ayahuasca
Strona startowa

ayahuasca

Ceremonie w Holandii
Obowiązkowa dieta
Kalendarz ceremonialny
Relacje

ayahuasca

Terapia
Magiczne kręgi
Medycyna
Uzdrawianie...
Szyszynka

ayahuasca

Ayahuasca
Duchy roślin
Chemia
Zagrożenia
Dlaczego nie działa
Rośliny mocy

ayahuasca
piramida Nowej Ery - kliknij
PIRAMIDA NOWEJ ERY

ayahuasca

Tradycja kapłanów Orfeusza
Ayahuasca i Eleusis
Mit Eskulapa
Ceremonie świątynne
Yage a napój bogów
Aya i piramidy

ayahuasca

Peruwiańska legenda
Ayahuaskowe kościoły

ayahuasca

Prawo

ayahuasca

Pytania i kontakt

ayahuasca

Przyjaciele

ayahuasca


Aktualności                                                                                                                            POWRÓT






alex grey

                                 RELACJE 


Duchowe wizje pod wpływem ayahuaski, kształtowane są przez osobowość i światopogląd człowieka. 
Odmienne są przeżycia żądnych PRAWDY  mistyków i ludzi, którym ayahuasca niesie jedynie pomoc lub uzdrowienie.
Co innego zobaczy niemiecki bankier, indiański curandero, holenderski hippis czy Hindus

Na tej bazie można prześledzić ścieżki kształtowania się różnych religii. Lecz pomimo istotnych różnic  przeżycia  skrajnie odmiennych ludzi posiadają w gruncie rzeczy uniwersalne elementy i wyraźnie jedno wspólne, duchowe źródło





MÓJ PIERWSZY RAZ  - RELACJA ALDONY

Rytuał aya jest zbliżony do "wybuchu beczki prochu skrzyżowanego z wizjami barokowego malarstwa i morza elektrycznych spięć.
                                                                       - Harwardzki etnobotanik, Wade Davis, w książce One River


."...Obleciałam wielokrotnie kulę ziemską, wnikałam we wszystkie możliwe kultury. Byłam rabinem, mongolską szamanką, hinduską księżniczką... " czytaj więcej...



ICAROS - medycyna magiczna

Relacje z procesu cudownego uzdrowienia procesu łysienia, patrz: ICAROS... - w zakładce Uzdrawianie...
 


RELACJE I LISTY OD MOICH PRZYJACIÓŁ


relacje ayahuasca

Poniżej zamieszczone relacje pochodzą wyłącznie z moich ceremonii - odprawianych  wg tradycji orfickich


po ceremoniiANDRZEJ
bezrobotny z Londynu

ALDONA: Za  relację Andrzeja otrzymałam sporo podziękowań, więc celowo umieszczam ją na początku. Metoda, z powodzeniem wykorzystana przez niego na ceremonii, okazała się bardzo pomocna wielu ludziom, którzy w trakcie rytuałów mieli problem z otwarciem się na przesłanie ayahuaski.

Na spotkanie z Ayą przyjechałem w bardzo złym stanie emocjonalnym. Po wielu traumach w dzieciństwie stałem się bardzo zablokowanym, niedostępnym, zamkniętym w sobie człowiekiem. Wiodłem koszmarne życie samotnika, zupełnie bez przyjaciół, nie mówiąc już o jakiejkolwiek dziewczynie.
Dwa i pół roku wcześniej zacząłem terapię z wewnętrznym dzieckiem (wg płyty Mirońskich) i choć dała mi wiele, ostatnio utknąłem w martwym punkcie. Wiedziałem, że nie ruszę dalej, jeśli nie wydarzy się w moim życiu coś naprawdę radykalnego.
Przeczytałem książkę o ayahuasce, pomyślałem, że to byłoby dobre dla mnie. Zastanawiałem się, skąd, jak, gdzie, kto to robi? - Tego samego dnia przyszedł e-mail od Aldony. No i... pojechałem na ceremonię.

Pierwszego dnia NIC SIE NIE WYDARZYŁO, tzn. nie miałem kompletnie żadnych specjalnych doznań, co najwyżej bardzo smutne, luźne, jakieś archetypowe, niewyraźne sceny (moje sny są o wiele wyraźniejsze). Byłem zawiedziony i zły; długa podróż, wyrzeczenia (a byłem akurat kompletnie spłukany)! Aya miała być moją ostatnią deską ratunku!
Podobno osoby po takich traumach, jakie ja miałem, często nie potrafią otworzyć się na ducha rośliny.
Podczas omawiania rytuałów dowiedziałem się, jaką postawę emocjonalną/duchową należy przyjąć, co robić, by się DZIAŁO.
Drugiego dnia, po pierwszym kieliszku bardzo mocno poczułem czakram serca (ból tępy, nie za silny, ale nieustanny). Znak, że COŚ SIĘ ZACZYNA I DZISIAJ SIĘ WYDARZY.- Tak baaardzo pragnąłem się otworzyć na Ayę.
Wyobrażałem sobie sceny, kiedy byłem dzieckiem i silnie odczuwałem MIŁOŚĆ - do koleżanki, która lubiła robić mi porządki w piórniku. Miałem pomysł, że odczuwając MIŁOŚĆ, stworzę kanał dostępu dla ducha roślinki. I chyba miałem rację.
Przez ok. 2,5 godz. (odczułem to jak 30 min.) męczyłem się, nieprzerwanie czując ból w sercu i próbując się otworzyć. W końcu usłyszałem wezwanie na kolejne picie ayahuaski.

ayahuascaPo kilku minutach dalszej walki UDAŁO SIĘ!
Pragnę zaznaczyć , że tych doznań absolutnie nie da się opisać słowami. Chyba dlatego, że słowami opisujemy zwykle zjawiska, mające odniesienie do życia codziennego, tzw. "normalnej" rzeczywistości.
Tamte doznania nie maja wiele wspólnego, z tym, co znamy, są absolutnie odmienne. To było, jakby duch rośliny wciągnął mnie w samo centrum potężnego tornada. Cały układ energetyczny został teraz doskonale przeczyszczony, odblokowany, zharmonizowany.
Czułem, jakby przelewała się przeze mnie potężna rzeka. Mój oddech był nieprawdopodobnie głęboki, długi, intensywny. Wdech "1000" litrów powietrza, wydech - tyle samo.
Porwała mnie fala płaczu, niezwykle głębokiego, intensywnego, z samego dna mej istoty. Płakać mi się chce, jak o tym piszę i za każdym razem, gdy sobie to wszystko przypominam. To było takie cudowne, oszałamiające; być doskonale otwartym, mieć takie potężne prawo być tu NA ZIEMI, mieć taka siłę, pewność siebie, jakiej nigdy nie miałem (przynajmniej dokąd ma pamięć sięga).
W pewnym momencie doświadczyłem, jakbym się na nowo narodził. To było tak szalenie emocjonalne, tak głębokie doznanie. Poczułem tak silną MIŁOŚĆ do małej istotki , która się właśnie urodziła i to byłem ja - taki kochany.
Nigdy wcześniej sie takim nie postrzegałem/odczuwałem, takim wartym miłości, niewinnym...

ayahuascaMoje ręce same (bez mej woli czy siły) cudownie tańczyły w rytm wspaniałej muzyki, która przez cały czas płynęła z głośników. Czułem, jak z każdej ręki wypływała mi potężna energia, jakby rzeka. Moja twarz miała kompletnie inny wyraz niż normalnie. Byłem zupełnie inną osobowością - bez ograniczeń czy jakichkolwiek zahamowań. (...) Kochałem. Emocje mnie zalewały.
"Wyprawiałem" nieprawdopodobne wygibasy; prawie, że stałem na uszach. W pewnym momencie fala energii popłynęła w dół i poczułem ból w podbrzuszu (bo - jak sądzę - tam mam najgorsze blokady). Usłyszałem, że: "teraz schodzi "Anioł", aby uzdrowić moje serce i przywrócić je do pierwotnego stanu. Mam się tylko poddać.
Czułem się jak mały dzidziuś, którym opiekują się, kochający, bardzo ,troskliwi rodzice... Poddałem sie temu procesowi.
                                                                -----------

Dziś, z perspektywy 3 kolejnych wyjazdów na ayę, mogę śmiało powiedzieć, że to najefektywniejsza, najsilniejsza metoda terapeutyczna, z jaką zetknąłem się w moim życiu.
Każda kolejna sesja coraz bardziej mnie otwiera wewnętrznie, daje ogromną nadzieję, że jestem już w stanie stworzyć udany związek z kochaną dziewczyną. Już teraz, gdy moje serce zostało całkowicie uzdrowione, jestem niejako w innej "bajce". Zniknęli z mojego życia ludzie, którzy nie darzyli mnie szacunkiem, próbowali poniżyć czy ośmieszyć. Wcześniej ciągle mnie to spotykało. Teraz patrzę na świat z miłością. To absolutnie wspaniałe następstwo transformacji wewnętrznej, jaką przeszedłem. Czuję ogromną wdzięczność do wszystkich Istot Wyższych, Przewodników, Opiekunów duchowych, Aniołów, Boga... , którzy w tym procesie grają "pierwsze skrzypce". Jestem absolutnie pewien, że bez ich decyzji, wsparcia, Miłości i Współczucia nigdy bym sobie z tymi potężnymi problemami emocjonalnymi nie poradził.
Czuję wielką pokorę wobec Ich potęgi i Wspaniałości.






ŁUKASZ
pracownik koncernu


ayahuascaPo wypiciu pierwszej porcji ayahuaski pokazały mi się kolorowe wzory i ogarnęło mnie uczucie jakiejś nieokreślonej lekkości. Wzory przeistaczały się w przestrzenne konstrukcje, jakby tysiące indonezyjskich rzeźb z widocznymi szczegółami. Po chwili setki szklanych kul, wypełnionych kolorowymi kamykami. Obracały się wokół siebie i przenikały się wzajemnie.
Czułem powiększającą się przestrzeń wokół mnie. Sącząca się w tle muzyka wzmacniała wciąż zmieniające się wizje (...) Intensywność i zmienność wzorów nie miały końca... Poczucie czasu gdzieś znikało.
W głębi doznań poczułem jedność wizji z moim ciałem oraz uczestnikami ceremonii. Czułem, że unoszę się ponad ciałem wielkiej, nienazwanej jedności. Ok - pomyślałem - teraz niech Aya porwie mnie w kosmiczną przestrzeń...
Niestety mój organizm i wewnętrzny głos mówił:"hello! wracamy!" - I wysyłał mnie na rozmowy z Bogami do WC :)
Byłem niepocieszony.. czułem się jak dziki zwierz zamknięty w klatce. Chodząc w tą i z powrotem warczałem na siebie i na otaczający mnie świat.
To była nieprzyjemna walka z własnym, zagubionym, cywilizacyjnym JA. Powrót na sesję spowodował, że gdzieś odleciała duchowość, a pojawiła się wesołkowatość i niewybredny żart.
Jednak pod koniec sesji poczułem jakąś ulgę i oczyszczenie sprzecznych, kłębiących się we mnie emocji dobra i zła. Wiedziałem już, że walka samego ze sobą była mi bardzo potrzebna.

Cały drugi dzień przed sesją czułem się totalnie psychicznie i fizycznie wyczerpany. Stwierdziłem, że niczego nie chcę oczekiwać i poddaję się w pełni.
Sesja znów zaczęła się kolorowymi wizjami, teraz jednak otaczał mnie wewnętrzny spokój. Wizje wężowych serpentyn stawały się co raz bardziej soczyste i wręcz czułem w dłoniach ich plastelinową miękkość. Czułem, jak kolory przechodzą przez moje ciało, które samo staje się jedną kolorową wizją.

ayahuascaNagle zaraził mnie lekki śmiech współtowarzysza i po chwili śmiała się cała grupa. Śmiech ten był tak szczery i jednoczący nas ze sobą, że trudno to opisać. Widziałem, że stajemy się wspólnym jednym bytem.
To było cudowne,
łzy ze śmiechu ciekły mi po policzkach. Sytuacja ta wracała chyba jeszcze ze trzy razy.
Dawno tak się z serca nie śmiałem.

Położyłem się na brzuchu. Czyjaś ręka dotknęła moich pleców i poczułem wydobywające się z tej dłoni ciepło z widoczną, białą otoczką. Ogarnęła mnie odprężająca ulga i zobaczyłem, jak na wysokości mojego mostka tworzy się czworokątny ornament, z którego na wszystkie strony wylatuje białe światło. Rozlewało się w głąb ziemi jak górski potok, płynąc niespiesznie w pełnym majestacie.

ayahuascaTo było niesamowite otwarcie jakichś wrót czystej, nienazwanej energii.
Za chwilę ktoś masował moje stopy i czułem, jak ciało moje odpływa i wydłuża się w nieskończoność. Teraz wiem, że nastąpiło wielkie ostateczne oczyszczenie mojej zatrutej duszy...
Po tym przeżyciu pojawiły się wizje kolorowych, niesamowitych zwierząt. Tęczowe węże przenikały moje ciało, z którego zaczęły wylatywać niesamowite ptaki, plujące kolorami! Ciało i przestrzeń już nie istniały osobno. Byłem JEDNYM.

Nagle zacząłem mówić dziwnym językiem, który pojawił się niewiadomo skąd ! Widziałem jednocześnie siebie i moją współtowarzyszkę sesji, że leżymy pod wielkim drzewem życia, nie wiem dlaczego, ale czułem, że właśnie to jest jakieś życiodajne drzewo z początku ludzkości!
W tym samym czasie przechodzący koło nas Jarek stawał się wielkim ciepłym światłem. Teraz byliśmy małymi bezbronnymi dziećmi, otoczonymi niesamowitym spokojem.

ayahuascaWtem poczułem, że JEST WE MNIE JAKAŚ OSOBA! Stałem się szamanką indiańskiego, nieistniejącego już plemienia! Nie do opisania!... Wiedziałem, że jest ona chuda i wysoka, płynęła z niej niesamowita mądrość, nieopisany spokój miłości i szczęścia. STAŁEM SIĘ NIĄ !
Tajemniczy język się ze mnie wydobywał z jakimś wielkim spokojem i gardłowymi głoskami, których później nie mogłem powtórzyć. Widziałem wielką dżunglę. Z korzeni i lian powstała kulisto- jajowata konstrukcja, z której patrzyła na mnie szamanka.
Czułem sercem, jak jednoczę się z planetą, Ziemia i ja stajemy się jednym, nie ma już ciała, nie ma nic - jest tylko czysta energia! Wszystko to działo się jakby w jednym momencie! Jakie to było piękne...
Tajemniczy język wciąż się ze mnie wydobywał i zmieniał, stając się jednością z moimi towarzyszami sesji... Wnet czułem, że dotykiem palców wskazujących wszystko uleczam! Rozlewająca się z palców energia spadała na moich duchowych przyjaciół .. JA czy nie JA?
Dotykałem bolące mnie miejsca i ból natychmiast znikał. Nagle usiadłem i wciąż szepcąc zapomniany język zrozumiałem: AYA TO JA! O rany! Wszystko jest w nas gdzieś schowane za kotarą ziemskiej i cywilizacyjnej nieświadomości...

Teraz spokojnie położyłem się na wznak i czułem, jak nagle dostaję dziwnych drgawek, które znikały po chwili. Szamanka gdzieś ze mnie odchodziła, ale język jej wracał. Poczułem jak duchy lasów przechodzą przeze mnie i unoszą mój tułów. Po chwili odchodzą... Byłem w pełni tego świadomy i wiedziałem, że TAK WŁAŚNIE JEST I TAK MA BYĆ! Czułem wielką jedność z samym sobą i planetą...
Zrozumiałem, że szukając Boskiej cząstki, znalazłem ją w sobie i to MY jesteśmy cząstką nienazwanego. Bóg jest nami i my jesteśmy Bogiem. Planeta Ziemia jest naszą wieczną MATKĄ






KASIA
właścicielka firmy szkoleniowej, coach


1 sesja
Nie oczekuję konkretnych przeżyć, wizji, fajerwerków. Raczej skłaniałam się ku temu, że nic szczególnego się nie wydarzy. Siadamy w kręgu i zgodnie z rytuałem każdy z nas wyraża swoją intencję. Ja chcę się dowiedzieć, jak skutecznie wykorzystywać swoje predyspozycje, do rozwoju własnego i podejmowanych przeze mnie przedsięwzięć. ...

Po wypiciu nic szczególnego się nie dzieje. Słyszę westchnienia, pomruki. Coś jest jednak inaczej. Patrzę w sufit. W oczekiwaniu czuję, że z moich oczu powoli, cienkimi stróżkami, zaczynają płynąć łzy - no tak, to Darek (współuczestnik ceremonii) miał sobie dziś popłakać... Czy robię to zamiast niego? Wraz z tą myślą uświadamiam sobie, że oto od stóp, jak tłok, powoli przesuwa się w kierunku ramion jakaś ciemna, gęsta, plastyczna masa. Zbierała ze sobą podobną do siebie treść ze wszystkich komórek i zdecydowanie kieruje się do mojej głowy. Nie mogę tego powstrzymać ... boję się... i nagle czuję w umyśle uderzenie bardzo negatywnych emocji. W jednej chwili wyraźnie zobaczyłam różne sceny z czasów najwcześniejszego dzieciństwa, przejmująco przykrych... Poczucie opuszczenia, samotność, wyalienowanie, chłód, bezradność, bezdenny smutek, poczucie winy... Scena za sceną. Leżę w rozpaczy na karimacie, moja twarz, ciało... odzwierciedlało to, co tak intensywnie się ze mną działo.
Na szczęście poczułam ręce Dusi na głowie, ramionach - siedziała za moją głową.
Chwyciłam jej ręce i przycisnęłam do swojej twarzy; miałam nadzieję, że będzie przy mnie. Została. A tama puściła.
Szloch wypełnił moją głowę, brzuch, ręce, nogi, całe ciało. Sceny - ja, jako bardzo malutka lub trochę starsza dziewczynka zbieram doświadczenia. Realnie widzę i czuję każdą scenę. Rozpacz się nasila.

ayahuascaDusia kładzie się przy mnie i troskliwie otacza ramieniem. Mówi, żebym płakała.
Przywieram do niej, do jej serca... do Matki .. Wyrzucałam z siebie tyle bólu, a na przemian zastygam w niemym krzyku, który zaciska krtań... Łzy i emocje wypływają z siłą wodospadu. Skąd tego tyle?
Nie mogę przestać. Drżę na całym ciele. Kompletnie nad sobą nie panuję. Przemoczyłam Dusi bluzkę. Teraz widzę wyraźnie moje dzieciństwo, ono cały czas trwa, rzeczywiście każda chwila dzieje się we mnie ciągle. Noszę to. Ta dziewczynka cierpi.
W pewnym momencie poza swoim bólem, odczuwałam krzywdę wszystkich dzieci na świecie... - Refleksja; nie ma większej zbrodni niż skrzywdzenie tak bezbronnych i ufnych istot! Czuję przejmujący smutek i żal. Myślę, że to się nigdy nie skończy.
Dusia przytula, gładzi mnie i koi. Powtarza mi - "...nawet nie wiesz, jakim jesteś skarbem, kocham Cię." Ja ją z kolei przepraszam, że wylewam na nią cały ten syf. - "Nie przejmuj się, potrafię tę energię transformować." - Uspakaja mnie, a moje serce przepełnia wdzięczność do niej.

Niezwykłe jest też to, że w tym stanie jestem jednocześnie obserwatorem. Coś mówi: popatrz tu, i tu, i tutaj, zobacz to, i to, i tamto. Z tej perspektywy mam świadomość, że oglądam album żywych scen ale równocześnie współczuję sobie z całego serca. Leżę na lewym boku wciśnięta w Dusię. Kryję się pod jej ramieniem. Czuję beznadzieję. Robi mi się zimno.
Dusia wzywa posiłki. Jarek klęka za moimi plecami i swoje obie dłonie kładzie na moich plecach między łopatkami. Dusia kładzie rękę na moim sercu. Uświadamiam sobie jakie ono jest zimne. Ogrzewają to moje serce z obu stron. Jarek coś nuci. Dociera do mnie mantra. Cierpliwie, skupieni na mnie, rozpalają moje serce. Jak to możliwe, że mogło być tak skute i skurczone?
Teraz nachodzi mnie zrozumienie moich zachowań w młodzieńczym i dorosłym już życiu, zrozumienie relacji z rodziną i innymi ludźmi... Acha, więc to dlatego było takie; stąd to musiało tak się potoczyć, a to w ten akurat sposób zakończyć. Widzę przyczyny i skutki. Wszystko jest takie oczywiste. Wtulona w Dusię, wymęczona płaczem i ... poddana, słucham swojego serca całą sobą.

ayahuascaWyczekuję, jaki rezultat przyniosą wysiłki szamanów.
Stopniowo moje serce się rozgrzewa i wokół niego jest coraz cieplej. Jest mi dobrze, z każdą chwilą cieplej. Czuję przestrzeń wewnątrz siebie. Dusia i Jarek pochyleni nade mną, jak czuli rodzice, uśmiechają się, śpiewają mantrę jakby dedykowaną mi, bo co rusz pojawia się w niej słowo, które brzmi jak moje imię.
Uświadamiam sobie, że pomiędzy płucami jest szeroki kanał, którym swobodnie przepływa powietrze. Kanał od nosa i ust do dna przepony... stał się drożny!. Wcześniej czułam ucisk w części piersiowej na wysokości serca. Nareszcie mogę oddychać - mówię do Dusi.
Przypuszczam, że na tej sesji przepracowałam traumę wczesnego dzieciństwa. Dusiu i Jarku jestem Wam bardzo wdzięczna, że byliście ze mną w tamtej chwili.

Upłynęło kilka dni od tego doświadczenia, a wrażliwość mojego serca utrzymuje się. Czuję je jak niezależny byt. Rozpycha się we mnie, mieni się światłem, wyrywa się do ludzi . Z całego przebudzonego serca dziękuję Wam.

ayahuasca2 sesja ...
słyszę muzykę i... widzę dźwięki z dołu, góry, po przekątnej... mogę ich dotknąć. Chodzę miedzy nimi jak po sadzie, podziwiam dorodne owoce... czuję smak dźwięków. Istne 5D.
Niesie mnie do krainy dzieciństwa. A tu... dziecięce, uważne, szeroko otwarte oczy, ciepłe policzki. Obrazy wszystko takie... pyziate, ciepluchne!. Widzę pierzyny, ogródki zielne, pastelowe kolory, filcowe koty, kolorowe fartuszki, kasztanowe ludziki, popołudniowe słońce, zabawy dziecięce, beztroska. Dzbanek z ciepłą kawą zbożową i mlekiem, rodzice, młodzi i weseli; zabawki pluszowe, tęcza, inne dzieci. Dziecięce ziewanie, całą sobą, wypuszczanie z siebie pełnych baloników, elfów , co za rozkosz. Smak mleczno-miodowo-maślanej bułki. Uważne oczy. Czuję wzruszenie. Łzy ciekną. Widzę siebie jako kryształ, ktoś mi towarzyszy, słyszę głos Diament płacze. Wspomnienie szczęśliwych chwil. Dziecięcość połączona z powagą.
Usłyszałam Wypłakałaś wszystkie swoje gorzkie łzy. I tak się poczułam. Oczyszczona. Z przestrzenią wewnątrz siebie. Przeświadczenie: tak właśnie powinno być.

Robi mi się niedobrze. Lecę do ubikacji. Wyrzucam z siebie, co się da.... Coś ze środka brzucha ciągnie na zewnątrz, w końcu gdzieś z dna trzewi wylatuje kilka ciemnych ciapek wielkości małej monety, jakby pleśń..?. Uff. Jak dobrze.
Podnoszę się z kolan. Patrzę w lustro. Twarz jak nie moja. Oczy spuchnięte od płaczu jeszcze po pierwszej sesji. Po chwili twarz staje się jakaś demoniczna moje alter ego? Widzę proces rozpadu ciała. Moja twarz przechodzi różne fazy, od ładnej buzi poprzez marszczącą się obwisłą skórę, potem odpadanie ciała i prawie naga czaszka. To całkiem normalne wiem. Tak jest, a ciało to nie ja. Zamieszkuję je tu chwilowo. Trzeba o nie dbać. Ale to nie ja.

Wracam na salę. Kładę się na karimacie. W głowie przebija się dominująca myśl, że Darek domaga się pomocy. Moje ego też daje o sobie znać: Jeśli naprawdę chce, niech poprosi, np. przez wyciągnie rękę. Dosłownie w chwilę później coś spadło na mnie z lewej strony. To ręka Darka. Pękł. Zanosił się w płaczu, szlocha.
Zwróciłam głowę w tamtą stronę i zobaczyłam, że Dusia klęczy za jego głową, a Jarek z jego lewej strony. Byli przy nim, jak wcześniej przy mnie. Poczułam ogromne współczucie do niego. Wiedziałam, że boryka się ze swoim problem od dłuższego czasu. Skupiłam się na nim. Zamknęłam jego dłoń w obie swoje, przytuliłam do policzka i przesyłałam myśli wsparcia i miłości. Bardzo chciałam mu ulżyć.

3 sesja
W kilka chwil po wypiciu napoju ujrzałam wyraźne krótkie konkretne wizje i przesłania. Najpierw świetlisto zielony pająk o regularnym, geometrycznym kształcie zbliżał do mojego czoła z dużą prędkością i wniknął za oczy.
Poczułam mrowienie jednocześnie silnie na powierzchni mózgu i wewnątrz, potem w okolicach szyi, karku, i ramion. Miałam wrażenie, że krąży wewnątrz mojej głowy i podstawy czaszki, wybiera dobre miejsce, sadowi się.
Zaraz potem w okolicy prawego ramienia zobaczyłam świetlisto zielone pałeczki, które układają się w regularną siatkę całej mojej istoty, taki zarys mojej postaci w 3D, esencjonalny wzór mojej powłoki fizycznej. W tej samej chwili ten wzór został w kilku miejscach uzupełniony, molekularne wiązania stały się spójne i kompletne.
Usłyszałam wyraźnie Jesteś naprawiona.
Teraz szybko wzdłuż mojego kręgosłupa, od podstawy do czubka głowy prześlizgnął się wąż, jakby kobra. Układając się swoim ciałem wzdłuż mojego kręgosłupa, swoją szeroką częścią głowy zawisł nad moją głową jak parasol i tak został. 4 sesja Zwiedzanie biblioteki Życia przegląd wiedzy, wytłumaczenie zjawisk (nie zapamiętałam konkretów!!). Poruszałam się w przestrzeni swobodnie, widziałam jak w filmie Awatar wyspy w przestrzeni, tak u mnie pojawiały się przeróżne zagadnienia i ich wyjaśnienia. Wtedy wszystko było takie oczywiste. Przepełniło mnie zrozumienie i pewność, że kultura, obyczaje, muzyka, są nośnikiem zakodowanych informacji o Prawdzie, które mogą być odczytywane w stanach poszerzonej świadomości. Zobaczyłam, jak za każdą istotą ludzką stoi równie realna dusza.

ayahuascaZobaczyłam duszę/ducha mojej siostry. Była wielka, potężna, mądra i stara. Wyraźnie widziałam, jak bardzo przerasta widzialne na co dzień jej ciało fizyczne. Poczułam się dumna, że mogę z nią obcować na co dzień. Zobaczyłam duszę mojej córki, też niezwykle wielką i poczułam niewysłowioną wdzięczność za to, że mnie wybrała aby przy mnie wzrastać i rozwijać się. Uzmysłowiłam sobie obecność cudownej duszy mojego partnera. Rozumiałam jakiś obcy mi język. Bardzo chciałam go zapamiętać i przenieść do świata zwykłej świadomości. Próbowałam werbalnie powtórzyć słowa, ale to okazywało się prawie niemożliwe. Zapamiętałam jedno prawdopodobnie podobne wyrażenie, które teraz powtarzam sobie czasem jak talizman. ... . ....Po powrocie z tej najniezwyklejszej podróży, moje życie jest inne. Czuję spokój i nie mam strachu. Moje serce bije dla życia tak chętnie i mocno, jak wtedy, gdy się żegnałyśmy, Dusiu. Miałam wrażenie, że obie mamy jedno wielkie, wspólne serce. Teraz chciałabym przytulać wszystkich ludzi i dać im to, co daliście mi Wy i Aya. Wykorzystajcie z mojej relacji, ile chcecie.






ayahuascaMONIKA
ex gwiazdka polskiego filmu, obecnie pracownik reklamy
(+ MICHAŁ -  przedsiębiorca roku - właściciel znanej firmy)


Aya jako terapia dla par.

