośników Ayahuaski; szamanów z powołania, głodne duchy i tropicieli prawdy!
Aldona Mironski
Pytania i kontakt Mój pierwszy raz Moja misja Moje ceremonie O mnie Aktualności Kalendarz ceremonialny Jestem też, niestety, zmuszona uprzedzić, że strona ma charakter prywatny, informacyjny i edukacyjny. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie zamieszczonych tu treści. Żaden z prezentowanych przeze mnie tekstów nie może być interpretowany jako zalecenie bądź zachęta do konsumpcji zabronionych w Polsce roślin. |