Przyjechaliśmy strudzeni sobą. Nie przez brak miłości. Raczej brak zaufania do siebie, niewyobrażalne lęki i obawy. Marzyliśmy o cudzie, ślubie duchowym, wskazówce.
Mam kłopot z odnajdywaniem się wśród nowo poznanych ludzi. Nie wiedziałam, co nas czeka. Bałam się. Byłam jak sparaliżowana.

Mistyka, ezoteryka, duchowość zawsze istniały w moim życiu. Mam za sobą wiele technik od medytacji po psychoterapię - cały arsenał narzędzi do samopoznania i transformacji, dostępny przeciętnemu śmiertelnikowi.
Ciężko mi było wyobrazić sobie, że cokolwiek jeszcze jest w stanie zmienić moje nastawienie do siebie i świata lub zmienić naszą relację w związku.
Z relacji osób, które brały już udział w ceremonii, wiedziałam, że jest to głębokie, transcendentne i fizjologiczne doświadczenie. Jednak to, co się wydarzyło, przeszło moje najśmielsze oczekiwania!!!!

ayahuascaPierwsza ceremonia była największym prezentem jaki dostaliśmy. Aya widząc nasze przerażenie, postanowiła nas ukoić, uspokoić i pobłogosławić miłością. Rozpłynęliśmy się w zachwycie nad sobą i światem. Nad niewypowiedzianym pięknem.
Wędrowaliśmy razem wtuleni w siebie, śmiejąc się, rozmawiając i myśląc jednocześnie to samo.
W jednej chwili ustąpiły wszystkie lęki, które oddzielały nasze dusze. Wszystko, co usiłowaliśmy zrozumieć, tłumacząc miesiącami sobie nawzajem nasze błędy, znikło. Aya w ułamku sekundy odpowiedziała nam na wszystkie pytania.
Nie mam wątpliwości, że jest to Boska Istota, mądra, piękna, dobra. To lekarstwo duszy i ciała.

Aya zaprowadziła mnie najpierw do wnętrza mnie samej, pokazała kim jestem i co kocham.
Stałam się częścią natury, drzew, chmur, deszczu, mchów, kwiatów i zwierząt.
Na moment stałam się Nią.
ayahuascaPotem powiedziała, że to koniec wizji i poprosiła, żebym przytuliła się do Michała. - Przeżyłam najcudowniejsze duchowe zespolenie, o jakim można tylko śnić. Pełnię jedności kobiecej i męskiej energii, rozkosz i seksualność, która nie wymagała aktywności fizycznej, uniesienie i zaślubiny, o których marzyłam przez całe życie i o które prosiłam w intencji przed ceremonią.
Michał czuł tak samo.
Wiele miesięcy terapii, czy rozmów, czy awantur, odchodzenia, powrotów... Było tylko stratą czasu. To był cud, to jest cud! Wiem, że Aya wskazała nam drogę i to od nas zależy czy wytrwamy na niej, czy nie.
Chce mi się krzyczeć z radości:
Ludzie! To istnieje! Bóg, świat duchowy i doskonała, czysta miłość. Są w każdym z nas.
Każdy, kto przeżywa kryzys emocjonalny i ściera się ze swoim rozumem, ze schematami, jakie narzuca mu stetryczały światopogląd, powinien przyjść na spotkanie z Ayauascą.

Gdyby wszyscy ludzie mogli tego spróbować, nasz dom, nasza Ziemia, nasze życie byłoby rajem.Bo raj jest tu, właśnie w tym życiu.
Nie ma żadnego tam ani kiedyś, jest TU I TERAZ.


ayahuascaW drugiej części ceremonii musieliśmy zmierzyć się ze śmiercią. Oboje.
Aya oczyszczała nasze dusze i ciała ze złogów, fałszywych przekonań i złych duchów. - To nie przenośnia tylko fakt! Tak rzeczywisty jak laptop na którym spisuje tę relację. Zmierzenie się z siłą demonów, które wampiryzowały moje ciało, było dla mnie niewyobrażalnie ciężkie. Czułam to fizycznie i duchowo. Bolesne skurcze żołądka, lęk i totalna blokada.
Nie mogłam zwymiotować. Pomyślałam, że coś nie chce ze mnie wyleźć, że mimo miłości, jaka mnie wypełniła, trzyma się kurczowo mojej aury i ciała.  - Poprosiłam Jarka o pomoc.
Trzymając mnie mocno, odprawił sobie tylko znany rytuał i... puściło, odblokował, wyrzucił to ze mnie...; Kiedy spojrzałam na dno toalety, zobaczyłam że był to wielki stwór,  skrzyżowanie ropuchy i pająka, demoniczne ścierwo.(...)

Poczułam się jak nowo narodzona, ale to nie był koniec. Ceremonia trwała, a ja umierałam, lub raczej rodziłam się na nowo. Zwinięta w kłębek, bezsilna, z wtulonym we mnie psem i z grzechotkami Jarka nad ciałem. Niesamowite, jak ten szamański sprzęt oczyszcza aurę. To się czuje, fizycznie...;
Powoli, bardzo powoli nabierałam sił i wracałam.

ayahuascaBardzo silnie współodczuwałam cierpienie Michała, nie byłam w stanie mu pomóc, ruszyć się... 
Aya powiedziała : możecie być zawsze razem, ale pewne rzeczy musicie załatwić sami ze sobą, nikt nie pomoże.

My ludzie mamy tendencję do obwiniania innych lub okoliczności, za swoje cierpienie i pławienie się w nim, bez opamiętania. Okazuje się, że to tylko nasz wybór. Nic i nikt nie jest w stanie nas zniszczyć, jeśli na to nie pozwalamy...; ale to chyba najtrudniejsza lekcja - życie.
Mogłabym napisać opowiadanie...

Następnego dnia, pławiąc mnie w wielkiej miłości i pokoju  Aya sprezentowała mi...;oświecenie.
Zrozumiałam tak wiele. Wiem też, że to dopiero początek drogi.
Ogólnie mówiąc już wiem, kim jestem i gdzie jest mój dom.
Czuję bezgraniczną miłość i oddanie dla mojego Michasia. Dojrzewam do podjęcia nowych wyzwań, jako nowa Ja, nowo narodzona Ja. Dostałam też wskazówki dotyczące zdrowia i wiem, że bardzo chcę wrócić na kolejną ceremonię, żeby dokończyć dzieła Ayi.

Dziękuję Wam najmilsi, Jarku, Aldono, za umożliwienie mi odnalezienia siebie, dziękuję za miłość, opiekę i siłę z jaką przeprowadziliście mnie na drugą stronę.
Dziękuję Michasiu, że odważyłeś się pójść za mną i wejść w to doświadczenie, że pokonałeś lęk i otworzyłeś swoje serce.
Dziękuję Ayi za to, że istnieje i obdarza nas miłością i mądrością.
Dziękuję Wam wszystkim z całego serca.




ARTUR
Specjalista technologii żywności, przedstawiciel handlowy, poeta


ayahuasca




LORD VADER
człowiek, który ma w rękach media, czyli TEORIA SPISKU INACZEJ 


ayahuascaNależał do tych VIP-ów, których niechętnie widuję z daleka, a cóż dopiero na ceremonii. Aż dziwi, że raczyl przekroczyć skromniuteńkie progi mojego domu. I pomimo, że raczył, patrzył na wszystkich w sposób  zimny, wyniosły, nieżyczliwy...  Nadałam mu przezwisko LORD VADER, który grupa entuzjastycznie podchwyciła. 
Pytany o intencje, szczerze wyznał, że od 10 lat brak mu głębi uczuć (o ile w ogóle jakieś miał).
- Stał się jednym z ciekawszych obiektów badawczych... 



... No i 4-ta, ostatnia sesja. Wahałem się , czy w ogóle brać w niej udział. Pojawiły się wątpliwości co do autentyczności Ayahuaski. Zaczeły pojawiać sie argumenty, że to nie ma sensu, że to strata czasu. Część mnie najwyrażniej nie chciała iść dalej.

Od początku czułem wzrastający ucisk z lewej strony pod ostatnim żebrem i niżej. Było mi bardzo niedobrze, dokładnie tak, jak po ostrym przeholowaniu z alkoholem. Przebijały się geometryczne wizje, ale nie mogłem się im poddać ani ich doświadczyć, bo robiło mi się coraz bardziej niedobrze.
Wyszedłem do łazienki, żeby zrzucić cieżar, który narastał coraz bardziej. Uderzające dla mnie było podobieństwo do efektu zatrucia alkoholowego, łącznie z niedpartą potrzebą porządnego haftu.
Zwymiotowałem i nic, potem jeszcze raz, tym razem samą wodą. Wypiłem kubek ciepłej wody, ale wciąż fatalne uczucie zostało. Uczucie, że to, co miałem zwymiotwać, cały czas we mnie siedzi.
Poprosiłem Jarka o pomoc, bo mimo prób, nie udało mi sie nic wycisnąć. Męczyłem się bardzo.
Jarek przyszedł z kadzidełkiem, kazał mi zająć pozycję nad sedesem i zaczął robić esy-floresy w okolicach mojej miednicy oraz do góry, wzdłóż kręgosłupa.
Akcja nagle przyspieszyła! Poczułem, jak coś mi się zbiera, najpierw w okolicach lędżwi, a póżniej do góry i ...to był wymiot mojego życia!!! Nie zawartość, bo sama woda i jakaś piana, ale uczucie jakby to wszystko wyszło z najgłębszych zakamarków mojego organizmu.
Zrozumiałem, że traciłem czas, robiąc to bez wsparcia Jarka.

Ponowna próba i przy maksymalnym wysiłku (w myślach przeszło mi, że to jak poród), poszło jeszcze trochę wody, ale jednocześnie włączyła mi się wizja, jakbym sam siebie wyrzygiwał. Jakbym bronił się i jednocześnie widział od wewnątrz przełyk, lecąc wystrzelony w kierunku ujścia. To było bardzo intensywne zwłaszcza, że nagle dotarło do mnie, że ja wyrzyguje żywą istotę i to w dodatku jakby siebie. Dotarło do mnie, co mówił Jarek, przeganiając ze mnie jakąś istotę.
Ogarnęło mnie przerażenie, że ześwirowałem. Zaczęły napływać myśli, że to wszystko jakiś blef, że to nie może być realne. Zrobiłem odpoczynek. Usiadłem, piłem kubek ciepłej wody, ale wciąż mi było niedobrze i ucisk obok splotu stawał się coraz większy.
Zbierając siły do kolejnej próby, nagle doznałem kolejnej wizji. Zobaczyłem, że skóra mojej ręki jest jak skóra węża lub jakiegoś płaza - zielono srebrzysta i miękka.  Zobaczyłem coś w rodzaju smoka, ale łagodnego i niedużego, trochę jak w Avatarze smoki, na których latali NAVI. Ten był piękny i łagodny. Zakomunikował mi telepatycznie, że przecież jesteśmy jedną istotą , tzn dwiema, ale żyjącymi w symbiozie.

Pojawiły mi się wizje różnych sytuacji w życiu, w których brak zdolności odczuwania miłości nagle stały się dla mnie zrozumiałe. Zobaczyłem tysiące ludzi, żyjących podbnie do mnie - w oderwaniu od siebie, od zdolności odczuwania radości i miłości, pracujących, podporządkowujących sobie innych, często nieobecnych tu i teraz. Rozpoznawałem ich nieomal po fizycznych cechach. Cały gatunek w obrębie gatunku ludzkiego!
To był dla mnie szok, przeraziłem się, że fiksuję. Moja determinacja, żeby pozbyć się pasażera, była blokowana przez świadomość, że chce się pozbyć części siebie. Ja nie widziałem żadnej granicy pomiędzy nami.
Poczułem nagły przypływ złości, determinacji i siły. Zebrałem się w sobie, zmobilizowałem całą fizyczną i psychiczną siłę i poprosiłem Jarka o wsparcie w następnej rundzie.
Jarek zaczął robić swojej hokus pokus z kadzidełkiem. Zapytany dlaczego tak robi, odpowiedział, że te istoty nie lubią ognia. Welcome to Matrix !
Czułem, że znowu we mnie się zbiera. Czułem, że będzie bardzo trudno, pierwsza próba - nic, druga blisko, ale nie dałem rady fizycznie, trzecia - czułem, że używam całej mojej siły, a czułem też, że mam coraz większy power i determinację. Tym razem szło z bardzo głęboka. Czułem, że przewód pokarmowy jest połączony cienkimi arteriami z każdą komórką mojego ciała.
Znowu pojawiła się wizja, że widzę siebie od środka. Czułem przez sekundę, że to ja jestem wyrzucany. Ostatkiem sił wreszcie poszło. Nagle z mojego przełyku jak z wyrzutni, odbijając się, jak gumowa kulka, wyskoczyła mała biała grudka (3-5 milimetrów) i wpadła do klopa.
- Tyle wysiłku, jakbym wywinął się na drugą stronę, a tu tylko mała biała grudka, zero wody, nic więcej. Ale czułem, że to właśnie było to! Najbardziej niesamowite, że na 100% czułem, że to był żywy organizm! Jak pchła z własnym napędem, dodała własnego przyspieszenia w ostatniej fazie, odbijając się od języka i podniebienia i wystrzeliła prosto do kanalizacji. To było bardzo sugestywne uczucie.
Przypomniały mi się filmy Matrix i Man in Black i wizja ludzkiej rasy zainfekowanej małymi istotami o dużej sile psychicznej i dużym oddziaływaniu na nasz organizm i osobowość.
Niestety, to nie był finał moich zmagań. Ucisk wciąż był, narastające nudności też. Zmobilizowałem ostatnie rezerwy sił.
Jarek znów naganiał kadzidłem i motywował. Tym razem mimo wysiłków, nie poszło. Czułem, że to coś było bardzo blisko. Czułem, że było podobne do poprzednika. Ale nie dałem rady!
Jarek, widząc, że tracę siły i że się trochę zawziąłem, powiedział, że trzeba odpuścić.

Wróciłem do kręgu, położyłem się na macie i zrobiło mi się trochę lżej, ale czułem, że wciąż coś tkwi we mnie. Cały następny tydzień czułem nudności i ucisk w rejonie po lewej od splotu słonecznego. Byłem też osłabiony i jakby trochę podtruty. Zarezerwowałem następny termin na ceremonię.... c.d.n. 

Aldona:
Po wyjeździe Lorda Vadera "przypadkiem" (o ile coś takiego istnieje) trafiłam na artykuł "Pasożyty czyli władcy marionetek" (Wojciech Mikołuszko, Gazeta wyborcza 5.04.2004).
Traktował o pasożytach, które w ciałach zwierząt lub owadów sprawiają, że te zaczynają zachowywać się jak pod dyktando i robią nie to, co chce ich natura, ale czego chce od nich pasożyt. Naukowcy zaobserwowali nawet pasożyty w podobny sposób zmieniające zachowania ludzi.
Moim odkryciem było, że to, co dotąd uważałam za istoty duchowe - różnej maści  duchy, gadzie istoty astralne czy nawet demony... itp., miewają swoje odpowiedniki w fizycznych, mikroskopijnych organizmach jako bakterie, grzyby, wirusy... Pewnym zaskoczeniem było, że one posiadają niezwykłą inteligencję. Niekiedy przewyższa ona intelekt nosiciela i... Rzeczywiście rządzi nami cały gatunek w obrębie gatunku ludzkiego.
Aya zwróciła moją uwagę na biologiczne odżywianie się 
także ze względu na to, że w zdrowym, silnym ciele brak miejsca na pasożyty.... Ale to już osobny temat  (patrz: MEDYCZNE PRZESŁANIE, Medycyna ).
Lord Vader pozbył się wszystkiego do końca dopiero na kolejnej ceremonii, na której to "przemówił  ludzkim głosem", zdobywając sympatę całej grupy. Przeżył stany wglądu w duchową wiedzę jak każdy inny, ale tym razem skreślił tylko parę ciepłych słów...   



Drodzy Szamani :)
Bardzo dziękuję za ten czas. Dużo dostałem, choć nie całkiem to, po co przyjechałem :)
Mam poczucie, że rozpocząłem najbardziej fascynującą podróż w moim życiu. Zrozumiałem też, że jest to podróż trudna i wymagająca dużo wysiłku i że nie miałem pojęcia, na co się porywam :).
( ... ) Przypomniało mi się jeszcze , że w jednej z wizji miałem inicjacje do tajnego bractwa wiedzy i oświecenia, coś jak "obrzęd masoński". Czekam teraz w domu, może zadzwonią :)
Jeszcze raz dziękuję. Jesteście wspaniali i jak myślę o was, to mi się przypomina film, w którym Morfeusz uwalnia ludzi z Matrixa. Aż dziw, że system wam na to pozwala :).

 


JOANNA
bezrobotna z Chicago


ayahuasca...Zauważyłam, że kompletnie ma mam władzy nad swoim ciałem, wiję się, tworzę pozycje rodem z jogi, bez udziału moich mięśni... Jestem po prostu obserwatorem swojego ciała i nie wiem, co tak naprawdę za chwilę będzie się z nim działo.
Wtedy doświadczyłam stanu bezumysłu. Umysł miałam totalnie wyłączony, nie mogłam myśleć, myśl się rozpływała.
- Boże jakie to cudowne uczucie, kiedy ego nie ma nad tobą kontroli, chociaż na te kilka godzin!!
Jest tylko czucie, zamiast myślenia pojawia się odczuwanie.
Kiedy zniknęło ego, poznałam swoją prawdziwą naturę. (Tym, kim się wydaję być, to tak naprawdę nie ja, to zniekształcony obraz mnie, wytworzony przez ego.)
Teraz dopiero wiem, o czym wszyscy mistrzowie mówili i mówią "free your mind, let go of ego" (uwolnić umysł, puścić ego). Wiedziałam konceptualnie, o co chodzi, ale nigdy tego nie byłam w stanie poczuć. Dopiero podczas ayi dane mi było poczuć, co oświeceni mistrzowie odczuwają na co dzień.
Nie wiedziałam także, o co chodzi w tym wszystkim by być obecnym - "be present" - jak wielu mistrzów naucza. W trakcie ayi i dzień po- doświadczyłam stanu bycia TU I TERAZ, a nie gdzie indziej. Liczył się tylko ten moment, nie miały znaczenia moje problemy, to gdzie jestem, co robię...; Liczył się tylko ten obecny moment, ta boska chwila, której doświadczałam w całej jej pełni.
Nie potrzebowałam w tym momencie niczego innego, było doskonale TU I TERAZ.
Moja koncentracja była tak silna, że dokładnie czułam swoje ciało - byłam w całkowitym kontakcie z moim ciałem, świadoma każdego kroku, który stawiałam. Serce było lekkie, radosne i pełne współczucia.

ayahuascaNa spacerze między ceremoniami wszystko: trawa, kwiaty, drzewa... były piękne i boskie. Dostrzegałam kolory kwiatów, ich odcienie, kształty, liście, korę drzew... Widziałam to wszytko w takich szczegółach, na które zwykle nie zwraca się uwagi.
Do obcego mężczyzny, którego zobaczyłam pracującego w swoim ogródku, odczułam ogromne współczucie (współodczuwanie). Po prostu chciałam złożyć ręce i ukłonić się przed doskonałością jego boskiej, prawdziwej natury.
Do tej pory zostało mi dostrzeganie piękna, kolorów i kształtów kwiatów. Stwórca jest geniuszem - master genetisist.

Wcześniej całe moje życie było zdominowanie przez głowę, myślenie... To coś okropnego, nie móc przestać myśleć, kalkulować, analizować... Ale teraz wiem, że to po prostu był mój mechanizm obronny, który wypracowałam jako mała dziewczynka. - Żeby przetrwać moje popaprane dzieciństwo. Bardzo dużo w życiu straciłam, pozwalając mojej głowie (zamiast sercu) kierować moim życiem.
Ja po prostu nie miałam kontaktu z moimi uczuciami, zbudowałam sobie ogromną ścianę w moim sercu, chcąc uchronić się przed zranieniem przez popapranych ludzi .

Teraz powoli odpuszczam sobie główkowanie, uczę się siebie na nowo, poznaję siebie, nawiązuję kontakt ze sobą i moim ciałem, porzucam ciągłą walkę, bo już nie mam na to siły...
I just let it be (i niech tak się stanie!).




ZADANIOWIEC
twarz z telewizora


ayahuasca... Wróciłem do mojego zagonionego świata, ale z ogromną rezerwą i spokojem.
Mocno się sobie przyglądam. Szukam śladów Ayi i efektów jej działalności. Niezwykłe jest to, że cały czas udaje mi się je odnaleźć. Myślę, że to była najważniejsza podróż mojego dorosłego życia.
Kiedy wspominam dwa dni rytuałów, dopiero dociera do mnie, jak nieodzowny jest Wasz wkład w cały proces i 6 - sty zmysł, jaki musicie posiadać, żeby ujarzmić choćby takich cudaków, jak ja.
Myślę często, skąd wiedzieliście, żeby w kluczowych momentach zachowywać się dokładnie tak, jak przewidywała potrzeba chwili. Przecież były momenty, kiedy mną nie rzucało, a cały proces odbywał się tylko w głowie.

Ja naprawdę stoczyłem walkę. Mam wrażenie, które mocno pielęgnuję, że się ze sobą zszedłem, że udało mi się podziękować doradcy i skutecznie wyprawić go do innych zadań.
Kluczowym było dla mnie odkrycie, że moja niby naturalna tendencja do sarkazmu, szyderstwa, żartownisiostwa czy wręcz wzgardliwego dystansu to nie ja, tylko ON - głos zza ramienia, mówiący do mnie po wypiciu Ayi w drugiej osobie.
I tu widzę punkt przełomowy. Aldona powiedziała mi w trakcie sesji o stanie lekkiej schizy, w której się znalazłem. Tylko, że ona była potrzebna. Jak inaczej wyseparować z własnej podświadomości pasożyta?
Za to jestem Ayi i Wam wdzięczny. Zrozumiałem, że to nie byłem ja. Niczym komornik eksmitowałem gościa z duszy i ciała szarpiąc się z nim niemiłosiernie. Wiedząc, że to nie ja, łatwiej było go pogonić. Mój Obcy bronił się jak szalony, ale wizyta w kręgach okazała się nieoceniona.
Moja mantra (nie wiem skąd przyszła?) stała się kluczowa i pozwoliła mi go przegnać.  Nie wiem, ile razy tamtej nocy powiedziałem sobie "jestem królem i mocarzem", to była naprawdę skuteczna broń. Najbardziej niesamowite było słyszeć, jak "Jestem królem" zmienia się najpierw w jestem "dobrym królem" , a potem w "dobrym człowiekiem".
To były chwile, kiedy pierwszy raz w życiu naprawdę szczerze, bez tej durnej fałszywej skromności uwierzyłem, że tak jest.
Król na ołtarzu plecami do swoich poddanych walczył na ich oczach targany konwulsjami, żeby udowodnić im i sobie, że jest coś wart i może ponosić odpowiedzialność za innych.
A ci poddani zobaczyli, że jest też zwykłym człowiekiem, który cierpi i walczy. Dlatego można mu zaufać.
Myślę, że poddani są metaforą ludzi, wielu ludzi do których zdarza mi się mówić. Ta walka dała mi nowe zaangażowanie w rozmowy, czucie rozmówców i wchodzenie w ich nastroje z nieznaną wcześniej łatwością. Niezwykłość tego zjawiska polega na tym, że ów proces dzieje się sam. Czerpię z siebie w sposób z jednej strony zaskakujący, bo nowy, z drugiej najbardziej naturalny.

Niezwykłe jest też wspomnienie fizjologiczno-psychicznego wyzwolenia, jakim jest haft artystyczny, który każde z nas zaliczyło przynajmniej dwa razy.
Wyrzygałem z siebie brzydkie małe istoty, piekielne bestie o niesamowitej inteligencji i... Nie mogłem się z nimi rozstać.
Pamiętacie moją uroczystość pogrzebową w korytarzu?
Cudowna matczyna troska Aldony kazała jej wysłać Jarka na zwiad, co ze mną. On, gdy tylko się zjawił, jak zwykle bez stresu, od razu wiedział, dlaczego mnie nie ma i był zupełnie spokojny. Przytulałem wiadro z tym ścierwem i leżałem tam tak długo, bo nie chciałem się ze świństwem żegnać w aurze nienawiści (to był pierwszy odruch) ani z czułością, która przyszła po chwili i też nie była adekwatna.
Uzmysłowiłem sobie, że to coś udawało skutecznie, że jest mną przez tyle lat, że przeżyło ze mną tyle różnych chwil. Były okresy w moim życiu, gdy to draństwo było moim najlepszym obrońcą i doradcą. Nie miałem innego wzorca, innego systemu wartości. Był tylko ten, w który mój Obcy wpisywał się idealnie.
A zatem ani nienawiść, ani czułość - żadne z tych uczuć nie mogło towarzyszyć mi podczas pożegnania, gdy miałem użyć rytualnej spłuczki :). Rozwiązanie, które przyszło, pojawiło się tak samo nagle, jak teraz przychodzą mi do głowy idące z serca gesty, pytania czy opinie. Zdałem sobie mianowicie sprawę, że muszę tym moim potworom wyznaczyć jakąś misję (w końcu jestem zadaniowcem). Dlatego zaordynowałem, że jedynym ratunkiem dla ich złej energii jest zamiana jej na dobrą pozytywną, jasną niczym światło MOC, którą muszą zanieść w świat i przekazać. Nie mnie, ja jej nie potrzebuję, ale komuś, kto musi otrzymać taki zastrzyk.
Właśnie ta myśl pozwoliła mi spłukać wiadro i zamiast przekleństw, gestów ze środkowym palcem i złorzeczeniami, życzyć im powodzenia w wypełnieniu misji.
Może ta energia, jasna i pozytywna już krąży gdzieś po świecie i robi coś dobrego? Oby!

I jeszcze jedno, nie boli mnie głowa. Pochmurny dzień, obniżony nastrój i już migrena gotowa. Tak było dotychczas. Teraz mam czasami uczucie obręczy zaciskającej się na czaszce, ale ból po nim nie przychodzi. Nie muszę pić kawy, ani zażywać tabletek przeciwbólowych. Bardzo chcę, żeby się to utrzymało. Jeszcze raz dziękuję Wam bardzo za ważny choć nie zawsze piękny (hafty i trzęsiawki) czas, jaki spędziliśmy w Holandii. Jestem Wam wdzięczny za poczucie taktu i zdrowego dystansu, którego nigdy nie tracicie. To ułatwia odnalezienie się w tej niecodziennej sytuacji. Wracam do Was niebawem.




ANIA
zmęczony przedsiębiorca ...


ayahuascaPodczas pierwszej sesji próbowałam otworzyć serce i - pyszna ja - pomóc innym. Ehh...próżność... Niemal od razu poczułam, że zamiast gorącego serca, pełnego miłości gotowej obdzielić pół świata, mam gdzieś głęboko, w czeluściach klatki piersiowej dwa suche, czarne kamienie.
Nijak nie byłam w stanie ich "ożywić". Zaczęłam cofać się pamięcią wstecz. Szukałam momentu, kiedy zostałam tak zraniona, że serce postanowiło tak tragicznie się zapaść i zmarnieć. Przeszłam wszystkie związki... dzieciństwo...i nie! To nie było to.

Dopiero w następnej sesji przyszła do mnie informacja, że.... Zaprogramowałam się na śmierć. Rzeczywiście, ogrom stresu, związanego z prowadzeniem własnej firmy i niemożności ucieczki od odpowiedzialności doprowadził do tego, że często myślałam sobie, jak cudownym uwolnieniem byłby wypadek, a nawet śmierć...
Myślałam o tym tak często, że moja podświadomość zaczęła ten program realizować.
Kiedy to zrozumiałam, wszystko stało się jasne. To, ze ostatnio wciąż było mi zimno, szczególnie w stopy i dłonie, brak energii i apatia, zaniki pamięci, niemożność prawdziwego odczucia miłości do mojego nowego mężczyzny, brak zainteresowania duchowością...
Na poziomie energetycznym moje serce zaczęło obumierać jako pierwsze i czułam również bardzo mocno niszczejący umysł. Co najbardziej przerażające - nie miałam nawet energii, by z tym walczyć! Próbowałam pracować sercem, słać światło do mózgu, ale mój organizm nie odpowiadał....
Było mi tak zimnooooo, że musiałam okryć się czteroma kocami... Czułam, że faktycznie zaczynam umierać. Ostatkiem sił wezwałam moich przodków (choć nazajutrz Jarek odradził mi tej metody), szczególnie bliskiego mi dziadka, siły natury, nadświadomość i moich przewodników... - Po chwili zrozumiałam , że oni też ze mnie zrezygnowali. Poczułam się bezsilna...To był powolny proces umierania i nie mogłam uwierzyć, że sama to sobie zrobiłam. Chciałam uciec, nie podejmować jutrzejszych sesji...Bo i tak nie ma dla mnie ratunku!
Zdołałam tylko afirmować koniec pragnienia śmierci i chęć życia. Powtarzałam w kółko "Dziękuję, że tak się JUŻ stało" i wyobrażałam sobie zniwelowanie poprzedniego programu.
Zaczęły się torsje.
Zwymiotowałam na koniec mały, ostry kwadracik, jak małą szkatułkę i zaraz przemknęła myśl: "Program Samozagłady".

Dopiero nazajutrz zrozumiałam, że to jest właśnie powód mojego przyjazdu! Gdyby nie aya, proces zapewne by się urzeczywistnił wypadkiem czy którąś z "ulubionych" chorób cywilizacyjnych. - Postanowiłam walczyć.
Trzecia sesja uświadomiła mi, że program został zniszczony, powinnam więc zabrać się za odbudowę swojego organizmu, serca, uczuć.....
Bardzo długo nie czułam nic... Miałam wrażenie, że w sumie serce już działa, że reszta to długi proces i nie powinnam spodziewać się cudów.
I wtedy podszedł Jarek. Kiedy przyłożył mi rękę w okolice brzucha i głowy, czułam na poziomie fizycznym energie rozbiegające się od jego dłoni aż do koniuszków moich palców...
Byłam przekonana, że każdy musiał widzieć te małe, świetliste rurki przebiegające przez całe ciało. Czułam też, jak ze mną rozmawia myślami. Kiedy się w nie wczuwałam, wyobrażenia były kosmicznie piękne, kolorowe, kwieciste...i...proste...żadnego drugiego dna..
"NIE MYŚL...CZUJ...."
Gdy wracałam myślami do siebie, momentalnie obrazy były naprzemiennie czarno-białe. I znów troszkę kolorowe. Nie tak radosne i niezwykle harmonijne, jednak będące jednością z myślami Jarka. Ostatnim jego przekazem było: "Z umysłem pracuj sama, do roboty... Ja tylko rozpędzę perpetum mobile".
Pomyślałam sobie, że musi być niesamowicie, widzieć świat jego i Aldony oczami. Harmonijny, niezwykle piękny i wolny od zbędnych, zawikłanych myśli. I wtedy zrozumiałam - Jarek i Aldona są oświeceni!! Tylko takie osoby mogą odsunąć na bok te niesforne, wracające wciąż , męczone obrazy naszego życia, te zatruwające czarno-białe mysli i mieć przed oczami i w umyśle tak piękne uczucia, tak wolne od rzeczywistości. RZECZYWISTOŚCI NIE MA, JEST TYLKO UMYSŁ.
Po chwili nie mogłam już przeniknąć nigdzie indziej. Byłam w umyśle, realny świat nie istniał...

Kiedy Jarek odszedł... Zostałam zawieszona w stanie "tylko-czucia" - nawet nie mogłam zacząć myśleć, nie było takiej potrzeby. Tylko piękno i harmonia.

ayahuascaI w tym momencie wzleciałam....
Cały mój organizm przeniknęły energie... Złote , harmonijne rzeki świateł wlewały się w każdą żyłę, unosząc mnie nad ziemią... Emanowałam światłem, które po prostu musiało oświetlać całą salę, rozprzestrzeniać się, jednocześnie wirując wokół mnie i uzdrawiając każdą, pojedynczą komórkę...
To było niesamowite!!!!!
Bezwiednie uśmiechałam się , zupełnie nie swoim, cudownie dziewiczym, dziewczęcym uśmiechem, wzdychając z rozkoszą dźwiękami, które należały jakby do nowej mnie... Czystej, przepełnionej kosmicznym ciepłem, światłem i miłością. Miałam wrażenie, że wokół płynęły delikatne wróżki, pilnujące całego procesu.... Wibrowałam prawdziwą, dziecięcą radością....
Po chwili zaczęłam lekko się krztusić.. I momentalnie, wprost do płuc, świetlnym strumieniem wpłynął do mnie ogrom powietrza, wprost z kosmosu. Uniosłam się, by zaczerpnąć pierwszy, głęboki oddech w moim nowym życiu, oddech zarówno życia, jak i wiedzy. Otrzymałam trzy tak głębokie oddechy i od tamtej chwili moja klatka piersiowa jakby uwolniła się z trzymających ją obręczy.
Zaczęłam oddychać prawdziwie, głęboko, bardzo głęboko... czując, jak każdy oddech przybliża mnie do prawdziwego życia, jak z każdym oddechem pobieram nauki, radość i całą energię życiową. - TO BYŁY MOJE NARODZINY.
Miałam wrażenie, że wszyscy na sali przyglądają mi się, że brali udział, pomagali mi w tym procesie i teraz radują się razem ze mną, spoglądają na swoje nowe dziecko. Czułam się tak kochana , piękna i doskonała, jak nigdy.....

Pomiędzy trzecią a czwartą sesją byłam cały czas w ayi, doświadczałam nowego, uzdrawiającego oddechu, uczyłam się go na nowo, wciąż jeszcze nieporadnie napełniając płuca.
Ostatni łyk napoju wprowadził mnie w okres nauki i zabawy. Poczynając od odrodzonego kokonu, małego, rozkwitającego pąka kwiatu, przez zadziorną dziewczynkę, czułam się, jak... Oh! Nie myśleć, nie analizować zbyt dużo, wchłaniać radość, miłość i harmonię. Czułam niemal nad głową blokadę od nad-świadomości i...Jarka, żeby nie wpadać w wir niepotrzebnych myśli, zawiłości, jakie czekają nas w zewnętrznym świecie... Że powinnam teraz korzystać i wchłaniać piękno... Jak ufne dziecko.

ayahuascaWalczyłam zw sobą i swoją pychą, próbując przesłać wszystkim miłość z serca, ba- uczyć ich i pomagać.... podczas gdy cały czas dostawałam informację,że TERAZ JA. NAJPIERW POMÓŻ SOBIE, PÓŹNIEJ MOŻESZ POMYŚLEĆ O RATOWANIU ŚWIATA..:)
Jako że ostatnią sesję spędziłam przy moim mężczyźnie, który de facto potrzebował ogromu miłości ze względu na swoje przeżycia w ayi, przerabiałam okres młodzieńczy, miłość, oddanie, szacunek, a w końcu i ..wiedzę.
Na koniec procesu otwartymi oczyma śledziłam fraktale i strzelające zewsząd energie, mając niesamowicie silne przeczucie, że oto otrzymuję wiedzę, potrzebną w nowym życiu. Wiedzę, której nie muszę teraz rozumieć. Jej zrozumienie przyjdzie, gdy nastąpi taka potrzeba.




LUBA

Ukrainka z Holandii (Nie koryguję błędów dla szczególnej melodii języka.)


LubaNie wiem od czego mam zacząć, bo to co przeżyłam jakoś ciężko powiedzieć słowami czy opisać na papierze, ale spróbuję...

Moje życie wcześniej wyglądało bardzo szare. Jakieś takie aby do lata, a później do zimy i właśnie nic w tym nie było. Codzienność nic nie przynosiła; praca, dom i taka pustka. Nawet sobie nie wyobrażała, że to wkrótce się skończy. I tak się stało.

Po ceremonii wszystko wokół mnie zmieniło się, a najbardziej ja sama. Wyrzuciła z siebie wszystko, co tak naprawdę nie dawało mi żyć: złość, zazdrość, smutek, strach i obawy. A w zamian wypełniłam się wielkim Dobrem i Miłością. I czuję, jak to we mnie żyje. I to je takie piękne i razem z tym przychodzi takie wielkie szczęście!!!

Więc czego więcej trzeba w życiu kiedy w Tobie Miłość, Dobro i Wielkie Szczęście?




DOROTA

lekarka


DUCHOWA PRZEMIANA dOROTY
         Przed ceremonią...                             w trakcie...                          ...przed wyjazdem do domu



ZOSIA
ze Szwajcarii , opiekunka ludzi starych


Zaczęło się od tego, że podczas medytacji prosiłam o pokazanie mi właściwej drogi mojego życia.
Dostawałam zawsze tą samą odpowiedź: nic nie musisz robić... pracuj miłością!
Pewnego dnia koleżanka zadzwoniła, że Aldona i Jarek mogą mi pomóc w zrozumieniu samej siebie. Działałam zdecydowanie i po kilku dniach znalazłam się u nich w domu, w towarzystwie sympatycznych panów; jeden z nich był dyrektorem sporej firmy, drugi wolnym ptakiem. Każdy z nas przybył z innego świata.
Natychmiast został stworzony niezapomniany klimat. Nie boję się tu użyć słowa: wspólne bytowanie w miłości. Tak, to było coś niesamowitego! Byliśmy ze sobą jak jedna rodzina. Wspomagaliśmy się na każdym kroku i dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami.
Podczas diety zapoznaliśmy się z podstawowymi prawami świata wewnętrznego, a wieczorem wyjechaliśmy do Holandii.

ayahuascaPierwszy dzień ceremonii był dla mnie dniem totalnego oczyszczenia. Pokonywałam stare programy i inne narzucone mi ograniczenia, tak mocno zakorzenione w moim wnętrzu.
Ból głowy był oznaką, że się oczyszczam. Oczy i okolice trzeciego oka rozrywały głowę...
Przyszła do mnie Aldona. Za pomocą dotyku i słów miłości pomagała rozerwać pętające mnie łańcuchy... Czułam dotyk anioła....
Czułam ruch w całym ciele, które wyrzucało z siebie ciemne energie. W obrazach pojawiały się wszelkiego typu szare i ciemne robaki. Mało ciekawe widoki. Ba! przerażające. I to wszystko tkwiło we mnie, a ja to nieświadomie pielęgnowałam.

Następny dzień był radością...obudziłam się lżejsza. Pobyt w kamiennych kręgach pomógł mi oczyścić się totalnie. Zrzuciłam z siebie i skasowałam wszelkie śluby, przysięgi i przyrzeczenia. Poczułam się pierwszy raz w życiu wolna...chciało mi się fruwać...

ayahuascaWieczorna ceremonia była pobytem w Raju... Bajeczne kolory...cisza...muzyka serca...miłość.. - Byłam wszystkim, co JEST. - Wszechogarniająca radość..., szczęście... Obrazy...wizje...wdzięczność.
Zobaczyłam, co moja dusza pragnie jeszcze doświadczyć i w jakiej kwestii robiłam błędy.
Otrzymałam osobiste przesłanie, dotyczące moich intymnych spraw.

                                                                    ----

Pracuję teraz nad sobą, staram sie żyć w miłości. Niesamowite przeżycia pomogły mi zrozumieć moją rolę w tym ziemskim życiu. Samo uczestnictwo w rytuałach ayahuaski zostało zapisane w moim sercu tęczowymi kolorami i tęsknotą powrotu do tych magicznych chwil. Słowa nie potrafią opisać tych przeżyć... - dla mnie to kwantowy krok do przodu.
Pozdrawiam wszystkich, czytających ten tekst.






ASIA

pracujący wędrowiec z Londynu


ayahuascaZaczęło się od bełkoczącego umysłu, który skutecznie, przez cały czas utrudniał mi kontakt z Ayą. Zapętliłam sie okrutnie, jakbym przerabiała ciągle w kółko to samo. Dawano mi do zrozumienia. że nie łapię sensu przekazu. Na szczęście po jakimś czasie się zorientowałam i udało mi się wybrnąć z tego marazmu:)
Następnie Aya rozłożyła moje myśli na czynniki pierwsze. Miałam przed oczami mój cały proces myślowy. Widziałam, dlaczego myślę w ten a nie inny sposób i do czego takie myślenie zmierza. Tak poznałam PRAWO PRZYCZYNY I SKUTKU.
Następnie moje myśli zostały bardzo sprytnie spakowane do złotego obracającego się sześcianu, połączonego złotymi nićmi z milionami innych na tle Wszechświata!
Usłyszałam głos: "patrz To jest Twój świat. Każdy ma własny i tylko od Ciebie zależy, jak będzie wyglądał Twój". Nawet wymyśliłaś to, że jesteś teraz tutaj.
- No dobra! Wymyśliłam, ale co to znaczy?
- Odpowiedź dotarła do mnie z opóźnieniem. - No tak! Pierwsza myśl, potem materializacja. :)
NIESAMOWITE! Zobaczyć na własne oczy to, o czym się tyle czytało!
To była łagodniejsza część sesji.

ayahuascaNie pamiętam, jak to się stało, że tak diametralnie zmieniły się obrazy, zapewne za sprawą jakiejś głupkowatej myśli znalazłam się w najmroczniejszych zakamarkach mojej duszy.
Koszmar!
Próbowałam jakoś sobie pomóc, ale nie wychodziło. Nie miałam sił.
Czułam, jakbym kompletnie nie miała wpływu na to, co się dzieje, że po prostu muszę na to patrzeć!
Miałam wrażenie, że oglądam horror psychologiczny na wideo w trybie przewijania (niestety pilot zaginął gdzieś w akcji.) To były moje własne dobrze mi znane myśli, lęki ,uczucia zepchnięte i zapomniane, moje wyobrażenia o sobie samej...
Szamotałam się dość długo, aż w końcu poddałam się bezsilna, przekonana, że to już koniec, umieram. Pogodziłam się z tym piekłem, które sama sobie stworzyłam i... obudził mnie głos "Sw. Mikołaja" (Jarka)
Następnego dnia do sesji Aldona mnie przekonała, zresztą słusznie, bo nie byłam pewna, czy to dobry pomysł po przejściach z poprzedniej nocy.
Bardzo się bałam.

ayahuascaProsiłam o miłość i światło. Aldona trwała wtedy przy mnie, naprowadzając mnie na miłość (dziękuję Ci za to!). Pomogła mi zrzucić bardzo ciężki łańcuch lękowców.
No i tyle z tego pamiętam.

Co się działo później, pozostaje dla mnie zagadką. Tak, jakbym po prostu zapadła w głęboki sen i przebudziła się po jakimś czasie w ogóle go nie pamiętając. Ocknęłam się, mając Aldonę z jednej strony, a Jarka z drugiej.
Z mojej perspektywy wyglądało to niemal na reanimację, tyle, że czułam się szczęśliwa, czułam potężną miłość.
Byłam dziwnie pewna, że dowiedziałam się wszystkiego, czego potrzebowałam się wtedy dowiedzieć. Podejrzewam, że zaszła jakaś "instalacja programu". I tak też się czuję :).

ayahuascaPierwsze, co powiedziałam o poranku po sesji było:
"czuję się, jakby metalowa klatka spadla mi z głowy". -

Naprawdę nie wiem, jak mam dziękować za to, że miałam okazję tego doświadczyć. Czasem płakać mi się chce ze szczęścia.
Z dnia na dzień rozumiem coraz więcej i dosłownie mogę doświadczać swojej przemiany. Oczywiście zdarzają się gorsze dni i niekontrolowane myślotoki, ale też wiem, że na to potrzeba mi więcej czasu (po tylu latach nieustannej produkcji). Ayahuaska pokazała mi drukowanymi literami na czerwono, że mogę bić rekordy w tej dziedzinie.
Teraz już tylko do przodu...

Aldona:
Komentarz na temat "instalacji programu":

Ayahuasca ma wiele technik przekazu, tylko my jeszcze nie umiemy wszystkich rozszyfrować. Język symboli i obrazów też nie dla wszystkich jest czytelny. Wbrew pozorom "instalacja programu" (świetne określenie) jest prostsza i tylko pozornie niejasna. 
Ten sposób komunikacji można porównać do komunikacji między ludźmi. Dawniej, aby wyjaśnić, jak wygląda Paryż, musieliśmy użyć wielu, wielu słów lub namalować setki obrazów. Potem fotografowano, filmowano, a dziś wystarczy podejść do Internetu i czerpać do woli, co się chce. - Gdyby jednak wręczyć dyskietkę kompuerową człowiekowi w średniowieczu, niewiele by z tego rozumiał.
Przez "instalację programu" Ayahuaski mamy "zainstalowane" coś w stylu kosmicznej dyskietki .
Proces instalacji jest podobny do przepływu znaków zero-jedynkowych przez ekran komputera. Jakby maligna, jakby coś leciało przed oczami, ale nic nie można uchwycić, nic, co by mogło mieć sens i logikę. A po wszystkim  z reguły pojawia się niewysłowione szczęście. - Nic z tego nie rozumiemy, "środek" jednak WIE i pamięta. (Rozumu obciążać nie trzeba.)
Na co dzień jest zwyczajnie, lecz gdy człowiek potrzebuje nagle coś wiedzieć, okazuje się, że już to po prostu wie, chodź nie ma pojęcia, skąd.




ceremonia ayahuascaWOJTEK
artysta, nieufny sceptyk i naczelny krytyk

Więc byłem, jestem... i może tak zostanie, w dalekiej podróży.
I jest to trochę tak, jakbym pisał z daleka, albo wręcz przeciwnie, z bardzo bliska....
Cieszę się, że się spotkaliśmy, tyle że - nie powiedzieliście mi - sam sobie nie powiedziałem również - że dostanę czerwoną pigułkę... i że nie ma odwrotu. Bo gdyby był wybór, nie wiem czy bym się zdecydował na takie voyage.... w głąb otchłani.
Możecie to nazwać duchem Ayi, Bogiem, tripem czy jakkolwiek inaczej...., ale bez względu na to, jaką ścieżką zaczniesz iść, jakiego klucza użyjesz i do których drzwi zapukasz, trafisz w to samo miejsce. Miejsce, gdzie będziesz musiał się zmierzyć z własną słabością, strachem i ignorancją.... W miejsce, gdzie myśli są tak czyste i jasne, że nawet sam siebie nie możesz już dłużej oszukiwać..... Każda słabość, fobia, strach i fascynacja ukaże ci się ze zdwojona lub zwielokrotnioną siłą i nie odejdzie, aż się z nią nie pogodzisz.....

Heh, nie wiem czy to zabrzmiało jakkolwiek sensownie - wciąż jestem w pociągu powrotnym..., ale może udało mi się przekazać, co się w głowie mojej roi. 
Gdy znów się spotkamy, będzie wam łatwiej mnie ogarnąć, a mnie łatwiej zaufać......

Nie boje się już, nie tylko nie tak panicznie jak podczas ceremonii, ale nie boje się wcale....
Aż mi się nie chce w głowie zmieścić, jak sposób myślenia zmienia sposób widzenia, a dalej - wygodę siedzenia.




KUBA
operator filmowy (po wcześniejszej operacji raka mózgu i po chemioterapii)


Myślałem, że dostanę konkretne podpowiedzi, jak i co budować od nowa. Zrozumiałem potem, że w moim przypadku za szybko na budowanie. Najpierw musiałem wszystko zburzyć, zaorać i dopiero zabrać się za sianie.
Byłem w piekle. Nie mogłem znaleźć ANI JEDNEJ dobrej chwili w moim życiu, żeby ją pieścić i rozdmuchiwać, tulić i jej się złapać. Chciałem umrzeć i nie mogłem, cierpiałem. Ale nie żałuję ani jednej chwili.
Tej pierwszej nocy runęło w gruzy całe moje życie. Wszystko, co wydawało mi się, że mam, okazało się czymś innym. Dotarło, że nie umiem kochać tak na prawdę. Nie potrafię ani dać miłości ani jej przyjąć w pełni.
Doszedł do mnie ogrom krzywd, które wyrządziłem sobie i bliskim. Płakałem nad losem mojej żony, moich dzieci, nad sobą. Żałosny pajac!
(Zostawiłem w domu koszulę na ceremonię i dzięki temu - w koszuli Jarka - wyglądając jak pacjent psychiatryka, byłem ubrany najstosowniej do sytuacji. Komponowało się to idealnie z moim wnętrzem.)
Byłem sam na świecie, nagi, bez siebie, bez miłości, bez prawdy, bez oddechu, bez ciała, którego też się wyrzekłem. Pustka. Otchłań. Ale najcudowniejsze jest to, że to teraz daje mi siłę, a nie rezygnację. Czuję, że było to niezbędne, konieczne i tak naprawdę dobre. Akt łaski po prostu.


ayahuascaA to, co wydarzyło się drugiej nocy w czasie pierwszej sesji to był RAJ.
Chwilo trwaj, dzięki ci Ayo, dzięki ci Boże, dzięki wszystkim i za wszystko. Kochałem wszystkich i wszystko. Kuźwa, jaki ja byłem piękny, cudowny, jak chciałem się tym dzielić. Dawać, brać. Amorek z wariatkowa w kaftanie bezpieczeństwa!
Nagle dobre chwile z mojego życia posypały się jak dojrzałe owoce z drzewa, którym się potrząśnie. Owoce pełne słodyczy, miłości, spełnienia.
Okazało się, że mam wszystko. Całe życie szukałem tego gdzieś w dalekich rejsach, w odlotach po paleniu, w marzeniach. A to jest tak blisko, we mnie. Moje wewnętrzne dziecko, mój kochany mały chłopczyk jest ze mną. Zdradziłem go, zgubiłem, schował się do najgłębszej kryjówki, ale teraz go znowu znalazłem, kocham go, opiekuję się nim. Raj na ziemi.
Doszedłem do tego, co trzymało mnie i nie dawało żyć. Przeżyłem wreszcie, czego nie mogłem przeżyć od wielu, wielu lat. Pożegnałem się wreszcie z duszyczkami dwójki naszych dzieci, które straciliśmy przed ich urodzeniem. Wypełniłem je swoją miłością i dałem im wreszcie odejść.

A potem znowu trafiłem do szamba i "żabką, żabką".
Bardzo, bardzo chciałem, żeby było jak wcześniej. Próbowałem ja, próbowaliście Wy, Paty, Chris. Nic. Wariat się obudził i reszta nocy była zajebiście ciężka...
To było chyba po to, żebym pojął, że zrobiłem dopiero pierwszy, mały kroczek. Ale za to bardzo, bardzo ważny. Jeśli zejdę z tej drogi, nic ze mnie nie będzie. A może być wszystko.

Po powrocie do domu opowiadałem Monice, mojej żonie, prawie do rana. Chyba nigdy nie wypowiedziałem w takim czasie tylu słów. Łzy płynęły ze mnie nieprzerwaną strugą i nie chciałem przestawać. Prosiłem o wybaczenie za moją mentalną oziębłość, za to, że tak naprawdę, do końca nigdy nie byłem z nią.
Przyszedł obraz z videofilmu z naszego wesela. Długi stół weselny z miejscami u szczytu dla pary młodej. Monika siedzi sama, moje krzesło jest puste. - Załatwiam coś na sali. Całe życie miałem coś do załatwienia "na sali", aż zaprowadziło mnie to do koszuli z za długimi rękawami i białej sali w domu wariatów w mojej głowie.
Moje małżeństwo objawiło mi się zupełnie w inny sposób, niż postrzegałem je do tej pory. To, co uznawałem za Moniki obojętność, to był jej sposób na przetrwanie tego, co miała ode mnie. Musiała sobie jakoś radzić. Złe rzeczy, które otrzymywałem od niej, tak naprawdę pochodziły ode mnie i tylko wracały.
Mam w telefonie taki folder, gdzie trzymam ważne smsy. Najstarsze mają sporo lat. Te od Moniki to po prostu esencja miłości. To, że żyję, zawdzięczam jej. To siła jej miłości utrzymała mnie przy życiu. Nie mojej, bo nie wiedziałem czym jest prawdziwa miłość. Skąd miałem wiedzieć, jeśli jej w dzieciństwie nie zaznałem, nie czułem, nie żyłem w jej blasku?
Mówiłem teraz Monice o wszystkim bez zahamowań, bez oczekiwań, bez lęku. Powiedziałem wszystko, co chciałem. O tym, że krzywdziłem ją i nasze dzieci nawet nie wiedząc o tym.
W trakcie sesji, w Holandii, to była moja myśl przewodnia. Co ja robiłem moim dzieciom i żonie? Niby żadna patologia, ale na poziomie duchowym - katastrofa. Biedne moje dzieci.
Długo rozmawiałem też z Zosią- naszą najstarszą córką. Dobrze, że akurat przyjechała na święto ze studiów. Dostała "Kołysankę dla wewnętrznego dziecka" z prośbą o wysłuchanie i wybaczenie mi.

ayahuascaDźwięczy we mnie to wszystko, rezonuje i gra.
Chcę jeszcze raz wyrazić moją wdzięczność dla Was, Waszych psich dziewczynek, wszystkich, którzy byli i są. Czuję Waszą obecność w moim życiu, obecność Ayi. Dzisiaj w nocy czułem Twoją bliskość, Aldonka, znowu słyszałem Twoje: "synek, odpuść, już wystarczy, przeprowadzę cię przez to". Znowu czułem Jarka przyklejonego do moich pleców...
Zostanie to we mnie na zawsze, będzie moją opoką.
Aldonko. Jarku. Jestem Wam wdzięczny. Kocham Was. Jeszcze się zobaczymy.




Michal-ayahuascaobraz ayahuascaMICHAŁ
grafik

Rysunek (z lewej) tuż po ceremonii



AGNIESZKA
artysta plastyk


Obraz (z prawej) namalowany  po ceremonii

Jestem bardzo szczęśliwa że jesteście:) i że robicie taką piękną transformację dla świata i że mogłam tego doświadczyć...
.....Wracając samochodem poczułam jak Miłość i Błogość, której doświadczyłam - doświadczyliśmy.... zbiera się, skrapla w centrum czakramu serca.

Poczułam bardzo wyraźnie, nawet fizycznie na sercu jakby kropelkę cudownego nektaru - kropli błogości ... Gdy się na niej skupiłam, zaczęła wypływać tam, gdzie chciałam...

obraz Agnieszki namalowany z inspiracji AyahuaskiTeraz, kiedy juz wiem, że wszystko jest możliwe, to mnie to nie dziwi, ale to niesamowite:))
To już nawet nie orgazm z miłości, to coś więcej:)... To jakby fizyczny a zarazem boski jej przejaw... Rysuję i słucham muzyki z ceremonii...

Po dłuższym czasie...

Ostatni ogarnia mnie mocno ayahuascowy stan jak jestem w lesie..(i nie tylko / wczoraj czułam to w domu)
... wszystko jest mocno kolorowe (ayahuaskowo kolorowe... ) intensywne dzwięki.. ptaków
...słysze świerszcze, pszczoły i żaby w przestrzeni... choć nie kumkają "realnie".
... Wszystko tętni życiem jak na Ayi...i jestem w tym jakby w bezruchu i błogości choć wszystko żyje!!!
Coś mi się mocno przypomina... magiczny i kolorowy świat, i czuje wtedy specyficzną, kolorową ekstazę...




ayahuascaDAREK
Valcari - Hiperwymiarowy Podróżnik (nadworny malarz Ayahuaski)


W trakcie pierwszej sesji w zasadzie nic nie czułem, niewiele się działo.
Wyraziłem wcześniej intencję, że chcę skoczyć w otchłań (jak Castaneda) i miałem tylko delikatne wizje, jakby wariacje na temat skoków z trampoliny, potem ze skały do morza, wreszcie skakałem na różne sposoby w Wielki Kanion...
Pomyślałem też, że dobrze by było po powrocie spotkać się z bratem i odbyć z nim taką męską rozmowę, jakiej brakowało nam od jakichś dwóch lat.
Tak więc niewiele się działo, czułem nawet lekkie rozczarowanie, a wynikało to zapewne z tego, że miałem zbytnie oczekiwania. Liczyłem, że ściany sali rytualnej ociekać będą strugami materii graficznej i zobaczę w 5D Santa Marię della Ayahuasca (której prewizję miałem już w drodze do Holandii)... Tymczasem AYA - Boska Inteligencja, uciszyła mnie i pokazała, że to jest jej impreza, a nie taniec moich psychodelicznych wyobrażeń i oczekiwań...

ayahuascaDruga sesja.
Po 10-ciu minutach od wypicia wywaru - poczułem, że to jest to. Nakryłem się białym kocykiem, zamknąłem oczy i rozpoczęła się Podróż...
Aldona położyła się obok mnie, chwyciła za rękę i powiedziała, żebym stał się chłopczykiem. Odparłem jej, że robię to od 42 lat :)
Czułem już, jak DMT zabiera mnie w nowe - choć jednocześnie znane mi od Zawsze wymiary. Umysł wyciszał się i wraz z duszą zaczął kosmiczną, wewnętrzną odyseję.
Wizje, obrazy i klimaty dostrajały się do muzyki. Muzyka była różna i wspaniała. Właśnie weszli Floydzi z moim ukochanym "Shine On You Crazy Dimond" - wprawiło mnie to w totalną ekstazę.
Jednocześnie płakałem (ze szczęścia), gdyż w niesamowitej wizji zobaczyłem swoją rodzinę: małego Dara, brata, ojca (który wcześnie zmarł) i matkę. 
W tej wizji byliśmy wreszcie wszyscy razem i szczęśliwi na tych kilka chwil. Wystarczająco długo, aby oczyścić i uzdrowić przeszłość.
W tym momencie podszedł Jarek. Aldona powiedziała mu coś o uzupełnieniu ojcowskiej miłości i ciepła. Jarek położył rękę na moim sercu - to była czysta telepatia, empatia, Miłość . . .

Muzyka zmieniła się, popłynęły hinduskie mantry i zobaczyłem w wizjach siebie samego jako czarno-białe, wielorękie bóstwo - kiedyś to namaluję. Było to przepiękne i jedyne w swoim rodzaju...

Kolejne dwie sesje następnej nocy zacząłem z intencją, że chcę poznać Miłość i Moc Ayahuaski.
I była Miłość i była Moc i były wizje. Dotarłem do Źródła, do Istoty Wszechrzeczy.
Każdą komórką i cząstką energetyczną poczułem, jak funkcjonuje Matrix i jak łatwo jest nam się uwolnić z tej mentalnej niewoli. Tylko trzeba chcieć to zrobić, trzeba skoczyć w otchłań, zaufać Sobie.
Spotkałem swój Cień, objęliśmy się i ukochali. On i ja jedno jesteśmy. Wszelkie dualizmy prysnęły jak mydlana bańka...
Aldona wcześniej powiedziała mi, żebym poprosił Ayę o wzorzec bogactwa (bo jak większość artystów, egzystował z dala od świata materialnego - przypis Aldony).
Przyszły dwa obrazy: najpierw zobaczyłem i ukochałem Martynę, która jest Miłością mojego życia i jest moim bezcennym Skarbem.

ayahuascaA wzorzec albo klucz do bogactwa to oczywiście moja Sztuka....
Nie ma najmniejszego problemu, aby rozsławić swoje malarstwo niczym Alex Grey czy Salvador Dali - moi ulubieni malarze i doskonali kreatorzy swojego życia.
Przecież taki potencjalny wariant rzeczywistości istnieje w nieskończoności możliwości - więc tylko wystarczy się ZDECYDOWAĆ...

Zacząłem deprogramowanie Matrixa...
Wizje płynęły jak szalony, barwny kalejdoskop. To było jak świadomy sen, pstryknięciem palców lub impulsem myśli sterowałem strumieniami barwnych obrazów jak tylko chciałem... Jedną z pierwszych wizji, obecnie przenoszę już na płótno w obrazie pt. Przebudzenie.

ayahuascaPrzez dwie noce ceremonii, czułem pewien ból, ucisk w dolnej, prawej okolicy brzucha (nie wiem co to, wątroba ponoć nie boli) - zwykle czuję to po pikantnym jedzeniu lub licznych, mocno zakrapianych imprezach.
Pod koniec ostatniej sesji, kiedy wreszcie udałem się na "boskie rzyganie", ból zniknął (nie odczuwam go kilka miesięcy po ceremonii, nawet po imprezach;)
I miałem kolejną, wspaniałą wizję, którą namaluję jako Self-Healing Process oraz sformułowałem Manifest Psychodeliczny Nowej Ery...

Generalnie, było to jedno z najwspanialszych moich życiowych doświadczeń.
Gdy wcześniej, jesienią 2011 roku, pod wpływem 200 Magicznych Kapeluszy, chodziłem gęstą nocą po bajecznym lesie - czułem instynktownie i proroczo, że rytuał Ayi tak właśnie może wyglądać - i tak się też okazało. Święte Grzybki doprowadziły mnie do spotkania z Duchem DMT, z boskością, z Duchem tej Planety i z całym Kosmosem.
Poczułem Miłość Ayahuaski i poczułem Moc - lecz Moc objawiła się nie w huraganie (tym razem) lecz w delikatnym szeleście liści lub - jak mawia Vadim Zeland - w szeleście porannych gwiazd... ....




PATRYCJA
dyrektor w firmie reklamowej swego ojca,


... Jestem uzależniona finansowo i egzystencjalnie, staję się nieczuła, drażliwa, przygnębiona, coraz bardziej wypalona i wyjałowiona. Z trudem odnajdujemy z mężem to, czym niegdyś dla siebie byliśmy; najważniejsze dla nas świętości pospadały z hukiem z boskich piedestałów. Czuję, że nasze dzieci też są nieszczęśliwe. Szukam rozwiązań... Ostatkiem wewnętrznych sił jadę z mężem na ceremonię ayahuaski.

Pierwsze spotkanie
Od momentu przyjazdu pęka mi głowa i podczas pierwszej nocy tylko na tym skupia się moja uwaga. Niewidzialna macka owinęła się wokół lewego oka i ściska po czubek głowy.
Aldona mówi, że to poczucie winy. Coś mnie głęboko w środku męczy i nie odpuszcza przez kilka dni.
ayahuascaNastępny ranek przyniósł pracę nad wewnętrznym dzieckiem krzywdami, smutkami, wyrzutami i brakiem miłości, który tak pieczołowicie w sobie pielęgnujemy. Potem - wyjazd do kamiennych kręgów - antycznych megalitów ułożonych w najróżniejsze kształty.
Jarek prowadził nas od kamienia do kamienia. Transformowaliśmy tam złość i poczucie krzywdy, łamaliśmy przysięgi i obietnice, oczyszczaliśmy się z żalu, lęku i złych przyzwyczajeń.
- Jeszcze w tamtym momencie nie zdawałam sobie sprawy z mocy tych rytuałów.

Wieczorem wyjazd na ceremonię.
Myślałam, że jestem przygotowana na przyjęcie Ayi; tyle przeczytałam, całe życie miałam wizje i sny, byłam otwarta na Nowe. Zdawało mi się, że samo pragnienie zmiany przyniesie natychmiastową ulgę i oczyszczenie. Byłam daleka od prawdy.
Pierwszy rytuał nie przynosi rezultatów. Nie mam wizji, nie przychodzi olśnienie, Aya się nie pojawia. Nawiedzają mnie jedynie zimne poty i dreszcze na przemian z falami gorąca i okazjonalnym pawiem. Następnego dnia znowu nic, aż przyszła do mnie Aldonka z Jarkiem.
- Ona w ogóle nie oddycha - powiedziała. Rzeczywiście, zdałam sobie sprawę, że powietrze zatrzymuje się we mnie między klatką piersiową a gardłem.
Jarek przyciska splot słoneczny, Aldona trzyma dłonie nad klatką piersiową. Ich dotyk jest boski.
Biorę głęboki oddech. To mój pierwszy krok, aby pokochać siebie. Mój brzuch zaczyna się unosić, martwe w nim ziarno dostaje tlenu i rozkwita, niespodziewanie wybuchając feerią wizji.

ayahuascaWidzę walące się przede mną krzyże i hostie, posążki bóstw i bogów. Łamią się dane przysięgi, obietnice i przyrzeczenia, które tak obficie ferowałam wszelakim wyznaniom, religiom, wyroczniom, symbolom, ludziom, bogom i archetypowym energiom.
- Co z tego miałam? Moc, siłę i magię. Ale magię czarną, nasączoną złem, przynoszącą wraz z kolejnymi wcieleniami coraz większą władzę i coraz więcej bólu.
Ukazał mi się obrzydliwy obraz manipulacji ludzką egzystencją, jakiej się dopuszczałam.
Zobaczyłam siebie jako Czarną Kapłankę, boginię, której składano ofiary, tak potężną, że jedną myślą kreowałam światy i istnienia, nie biorąc odpowiedzialności za nie. Nazbierałam przez tysiące lat ogromnej Mocy i najwyraźniej nie było mowy o tym, aby teraz ją tak zwyczajnie porzucić.
Poznany na ceremonii Przyjaciel angażuje się w moją wizję, pomaga mi i puszczam w końcu mackę ośmiornicy ostatnią więź z ciemną stroną, ból głowy przechodzi natychmiast.

Spontanicznie ukazują się przede mną różne obrazy: widzę jak przed czarną swastyką składam przysięgę posłuszeństwa systemowi. Widzę, jak braciom ze statku kosmicznego składam obietnicę powrotu. Moi towarzysze już dawno przestali czekać, ale ja nieprzerwanie czułam potrzebę dotrzymania słowa.
Sympatyczny niegdyś, skrzydlaty smok z moich snów okazał się bestią, której naobiecywałam w dawnych czasach mnóstwo różnych przysług. Mieliśmy nieprzyjemne konszachty. A teraz leżał zdychający pod jakąś ścianą. Jego siła i odstraszający wygląd były zaledwie wspomnieniem.
- Chcesz go jeszcze? - Usłyszałam głos.
- Jasne że nie. - Odpowiedziałam.
Poczułam, że jestem bardzo starą duszą. Że moje istnienie sięga eonów lat wstecz. Że nie zawsze byłam wcieleniem zła. - Kim byłam więc na początku? - Zapytałam.
Moim oczom ukazało się niemowlę leżące na wysokim ołtarzu, a nad nim światło pełne miłości i absolutnie czystej energii.

ayahuascaZaczęłam się trząść, poczułam, że znów mogę być dzieckiem, takim czystym, niewinnym, pełnym miłości i nadziei, jak to tam leżące. Bardzo tego pragnęłam.
Poczułam, że się rodzę, powietrze wokół mnie zgęstniało, praktycznie odczuwałam skurcze wokół siebie, było to absolutnie piękne i ekstatyczne doznanie. Zaczęłam się śmiać, radość wypełniła mnie całą. Już jestem dzieckiem.
Zobaczyłam, jak schodzę po schodach pałacu wśród bajkowej scenerii. Jestem rozradowana i przeszczęśliwa, moja twarz to jeden ogromny uśmiech. Napadają mnie salwy śmiechu. Wiem, że jestem czysta, piękna, kochana i nowonarodzona.

Pytam o obecne życie, dlaczego tak bolało?
Widzę, jak w momencie śmierci, na polu walki, postanawiam uśmiercić w sobie Czarną Kapłankę. To była najczystsza w swej formie Intencja zmiany cierpienia w miłość. Widzę jak wpadam do wolnego płodu. Jesteśmy w nim we dwie. Ona nie chce stracić Mocy, ale Ja za wszelką cenę muszę się od niej uwolnić. Na moment odbiera mi oddech, potem zanika.
Rodzę się rodzicom, którzy w rękach mają coś, z czym nie będą mogli sobie poradzić. Zalążek Dobra w skorupie Zła. Ich i moja karma łączą się. Od tej chwili to oni manipulują moim życiem, żeby mi pokazać, jak to boli.
Rozumiem teraz wszytko, ich misja już dobiegła końca. Wędruję do nich, wybaczam im i dziękuję. Jednocześnie kreuję pole ochronne dla mnie i mojej rodziny, uposażam dzieci w tęczowe tarcze, aby nikt nie mógł ich skrzywdzić.

Widzę, jak ciemność tliła się we mnie i starała się wyrwać poprzez różne impulsy i niezrozumiałe dla mnie tęsknoty. Bardzo długo się im opierałam, ale w końcu dałam im niewielkie ujście. Zaczęłam kontrolować rzeczywistość tych, którzy najbardziej z tego powodu cierpieli: mojego męża i dzieci. Wybuchłam płaczem, nie miałam pojęcia o krzywdzie, jaką im wyrządzałam.

ayahuascaZobaczyłam mojego męża, którego misją na tej Ziemi było zwrócenie mnie mojej prawdziwej Matce - Gai. Widziałam jak pierwsi bogowie wysyłają go - wojownika światła, na misję ocalenia mnie. To było przedsięwzięcie prawie skazane na niepowodzenie, misja samobójcza.
Widziałam jak mój mąż w wielu wymiarach równocześnie poświęca siebie dla ratowania mnie. Jak fizycznie, emocjonalnie, duchowo i energetycznie zbiera cięgi od sił nadprzyrodzonych i tych jak najbardziej przyziemnych. Na końcu biczowałam go i ja.
On stał nieugięty, niezłomny w swej misji, ale z dnia na dzień coraz słabszy.
Teraz patrzyłam, jak leży obok i wiedzieliśmy oboje, że spełnił swe zadanie. Czułam, że ma wolną rękę. Może nawet umrzeć i wrócić, skąd przybył, śmierć wyzwolicielka stała tuż nad nim. Czułam, że się wahał. Iść czy nie. Był bardzo zmęczony. Wysłałam w jego kierunku smugę światła czystą energię miłości, która w niego wpłynęła. Został.
Zrozumiałam, że przez długi czas był odłączony od Wszechświata, działał w ukryciu, jak komputer na safe modzie. W jego ciele astralnym znajdowały się trójwymiarowe, nieruchome kompasy. Włączałam jeden po drugim i niewielkie wskazówki ustalały swoje położenie względem Wszechświata. Został podłączony do Akaszy.
Czułam, jak gdzieś na krańcach Uniwersum, a może dokładnie w centrum galaktyki, uśmiechają się do nas bogowie, w aprobacie że udało nam się.
Zrobiłam się potwornie zmęczona.

ayahuascaZapytałam Ayi o moje posłannictwo.
Pokazała mi jak zmieniam się z dziecka w kobietę przeistaczam się w Białą Kapłankę. To była kompletna metamorfoza, z ognia i popiołu przeobraziłam się w feniksa, na moment byłam cudownym ptakiem, potem znów kobietą - Boginią Miłości.
Aya powiedziała, że moim przeznaczeniem jest dawać miłość w najczystszej postaci i świecić diamentowym światłem. Ukazała mi wizję naszej planety, na której świecą małe punkciki. To jesteśmy my, dobrzy i pełni miłości.
Planeta obracała się jednocześnie wokół własnej osi i rozciągała się w czasie i przestrzeni, a ja widziałam, jak co chwilę rozbłyskują nowe światełka i jest nas coraz więcej.
Obraz się oddalił, aż ukazały się miliony innych planet, równie pięknych jak nasza, na których mrugały identyczne diamentowe punkciki. Poczułam jedność ze wszystkimi stworzeniami wypełnionymi miłością.
Jesteśmy połączeni i mamy jeden cel: szerzyć miłość, to nasza broń przeciwko złu.
Ono objawiło się jako pajęcza sieć destrukcyjnych energii, które w dzisiejszych czasach przybrały formę skostniałych religii, fanatyzmu, polityki, a nawet programów telewizyjnych.
Zmiana, to jedyna pewna rzecz we Wszechświecie, to jedyny constans powiedziała Aya. Stagnacja jest wyniszczająca, a zmienność naturalna. Odnosi się to zarówno do naszego, codziennego życia, jak i do wielkich religii czy systemów politycznych.
Widziałam jak gigantyczna, międzyplanetarna pajęczyca zagarnia w sieci nieświadomych ludzi. Diamenciki jednak uciekały w sama porę mają świetną intuicję.

Poszłam do łazienki. Wiedziałam, że będę musiała zajrzeć w lustro tam wiszące. Ludzie różne rzeczy w nim widzą, niejednokrotnie swoje najgorsze strony. Trochę się bałam. Popatrzyłam na odbicie, ukazał mi się w nim dziesięcioletni brzdąc z wymownym zawadiackim uśmiechem. Prawdziwy Tomek Soyer. Popatrzałam jeszcze raz tym razem byłam Pippi Lamstrung.
Gdyby nie to, że musiałam sobie puścić porządnego pawia, zaczęłabym chichotać na widok tych sympatycznych twarzy. Jednak zwymiotowałam pajęczyną...;

Znów się położyłam, było kilka dni po pełni, herbata trzymała. Przypomniało mi się, jak Aldona mówiła, że każdy z nas posiada emocjonalną szatę energetyczną, ściśle połączoną z odpowiadającym jej na poziomie fizycznym kostiumem hormonalnym. Zobaczyłam, że ta szata to taki płaszcz wibrującej energii. Składa się on z ogromnej ilości elementów połączonych jak karneciki, pozornie różniących się od siebie, jednak tworzących mozaiki o tej samej częstotliwości.
Częstotliwości te, to nic innego, jak nasze oczekiwania, przyzwyczajenia, nałogi, itp. Jeśli np. ktoś czuje się ofiarą, taką sobie przywdziewa szatę, taką wibrację wysyła do świata i to dokładnie dostaje w zamian.
Można sobie powiedzieć: nie chce być już ofiarą, ale to niewiele zmieni. Jedynie czysta, bardzo głęboka, zdecydowana INTENCJA zapoczątkowuje proces, który MUSI być uwieńczony k r e o w a n i e m nowego obrazu siebie.
ayahuascaAya zapytała, czy jestem gotowa przywdziać mój nowy płaszcz.
- A mogę? zdziwiłam się.
- Pewnie, jesteś przecież Białą Kapłanką. - Odpowiedziała.
Przyjęcie tej szaty, to również podjęcie wyzwania przyjęcia misji bycia światłem dla Wszechświata.
Karty tarota, które wybrałam przed ceremonią, to Kapłan i Kapłanka - jak powiedziała mi Aya, symbolizowały mnie i męża. Stoimy więc obok siebie, twarzą odwróceni w kierunku jej cudownego świata, który jednocześnie należy do nas. Mamy go ze sobą zabrać z powrotem, pielęgnować w sobie i obdarzać nim innych.
Aya zaleca się śmiać, być wewnętrznym, rozradowanym dzieckiem - wesołą Pipie. Uczy, aby przeplatać baśniowymi nićmi naszą zwykłą rzeczywistość. To pozwoli nam zachować dystans do samych siebie. Ostrzega, aby nie dać się zwieść poczwarze pająkowi, być czujnym przez intuicję.

Staram się pytać o inne rzeczy, chcę jeszcze popracować, ale układa mnie do bajkowego snu, wypełnionego wizjami, fenomenalnymi odczuciami słuchowymi i cielesnymi. Pokazuje jeszcze tylko to, co sama chce mi pokazać, już nie słucha, każe mi w końcu odpocząć.


Wszystko, co opisałam, wydarzyło się naprawdę i w moim przekonaniu dosłownie, aczkolwiek piękno i wielowymiarowość doznań mogą być interpretowane na wiele sposobów. Wrażenia słuchowe i dotykowe były absolutnie fenomenalne i nie da się ich porównać do żadnego ludzkiego doznania. Duchowe przewodnictwo Aldony i Jarka przed-, w trakcie, i po ceremonii, okazało się bezcenne i pod każdym względem mistrzowskie. Każde ich słowo, dotyk czy ruch, odznaczały się nieprawdopodobną intuicją i wyczuciem.
Na koniec; może zdarzyć się tak, że cały nasz światopogląd, wierzenia, uprzedzenia i głębokie przekonania zostaną całkowicie zmienione pod wpływem spotkania z Ayą.
Co zrobimy z otrzymaną mądrością, zależy od nas. Aya daje klucze, my wybieramy, które drzwi otworzyć. Jedno jest pewne, dotychczasowe życie nie będzie już takie samo. Ale to dobrze, myślę, przecież jedyną pewną rzeczą we Wszechświecie jest zmiana...

                                                                    ......

drugie spotkanie
Ceremonia w styczniu miała dla mnie charakter głęboko oczyszczający, zwłaszcza na poziomie karmicznym. Ta, otworzyła mi oczy duszy.

ayahuascaW pewnym momencie siedzieliśmy (tudzież "barłożyliśmy się" :)) u stóp potężnego drzewa, którego korzenie wystawały ponad ziemię, tworząc swoistą pieczarę. Wypełniona była delikatnym, pomarańczowym światłem, płynącym z wnętrza ziemi.
Wasza świątynia Ayahuaski był najbezpieczniejszym miejscem na świecie, a wy byliście bezpośrednim łącznikiem z Ayą! Cóż za dar dla nas!

Wizje były bardzo realistyczne, momentami mroczne, niosły mnóstwo informacji o stanie świata. Nie dominowały już obrazy egzotycznych pałaców, ukwieconych łąk i boskich kolorów, jak za pierwszym razem.
Obraz pochłaniającego nas matriksu - cyfrowej sieci tkanej przez wyzutą z uczuć, kosmiczną pajęczycę, w pierwszej chwili wciągnął mnie siłą. Głos interpretował zjawiska: jesteśmy tylko programem komputerowym i wszystko jest już z góry zapisane. Nasze słabości, choroby, problemy, są jedynie minimalnym błędem w matrycy i nic na to nie poradzę.
Nie pomogę sobie, nie pomogę innym, lepiej jak sobie odpuszczę walkę. Wszelką walkę słyszałam dalej.
Z przerażeniem zauważyłam, jak wszystko co organiczne: moje dłonie, towarzysze ceremonii, rośliny, zaczynają zmieniać się w piksele. Oto dowód: jesteśmy hologramem komputerowym!
Dostałam propozycję nie do odrzucenia: piękny apartament ze szklaną kopułą na najwyższym piętrze jakiegoś gigantycznego wieżowca. Aż po horyzont rozpościerało się oświetlone - iluminowane miasto. Inni nie są takimi szczęśliwcami, za to ja, Ja mogę żyć w cyfrowym luksusie - usłyszałam. Bogactwo matriksu leżało u mych stóp.
Całą sobą buntowałam się przeciwko tej wizji. To nie może być Aya, krzyczałam w duchu. Tu nie ma miłości. Jak sięgnął wzrokiem, wkoło nie było żadnego organicznego życia, nawet światło było sztuczne. Wiedziałam już: to ona koszmarna pajęczyca, nie Aya.
Chcę do Ayi! - krzyczałam niemym głosem.
- Myśl o miłości.
Wołam więc - kocham Ziemię, rośliny, wodę, życie, i powtarzam w duchu tę mantrę, aż obraz się rozpadł!

ayahuascaPotem, ach potem to już były rzeczy, wprawiające w osłupienie:
historia ludzkości sięgająca poza czas i wymiar, zakochani w Ziemi wojownicy z gwiazd, etniczne pieśni i dziewicze lasy - jak w Avatarze.
Mieliśmy kiedyś bezpośredni kontakt z Gają, ja go miałam, ale utraciłam jak wielu, na przestrzeni eonów lat. Odtąd toczy się walka o Jej przetrwanie. Wierni ideałom Powiernicy Ziemi działają w ukryciu, można powiedzieć, że w UNDERGOUNDZIE, dla jednego celu: aby pewnego dnia ponownie otwarcie świętować i celebrować Gaję.
Stałam się Powierniczką Ziemi. Co mam do zrobienia, to dopiero sobie uświadamiam. Wiem już, jak blisko jest matriks i wiem po czym go poznać. Macki sztucznej inteligencji przenikają nasze organiczne życie. Chcą z nas wyssać wszystkie soki, odebrać zioła, czystą wodę, słońce i zdrową żywność. Nieświadomie żyjemy w lemowskim świecie na wzór tego z Pokoju na ziemi, gdzie ludzie połykają pigułkę, po której ich życie wydaje się być cudowne i spełnione. W rzeczywistości niewolniczo pracują, żyją w barakach poniżej godności, są poniewierani i truci przez jakiś wyższy, nienaturalny byt. Ostatecznie przekaz zamienił się w obrazy wypełnione miłością i pięknem oraz nadzieją. Informacji było znacznie więcej, ogrom szczegółów. Za wszystkie jestem wdzięczna.

Kochana Aldonko i Jarku! Dziękujemy Wam za opiekę, miłość, cierpliwość, wspaniałe jedzenie i cudowne psy. Jesteście fenomenalnie połączeni ze Źródłem. Jeszcze raz - DZIĘ-KU-JE-MY, jesteście kochani.


ALDONA
Na trzeciej sesji Patrycja otworzyła serce





IWONA
żona i matka


W moim przypadku nie tylko wizje, ale wszystko, co działo się dookoła ....psy, moje uczucia, ludzie, jedzenie, sytuacje... Wszystko to dawało mi informacje, co mam zrobić w życiu, aby przejść kolejną zmianę...

Na ceremonii widziałam mnóstwo cudownych fraktali i poczułam jak wszystko i wszyscy jesteśmy połączeni. Piłam wodę i pił ją ze mną cały świat - to było doznanie niebywałe i tyle uczuć pięknych i ciepłych - prosto od serca.

ayahuascaMasaż Aldony to było najcudowniejsze doznanie, jakie miałam, a Jarka bezpieczna dłoń i dotyk dały ukojenie i poczucie bezpieczeństwa. Dziękuję także psiakom... wdzięczna byłam nieziemsko za ich opiekę.

Kolejny dzień był jeszcze cudowniejszy. Jakby początek niemrawy; w pewnej chwili Aldona wyszła z sali, a po chwili poczułam, jak z latarenką ciepłego światła jest w moim sercu i próbuje je ogrzać, rozświetlić.
Kiedy wróciła, poczułam powiew jakby Anioła... i kiedy położyła się między mną a Darkiem, popłynęła miłość. Aż trudno to opisać, rozkwitłam jak kwiat i czułam błogi, pełen miłości orgazm kosmosu. Poczułam, że ile mogę przekazać miłości Darkowi, tyle prześlę, dotykając pleców Aldony na wysokości serca. A potem rozlała się MIŁOŚĆ dla reszty sali, zataczając okrąg pełen cudownej ciepłej energii...




ANIA
malarka amatorka - obrazy namalowane po ceremonii


...Jestem już silniejsza i jakoś bardziej wierzę w siebie. Mam teraz duże poczucie godności, siły, walki o to co chcę......;.

ayahuasca    ayahuasca    ayahuasca

ayahuasca ayahuasca ayahuasca



 PIOTR
absolwent politologii


ayahuascaPrzyznaję, że na początku nie było łatwo... Po prostu bałem się ujrzeć siebie jako jakąś złą osobę. Myśli te okazały się całkowicie bezpodstawne i gdy dzięki staraniom Aldony udało mi się wreszcie otworzyć, poczułem, że dosłownie "odlatuję".
Jakaś siła wysysała mnie z ciała gdzieś wysoko w górę jak odkurzacz. Czułem że lecę bardzo szybko.
Widziałem masę drobnych białych punkcików, które się przede mną rozmazywały.
W pewnym momencie nie wiedziałem już, czy mam otwarte- czy zamknięte oczy, po prostu widziałem "sobą całym", całą swoją świadomością.
Po chwili doznałem uczucia, którego słowa nie są w stanie chyba opisać... Była to wszechogarniająca miłość, tak potężna, że do dzisiaj nie mogę się po tym przeżyciu otrząsnąć :)
Oczywiście każdy ma swoje wyobrażenie na temat miłości, ja też je miałem i wydawało mi się, że ją odczuwam, ale dopiero wtedy wszystko zrozumiałem. Czułem ją każdą częścią mojego ciała, każdą komórką. Uświadomiłem sobie jak bardzo jestem kochany i jak bardzo potrafię kochać, jeśli tylko tego chcę.
Było to najwspanialsze doświadczenie w moim życiu. Najcudowniejsze chwile, które zostaną już ze mną na zawsze. Na przemian płakałem i śmiałem się ze szczęścia, jakie na mnie spłynęło.
Czułem, jak energia wychodzi z całego mojego ciała i wznosi się do góry, każdy dotyk innej osoby dawał cudowne wrażenie ciepła i przepływu energii.
Czułem jakbym pierwszy raz tak "prawdziwie" oddychał, słyszałem szum krwi w żyłach, każdy najdrobniejszy ruch mięśni w ciele dawał mi wręcz ekstatyczne odczucie. Teraz wiem, co to znaczy  dosłownie "czuć się jak nowo narodzony".

ayaPo jakimś czasie zyskałem możliwość spojrzenia na siebie z boku. Widziałem swoje życie, komplikacje, jakie sam sobie stwarzam i negatywne sytuacje, które sam powoduję.
Zobaczyłem, że rzeczy, które często bierzemy na poważnie, naprawdę wcale takie nie są i nie powinniśmy się nimi przejmować.
Zrozumiałem, że wszyscy i wszystko jest ze sobą połączone, jesteśmy jedną świadomością. Odczułem niezwykłą więź ze światem roślin i zwierząt.
Otrzymałem to, czego w głębi siebie najbardziej potrzebowałem - zapewnienie o tym, że nie jestem i nigdy nie będę sam, że mam pracować miłością, a wszystko będzie dobrze.

Pojawiły się też wizje - widziałem z kosmosu Ziemię, jak piękny błękitny klejnot zawieszony w przestrzeni, byłem też przez chwilę w jakiejś starożytnej krainie z piramidami, która wydała mi się bardzo harmonijna i wspaniała...

                                                                        ------

Minął już niemal miesiąc, a moje wspomnienia z ceremonii są nadal bardzo żywe. Nie ma chyba dnia, w którym nie wspominałbym tych magicznych chwil. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że wiele rzeczy zmieniło się we mnie już na stałe. Są to zmiany jak najbardziej pozytywne i zgodne z moim wnętrzem...
Inaczej postrzegam świat i ludzi. Zniknął strach, który często pojawiał się we mnie bez powodu... WIEM, że wszystko ma swój cel i jest lekcją, z której wszyscy czerpiemy korzyści. Nie ma już we mnie miejsca na negatywne myśli, z odwagą i optymizmem patrzę w przyszłość, a co najważniejsze wiem już, że kocham i jestem kochany.
Moja świadomość wciąż ewoluuje. Często myślę o sobie jako o dwóch osobach - tej przed - i po ceremonii. Teraz jestem bardziej pogodny, wrażliwszy i bardziej otwarty na innych. Jednocześnie wiem też, że czeka mnie wiele pracy nad sobą. Rozpocząłem właśnie praktykę medytacji, uczę się autohipnozy, ćwiczę wizualizację, codziennie jestem wdzięczny za to, co mam i staram się nie ulegać złym emocjom.
Podsumowując...jestem szczęśliwym człowiekiem:) Nauka Ayahuaski jest uniwersalna. Aya daje to, czego najbardziej potrzebujesz oraz o wiele więcej. To po prostu trzeba przeżyć, bo żadna relacja nie jest w stanie tego oddać.




MARTA
studentka ...

ayahuascaOd pierwszej ceremonii minął dopiero tydzień, a ja czuję się tak, jakby to było w innym życiu (chociaż właściwie to było). Nie jestem w stanie opisać, co czuję. Przyjechałam po odrobinę wsparcia od Ayi, o wskazanie jakiejś drogi, szukałam chyba samej siebie, a to, co dostałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Teraz nawet z uśmiechem wspominam, jak mnie wymęczyła pierwszego dnia. Było mi to potrzebne, żebym "czysta" mogła doznać samych wspaniałości.
No i takiego kopa energii, miłości i bezpieczeństwa w jednym nie byłabym w stanie nawet sobie wyśnić. Zdaje sobie sprawę z tego, że to dopiero początek mojej drogi, że cała praca przede mną, ale wiem że dam radę. (...) znalazłam miłość, spokój (którego tak bardzo potrzebowałam), bezpieczeństwo i ogromną kobiecą siłę. A najwspanialsze jest to, że znalazłam to w swoim sercu. Odnalazłam siebie w sobie. - Teraz zrobię wszystko, żeby tego nie zgubić.

Dzisiaj jestem bardziej sobą niż kiedykolwiek. Nie boje się świata ani ludzi. Wiem, że wszystko będzie dobrze. Nie ważne, kim zostanę w życiu, nie ważne, gdzie będę żyła, ważne że przestałam na zewnątrz szukać czegoś, co siedziało we mnie. Tylko nie potrafiłam tego odkryć. Mała wystraszona i zapłakana Martusia już nie jest sama, już się nie boi - ma mnie i ja ją chronię.
Co chwilę dociera do mnie coś nowego, jakaś nowa lekcja , wszystko nabiera kształtu i sensu.

Po ceremonii byłam pełna wątpliwości, jak mam z tym teraz żyć? Myślę, że wciąż się tego uczę i będę jeszcze przez długie lata, ale nasuwa mi się prosta odpowiedź : normalnie. Niby tak jak do tej pory, ale wszystko inne.
Mam niesamowitą wiosnę w duszy tej jesieni. Za to chcę WAM, ALDONO I JARKU, PODZIĘKOWAĆ Z CAŁEGO SERCA.




GÓRAL
nauczyciel


ayahuascaObejrzałem ten filmik i muszę przyznać że po pierwszej dawce ayi miałem bardzo podobne doświadczenie... Zaczęło się to chyba pojawieniem się abstrakcyjnych, pięknych kolorów i kształtów. Było to dla mnie tak niezwykłe, że zastanawiałem się czy ja to widzę, czy też sobie to wyobrażam. To było jednak wspaniałe.
Bardzo szybko pojawiła się wizja węży, słychać było szum ich zbliżania się, posuwały się wokół mnie, coraz bliżej i bliżej. Czułem tylko ciekawość. W pewnym momencie, z prawej strony, lekko z tyłu, wyłoniła się głowa węża z białymi oczami, łagodna, ciekawska. Rozejrzała się, popatrzyła na mnie i z powrotem zanurzyła się w gąszczu szumnie posuwających się węży.
Po chwili wyłoniła się druga głowa, podobnie wyglądająca. Także popatrzyła na mnie i dała nura jak poprzednia. W końcu wyłoniły się 2 węże, od strony moich nóg i posuwały się w ich kierunku. Ja się tylko przyglądałem, czując spokój.
Węże zaczęły wnikać w moje ciało, począwszy od nóg, przez tułów do głowy, powoli. Wchodziły w moje ciało ruchem oplatającym.
Czułem jak moje ciało drętwieje i czułem także uścisk w miarę, jak węże posuwały się w kierunku głowy. Kiedy już przeszły przez moje ciało, zobaczyłem nad głową i wokół siebie świetliste, kolorowe sklepienie na wzór pięknej komnaty. Kształt tych świateł i ich barwy były niezwykle piękne i zmieniały się co chwilę, w miarę jak zmieniała się muzyka.
Dźwięk przepięknej muzyki był niezwykle czysty i sprawiał rozkosz. Czułem się jakbym był na weselu i to na swoim weselu. Miałem wrażenie jakby na zewnątrz odbywała się uczta, a ja leżałem w komnacie weselnej, w której mnie do tej uczty przygotowywano. Co jakiś czas czułem obecność jakby drużby - ludzi, którzy mnie przygotowywali do wesela, do zaręczyn.
Cały czas czułem się rozkosznie. Czasami z góry świetlistej komnaty wyłaniał się ognisty pomarańczowy język światła, który łączył się z moim trzecim okiem. 
Całej sesji towarzyszyły silne, fizyczne, niezwykłe doznania w ciele, drętwienie, uścisk, wiercenie pod żuchwą, szczęką, w podniebieniu.
Wrażenia w drugim dniu były kontynuacją pierwszego. Dominującym uczuciem była rozkosz.


Trzy miesiące później - drugie spotkanie.
ayahuascaStopniowo pojawiły się wizje, bardziej subtelne niż za pierwszym razem. Tym razem doświadczałem rożnych rodzajów miłości, w zależności od tego, jaką miałem wizję. Czułem jej delikatność, czułość, potęgę, moc, pokorę, siłę, wszystkie te rodzaje odczuwałem osobno i w różnych konfiguracjach. Wszystkie te rodzaje miłości miały inną barwę. Trochę mnie zaskoczyło, kiedy pojawiła się barwa szara, a nawet czarna, kiedy też zrobiło mi się smutniej. Jednak wszystko to była miłość.
Poczułem ogromną wdzięczność w sercu i z duszy dziękowałem. Dziękowałem, a doznanie miłości wciąż trwało. Czułem się zaspokojony.

Kolejna dawka no i proszę, jakież zaskoczenie! Do tej pory wszystkie wizje były piękne, kolorowe. A teraz... Od samego początku barwy jakie widziałem, kształty i formy były w przeważającej mierze szare, czarne, mdłe, obrzydliwe i tak przez całą sesję. Przyglądałem się temu, czułem ból w okolicach nerek i lewej części tułowia pod żebrami. A chociaż wizje były nieprzyjemne i chociaż czułem ten ból, to jednak czułem w ciele także pewną przyjemność i w jakiś sposób czułem się coraz lepiej.

Owocem tych sesji jest uczucie wewnętrznej ciszy. Czuję, że wreszcie w moim ciele wytwarza się jakaś dawka hormonu szczęścia, bo każdego dnia ta wewnętrzna cisza sprawia pewnego rodzaju błogość, i szczęśliwość, i niezwykłość. Dominującym uczuciem jest jednak cisza, niezwykła cisza, dziwna i przyjemna. (...) Stała się dla mnie zjawiskiem wewnętrznym, czuję ją stale bez względu na to, czy jest ona na zewnątrz czy nie. W tej ciszy odgłosy natury brzmią piękniej, a odgłosy otoczenia nie są drażniące, nie dokucza mi hałas. Dodatkowym skutkiem jest naturalna skłonność do samoobserwacji: swojego ciała, swoich uczuć - bez oceniania ich. Moja świadomość jest inna, pogłębiona - inaczej odbieram rzeczywistość, inaczej jestem odbierany przez otoczenie i panuję nad tym.




MAGDA
studentka ostatniego roku psychologii


Głównym powodem mojego kontaktu z Ayahuascą były względy terapeutyczne.
Przybyłam z nadzieją głębszego wglądu w moją psychikę, w podświadomość, chciałam sięgnąć do źródła moich problemów, głównie lęków przed obcowaniem z ludźmi i niemożnością wczucia się we własne potrzeby. Problemem był nieustający głos w mojej głowie, który analizował, w jaki sposób jestem postrzegana na zewnątrz i co zrobić, aby to postrzeganie było bardziej przychylne. Powodowało to totalny komformizm, strach przed wyrażaniem siebie, emocjonalną zależność od opinii innych ludzi, lęk przed wypowiadaniem się i możliwością zwrócenia na siebie uwagi.
Czułam wstyd za samą siebie. Miałam poczucie, że nie mam nic do zaoferowania, dlatego nakładałam na siebie różnego rodzaju maski - w celu zwiększenia poczucia własnej wartości, jak również narzucałam sobie obowiązki, na których wypełnianie nie starczało mi sił.
Powodowało to coraz większe niezadowolenie z siebie i poczucie beznadziejności.
Wszystko to wynikało z dorastania w atmosferze pełnej rygoru, dyscypliny nakładanej przez ojca, minimalnych możliwości eksperymentowania i doświadczania życia. Akceptację i szacunek zdobywałam wyłącznie poprzez spełnianie jego wymagań, co przeszkadzało mi w budowaniu własnej odrębności. Nie miałam prawa być sobą.
Po tym wszystkim próbowałam na sobie różnych metod leczenia - psychoanalizy, terapii poznawczo-behawioralnych, medytacji, aby odzyskać pewność siebie i radość życia, jednak dawało to jedynie powierzchowne i chwilowe efekty.
Zrozumienie przyczyn moich lęków nie wpływało w żaden sposób na spadek ich intensywności. Podobnie było z wiedzą psychologiczną na temat właściwych zachowań, prowadzących do zmiany.
Nie pochodziły one z mojej głębi, ale były mi narzucane jako odpowiedni sposób zachowania (podobnie jak jedyny właściwy sposób na życie narzucany przez ojca).
To wszystko sprawiało, że coraz bardziej oddalałam się od siebie z głupią wiarą, że jestem na dobrej drodze.
Aby złagodzić lęki, popadałam w uzależnienia od używek (pomimo mojego młodego wieku) i tworzyło się coraz więcej problemów. To wszystko sprawiło, że przestałam wierzyć w cudowne środki, dlatego do ceremonii starałam się podejść z dystansem, bez wielkich oczekiwań, aby nie przeżyć kolejnego rozczarowania.


ayahuascaKu mojemu przerażeniu pierwsza ceremonia była dla mnie absolutną torturą.
Nie potrafiłam pozbyć się mojej zachowawczości, która nie pozwalała mi na porzucenie nieustającego monologu w głowie, mówiącego mi, co wypada, a co nie. Nie mogłam pozwolić sobie na czyste odczuwanie.
W końcu mój umysł został zdominowany przez myśli, kłębiące się w mojej podświadomości - pełne agresji i przemocy.
Nie potrafiłam się uspokoić, czułam się kompletnie zagubiona i przerażona. To, co wtedy widziałam, było odzwierciedleniem moich najgłębszych lęków. Ludzie, których się obawiałam, wizualnie zamieniali się w potwory. Nie było dla mnie żadnej ucieczki, miejsca, gdzie mogłabym się schronić, ponieważ to, czego się bałam najbardziej, siedziało w mojej głowie.
Niewiele pamiętam z tej sesji. Pozostał po niej tylko ogromny smutek i przerażenie na myśl o kolejnym wieczorze z ayahuascą...

Następnego dnia
- ku mojemu zaskoczeniu -
przeżyłam najpiękniejsze chwile swego życia.
Udało mi się uzupełnić braki, które nękały mnie przez całe życie. Po raz pierwszy otrzymałam bezwarunkową, rodzicielską miłość i troskę w bardzo intensywnej i otwartej formie. Chłonęłam je całą sobą, aż do momentu, kiedy czułam się całkowicie nasycona. Zostałam otoczona totalną akceptacją, której nigdy wcześniej nie czułam.
To pozwoliło mi na powrócenie do okresu dzieciństwa, poczucie się jak dziewczynka, która nie musi nic robić ani udowadniać, żeby zasłużyć na miłość.
Napełnienie się rodzicielską miłością pozwoliło mi zwrócić uwagę w kierunku moich współtowarzyszy. (Podobnie jak dziecko, które po otrzymaniu od rodziców bezwarunkowej troski, nie musząc o nią zabiegać, otwiera się na cały zewnętrzny świat z ciekawością i zaufaniem.) Byli oni dla mnie w tym momencie jak bracia. Po raz pierwszy poczułam, jak to jest być częścią wspólnoty, jej pełnowartościową częścią.
Czerpałam ogromną radość z tego powodu, odczuwając w sobie jednocześnie troskę, jaką obdarzali mnie, którą przyjmowałam z pełną otwartością i uznaniem, że na nią zasługuję.

ayahuascaPo tym pięknym przeżyciu, przy kolejnym piciu ayahuaski naszły mnie wczorajsze, przerażające myśli i lęki. Jednak tym razem miałam w sobie wystarczająco dużo siły i odpowiednie narzędzie, aby z nimi walczyć. Tym narzędziem była miłość.
Przeżyłam intensywną walkę dobra ze złem w mojej głowie i im dłużej wygrywałam, tym większe szczęście mnie opanowywało. Choć zdarzały się chwile, kiedy złe myśli opanowywały mnie do takiego stopnia, że promienie światła były ledwo dostrzegalne w tym mroku. Ale gdy już ujrzałam mały promyk, rozszerzałam go tak bardzo, aż rozświetliło cały mój umysł.

Przyjeżdżając dostałam te rzeczy, których mi zawsze brakowało, a o istnieniu niektórych nie zdawałam sobie nawet wcześniej sprawy. Czuję się teraz dziwnie spełniona i spokojna.


PEŁNA METAMORFOZA
- mail
po kolejnym spotkaniu z Ayahuaską (pół roku później)
... Postanowiłam, że będę dla siebie najważniejszą osobą, a moje odczucia będą mi wskazywały kierunek. Nadałam im największą wartość i zaczęłam szanować, niezależnie od tego, jakie one były. Czułam, jakby wychodziła ze mnie osoba i postanowiłam, że cokolwiek ta osoba będzie chciała, to będzie najpiękniejsze i jedyne rozwiązanie.
Możecie sobie pomyśleć jakie to było dla mnie ekscytujące poznawać siebie :)
Przestałam używać racjonalizacji, które zagłuszały moje naturalne odczucia (mój stary zabieg). Poczułam się, jakbym odzyskała wzrok i słuch!!! Jakbym z dnia na dzień oczyszczała się z tego, co nie moje, zrzucała starą skórę z siebie. Zdjęłam z twarzy ten okropny sztuczny uśmiech i zaakceptowałam emocje takimi, jakie były. (...) No i wróciłam na jogę.
Sprawa ojca również się wyjaśniła, a to dzięki kamiennym  kręgom i deklaracji o odrzuceniu wszelkich zobowiązań. Niewiele mi po tym zostało.
Wcześniej nie rozumiałam czemu mi nie wychodziły wizualizacje, a miałam po prostu niezły bajzel w głowie. Z jednej strony chciałam być szczęśliwa, z drugiej szczęśliwi ludzie wydawali mi się kompletnie nie atrakcyjni i nudni. Z jednej chciałam uciec od niezdrowego trybu życia, z drugiej zdrowy tryb w ogóle mnie nie fascynował...
Jednym słowem musiałam wszystko zrozumieć i jakoś się ukierunkować. Zaczęłam systematycznie stosować afirmacje, które przywróciły mi w jakimś stopniu spokój. Zaczęłam się modlić; o wszystko czego potrzebowałam, o najlepsze sposoby na moje plany, o wskazanie kierunku... I to przychodziło do mnie. (...)

I tak to właśnie jest, słuchajcie, że jak się teraz gubię, to przypominam sobie co się działo na naszej ostatniej ceremonii, jak to się wtedy przytulaliśmy i czułam to wszystko, co było takie piękne...
I ja wtedy WIEDZIAŁAM i ZNALAZŁAM.
I to wspomnienie od razu mnie naprostowuje i sprowadza do kultury :)




KAROLINA
aktorka, malarka, pisarka... - ARTYSTKA


...zasiadam przy stole zastawionym miłością, naiwnie nieświadoma tego, co tak naprawdę wokół się wydarza. Z odwagą głuptaska przechylam pierwszy kieliszek wywaru. Kładę się i czekam...
Moje ciało zaczyna poruszać się w niesymetrycznym rytmie bolącego brzucha, w rytmie przeszkadzających mdłości. Zaczynam się pocić i ogólnie czuję się bardzo źle, nieswojo, nieprzyjemnie. Oczy chcą płakać, niewiele już słyszę z muzyki...
Pojawia się przy mnie Jarek z Aldoną; on jest strażnikiem, ona żywą miłością, współpracują. Aldonka przytula mnie od strony pleców i kładzie dłoń na moim splocie słonecznym. Mimo ogromnego dyskomfortu i męczarni czuję od niej od ogromną falę miłości, jedną po drugiej. Przepływają przeze mnie fale ciepła i wibracji, wspaniałe. Wiem, że całe dobro jest za moimi plecami.
Widzę światło, które próbuje się przedrzeć zza kotary moich lęków, słyszę duszki natury, które zaglądają do mnie przez ramię - dobre i cudowne, pełne światła i barw. Jest tam ciepło i dobro. Widzę małe roślinki wokół, rosną, kwitną, i te małe istoty, takie leśne elfy, one czekają... są tak blisko, tuż za moimi plecami...
Ja jednak nie umiem im się poddać, nawet te fale w pewnym momencie mi przeszkadzają, choć wiem, że potrzebuję ich ponad wszystko. Jest mi skrajnie niewygodnie z samą sobą, choć nie jestem już dziś pewna, czy aby z samą sobą czy z czymś, co zadomowiło się we mnie bez pytania i za darmo (pasożyt paskudny, jeden z drugim).
ceremonia ayaPo dłuższej chwili fale miłości wniosły iskierkę spokoju i już mogę dać ciepłu wejść we mnie...; Ciało zaczęło się rozluźniać, znów byłam w stanie nim poruszyć tak, jak tego chcę. Ręce powędrowały na boki i leżałam w totalnym otwarciu, na plecach, z rozłożonymi rękami.
Otwarte oczy widziały tylko powłoczkę świata zewnętrznego, bo zaczęłam widzieć oczami duszy - bez analiz i męki.
Sala ceremonialna nabrała blasku i światła, stała się jakby pełna ognia, który nas wszystkich ogrzewa. Zorientowałam się, jak głęboko mogę oddychać nosem! (Zwykle alergia nie pozwala mi oddychać...). Zatem oddycham! Mocno, szczęśliwie, wypuszczam stare powietrze ustami, wraz z nim to, co mi się nie podoba. Czuję się coraz lepiej, czuję, że żyję, że jest tak, jak zawsze miało być.
Przypomniały mi się wszystkie postacie (rzeczywiste oraz fikcje twórczości literackiej i filmowej), z którymi chciałam się identyfikować, którym zazdrościłam, które były moim alter-ego, które za coś podziwiałam. Za ich odwagę, za ich stabilność, za ich blask i za wiele innych aspektów, które - jak zrozumiałam - sprowadzały się do jednego. Te kobiety miały Moc! Miały moc wewnętrzną, kosmiczną, umiały dokładnie wykorzystać to, kim są i wiedziały, że tylko ich niezależna miłość do samych siebie sprawia, że osiągają, co zechcą.
Nagle poczułam, że ja też to mam! Dokładnie to, za czym rozpaczliwie gonię w zewnętrznym świecie. Już nie muszę, mam już wszystko! (..) Czuję się jak po najwspanialszym zbliżeniu seksualnym z najlepszym partnerem, ten nieuchwytny moment błogości i jedności, z tą cudowną różnicą, że jestem sama i sama mogę się tak czuć, bo mam tę błogość i siłę zarazem w sobie...; Rozkoszuję się tym, niezdolna się poruszyć i wytrącić z błogostanu. 
Podchodzi do mnie dobra wróżka (w ciele Aldonki, zresztą one są jednością), uśmiecha się do mnie i cieszy ze mną, że mi się udało TO poczuć. Siada za moją głową, dotyka mojej twarzy.
Jej dotyk jest jak muśnięcie najdelikatniejszej we wszechświecie materii, nie można dotykać jeszcze delikatniej, radość w moim sercu wypełniała każdy zakamarek duszy.
Wróżka pozostawiła na mych skroniach i trzecim oku po kropli pachnącego olejku, który doskonale ukoił moje zmysły. Muzyka zgasła....

Z trudem się podniosłam, ale z ochotą przechyliłam kolejne dwie porcyjki. Paskudztwo pierwsza klasa! Czuję się senna, zmęczona ..., idzie kolejna fala i już wykręca mi ciało, ja znów w pozycji embrionalno nabrzusznej, telepie mną, niedobrze mi, źle mi, bardzo źle, nie wiem, co się dzieje, przygniotło mnie do ziemi. Zaczynam wydawać dźwięki i odgłosy bardzo dziwne: wyję, wyję na różne sposoby, wołam pomocy! Wchłonął mnie dziwny świat, w którym bardzo nie chcę być, a czuję, że nawet przypomnienie sobie stanu błogości sprzed godziny nie daje rezultatu. Nie działa, samo się dzieje! Najbardziej miota moim ciałem. Wykręcam się, moje kończyny zachowują się tak, jak na filmowych egzorcyzmach...; Istotnie czułam, jak ofiara opętania. Nie było MNIE, moje wewnętrzne ja było tarmoszone za mordę w każdym z możliwych kierunków, było upokarzane i zdeptane, ja się nie liczyłam.
Ogarnął mnie smutek, żal i rozpacz nad sobą samą. Płakałam i na powrót mną targało.
Jarek z grzechotką przyszedł mi na ratunek. Dobry w całej swojej istocie, ciepły, współczujący...; Moje malutkie i uciemiężone "ja" bardzo się ucieszyło, gdy on się pojawił. Ułożył się przy mnie, złapałam jego dłoń i ściskałam mocno, jako jedyne dobro, którego mogłam się chwycić. Było bezpieczniej. Wiedziałam, że póki on jest przy mnie, to jest szansa, że to w końcu minie.
Po upływie koszmarnie długiego czasu wciąż wydawałam z siebie dziwne i przerażające dźwięki, miotało moim ciałem, czułam męki i mdłości, niemoc...;  Jarek głaskał mnie po głowie. Matka Natura łaskawie podarowywała dłuższe przerwy w zapętlonym kole cierpienia, wtedy patrzyłam Jarkowi w oczy. On doskonale wiedział, czym to jest, kiedy odejdzie i dlaczego się dzieje.
Patrząc mu w oczy też zaczynałam rozumieć, że musze to przeżyć, po prostu muszę.
W pewnej chwili czułam jak Matka Natura Ayahuasca patrzy przez moje oczy i uśmiecha się do Jarka przez moje usta, jej uśmiech był szyderczy i surowy, jakby mu mówiła: wciąż jej mało, co? Nadal nie rozumie. Jeszcze raz. - I wyszła ze mnie fundując mi kolejne zatoczenie koła mojego koszmaru.

Wszystkiemu towarzyszyła muzyka. Z jej przewodnictwem zrozumiałam kilka kwestii na temat swojego życia i relacji z różnymi ludźmi. Konkretne dźwięki czy instrumenty reprezentowały poszczególne osoby, one tam były, choć nie chciałam, by akurat były świadkami mojego upadku.
Zrozumiałam że mrok, przez który przeszłam, jest we mnie i jeśli nie będę uważna i nie wyselekcjonuje relacji i sytuacji życiowych, w które się pakuję, to zawsze będę na głodzie miłości i szczęścia, których nigdy nie znajdę na zewnątrz.
Siła mroku jest ogromna. Mam w sobie zarówno mrok jak i światło - tworzą całość, idealnie ze sobą sklejone.
Teraz będę wybierać świadomie i uczyć się korzystać z obu, ale tym razem nie pozwolę rozhulać się koszmarom samopas po mojej pięknej duszy. Choć ta, starym nawykiem traktuje ciemną stronę Wenus jak narkotyk, coś ją tam ciągnie. Poznałam ją już w duszy i w ciele, poznałam w życiu.. tak, jak poznałam lustra, którymi byli ludzie mojego mroku.
Czas na Światło, czas na Miłość! Choć dopiero raczkuję, to świat zewnętrzny (popularnie zwany rzeczywistością) już zaczyna formować się według mojej woli. Ukaże mi swoje piękno i wskaże ludzi pełnych światła i wewnętrznej, bezwarunkowej Miłości.

Na drugi dzień
czułam się jak na największym życiowym kacu. Przewalcowana, przemielona przez maszynkę, pobita, wypluta i pozostawiona na pastwę rekonwalescencji.
Wypiłam napój, obrzydlistwo jedno, fe... Szybko też poczułam nadchodzące mdłości i dyskomfort cienia z dnia poprzedniego.
Jarek jak dobry tata wywlókł moje pokurczone ciało do toalety, gdzie czarodziejskim sposobem spowodował we mnie falę okrutnych torsji, a po totalnym wyczerpaniu zaprowadził mnie z powrotem i kazał ułożyć się w embrionie.
Było mi wszystko jedno! Zapadłam się w ciepełko miękkiej materii i z zamkniętymi oczami wsłuchiwałam się w muzykę oraz bicie mojego serca. Czułam się jak w łonie matki. Taki maluch, co się jeszcze nic o świecie nie dowiedział. Zrozumiałam, że w trakcie męczarni umarłam, teraz czekam na narodziny.
Po chwili zdawało mi się, że właściwie, to już jestem bardzo maleńkim noworodkiem, sklejone oczka otwierają się i widzę kawałek wielkiego świata wokół. Jeszcze mi się nie podobał. Nadal rozkoszowałam się ciepełkiem i odpoczynkiem po strasznym wysiłku. Z każdym kolejnym ziewnięciem moja bobasowatość rosła i zaczęłam zmieniać pozycje na wygodniejsze, zmieniłam nawet bok i widziałam swoich towarzyszy.
Nagle Ona mnie zauważyła, Matka Natura, Ayahuasca, Aldona (one są jednym podczas ceremonii), patrzy i podchodzi do mnie. Ułożyła się twarzą w twarz do mnie, obdarowała mnie swym cudownym uśmiechem, delikatnie ucałowała mój palec i zaczęła szeptać:

...Będziesz wielką gwiazdą, jeśli tylko pozwolisz sobie nią być, gdy pozwolisz tej gwieździe błyszczeć z głębi twojego serca. Gwiazda błyszczy własną mocą. Nie potrzebuje pogubionych mężczyzn. Oni tylko przychodzą się ogrzać. Bo tylko kobiety mają to ciepło. A Ty łaskawie pozwolisz im się ogrzać i zrobić dla siebie wszystko, albo nie. Będą przychodzić po niebo, jakie stwarzasz wszędzie tam, gdzie się pojawisz, a oni zrobią wszystko, by być przy tobie. Możesz im łaskawie dać bezwarunkową miłość, taką, którą sama stwarzasz i nie jest ci nic z zewnątrz potrzebne. Dajesz z radością, bo w tobie jest moc. Pozwól Matce Naturze przeprowadzić się przez wszystkie aspekty miłości. Zostawiam cię z nią. Kocham cię bardzo.

Mogłam odpowiedzieć jedynie łzami wzruszenia i uśmiechem wdzięczności. Moje serce otworzyło się! Moje ciało znów przybrało pozycję otwarcia, na plecach, rączki na bok, otwarte dłonie w geście dawania. Z pomocą muzyki, jaka mnie dochodziła, przeniosłam się do wielu światów po kolei, przeżyłam miłość i swoją odwieczną wewnętrzną moc.
Byłam księżniczką pośród elfów, żyjących na magicznych prawach Matki Natury (takie Rivendell z Władcy Pierścieni). Byłam wśród ludów pradawnych w lasach, kiedy to natura i jej bogactwo były mi dobrze znane. Byłam hinduską księżniczką, byłam kobietą pełną mocy, taką, którą zawsze chciałam być! Przepiękne stany duchowe; moja dusza była ukołysana pieśnią miłości. - Nie można wyrazić tego słowami...
Znów pojawił się Jaruś! Podszedł i przysiadł przy mnie. Położył mi rękę na klatce piersiowej i dał mi nieograniczone strumienie ciepła i miłości. Było cudownie! Rosłam w siłę, przepełniało mnie czyste dobro i radość, uśmiech na twarzy wyciskał się automatycznie, łzy wzruszenia leciały samoistnie, a ja dryfowałam po światach pełnych spokoju, harmonii, ciepła, miłości, nieskończonego piękna wśród wyższych bytów, które subtelnie manifestowały swoje energie.
ayahuascaWidziałam moich duchowych rodziców. Naszym domem był indyjski pałac, droga, taras do jego wnętrz prowadził po białych, marmurowych chodnikach, pomiędzy nimi woda/fosa, na wodzie rosły lotosy. Na tarasie bawiłam się z Matką Naturą (jednocześnie z moją matką), widziałam ją przez cały okres swojego dorastania w blasku jej miłości. Była zwiewna, piękna, miała cudnie mieniącą się indyjską szatę w kolorach pomarańczy, z orientalnymi wzorami. Wzory były wszędzie wokół podczas trwania całej wizji piękna. Tańczyła ze mną, podziwiałam ją, naśladowałam, a ona uczyła mnie, jak pielęgnować wewnętrzną moc i jak emanować dobrem i miłością, bo tylko wtedy inni będą wspierać mnie na mojej drodze.
Małe elfy i duszki przyrody były na moje zawołanie, bawiły się ze mną i opiekowały się mną, dostawały ode mnie miłość i wdzięczność - totalna harmonia.
Biegnę w kierunku ojca, który jest pięknym, ogromnym, białym lwem. Jego grzywa promienieje światłem, skrzy się jak diamenty. Wtulam się w nią, jest ciepło, miękko, bezpiecznie i radośnie. On też gwarantuje mi swoją opiekę podczas okresu mojego dorastania. Uczy mnie, bym była gotowa radzić sobie sama. Abym była spełniona i szczęśliwa sama ze sobą. Abym była pełna mocy, dzięki której spełnię każde swoje pragnienie i tam, gdzie się pojawię, sprowadzę niebo na ziemię.
Rozumiem to, co mi dają. Kocham ich ponad wszystko, jestem im wdzięczna.

Jarek wziął w pewnym momencie misę tybetańską i postawiwszy ją na mojej przeponie grał na niej, wpuszczając we mnie doskonale harmonizująca energię, fale absolutu przechodziły przez całe moje ciało, łzy radości same spływały symetrycznie z kącików oczu, po policzkach i figlarnie wpadały do muszli uszu. Zaczęłam fizycznie bawić się miłością, którą tworzyłam w głębi serca. Ona wypływała z mojego wnętrza, a ja lepiłam w rękach różne jej kształty i wysyłałam w przestrzeń, pomagałam jej rozpłynąć się w przestrzeni dmuchając w nią strumieniem powietrza. Mój ruch był płynny i spokojny, dobry, doskonały.
Moje serce było (jest!!) diamentową gwiazdą, lekko mieniącą się kolorem wrzosowym. Jest to symetryczna kombinacja diamentowych elementów tworząca dużą całość, przypomina jednocześnie serce i gwiazdę w jednym. Lśni jasnym światłem.
Im więcej wysłałam miłości, tym więcej jej powstawało w moim sercu, fizycznie nawet czułam jak to się wydarza. Pojawili się po kolei wszyscy mężczyźni mojego życia, z którymi byłam związana, których pokochałam, którzy nigdy nie pokochali mnie. Uśmiechałam się do nich. Każdy po kolei mógł pojawić się i odebrać tyle miłości, ile mu było potrzeba, tyle, ile jego serce potrzebowało do ukojenia. Cieszyli się jak dzieci. Dałam im wszystko, wysłałam z radością oceany miłości. (Do kilku wysyłam wciąż, wiem, ze nadal jej potrzebują i wiem, że to mój karmiczny dług wobec nich. Niech mają i niech biorą z nawiązką, mnie już nie braknie!). Wysłałam też mojej rodzinie, mamie, braciom, Aldonce, Jarkowi, moim duchowym opiekunom.... Czułam się doskonale.
Potem Jaruś wziął dzwonki zamiast misy i zagrał nimi nad moją głową i nad stopami. To były kolejne fale radości, które przeze mnie przeszły, we mnie weszły. Wiele się wtedy działo, lecz nie było w tym chaosu, nie było niepokoju, wszystko miało swój łagodny rytm i bogactwo. .... chciałam by stan doskonały trwał zawsze i wszędzie i nigdy się nie skończył.....

ayahuascaNagle Jarek zza pleców mówi do mnie: Daj rękę. Cała grupa trzymała się za ręce liniowo. Poczułam jak strumień miłości w postaci pioruna przechodzi przez nasze połączenie dłoni, połączenie dusz, serc, byliśmy naprawdę RAZEM. PEŁNI MIŁOŚCI, STANOWILIŚMY JEDNOŚĆ. Już wszyscy zrozumieliśmy, że MIŁOŚĆ JEST KLUCZEM!

Zawsze chciałam doświadczyć magii i przenieść się w doskonały świat, czysty i pełen harmonii. Tak się czuję na wspomnienie całego pobytu w miejscu pełnym MIŁOŚCI, u moich najwspanialszych szamanów Aldony i Jarka. Dziękuję z wszystko. Kocham Was!




MACIEK
przyszły aktor


Na Ayahuascę przyjechałem z moją matką (mam 21 lat). Czuła potrzebę wzięcia w tym udziału, a ja z ochotą się przyłączyłem. Jechałem po nowe doświadczenie i z nadzieją, że może to coś zmienić w moim życiu, które i tak w sumie było całkiem udane. Nie miałem wielu problemów, no, może oprócz tego, że nigdy jeszcze nie miałem dziewczyny. Tak czy inaczej, byłem usatysfakcjonowany swoim dotychczasowym życiem. Do czasu...

ceremoniaPierwszym piciem byłem zawiedziony.
Przeleżałem 3 godziny, posłuchałem ładnej muzyki i tyle.
Drugie picie było podobne. Co prawda pojawiały się jakieś wizje, obrazki, które zainspirowały mnie do namalowania ich (lubię rysować, malować...), ale czułem, że to nadal nie jest to...

Jazda zaczęła się po trzecim piciu.
Drugiego dnia przed ceremonią wyciągnąłem kartę tarota, która kazała mi odkryć swoją kobiecą naturę. Położyłem się na swoim miejscu... i zaczęło się! Zacząłem wyprawiać jakieś dziwaczne wygibasy, przy czym czułem się niesamowicie subtelnie, zmysłowo i lekko.
Po jakimś czasie do wygibasów doszło nowe zachowanie. Wyciągnąłem rękę do góry, czułem jak wszystkie mięśnie się w niej napinają i mając zamknięte oczy zobaczyłem, jak niebieski strumień energii wpływa przez moją dłoń do... ciała? Nie, nie do ciała. Po prostu do mnie.
Po tym przepływie rozluźniłem się i zacząłem wić się dalej. Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie z różnymi kolorami energii.
Potem wszyscy usiedliśmy razem i trzymaliśmy się za ręce. Kiedy złapałem kolegę obok mnie, poczułem od niego nieprawdopodobną siłę. Jeszcze nigdy nie trzymała mnie tak silna osoba. Czułem się spokojnie i bezpiecznie. Czułem Miłość, krążącą wokół nas i w nas.

Czwarte picie było najbardziej niesamowitym doświadczeniem w moim życiu!
Powtórzyła się akcja ze ściąganiem energii, tylko tym razem bez wygibasów i nie ściągałem jednego koloru, tylko całą tęczę barw! Czułem się naładowany po brzegi tą energią.
ayahuascaPotem było jeszcze lepiej. Wyciągnąłem obie ręce ku górze, rozłożyłem je szeroko i przyjąłem tak ogromny ładunek tego tęczowego światła, że zacząłem śmiać się na głos.
- Bywa tak, że śmieję się, aż nie mam już czym oddychać i do tej pory zdawało mi się, że to jest najintensywniejszy śmiech, jaki może mnie ogarnąć. - Śmiech po przyjęciu energii nie zatykał mi oddechu, był donośny, pełny i czułem jego moc.
Potem schowałem się pod koc i chyba wtedy doświadczyłem całkowitego podłączenia do Źródła. Czułem się dosłownie Bogiem! Chciałem zniszczyć ten świat i wybudować w jego miejscu nowy. Czułem, że naprawdę mogę to zrobić! Towarzyszyła temu radość, jakiej jeszcze w życiu nie doświadczyłem.
Potem dotarło do mnie, że nie chodzi o zmienianie całego świata, a tylko swojego. Wszystko stało się dla mnie proste. Zniknęły moje lęki, ogarnął mnie spokój i poczułem, że nie jestem ZADOWOLONY, tylko SZCZĘŚLIWY, a to wielka różnica!

Na wstępie powiedziałem, że moje życie wydawało mi się dobre. Było dobre. Teraz jest WSPANIAŁE!  Czuję wewnętrzną siłę, Miłość... Zmienił się nawet sposób, w jaki głaszczę kota - kiedyś robiłem to dla siebie, bo kot jest puszysty i przyjemny w dotyku. Teraz czuję przepływ Miłości, pewność siebie.
Ufam Życiu, że mnie nie skrzywdzi, a będzie tylko pouczać.
Dziękuję Bogu, Ayi, Aldonie, Jarkowi i wszystkim współuczestnikom ceremonii, że mogłem przeżyć tak niesamowite i odmieniające chwile .
P.S. Jutro idę spotkać się z dziewczyną, która bardzo mi się podoba. I nie czuję żadnego strachu ani blokad. Będzie pięknie!




MARTA
konsultantka feng-shui z Londynu


PIERWSZY DZIEŃ - UMIERANIE
Po wypiciu swojej porcji zamknęłam oczy i czekałam na wizje. Nie bałam się, byłam tylko przejęta, bo nie wiedziałam, co mnie czeka.
Po kilkunastu minutach odczułam lekkie mdłości, pojawiły się różne myśli, osoby, obrazy.
Widziałam pode mną ciągnące się w nieskończoność, skomplikowane konstrukcje z czarnego metalu. W pewnej chwili wszystko wypełniło się plamkami w odcieniach turkusu, zieleni, granatu i błękitu.
Plamki pulsowały, delikatnie falowały, a pośród nich uformował się pysk smoka bądź wielkiego ptaka, którego dosiadłam. Zaczął on poruszać się bardzo delikatnie, i unosząc mnie falował niczym wąż. Wolno płynął przez przestrzeń, a plamki zmieniły się w ławice maleńkich rybek.

Nagle wszystko znikło, a ja poczułam się bardzo źle. W jednej chwili spadłam z ogromnej wysokości w dół, wciągnięta w bezdenną pustkę. W ogromnym tempie, jakby ktoś zrzucił mnie ze skały. Nie było już odwrotu. (...)
Zaczął się koszmar! Czułam się źle - fizycznie i psychicznie. Bałam się zamknąć oczy, bałam się że umrę. Jednocześnie zanurzyłam się w swoich panicznych myślach. Czułam, że nie kocham życia, ale że nie chcę też niczego zmieniać w taki właśnie sposób. Pilnowałam się, aby nie zamknąć oczu i nie "odlecieć". Czułam tylko strach, bezsilność i poczucie winy. Chciało mi się płakać. Chciałam wrócić do domu!
Wiedziałam, że musze wiele zmienić w swoim postępowaniu, czułam się winna. Nie potrafiłam wymiotować i byłam wdzięczna psu, który właśnie przyszedł i przylgnął blisko mnie. Poczułam, jak wszystko to zabiera ode mnie, że uwalnia mnie od strachu.
Trwałam w ogromnym bólu i wyczekiwałam jego końca.

Nie chciałam brać udziału w drugim piciu. Wtedy Aldona wyszeptała, że jestem na wpół martwa i przekonała mnie, że jeśli się poddam do końca, Ayahuaska będzie dla mnie o wiele łaskawsza.

NARODZINY 
ayahuascaW następnej sesji znów widziałam rożne konstrukcje z czarnego metalu, ostro zakończone groty, wystrzelone w moim kierunku. (...)
Nagle wszystko pociemniało i czułam, że zaczyna się dziać coś ważnego, że jakaś siła pcha mnie ku górze. W bardzo powolnym tempie przesuwałam się ku czemuś nade mną, ku jakiejś nowej przestrzeni. Otaczały mnie ogromne insekty, zwrócone do mnie wnętrzem swoich odwłoków, zatopione w czerwonej pulsującej tkance. Poruszały się i pulsowały, zacieśniając przestrzeń. Była to długa i mozolna podróż. Nie bałam się, ale przepełniały mnie sprzeczne uczucia.
Widziałam nad sobą światło. Powoli dochodziły do mnie głosy i myśli moich przyjaciół z grupy, że jeszcze tylko "trochę" i będzie po wszystkim, że oni są tam/tu po to, by mi pomóc.
Byłam wewnętrznie rozdarta, z jednej strony chciałam się "przebić", z drugiej obawiałam się tego, co mnie spotka po "tamtej" stronie.
W toalecie "ujrzałam", jak wyrzucam z siebie pająki, karalucha i kilka innych insektów. Poczułam ulgę. Wróciłam na miejsce, położyłam się i zamknęłam oczy. Wciąż się przesuwałam. W końcu jednak podjęłam decyzję : "dobrze.. ok..spróbuję.." i spojrzałam w górę, by zobaczyć światło.
Było nad moją głową, jasne, mgliste, dobre, jaśniało pośrodku jakby ogromnej kopuły, ogromnego przestrzennego sklepienia.
Czułam jak wychodzę powoli z tunelu, jak zostawiam insekty i powoli unoszę się do tego światła, jak w nie wchodzę, a ono przesuwa się po mojej twarzy i wciąż idę w górę. Wzniosłam się do niego i w tym samym momencie przepełniła mnie ogromna radość.
Otworzyłam oczy i WIEDZIAŁAM, że właśnie oto narodziłam się na nowo!
Zbliżyłyśmy się z Aldoną do siebie w ogromnej radości. Chciałam dać jej odczuć, jak bardzo ją kocham. Tuląc się do niej szeptałam, że narodziłam się na nowo, że dziękuję wszystkim, że mi pomogli. Cieszyłam się jak małe dziecko, chciało mi się śpiewać i tańczyć. Miałam wrażenie, że wszyscy się budzą, podchodzą do nas uśmiechnięci, radośni.

ceremoniaUsłyszałam że "narodziła się księżniczka".
Czułam do Aldony i Jarka wdzięczność i miłość, jaką dziecko odczuwa do rodziców. Stali się moimi duchowymi rodzicami. Przepełniało mnie ogromne poczucie szczęścia, bezpieczeństwa i niesamowita radość.
Czułam się pełna wigoru, wciąż się śmiałam do siebie. Szczebiotałam jak ptaszek, nie do końca zdając sobie sprawę, że nie są to tylko moje myśli ale też słowa wypowiadane na głos.
Poprosiłam Aldonę, aby brała ode mnie energię regeneracji i odnowy, aby pozwoliła sobie być obdarowywaną. Czułam, jak wraca do sił.
Chciałam żeby była silna, aby dawać życie innym nowym, pięknym, duchowym dzieciom. Bardzo jej dziękowałam. Przepełniała mnie euforia i światło życia.

Aldona!
Byłaś dla mnie symbolem Matki Natury, Gai. Byłaś tą, która wydaje na świat Nowe Dzieci, a ja byłam Miłością która Cię wypełniała, uzdrawiała, regenerowała, odmładzała, przywracała siły i moc. Przekazywałam Ci tę Miłość w każdym wydechu i dotyku i ona nas wypełniała. Matka Natura i Miłość to jedno. (Trudno to opisać słowami)
Miłość płynęła przez czubki moich palców, przez oczy i usta. Z każdym wydechem wdmuchiwałam Ci tę energię, a ona płynęła przez Ciebie jak różowo biały potok rozświetlając i rozgrzewając Cię od środka. Energia ta koiła wszystkie komórki twojego ciała. Jakiś czas później widziałam siebie znajdującą się w Tobie i zarazem w centrum piramidy.
Widziałam przepływający przeze mnie strumień różowej energii Miłości, widziałam piękne owalne lśniące kamienie różowego kwarcu w sercach wszystkich kobiet na świecie i to jak są one połączone tą Energią ze Źródła. Natomiast w sercach wszystkich mężczyzn pojawiły się diamenty najdoskonalszego szlifu i blasku. Kamienie tworzyły iskrzącą się siatkę. Granice naszych ciał rozmyły się.
Był tylko cudowny przekaz Miłości..

Jarek!
Odczuwanie Miłości umożliwiło mi przeżycie i doświadczenie miłości ojcowskiej. Wiele to dla mnie znaczy, ponieważ jako dziecko jej nie otrzymałam. To było głębokie, radosne i pełne zaufania uczucie. Jesteś jak Strażnik, silna energia ochronna. Nauczyłeś mnie też tego, że im mniej słów, tym więcej przekazu z serca. Wiem, że odpowiedzi przyjdą w snach.
Jeszcze raz Ci dziękuję , Jarku. Zawsze wysyłam moc Miłości dla Ciebie a pąki lotosu pełne przekazu prosto w Twoje ręce. Będziesz wiedział co z nimi zrobić. :)

W pewnym momencie miałam wizję, jak znajdujemy się z Waldkiem (moim mężem) w ciepłej przytulnej komnacie, wypełnionej delikatnym pomarańczowo białym blaskiem świec. On leżał w centrum, na podwyższeniu, owinięty lekko w biały materiał. Wyglądał jakby głęboko spał, dłonie miał skrzyżowane na piersi. Ale spał snem niezwykłym, jakby snem wiecznym. Pochylałam się nad nim i obmywałam go wodą. Miałam za zadanie go oczyścić i czuwać nad nim. Woda była czymś świętym, pełnym znaczenia. Wykonywałam tę czynność z czułością, przepełniona Miłością i nadzieją że wkrótce zobaczę piękny, najdoskonalszy lśniący Diament.

Miałam niezwykły kontakt telepatyczny z grupą; czułam myśli wszystkich i to, jak reagują na moje myśli. Powoli się wyciszałam i koncentrowałam. Czułam, jak przepełnia mnie energia Miłości i Światła, jak wpływa ona we mnie i zaczyna wypełniać całkowicie.
Zostałam wewnętrznie poproszona, by podzielić się tą energią Miłości. Pozwoliłam by wypłynęła najpierw przez moje ręce. Dłonie zaczęły poruszać się w symboliczny, starożytny sposób.
Widziałam, jak energia miłości wypływa przez czubki moich palców i zostawia w przestrzeni harmonijne wzory ze światła w rytm radosnej muzyki. Rąk było cztery.
Czułam się księżniczką, która odrodziła się w świętym domu, w szlachetnej rodzinie z Indii. Wszyscy stanowiliśmy rodzinę duchowych istot. Czułam ogromny strumień miłości, który przepływał stale przeze mnie,  strumień energii miłości bezwarunkowej.
Wiedziałam, że ta energia nie jest moja, że zostaję nią napełniona i że mam jej pozwolić płynąć dalej, do innych istot. Czułam jak jestem poproszona o główny przekaz - Przekaz Miłości.
W tym cudownym momencie starałam się przekazać wszystkim to, że powinniśmy stworzyć krąg, ujmując się dłońmi, a krąg nie powinien być zamknięty lecz pozostać otwarty. Dwie osoby, które tworzyły to otwarcie, sprawiały, że Miłość płynęła na zewnątrz, dla innych, na cały świat.
Gdy zostało to uczynione, mogłam skupić się na przepływie tej energii. Przekaz brzmiał:

ceremoniaWszystko jest Miłością, jest przez nią utrzymywane, tworzone i rozprzestrzeniane. Źródło tej miłości zawsze biło z serca Ziemi.
W życiu codziennym powinniśmy cieszyć się, otaczać radością i śmiechem. W ten sposób rozluźniamy się, rozluźniają się nasze ciała i umysły. Wtedy doświadczamy Miłości.


Dowiedziałam się, że Mantra Om Mani Peme Hung jest aspektem miłości uspokajającej, stabilizujacej i rozluźniającej wszystko. Rozluźnienie jest bardzo ważne, by otworzyć się na przepływ miłości. Mantra ta jest nieskończona i nikt nie powinien nawet starać się odnajdywać jej początków.
Rozluźnienie pomaga oddechowi, który jest ożywczą energią wszystkiego, jest białym światłem.

Czułam jak wdycham głęboko energię Wszechświata, zamieniam w sobie "szare na złote" i wydycham cudowną energię, którą mogą chłonąć inni. Mantra wypływała z moich ust wraz z wydechem do ust i trafiała do każdej istoty na ziemi. Dawałam miłość wszystkim. Widziałam swój czakram serca zupełnie otwarty.
Widziałam, jak ważne jest życie, jakie jest cudowne i to że energia Miłości i Życia są nierozerwalnie złączone i przejawiają się w oczach. (...) Czułam, jak to jest naprawdę komuś wybaczyć - że siła wybaczenia jest silnie związana z miłością - są nierozłączne i w tym samym momencie wszystko się "uspokoiło" i złączyło z Miłością. Czułam, jak zmienia ona wszystko, jak uzdrawia. Wysyłałam ją do każdego - przez dotyk można przekazać ją każdemu! Moje dłonie były bardzo ciepłe.
Energia wypływała przez dłonie i oddech. Stałam na kuli ziemskiej a strumień Miłości, który przepływał przeze mnie, otaczał światłem Ziemię, uzdrawiając ją i napełniając odnawiającą siłą.
Widziałam, że przestrzeń jest bogactwem i każdy znajduje w niej coś dla siebie, czułam się tą przestrzenią. Brałam od ludzi wszystkie ich pragnienia, żale i słabości - przemieniałam je siłą miłości i oddawałam im prawdziwe skarby, całe bogactwo przestrzeni.
Widziałam najskrytsze pragnienia i marzenia kobiet i mężczyzn, które sprowadzały się do poszukiwania źródła Miłości. Dawałam im, czego pragnęli, wlewałam im w serca Miłość.
ayahuascaWidziałam, jak wszystko jest utrzymywane przez Miłość, jak wszystko jest energią i światłem. Widziałam, w jaki sposób energia przepływa, jak wszystko wydarza się na najwyższym poziomie i nieustannie wibruje.
Zrozumiałam ze wszystko jest najpierw myślą, potem energią a na samym końcu się materializuje.
Widziałam, że energia krąży, skupia się i przybiera ruch koła. Widziałam , że czas jest kołem. Rozumiałam w pełni znaczenie symbolu Yin i Yang. Rozumiałam też ruch ciała węża - świetlany wąż pokazywał mi dlaczego ludzie chorują.
Cieszyłam się, że miłość może przepływać przeze mnie do innych. Widziałam jak jestem związana z piramidą Yantra. Stanowiłam jej środek, energię Miłości. Strumień Miłości był jej centrum. Potem nie musiałam już robić niczego. Cieszyłam się każdą chwilą, a obserwowanie innych i utrzymywanie wszystkiego w miłości było prawdziwą rozkoszą. Tylko to było najważniejsze!




ADRIAN
kulturoznawca, siła robocza z Londynu


Było to kolejne już spotkanie. Dowiedziałem się, że "odrobiłem lekcje" z pierwszego razu całkiem dobrze i gdy wszedłem w ten stan głębiej, pokazała mi, że działa oczyszczająco. Aby tego nie stracić, każdego dnia powinienem zmieniać (tworzyć) siebie i otaczający mnie świat. Żeby świecił jasnym światłem miłości.
W pewnej chwili poczułem, że przechodzę inicjację i staję się wojownikiem światła. To było coś jak koronacja na rycerza, a gdy się dokonało, ogarnęła mnie wielka miłość.
Leżałem koło Asi  i cieszyłem się z tego, co przeżyłem. Aya pokazywała mi, że Asia jest moją niewiastą, która zawsze będzie na mnie czekać, gdy ja będę walczył o lepsze jutro.
To było jak jedna z bajek o rycerzach i królewnach, co wprawiło mnie w niesamowicie wspaniały humor.
Gdy Aldona zajęła się mną, zdawało mi się, że widzę jakąś postać obserwującą mnie z góry. Nad moją głową robiło się coraz jaśniej... Miałem wizje bliskie oświecenia. Dotarłem do domu. (...)

Pamiętam też, że zastanawiałem się, jak to jest, że ludzie trafiają na ceremonie, w jaki sposób ona dobiera sobie ludzi, którym pokazuje swą mądrość.
Aya powiedziała mi, że właśnie w taki, jak u Aldony. Ktoś przyjeżdża, uczy się i przekazuje pałeczkę dalej. Powiedziała mi też, że bardzo lubi pomagać ludziom na ziemi i jest szczęśliwa, kiedy może tak czynić. Dowiedziałem się wszystkiego, co na ten moment było mi potrzebne. (...)
Potem Aya pokazała mi lęki innych ludzi i to, co ich blokuje. Postanowiłem podnieść się i trochę pomóc. (...) 

ayahuasca    aya    ayahuasca

Mam parę lekcji do odrobienia przed następnym piciem w przyszłości i wierzę, ze do tego czasu przygotuję sie dobrze.




MARZENA
właścicielka firmy produkującej meble


Co dały mi rytuały? - Doświadczyłam połączenia ze sobą, swoja pierwotną energią. Jest to energia kreacji, energia serca; bezmierna, bezkresna, bez początku i końca. Jest bramą do wszystkiego, co istnieje. Pojawiła się jako praźródło, środek wszechświata, a jednocześnie wiedziałam, że to moja pierwotna energia - z niej się wyłoniłam. Zawiera całą wiedzę, od początku do tej obecnej chwili i dalej - w nieskończonym procesie rozwoju świadomości.
Poczułam ogromne bezpieczeństwo i radość i moc. Poczułam się piękna i silna. Zobaczyłam to przez serce, w którym jest ŹRÓDŁO. Otworzyłam serce. Uruchomiłam energię wielkiej, bezmiernej miłości, spokoju, bezpieczeństwa i wszelkiej mocy.
Nareszcie mogę pełną piersią oddychać, bez obaw, że mnie ktoś zaatakuje. Nie muszę się kulić. Nareszcie mogę czuć radość, nareszcie nie ma we mnie żadnych zakazów ani nakazów. Nareszcie mogę w pełni doświadczać siebie -otwarcie i subtelnie - być jednocześnie wewnątrz siebie i być wszystkim tym, co na zewnątrz.
Przy otwartym sercu nie ma samotności, nie ma możliwości kogoś lub siebie skrzywdzić. Światło przenikło z mojego serca na zewnątrz i wprowadza rezonans we wszystko. Moc której nic i nikt nie zniszczy. Mam prawo do bycia człowiekiem w każdym jego przejawie. Mam prawo być małą "księżniczką" i wielkim twórcą. Jestem pod opieką najpiękniejszej istoty we Wszechświecie - siebie samej. Taki jest człowiek.
Wszystko, co piszę, bardzo dokładnie widziałam i fizycznie odczuwałam.
Dziękuję, że mi pomogliście stać się taką i wrócić do siebie. Cały czas mam rozgrzane serce.


OPIS CEREMONII
Pierwszy dzień - oczyszczanie, przygotowanie, świadomość...
Pojawiają się obrazy: moje wycofywanie się na pozycje przeciętności - tak, aby nie było mnie widać. Bardzo zawsze dbałam o to. Zrozumiałam, że dawno, dawno temu (poprzednie wcielenia) zablokowałam sobie prawo do bycia doskonałą, do wyróżnienia się z tłumu - nie wolno mi było świecić, szarość dawała to złudne bezpieczeństwo. Uwielbiałam bajkę o czapce niewidce.
Transformowałam to uczucie na budujące - wprowadzałam sobie pojęcia, że mam prawo być doskonała, mam prawo wiedzieć więcej, mam prawo świecić. Odczuwałam uwolnienie i radość.

Weszłam w moment, kiedy dopiero co się urodziłam. Widziałam siebie w kołysce. Wyposażyłam malutką siebie w szczęście, radość, miłość, moc tworzenia. Dałam sobie narzędzie - umiejętność ochrony tak, by nic mnie nie skaleczyło emocjonalnie ani fizycznie, narzędzie do usuwania wszelkich bloków i stwarzania wszystkiego, czego pragnę.
Zaczęła się żmudna nauka posługiwania się tym narzędziem. Musiałam "zobaczyć" i zakodować pewność, że wszystko potrafię - naprawić ciało, zmaterializować dowolne marzenie. - Nie było to łatwe, musiałam usunąć wątpliwość.
Dotąd biegałam jak po wstędze Mobiusa - niby w górę, niby w nowe a tak naprawdę w kółko. Taki jest umysł. Zmusiłam go, by stał się małym, zgodnym element w mojej konstrukcji (coś jak chromosom w łańcuchu DNA).
Tak zaczęłam się uczyć tworzenia siebie na nowo. - Gdy tylko pojawiała się gorsza myśl, przypominałam sobie, że potrafię sobie radzić.
(...) Nastąpiła erupcja światła - stworzyło się coś nowego, czego jeszcze nie rozpoznałam, choć było oczywiste.


Drugi dzień - budowanie, połączenie, transformacja...
Zaczęło się od bardzo złego samopoczucia, smutku, samotności, zgniecenia, lęku i prawie rezygnacji. Poczułam, że coś mnie trzyma za szyję, dusi i siedzi na piersiach, nie daje oddychać.
Z ogromnym wysiłkiem próbowałam wydobywać z siebie jakąkolwiek pozytywną myśl o sobie.
Napłynęły obrazy z dzieciństwa. Byłam taka szczęśliwa, miałam dobre dzieciństwo, to co się stało ze mną?
Pojawiły się sceny, kiedy kończąc studia, pełna marzeń i pomysłów, otwarta i szczęśliwa wplątałam się w związek, urodziłam dziecko, wyszłam za mąż.
Marzenia zamieniły się w traumę, nastały straszne dni samotności; stawałam się coraz smutniejsza, zamknięta i opuszczona, a życie zamiast być radością, zmieniło się w koszmar. - To było ponad moje siły. Przywdziałam zbroję, by więcej nie doświadczać bólu. Więcej nie byłam w stanie udźwignąć. Serce się zablokowało.
Późniejsze lata były trudną i surową nauką - ponownego odnajdywania się. Dziś wiem, że nie na próżno.
Poczułam się tak bezradna, jak nigdy. Wcześniej nie przyznawałam się do tego przed samą sobą - trzeba być przecież silną, zwartą i gotową... Poczułam jak ten wrzód pęka, jak wylewa się cały ten skrywany ból. Przestałam się bronić.
Aldona i Jarek pomogli mi, przytulając mnie, masując serce i brzuch.... i powoli ból udawało się transformować. Zaczęły napływać myśli, że jednak odczuwam miłość i ktoś mi w tym pomaga, pomaga zrzucić ten cały ciężar i że już nie jestem sama. Otwierało się zrozumienie, zaczęłam sobie uświadamiać, że przez długie lata w moim umyśle i ciele była samotność, pomimo, że byłam otoczona wspaniałymi ludźmi.
I zobaczyłam jak z dziury serca wydobywa się małe źródełko, kropelka za kropelką. I poczułam ogromną ulgę i zobaczyłam gdzieś w dole ŹRÓDŁO białego światła. Wiedziałam, że z tego się wyłoniłam. I wreszcie połączyłam się z tym ŹRÓDŁEM ponownie.
Właściwie to zawsze byłam połączona, zlikwidowałam tylko blokady.

Jestem już bezpieczna i silna, bo mam siebie. Spełniła się intencja wypowiedziana przed ceremonią, że chcę się połączyć ze sobą, zlikwidować konflikt w sobie. Poczułam, że od teraz zawsze będę wiedziała, co jest prawdą, a co nie. Mam nieograniczony dostęp do całej wiedzy. Z siebie mogę czerpać do woli, całkowicie pewna, że co wiem, czuję i widzę, jest prawdziwe.

I pojawiła się łagodność i pojawiła się akceptacja każdej odmienności, inności ode mnie. - Okazało się, że bardzo bałam się innych.
Zobaczyłam i zrozumiałam, ze człowiek połączony ze sobą, gdy bazą jest energia serca i praźródła wiedzy, nie popełnia błędów. Nie muszę się już o nikogo martwić, ani przed nikim zabezpieczać. Odzyskałam świadomość siebie - wolność i niezależność. Poczułam ogromny spokój, dystans i szczęście. Po prostu jestem. Jestem wszystkim tym, co widzę czuję i wiem.
W tle akurat była muzyka indyjska. Pojawiły się obrazy indyjskiej księżniczki w pięknych, kolorowych ubraniach na rydwanie, zaprzężonym w dwa  cudne konie. Chciało mi się tańczyć i śpiewać. Zaczęłam krzyczeć w myślach do koleżanki, leżącej obok: zobacz jaka jestem silna i szczęśliwa. JA ŚWIECĘ !!!Poczułam, jakie mam ogromne, niezbywalne prawo być spontaniczna, beztroska jak dziecko. I mogę tworzyć wszystko, co zechcę, gdyż jest to tworzenie bez błędów - w energiach serca i w stanie całkowitej świadomości. Serce coraz bardziej mi się rozgrzewało.

                                                      ----------------------------------

Cały czas byłam świadoma wszystkiego, co działo się we mnie i w tych, na których się skupiałam. Mogłam w każdej chwili wstać, otwierałam oczy, przy zamkniętych widziałam jak przy otwartych.
Wszystko, co się uruchamiało, odczuwałam mocno w ciele fizycznym. Wiedziałam co robię i po co to robię.
Obrazy, zdarzenia były zaskakujące, ale nie obce - bardzo, bardzo długo oczekiwane, w pełni spójne z moją istotą i wiedzą. Uświadomiłam sobie, że wszystko to już dawno wiedziałam, tylko było ukryte, dając jednak siłę w momentach ciężkich kryzysów.
Mam w sobie moc tworzenia - nieograniczoną, dojrzałą, świadomą, spójną z wiedzą wszystkich istot ludzkich. Czuję się piękna i radośnie wypełniam wszystko doskonałością. Jestem

P.S. Muzyka - niesamowity jej odbiór to jest jeszcze jeden cudowny efekt uboczny po aya - trzyma mnie do dziś z tendencją wzrostową.




MAREK
właściciel firmy


rytual ayahuascaPodczas rytuałów czułem się, jak gdyby moja świadomość swobodnie unosiła się w przestrzeni. Ogarnęła mnie niesamowita euforia, piękno nie do opisania słowami. Obrazy i odczucia były jednym. Właśnie takiego stanu szukałem wiele lat!!!
Ayahuasca otworzyła moją duszę na nieskończone możliwości kreatywnych rozwiązań. Pokazała i uświadomiła ważność wyborów, których dokonujemy na co dzień. Upewniłem się, poczułem i całkowicie uświadomiłem sobie, że najpotężniejszą, wszechmocną, doskonałą, cudownie piękną i podstawową energią twórczego przejawiania życia na wszystkich poziomach jest właśnie energia MIŁOŚCI!!!
Tak! Energia miłości to wzór na moje życie. Właśnie na jej podstawie próbuję, wybieram, decyduję i kreatywnie rozwiązuję zadania w moim codziennym, wspaniałym życiu.
Cieszę się, że żyję i o tym wiem.

To prawda, że po ceremonii ayahuasca jeszcze w nas zostaje. Ważną rzeczą jest też uświadamiać uczestników, aby po ceremonii jakiś czas normalnie rozmawiali z Ayą - ja to robiłem i oczywiście otrzymałem następne bezcenne dla mnie informacje. Cały czas dbam o to, by utrzymać z nią kontakt. Energetycznie czuję się inaczej, trochę jak małe dziecko i jest to bardzo przyjemne. Nieustannie mam wizje przed oczami.

Dziękuję za taką możliwość i za Wasz profesjonalizm, za pomoc w pozbyciu się moich brudów, inaczej pewnie nie miał bym dostępu do ayahuaski. (...)
Było to najwspanialsze, najpotężniejsze, najciekawsze, najcudowniejsze objawienie duchowe, jakiego doświadczyłem w tym wcieleniu.
Dostałem odpowiedzi, których szukałem bardzo długo!!! Teraz już wiem, jaki jest sens mojego życia, wiem po co się urodziłem, wiem co mam robić i wiem jeszcze dużo, dużo więcej!!!
Nie spodziewałem się, że tyle dostanę...

Mam zamiar ogłaszać całemu światu, jaką wielką i wspaniałą wartość niesie kontakt z Ayą. Jest to idealny skrót do przepięknego, duchowego świata. Inaczej myślimy, inaczej mówimy, inaczej czujemy w ogóle stajemy się chyba innymi ludźmi. Wspaniałe, fascynujące doświadczenie. Szkoda tylko, że tak krótko trwało!

Dodatkowe zeznanie po dwóch latach
(na specjalną prośbę, gdyż Markowi niełatwo to opisać):

ayahuascaAyahuasca całkiem zmieniła spojrzenie na otaczający mnie świat, miedzy innymi dlatego też - po kilkunastu latach zdecydowaliśmy się na drugą córkę.  Rozmawiałem z nią przed poczęciem właśnie na ceremonii.
Aya już wtedy poinstruowała mnie, jakie jest jedno z jej ważnych zadań na życie. Będę próbował ją w tym kierunku kształcić. -
Ayahuasca wyprzedziła czas, pokazała wzór, jak mam postępować. Długo bym musiał to opisywać, spróbuję posklejać parę zdań, ale to jest takie trudne...
Widziałem Postać bezosobową i przeźroczystą. Surfowała w przestrzeni kolorów na czymś, co przypominało deskę surfingową. Była bardzo pochłonięta i zafascynowana, a może natchniona jakąś czynnością, którą wykonywała.
Przyglądałem się temu z boku. To uczucie tej fascynacji udzielało mi się trochę, było wspaniałe!!
Ayahuasca powiedziała mi, że to jest dusza mojego dziecka, które może się narodzić, oczywiście zdecydować miałem sam.
Zobaczyłem też jedną z rzeczy, które prawdopodobnie ma stworzyć w przyszłości (coś w rodzaju gry holograficznej, która ma uczyć ludzi kontaktowania się i obsługiwania swojej podświadomości. (Jest to trudne do opisania, opowiem wam dokładnie, jak przyjadę na najbliższą ceremonię. )

Aya powiedziała mi to wszystko w taki sposób, że zrozumiałem, że chyba ma być to chłopak, do dzisiaj zresztą nie wiem. Pomyślałem sobie "super!" Chłopak! Wreszcie będzie jakaś równowaga". Zacząłem rozmyślać: żona, 13-letnia córka, dwie suczki, papuga-samiczka, teściowa za drzwiami i wykastrowany kot ! (Jeden kogut i sześć kur). A więc do dzieła!
Do zadania podszedłem bardzo zdeterminowany tak, że rach-ciach i po krzyku. Co miesiąc z żoną jeździłem do lekarza na USG i szukałem pędzla między nogami, aż tu nagle okazało się, że pędzla nie ma i nie będzie.

ayahuascaMyślę sobie, co jest? Czyżbym źle odczytał sugestię Ayahuaski?
Usiadłem pod piramidą, zamknąłem oczy i zacząłem pytać. Odpowiedź była głośna i wyraźna:
Gdybyś wiedział wcześniej, jaki będzie rezultat, mógłbyś się nie zdecydować!!! Twoje ego by na to nie pozwoliło !!!
Wow ! Dopiero zrozumiałem jaki byłem głupi. I znowu podwójne uznanie dla Ayahuaski za perfekcyjny sposób , który idealnie ominął moje ego.
Bo w tym przypadku na pewno by blokowało.

Z perspektywy czasu nie zamieniłbym mojej małej (foto) nawet na dwóch chłopców.




ROBERT
Właściciel firmy meblowej.
Dawny uczeń z czasów pracy duchowej z piramidami. 
Ponury, krytykancki sceptyk, namówiony na ceremonię przez brata, Marka (relacja wyżej)


...Powrót do rzeczywistości przebiegł dość gładko, trzymało mnie jeszcze tydzień, równiutko do kolejnej niedzieli i to mocno. Później kołowrotek, natłok spraw, zdarzeń i powrót do tego wszystkiego co było wcześniej ale... No właśnie ale.

Coś się jednak wydarzyło i nic tak na dobrą sprawę nie jest takie samo, jak było wcześniej. 
I dobrze!
Niby nic się nie zmieniło w moim życiu, patrząc z zewnątrz, nie dokonałem jakiś wielkich zmian i zajmuję się cały czas tym samym co wcześniej, ale ja wiem, że patrzę teraz na życie inaczej. Dostrzegam subtelne zmiany w sobie i w otoczeniu, myślę, że jestem choć ociupinkę lepszy dla ludzi i przede wszystkim dla siebie.
Chciałoby się więcej ale w tej rzeczywistości działa to jakoś wolniej.  :)

Co do samej ceremonii to... sami widzieliście, strasznie mnie sponiewierało.
Na początku było super, dostałem coś jakby menu w dobrej knajpie. Czyli taki przegląd możliwości, na co można liczyć. A wiecie jak się czyta kartę w super restauracji, gdy ma się wilczy apetyt. - Byłem pod ogromnym wrażeniem.
A potem się zaczęło!
Strasznie się wystraszyłem śmiertelnie (teraz to mi się już śmiać chce, jak to sobie przypomnę), ale wtedy byłem przekonany, że już po mnie, że umieram. I strasznie z tym walczyłem!
Nie czułem się jeszcze gotowy, a im mocniej się opierałem, tym było gorzej. Do tego dochodziło uczucie nieuchronności tego wszystkiego i przerażające uczucie, że ja już tego doświadczałem wcześniej (pytanie tylko kiedy?!), że ja już to wszystko znam i że znowu trafiłem do jakiegoś strasznego miejsca. Myślę, że byłem w piekle!!!
Czułem się oszukany! W Was widziałem potwory, które mnie tu zwabiły (sorry, Aldona, za tą wiedźmę:)). Bałem się, że jak wykituję to obudzę się w jeszcze gorszym szambie.
Miałem wizję umierania w strasznych warunkach. (Wizje te wcześniej nękały mnie w koszmarach.) Nie mogłem się uspokoić. Spirala strachu nakręcała się, chciałem uciec. Nie! Nie uciec! Spier...lać! I to z piskiem opon jak najdalej, ŻEBY TYLKO TEN KOSZMAR SIĘ SKOŃCZYŁ.
I nagle doznałem olśnienia i zrozumienia ludzi, którzy jeżdżą na haju i zalewają się w trupa, żeby uciec. A potem trzeźwieją nieraz w jeszcze gorszym bagnie.
Pierwszy raz poczułem współczucie i zrozumienie - dostrzegłem jakby siebie w innym człowieku. (Do tej pory menele wzbudzali we mnie tylko wstręt, odrazę i agresję.)

Kolejnym olśnieniem było zrozumienie, jak powstają struktury oparte na strachu. Chodzi o strach przed zmianami, przed nieznanym. Myślę, że w moim codziennym życiu łatwiej mi teraz będzie to dostrzec.
Pomimo, że byłem już teraz taki "mądry", to dalej nie mogłem się uspokoić. Dziękuję Ci, Aldona, za pomoc w tamtym momencie!
Nie będę się rozpisywał o szczegółach, ale pomału z tego przerażenia jakoś mogłem się otrząsnąć i poczułem ogromną, głęboką więź z Aldoną. Trudno to wyrazić, ale to coś jakby rodzina, ktoś bardzo, bardzo bliski. Takie uczucie, jak między rodzicami a dziećmi, między rodzeństwem albo dziadkami a wnukami. Ciężko to wyrazić. Dziwne, bo w kontaktach z Wami zawsze myślałem, że to z Jarkiem mam lepszy kontakt.
W ogóle byłem zdziwiony, mój brat ciągle się jeszcze ze mnie śmieje, że pytam się notorycznie: co to było?!
Dla mnie całe to przeżycie z ceremonią było czymś, co nie da się porównać do niczego.
Nie doświadczyłem wcześniej niczego podobnego.
I niesłychanym odkryciem było to, że w tym innym świecie, spotkałem Was, zwłaszcza intensywnie doświadczyłem tam obecności Aldony, która - miałem wrażenie - czuje się tam jak w domu albo - chciałoby się powiedzieć - lepiej jak w domu. Ha ha!

Powracając do samej ceremonii, to na drugi dzień miałem niezłego pietra i do końca nie wiedziałem, czy nie zrezygnuję. Bałem się powtórki z historii. Wiedziałem jednak, że prędzej czy później muszę stawić temu czoła i że odwlekanie nie ma sensu.
Sam kontakt z duchem rośliny - bułka z masłem. Nie maiłem żadnych trudności, powiedziałbym, że jest to dziecinnie łatwe, samo się dzieje bez najmniejszego wysiłku.
Było fajnie, ale zaczęły dopadać mnie znowu negatywne wrażenia, widziałem jak na talerzu tą zależność naszych myśli i emocji. Jak sobie pomyślałem o sprawach, które traktuję jako problemy czy kłopoty, to od razy zbierało mnie na wymioty i szybko zacząłem myśleć o sprawach przyjemnych; o mojej córci jak była mała, z czułością o sobie samym. Np. zrobiłem sam sobie wirtualny masaż pleców, które bardzo mnie bolą i... Po chwili nudności znikały. Cudowna muzyka zaczynała grać dalej.
Jednak gdy się zapomniałem, gdy choć na chwilę zacząłem myśleć o kłopotach to, (no kto zgadnie?) znów chciało mi się żygać.
Pamiętam, że był moment, że zrobiło mi się bardzo niedobrze i Aldona spytała, czy mają mi z Jarkiem jakoś pomóc przez to przejść. Oczywiście od razu miałem przed oczami te horrory z poprzedniego dnia (Aldona - jeszcze raz wybacz mi tę wiedźmę :)).  Przypomniała mi się wcześniejsza rozmowa, że każdy musi przejść przez to sam. I oczywiście podziękowałem.
Gdy Aldona usłyszała moje "nie, postaram się sam", mimo wszystko od razu przystąpiła do działania (pytałam wyższego JA, nie Roberta - przypis Aldony): stożki, kadzidełka i takie fajne wiaderko, w które jak się delikatnie uderzy to czujesz nawet ostatni atom w końcówkach włosów - jak wibruje.
No i masaż Jarka, czułem jak do lodowatych stóp powraca życie. Dzięki ci Jarku! REWELACJA!!!

Oczywiście wewnętrzny krytyk tak szybko nie rezygnuje i coś tam podpowiadał, ale krytyka ma okropną wibrację, a po zażyciu herbatki wszystko działa natychmiast, więc w międzyczasie zachciało mi się lekko rzygać. Na szczęście był ostatni atak CIENIA!!!
Potem to już było z górki. Po tym, jak pomogliście mi przejść przez te ciężkie chwile, to już poczułem się jak zawodowiec na czarnym szlaku. Do końca odbywała się jakby zabawa-szkolenie, jak zachowywać się w nowej rzeczywistości. Ciągle trwała zabawna nauka, obserwowałem swoje myśli i ich reakcję, jak dokonują się zmiany. Raz na pozytywnie, raz na negatywnie.
Ciągle ćwiczyłem, negatywnych myśli było coraz mniej i nie powodowały już takich gwałtownych reakcji. To tak, jakbym się pomalutku dostrajał do właściwej wibracji.
I nagle przyszły same rozwiązania (niektórych) problemów z jakimi się zmagam.
Popłynęły łzy i zrobiło się cudownie. TAKIE TO PROSTE!!!

ayahuascaNo i proszę, miesiąc się zabierałem za napisanie relacji i mi nie szło. A dziś pomyślałem, że napiszę Wam chociaż podziękowanie, bo znowu zleci czas i będziecie musieli mnie wrzucić do szufladki z gburami, a ja za takie towarzystwo to dziękuję :)
Dzięki za wszystko, ceremonia = REWELACJA!!! Obsługa techniczna super!!! Papa Smerf zawodowiec, dzięki Ci Jarku za opiekę. Aldonie za obecność po drugiej stronie. No i fajnie, że nie daliście mojej cielesnej powłoce uciec, bo byłby dym!
Jak to teraz wszystko zastosować w życiu? Będę się dostrajał i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Mam nadzieję, do usłyszenia!


PS. Jeszcze coś ważnego mi się przypomniało! 
Jednej jedynej wizji nie rozumiałem. Mianowicie, gdy postrzegłem siebie jako dzidziusia w brzuchu mamy, to czułem obecność innego istnienia. Widziałem coś, co można by opisać jako zalążek życia.
To była krótka, wręcz błyskawiczna informacja: zawiązało się nowe życie.
Ni przypiął ni przyłatał, aż tu nagle okazuje się: będę tatą! To stało się parę dni przed ceremonią.
Jak widzicie u braci P. ayahuaskowe dzieci to nasza rodzinna przypadłość :).




MACIEJ
poważny przedsiębiorca  


ayahuasca(...) Porwany, wręcz wciągnięty przez nauczyciela (nazwałem go AYA) znalazłem się w świecie, którego nie da się opisać słowami.
Piękne kolory, zmieniające się obrazy, wszechogarniające ciepło no i AYA.
Zmieniłem się w dziecko, a ONA, emanująca ogromną miłością zaczęła prowadzić mnie przez ten świat niczym przewodnik w muzeum, ucząc wszystkiego jak matka.
Cofnąłem się praktycznie do swoich narodzin.
Na początku AYA uczy mnie sposobu porozumiewania się między nami. Jest to język gestów i odczuć fizycznych, którymi przekazywała mi pewne informacje. Co ciekawe ta nauka odbywała się bardzo szybko.
Pierwszą rzeczą, którą mnie nauczyła, to poddanie się czyli pozwolenie jej na działanie. Mrowienie w rękach to znak, że ma mi coś do powiedzenia, przekazania. Wtedy poddawałem się całkowicie.
Uczyła mnie tańczyć, bronić się przed ciemnymi bytami, leczyć swoje ciało, sterować oddechem. Każda lekcja przeplatana była jakimś żartem z jej strony. Czułem się jak mały szkrab w przedszkolu, któremu podczas zabawy wpajana jest jakaś wiedza.
Po kilku takich lekcjach, zorientowałem się, że ją słyszę, a moje pytania uzyskują odpowiedź, zanim je wypowiem w myślach. Weszliśmy w kontakt telepatyczny. Te odpowiedzi powstawały w moim wnętrzu i rozlewały się w mojej głowie. Wiem, ze to brzmi trochę dziwnie, ale inaczej nie potrafię tego opisać.
Cały czas czułem wszechogarniającą miłość, czułem, że ta istota mnie kocha matczyną, ciepłą miłością i że jej na mnie zależy. 

W pewnym momencie wyraźnie poczułem, ze AYA posmutniała.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - Zapytałem. Coś złego?
- Tak. - Usłyszałem odpowiedź. Nie chciałem tego usłyszeć i próbowałem zmienić temat. Później okazało się, że była to jedna z najważniejszych moich lekcji - lekcja zaufania do samego siebie.
- Nie uciekaj, to nic nie da. Powiedziała.
- Ok. Słucham. - Zrezygnowany czekałem na cios.
- Ty już tu nie masz nic do roboty, choć ze mną.... - Przeraziłem się nie na żarty
- Dlaczego? Zapytałem - Nie chcę, nie mogę.
- Dlaczego nie możesz?
- Obiecałem moim dzieciom, że wrócę, oni mnie potrzebują. - W te słowa włożyłem całe swoje serce. AYA nie odpowiedziała, poczułem mrowienie w rękach, a to sygnał, że mam się poddać. Chwila niezdecydowania, strach i nagle myśl, moja myśl... Przecież AYA nie skrzywdzi moich dzieci, musze jej zaufać". 
Teraz wiem, że właśnie o to chodziło, o zaufanie, zaufanie do AYI, czyli do samego SIEBIE.
Poddałem się, znów byłem dzieckiem, niemowlęciem. AYA uczyła mnie wszystkiego od początku, ruchów, gestów, chodzenia, oddychania, tak jakby restartowała moje całe doświadczenie życiowe. Oczywiście cały czas czułem ogromną miłość, ciepło i bezpieczeństwo.

Kolejna lekcja, trochę trudniejsza, odbywa się w toalecie. AYA uczy mnie decydować o sobie, panować nad swoim ciałem. Pokazuje jak przerwać drżenie ręki, jak powstrzymać odruchy wymiotne, jak zamienić odczucie zimna na ciepło. 
- Poddaj się, nie walcz, teraz ja decyduję! - No i treść żołądka znajdowała drogę do celu... hehehe.
Było to fascynujące uczucie, JA panuję nad swoim ciałem, ono mnie słucha. Wszystkie moje odczucia, ciepło/zimno, strach/lęk zależą tylko ode mnie... Walka w toalecie trwała tak długo, aż zrozumiałem... TO JA DECYDUJĘ!
Ukazując mi odczucie mdłości i ścisk w okolicach żołądka prosiła, żebym to zapamiętał, jako pewnego rodzaju alarm. Alarm przed złą energią, przed chorobami. Pokazała mi, jak je odpychać, jak z nimi walczyć. Było to bardzo łatwe...
Pozbyłem się lęku przed ciemną stroną i poczułem się jeszcze bardziej komfortowo. Miałem nad nimi władzę i byłem od nich silniejszy.

Następna lekcja- lekcja miłości, najpiękniejsza.
Odbierałem miłość od całego Wszechświata, płynęła do mnie zewsząd i rozlewała się po całym ciele. Jedna Wielka Ekstaza. Potem oddawanie, wysyłanie w przestrzeń mojej miłości. I obezwładniające uczucie Harmonii. Te słowa wychodzą ze mnie automatycznie, nie zastanawiam się zbytnio, płyną z głębi serca, AYA jeszcze mnie trzyma w swoich objęciach.
Najpiękniejsze przeżycie - AYA pozwala mi zbudować na nowo relacje miłości z najbliższymi, z żoną i dziećmi. Zaczynam ich jakby lepić z gliny od początku i im więcej w to wkładam miłości, tym bardziej wyłania się oczekiwana postać. Bardzo wzruszająca chwila, płaczę, ale są to łzy szczęścia, euforii.
Dzieci. Trzymam w rękach te małe istotki, są przezroczyste, są czystą energią. Żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co czułem i czuję w dalszym ciągu, bo to nie przemija, te uczucia pozostają.

Kolejna lekcja, lekcja miłości do kobiet. AYA pokazała mi ich piękno, kierując całą moja seksualność w kierunku tej jedynej, najważniejszej. Było to bardzo zabawne, niczym ojciec lub matka groziła palcem zawsze, gdy w głowie pojawiał się stary stereotyp myślowy.
Później zrozumiałem, co mi chciała przekazać. - Kochaj w taki sposób żebyś nie krzywdził tych, których kochasz!
Zapytałem AYE. - Kim jesteś? - Wtedy poczułem mrowienie w rękach. Mój palec wskazał na moje ciało. Ona jest mną, zrozumiałem, moim wyższym JA.
-Pokochaj siebie! Powiedziała. - Przytul się mocno i daj tyle miłości, ile możesz.
- Co mam zrobić, żeby o tym nie zapomnieć? -Zapytałem
- Oddychaj świadomie, od dzisiaj będziesz oddychał świadomie, a z każdym oddechem będziesz czuł, że jestem z tobą i kocham cię ponad wszystko. - 
 Zaczęła mnie uczyć oddychać, smakować zapachy. Po raz pierwszy poczułem, ze oddychanie może być takie przyjemne. Zresztą czuję to do dnia dzisiejszego.
- Oddychasz świadomie. - Powiedziała - Pamiętaj o tym. I co jakiś czas przypominała mi. - Dlaczego nie oddychasz, udusisz się. Znów zapomniałeś? - hahaha.
W pewnym momencie usłyszałem myśl "uzdrowienie".
- Ja mam uzdrawiać?- Zapytałem. - Nie potrafię, nie chcę, to zbyt trudne.
- Masz uzdrowić siebie. - Odpowiedziała, a moje ręce bez mojej woli zaczęły dziwny taniec wokół mojego ciała, jakby wypychały z niego jakieś złe energie.
- Zobacz, jakie to łatwe. - Powiedziała. - TY DECYDUJESZ! Ta choroba została stworzona przez ciebie samego, po to żebyś mógł poznać dar uzdrawiania. Teraz możesz uzdrawiać innych.
W pierwszym odruchu trochę się przeraziłem, ale akceptacja pojawiła się prawie natychmiast. Później jednak okazało się, ze nie było to takie jednoznaczne i proste. AYA cały czas prowadziła jakaś grę i małymi krokami prowadziła tam, dokąd zamierzała mnie zaprowadzić.
Próbowałem uzdrowić, najpierw moją zonę i dzieci, odbierając od nich ich choroby. Poczułem silny ścisk w żołądku i odruch wymiotny. Potrafiłem już nad tym zapanować, a złe energie opuszczały moje ciało - po odkaszlnięciu czułem pewnego rodzaju lekkość.

Piszę trochę nie chronologicznie, ale nie jestem w stanie odtworzyć wszystkiego dokładnie w poczuciu czasu. Przypomniałem sobie jak uczyła mnie śmiać się.
- Ty nie umiesz się śmiać. - Stwierdziła. - Nigdy się nie śmiałeś. Było to bardzo zabawne i tym razem śmiałem się naprawdę. Zresztą nie tylko ja, moi przyjaciele z grupy również. Ten śmiech to był taki most porozumienia miedzy nami.
Ta sesja zmieniła moje życie na zawsze, do rana nie mogłem zasnąć analizując każdy szczegół tego, co przeżyłem. Była to najpiękniejsza przygoda mojego życia. Nie wiedziałem jeszcze, że to dopiero początek...


Bez leku i nadzieją, ze znów spotkam się z tą cudowną, kochającą mnie istotką, przystąpiłem do ceremonii drugiego dnia. Nie mogłem jednak znaleźć Ayi. Czułem, że jest, blisko, ale z jakiegoś powodu stanęła gdzieś z boku i obserwuje... Pomyślałem, że może to jakiś egzamin, chce sprawdzić, czy coś zapamiętałem z poprzedniej sesji.
Od początku miałem problem z jakimiś bytami, które pchały się do mnie ze wszystkich stron, nie było to przyjemne, ale jakoś sobie radziłem. Później zrozumiałem, ze te demony to moje myśli i emocje, z którymi miałem się rozprawić. Taki prawdopodobnie był temat tej lekcji. Cały czas plułem, kaszlałem, czułem obrzydzenie...
Praktycznie nie miałem żadnych wizji, tak jakby ktoś wyłączył obraz w TV, ale dokładnie wszystko czułem, wiedziałem, co się dzieje. W pewnym momencie pojawiły się jakieś małe istoty o geometrycznych kształtach. Chciały żebym z nimi poszedł, wydawały się miłe, więc poszedłem za ich głosami.
Nagle usłyszałem dźwięk grzechotki Jarka i pojawił się rzeczywisty obraz tych istot, które nie były już takie sympatyczne. Zacząłem się wycofywać. Nie były z tego zadowolone, biegały i przeklinały... 

Znalazłem się w Dżungli, zaczęły pojawiać się obrazy, ale bardzo oszczędne. Przez moment byłem bardzo dużym drzewem. Czułem jego moc i siłę, chłonąłem to uczucie. AYA prosiła żebym je zapamiętał. Potem byłem tygrysem, pojawiło się uczucie siły, gniewu i władzy. Następnie łanią - uczucie łagodności i bezbronności. Na koniec tej przebieranki pojawiłem się, jako słoń, czułem jak macham trąbą, jestem pewny siebie, nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.

ayahuascaPraktycznie cały czas miałem kontakt z grupą, każda chęć porozumienia była natychmiast realizowana, a wyrazem tego były emocje radości i śmiech. Staliśmy się jak jeden organizm, jeden duch.

Z tej sesji pamiętam jeszcze wyraźnie naszą wspólną akcję czyszczenia Łukasza. Czułem jak wychodzi z niego mnóstwo różnego badziewia. Znów musiałem pluć, kaszleć, miałem odruchy wymiotne, jednak dawało mi to dużo satysfakcji. 

Tej samej nocy po wypiciu kolejnej AYI wiedziałem, że będzie ostra jazda i to, co się wydarzyło zostanie już w mojej głowie na zawsze. Ogólnie było to jedno wielkie cierpienie i walka o życie, ale po tym doświadczeniu nic już nie jest w stanie mnie pokonać.
Zaczęło się niewinnie.  AYA pokazała mi koło, ze nasze życie to cykl i musi się w nim znaleźć wszystko, i dobro i zło, że najważniejsza jest równowaga i harmonia. Tak zbudowany jest Wszechświat i jeżeli chcę to zrozumieć, muszę to wszystko wchłonąć. Nie zapytała nawet, czy chcę i zaczęła się jazda na całego. Tempo, w jakim zmieniały się obrazy, natłok informacji, które wpychały się do mojej głowy, był nie do opanowania. Myślałem, że eksploduję, że pęknie mi głowa. Czułem się, jakbym miał zjeść cały Wszechświat, spakować go z powrotem do rozmiarów mieszczących się w mojej głowie.
Nie miałem wpływu na jakość tego, co pochłaniałem, było tam wszystko, co do niedawna miałem od siebie odpędzać, a teraz to wszystko było już we mnie.
Gdy tylko zdobywałem się na walkę, od razu słyszałem głos. - Poddaj się temu! - Z drugiej strony wiedziałem, że za chwilę już tego nie wytrzymam. Chciałem to przerwać, prosić o pomoc, ale nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa.
Znów usłyszałem słowa, ze, jeśli chcę się dowiedzieć, muszę się poddać całkowicie...
- Co to znaczy? Czy to znaczy śmierć?.... Ale co z moją rodziną, obiecałem, że wrócę, muszę wrócić. Nie chcę się poddać, walczę..., ale im dłużej stawiam opór, tym ból jest coraz większy.
Pojawiły się wymioty, nie do opanowania, rozrywające mnie od środka. Sprawiły, ze zacząłem myśleć o poddaniu, wiedziałem, że długo już tego nie wytrzymam. Jedyna rzecz, która mnie trzymała, to myśl o moich najbliższych. Gdzieś jakby w lustrze zobaczyłem swoja powyginaną w bólu twarz. Myślałem, ze to koniec... Znów usłyszałem głos. - Poddaj się! - Ale jak mam to zrobić?
Wtedy przyszła myśl, że może nie jest tak źle, przypomniała mi się lekcja o zaufaniu i kolejna, że może tu wcale nie o mnie chodzi. Kto ma się poddać? Przecież nie ja, to moje EGO ma się poddać, to o nie cała ta wojna. Poddałem się, nie miałem już siły walczyć.
Wyszedłem z toalety z rolką ręcznika papierowego i stojąc w sali ceremonialnej bezwiednie przyłożyłem ją do ust. Zobaczyłem, jak wydobywa się z niej ogrom światła w różnych kształtach. Tak naprawdę nie wiem, co by to miało oznaczać..., jednak poczułem się znacznie lżej.
Położyłem się i zapadła głucha cisza. Nie wiem, jak długo to trwało. W tej ciszy zacząłem prowadzić jakiś dialog, sam ze sobą. Uświadomiłem sobie, że umarłem, było cicho i bezpiecznie, dobrze. (...)

Zacząłem składać mój świat od nowa, najpierw DNA jak z klocków lego - z pewnością siebie, jakbym to robił już wiele razy. Wystarczyło, że o czymś pomyślałem, a to już powstawało, najpierw, jako obraz, hologram, a po chwili stawało się namacalna formą.
Na moich oczach tworzyły się drzewa, zwierzęta, ludzie. Do tego cały czas towarzyszył mi pośpiech, czułem, ze mam mało czasu. Całe moje działanie było zdeterminowane powrotem do dawnego świata. Czułem się jak wewnątrz jajka, które w każdej chwili może pęknąć i wyłoni się moje dzieło, mój świat. Tworzenie szło coraz sprawniej, uczyłem ludzi mowy, tworzyłem uśmiech. Właśnie! Jak zbudować uśmiech?
Wziąłem jakieś wiadro, w którym była kisielowata masa, to była miłość, ale... czegoś jeszcze brakowało i nagle olśnienie! OCZY! Uśmiech to przecież głównie oczy zatopione w miłości.
Byłem z siebie bardzo dumny.
Po każdym akcie tworzenia musiałem niejako pochłonąć swoje dzieło, połknąć je, po czym zapadała cisza, z której budził mnie ogromny haust powietrza, tak jakbym dłuższy czas przebywał pod wodą i nagle się wynurzył.
ayahuascaW pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, że, jeżeli mam już taką okazję, to coś zmienię, zbuduje nowy, lepszy świat, bez cierpienia, piękny i zdrowy.
Ale natychmiast na takie myśli przychodził obraz konsekwencji; każda zmiana to inny świat, stary przestaje istnieć! Wiedziałem już,  co mnie trzymało w tej walce! Bałem się, że moi ukochani przestaną istnieć, albo raczej ja przestanę istnieć dla nich. Natychmiast porzuciłem te myśli.
Zastanawiałem się, dlaczego mi tak zależy na tym starym świecie, przecież tak naprawdę zawsze na niego narzekałem, że jest okropny, nudny i szary, niesprawiedliwy, nie raz przecież miałem już wszystkiego dosyć.
I nagle zrozumiałem, ze ten świat, którego nienawidziłem, jest jedynym, którego pragnę, że nic nie jest w stanie go zastąpić. Żeby to zrozumieć musiałem stanąć na krawędzi i poczuć stratę.
Zrozumiałem, ze nic nie trzeba poprawiać, ze forma jest iluzją, a jedyną rzeczą niezniszczalną i niezmienną jest miłość. Z niej jest zbudowane wszystko.
Podjąłem decyzje, ze nic nie zmieniam, że kocham ten świat taki, jaki jest. Znów zapadłem w ciszę, po raz kolejny obudził mnie haust powietrza. Czułem ze wszystko wraca do normy.

Gdy usłyszałem dzwonek, ucichła muzyka, otworzyłem oczy i byłem znów w swoim świecie. Wpadłem w pewnego rodzaju ekstazę. Cieszyłem się, że już mam to za sobą, że udało się wrócić, że znów żyję.

                                                                       -----

Dopiero w domu zrozumiałem przesłanie, które otrzymałem od mojego JA. Zrozumiałem, że nie da się poprawić czegoś, co samo w sobie jest doskonałe, jest cząstką Boga. Jedyne, co mogę zrobić, to żyć w miłości do tego świata, wtedy ta doskonałość zacznie się odwzajemniać. Pełna akceptacja, pozwolenie żeby rzeczy mogły się wydarzać, danie im przestrzeni i pozytywnej energii, bez jakiegokolwiek oporu. Mam żyć tu i teraz, bieżącą chwilą, to jest właśnie życie, reszta jest iluzją.
Nie wiem, czy to mi się uda, ale przynajmniej wiem, co jest najważniejsze, do czego mam dążyć, jak starać się żyć. AYA cały czas działa i jest ze mną, zaskakuje mnie codziennie, odpowiedzi przychodzą czasami z jak najmniej oczekiwanych źródeł, ale najważniejsze, że przychodzą. Codziennie dostaję nowe drogowskazy.
Jeszcze raz dziękuję za wszystko, jestem wdzięczny światu, że spotkałem Was na swojej drodze...




PAWEŁ
kierowca z Londynu


ayahuascaZ pełną świadomością mogę napisać, iż było to najważniejsze, najbardziej doniosłe i odkrywcze doświadczenie w moim dotychczasowym życiu.
Tak jak mówiliście, jestem miło rozleniwiony i nigdzie mi się nie spieszy. Leżę, słucham muzyki, piję herbatki i dużo śpię, słowem odpoczywam po ostatnich kilku latach ciężkiej pracy.
Muszę się przyznać, że nie powiedziałem Wam wszystkiego na swój temat. - Pamiętam opowieść Aldony o gościu, który po ceremonii powiedział : "ale byłem skurw... ". - W pełni się z tym utożsamiłem, gdyż Aya pokazała mi, jak wielkim dupkiem byłem.
Żal mi było moich bliskich, których bardzo raniłem przez tak długi czas. Mój płacz na ceremonii wynikał także z uświadomienia sobie tego, jak złym człowiekiem byłem.
Aya pozwoliła mi spojrzeć na życie z punktu widzenia dziecka  i odnieść to do życia mojej córki. 
Poczułem się odpowiedzialny za jej wychowanie...

Dostałem od Was tak ogromną porcję miłości, której nigdy w życiu nie doświadczyłem, że musze Wam to napisać: Poczułem się jakbym wrócił do mojego prawdziwego domu, o którym nie miałem pojęcia przez tyle lat! Jest to we mnie i nie chcę tego zmarnować. To czego doświadczyłem, a w szczególności to, co otrzymałem od Aldony, było tak mocne, że zapragnąłem tego w moim codziennym życiu. Choć stosunki z żoną wisiały już na włosku i ona pogodziła się z faktem, że nie będziemy razem, postanowiłem spróbować.
Jadąc do domu, w którym notabene już nie mieszkam, nie wiedziałem czego się spodziewać, jak się zachować, co powiedzieć. Gdy już tam dotarłem i zobaczyłem moje dziewczyny, padłem na kolana i wybuchłem płaczem, jak jeszcze nigdy w życiu.
Myślę, że żona widzi, iż ma do czynienia z nowym Pawłem. Dała mi szansę. ....


PO KILKU TYGODNIACH
Tak jak Aldona mówiła, że po ponownym zanurzeniu się w szambie trzeba "żabką, żabką" - do góry z tego bagna - tak też zrobiłem. Jestem otwarty na innych, moja świadomość stale się poszerza, a możliwość przeglądu własnego życia jest tak ogromna, że brak mi słów.
Przez kolejnych kilka tygodni spędziliśmy wiele wieczorów na wspólnej i szczerej rozmowie. Można powiedzieć, że otworzyłem się przed żoną i mogliśmy przedyskutować wiele spraw od nowa, patrząc na rzeczy z innej perspektywy. 
Zacząłem słuchać żony, jej potrzeb i jej punktu widzenia na życie. Zdałem sobie sprawę, z jak wspaniałą kobietą żyłem przez tyle lat. Wcześniej moje własne ego nie pozwalało mi spojrzeć dalej, niż na czubek swojego nosa. Zdałem sobie sprawę jakim egoistą byłem.
Zrozumiałem, na czym polega partnerstwo, rodzicielstwo i wiele innych, jakże podstawowych spraw, o których wcześniej nie chciałem słyszeć.
Te kilka tygodni po ceremonii były bardzo uświadamiające - ja słuchałem, Basia mówiła, zadawałem pytania, a potem w pracy miałem czas na przemyślenia.
Ale to coś - najważniejsze - wydarzyło się w moje urodziny, koło północy, dokładnie 30 lat po narodzinach. W trakcie rozmowy poczułem ogromną energię w pokoju, gdzieś za plecami. Byłem zdezorientowany, a Basia wyglądała, jakby wiedziała, co się zaraz wydarzy.
Poczułem, jak coś niewyobrażalnie wielkiego wniknęło w moje serce, zaczęło mnie grzać, jakbym czuł ogień w sercu. Nie mogłem sobie z tym poradzić, to było wszechogarniające.
Zacząłem głośno sapać, płakać i śmiać się na przemian. A ona tylko siedziała spokojnie ze łzami w oczach i trzymała mnie za ręce.
Potem poczułem jak płynie po rękach od niej do mnie strumień energii miłości. Zamknęliśmy oczy i rozmawialiśmy bez słów. To było niesamowite przeżycie, którego nie zapomnę do końca życia.
Dążę do tego, aby to było-trwało miedzy nami cały czas, w życiu codziennym. Poczułem TO i wiem do czego dążyć.

Rozmawiamy z Basią teraz często o tym, o czym ja jeszcze nie dawno nie mogłem z nikim porozmawiać, bo uznawano mnie za wariata. Mam najwspanialszego przyjaciela i jest nim moja żona. Ależ to jest wspaniałe, brak mi słów.
Po tym wszystkim mam wrażenie, że wy kobiety jesteście jakby lepiej rozwinięte emocjonalnie, potraficie wyczuć, a nie wymyśleć. Stoicie wyżej w rozwoju, macie większą wiedzę i być może jesteście tu po to, aby nam, zbłąkanym duszom, dopomóc w odnalezieniu siebie samych.
To tylko moje subiektywne spostrzeżenie, jedno z wielu :)

Obydwoje pracujemy teraz tylko po 3 dni w tygodniu, uwolniliśmy się w jakimś stopniu od wyścigu szczurów i mamy więcej czasu dla siebie. Planujemy swoje życie razem, ustalamy cele i świadomie dążymy do realizacji marzeń. Mamy już piramidę i berła, wiec będzie łatwiej.

Mam przeczucie, że swoją lekcję już w większości odrobiłem i coraz częściej myślę o Ayi. Niedługo znów się z nią spotkam, aby zrobić kolejny krok ku oświeceniu.
Jestem Wam bardzo wdzięczny za to co robicie, brak mi słów by to wyrazić. Niech wyrazem szacunku i wdzięczności będzie treść tego maila. Myślę, że nie musze nic więcej dodawać...
Dziękuje, kocham Was, do zobaczenia...




KASIA

dekoratorka


Ceremonia ayahuascaJesteście Doskonałymi Szamanami, nieustannie w moim sercu. Bardzo Wam dziękuję, Aldonie - za nieustający strumień energii serca, miłości, jaką mnie napełniłaś i uświadomiłaś jednocześnie jak bardzo, naprawdę bardzo tego potrzebowałam, Jarkowi- za prawdziwą, nieprawdopodobną, męską opiekę i czułość.
Dzięki Wam doświadczyłam fizycznego przejawu Energii i Miłości Życia. Dzięki Wam odkrywam świat na nowo. Zawsze był dla mnie piękny, ale teraz zupełnie zmienił swoje oblicze.
Każdego dnia napełniam się energią roślin, minerałów, odczuwam świat zwierząt, przeobrażam siebie. Inaczej patrzę na ludzi, a raczej dopiero teraz zaczęłam na nich patrzeć.
Doświadczam, jak ważna jest akceptacja i jak bardzo otwiera wszystkie istoty.

ayahuascaPodczas ceremonii czułam, jak przepływają przeze mnie fale energii, na przemian wynoszą ciało do góry, potem spychają w dół. Czułam rozpychającą mnie od wewnątrz energię, która przymuszała do porządkowania wszystkich struktur, wdzierała się w najdrobniejsze cząstki ciała, drobinki psychiki, zakamarki umysłu.
Wszystko to, co odsuwałam od siebie, zakrywałam, udawałam, że tego nie ma, powróciło ze zwielokrotnioną siłą.
Zrozumiałam, że muszę się oczyścić, rozplątać wszelkie supełki, wniknąć w każdy konflikt i opór. Muszę rozpoznać przyczyny blokad, stresu, bólu. Muszę zejść do mrocznych podziemi siebie, wpuścić tam światło, powietrze, uwolnić się, oczyścić.
Trwało to długo i było bardzo bolesne.

ayahuascaPotem zapragnęłam doświadczyć wszystkiego tego, czego odczuwałam brak, niedostatek. Tylko w taki sposób mogłam się dopełnić i urodzić na nowo. Stworzyłam obraz nowych rodziców, z niecierpliwością oczekujących mojego przyjścia na świat. Od pierwszych chwil narodzin czułam nieprzerwany strumień miłości i czułości od mamy, a od taty delikatności i nieprawdopodobnej opieki, jaką otaczał nas obie. Byłam skąpana w energii ich serc. Kolejno doświadczałam: stanu błogiego lenistwa, nieustającego odpoczynku i relaksu; nieprzebranego bogactwa i dostatku. Doświadczałam stanu zaspokojenia każdej zachcianki i pełni istnienia.

Strumień białej energii buchnął przez moje piersi i wypełnił mnie całą.




TOMASZ
tłumacz sądowy z Irlandii


Moja duchowa podróż zaczęła się dwa tygodnie przed ceremonią. To była próba sił przeciwko woli przemiany. Wewnętrzne demony wiedziały, że to ich koniec, że będą musiały odejść, ustąpić miejsca Światłu.
Na szczęście nic nie było w stanie mnie zatrzymać! - Budziła się we mnie mistyczna siła, dzięki której czułem się bezpieczny. Pewność, co do podjętej decyzji rozjaśniała mój umysł.

Ceremonia
Pachniało kadzidłami, paliły się świece - piękny wystrój pomieszczenia, można się było poczuć jak w łonie matki. Stworzyliśmy krąg, składając prośby do ducha rośliny. Atmosfera była gęsta od miłości. Wypiliśmy i każdy położył się na swoim posłaniu.

Myśli jak natrętne muchy pędziły po mojej głowie. Próbowałem je wyłączyć, ale to było bardzo trudne. Byłem przywalony grubą warstwą naleciałości i musiałem przejść gruntowny proces oczyszczenia.
Pojawiło się wiele krótkich wizji, czarno- białych, bo takie było moje życie. Docierało do mnie mnóstwo informacji na jego temat (długo by o tym pisać). Przez wiele lat zgromadziłem w sobie mnóstwo nienawiści do świata i lęku przed nowym. Byłem blokowany przez wytwory własnych myśli. Moja karma.
Myślałem, że może nie jestem jeszcze gotów. Takie poczucie niższości - to był mój odwieczny problem - czuć się godnym.
Czułem mieszankę uczuć, tragicznych wspomnień, psycho-somatyczne bóle i blokady...  Przypominało to kaca moralnego z całego życia. Emocje z różnych zdarzeń, tak, jakby ktoś zebrał wszystko, co w moim życiu negatywne, kazał to zjeść, przeżuwać kęs za kęsem, a potem wszystko zwrócić. Cały ból, wstręt, apatię, niechęć.... Wszystko na raz. Ból, problemy z oddychaniem (na poziomie mentalnym) i uczucie grzęźnięcia w bagnie. I bezsilność.
Byłem zdeterminowany. Chciałem uciec, miotałem się w doznaniach, wszystko wydawało się nie stabilne, bałem się, że wybuchnę, zrezygnuję... Lecz coś we mnie szeptało; Zostań, to Twoja szansa. Daj ją sobie.
- Zmobilizowałem wszystkie siły, skoncentrowałem się, żeby ogarnąć chaos.

ayahuascaKulminacyjnym momentem stało się dotarcie do centrum bólu. Było jak czarna, ciężka kula, wypełniona brudnym metalem. Mocowałem się z nią, starałem się ją podnieść i usunąć ten ciężar z mojego centrum. Kolejne próby kończyły się jeszcze większym bólem i bezsilnością.
Spokój do serca wprowadziła pomocna dłoń Jarka. (Dziękuję!) I wtedy mnie oświeciło! Zrozumiałem, że mogę to zrobić tylko łagodnością i miłością. I tak się stało.
Czułem szczęście. Miałem teraz dostęp do siebie. Mogłem żyć dalej bez obciążeń, które dotąd zasłaniały mi prawdę na mój temat.

Przez cały czas byłem świadomy, co się dzieje. Pomimo, że nie miałem żadnych wizji, nie czułem rozczarowania. Przejrzystość myśli była dla mnie wspaniałą nagrodą.  
Do moich wątpiących uczuć zaczęły docierać proste odpowiedzi. To było rozjaśnienie umysłu, jasny wgląd, trzeźwe spojrzenie na moje emocje. Otrzymałem ZROZUMIENIE.
W następującym potem myślotoku przeprowadziłem konwersację sam ze sobą, możliwe, że zrobił to duch rośliny albo moje wyższe Ja.
Nie wiem, czy bym sobie kiedykolwiek sam poradził z natłokiem negatywnych emocji i bólu. Chylę czoło przed profesjonalizmem Jarka i Aldony.


Część druga
Silne przywiązanie do starych wzorców sprawiało, że za każdym razem, kiedy udało mi się dosięgnąć szczęścia, myślałem, że to nie czas. Rozum - jak zły chochlik - ściągnął mnie w dół, ale po wcześniejszej lekcji już umiałem pokonać siebie. Czas już nie grał roli.
Nie wiem, jak przekonałem rozum do ustąpienia, ale już było inaczej. Przed moimi oczami ukazał się wąski kanion ze stromymi ścianami jakby ze szkła. Bałem się a raczej zdawałem sobie sprawę, że jeśli tam wejdę, to nie będę miał odwrotu, droga jest tylko do przodu. Obawiałem się tego, co mnie spotka. W myślach wołałem o pomoc!
I pojawiła się Aldonka (dziękuję!). Udzieliła mi pomocy z taktem i wyczuciem - jak chirurg duszy. Otuliła moje ramię i poprowadziła przez dolinę złych myśli, pomogła uchylić drzwi do światełka.
Reszta przyszła sama. Było już łatwo.
Widziałem siebie jako małego chłopczyka, który był prowadzony za rączkę. Ogarnęło mnie ogromne uczucie bezpieczeństwa, umacniane uczuciem radości. Poczułem, co te jest zaufanie. Każdy mały kroczek był milowym krokiem.
Poprawiałem, usuwałem, wstawiałem nowe myśli, wzorce... Była to niełatwa praca.
tomek ayahuascaMoment w czasoprzestrzeni, do którego dotarłem to czas uwolnienia i odrzucenia starego. Raz na zawsze.
W miejscu, gdzie wszystko bierze swój początek, nadałem sobie prawo do wiecznej miłości, wybaczenia tym, którzy zadawali mi rany. Pojąłem, że sam o tym decydowałem.
Poczułem ogromne wzruszenie, łzy obmyły brudne soczewki moich oczu. Widziałem jasno i przejrzyście, czułem się lekko, swobodnie, ciało moje wypełniło światło, które leczy. Rozpoczął się proces leczenia i usuwania blokad energetycznych.
W pełni poddałem się duchowi rośliny, a ona mnie poprowadziła. Używała moich dłoni jak instrumentów. Z moich palców wypływało jasne światełko i przenosiło się tam, dokąd je skierowałem. Po raz pierwszy w życiu czułem lekkość oddychania i swobodę ruchów.
Ujrzałem kolory, a dokładnie w miejscu splotu słonecznego pojawił się kwiat lotosu. Mienił się barwami, pokrywając całą moją klatkę piersiową. Zrobiło się jasno i przyjemnie. Światło wypełniło całe moje ciało, a szczególnie głowę. Płynęła do mnie Wiedza dotycząca świata, życia... nawet nie trzeba było zadawać pytań.
Czułem już tylko lekkość.

W życiu nie bałem się prawie niczego, największy strach budziło we mnie okazywanie miłości.
Z pomocą Aldony postawiłem pierwszy krok w prawdziwym rozwoju. Teraz wiem, że bez miłości bezwarunkowej nie jesteśmy w stanie nic osiągnąć. Miłość do samego siebie uskrzydla i daje moc przenoszenia gór. 
Duch ayahuaski, wszechobecna mądrość. Bóg, siła..., która w każdym z nas tkwi - jest obecna, żywa i kieruje naszym życiem, a my mamy do niej dostęp. Wiem, że możemy Nią być - naszą świadomością, tu i teraz.
 
                                                    ----------------------------------
 
Te pierwsze moje ceremonie wspominam z namaszczeniem - jak proces prania wstępnego.
Nie miałem jeszcze tych wszystkich barwnych wizji ani nieznanych światów. Było za to bogato w emocje i szczęście - ze ZROZUMIENIA. Wszystko, czego pragnąłem, otrzymałem z nawiązką.
Przede wszystkim wiem, kim jestem. Stan świadomości.  
Prawdziwe cuda dzieją się po ceremonii; zmiany w życiu, w kontaktach z ludźmi... Odczuwam realną zmianę w świecie mentalnym i materialnym.
Zacząłem dążyć do bycia lepszym człowiekiem. Od 20 lat byłem uzależniony od tytoniu, marihuany..., teraz jestem czysty! Ceremonie tego typu powinny być ogólnie dostępne jako terapie społeczne.




AGNIESZKA

studentka anglistyki


ayahuasca(...) wreszcie nastąpił moment spotkania z Ayą.
Sala ceremonialna i muzyka były bardzo magiczne, ale położyłam się i....nic, leżę, leżę i leżę, przewracam się z boku na bok i nic. W końcu Aldona musiała mi pomóc swoimi sposobami. (...)
I kiedy zaczęło się działać, zawyłam wniebogłosy.
Przed oczami pojawiali się wszyscy mężczyźni, którzy mnie zranili, łącznie z moim tatą, jak również Ci, których ja skrzywdziłam.
Wypłakiwałam, lub raczej, wyrykiwałam te wszystkie smutki, aż powoli zaczęłam przechodzić w "tumiwisizm" i usłyszałam autentyczny skrzeczący głos mówiący: "ale to głupie!".
Aldona powiedziała, żebym teraz zaczęła sobie wyobrażać szczęście. Czym dla mnie jest?

Zobaczyłam siebie ubraną w białe, zwiewne ciuchy, tańczącą w zbożu, skąpanym ciepłym popołudniowym słońcem; siebie patrzącą w gwiazdy; siebie w pięknym góralskim domu z bali. - Bardzo słowiańsko i "pogańsko".
Przez te wszystkie wizje, którym towarzyszyło nieopisane ciepło, poczułam, jak wokół mojego konturu pojawia się różowy łańcuch miłości i centymetr po centymetrze przylega do mojego ciała. Poczułam miłość.

ayahuascaPo drugim piciu odpłynęłam w barwne wizje.
Na początku były to pawiany jak w kalejdoskopie, potem przed oczami miałam kontur Shivy, który był wypełniony geometrycznymi, hinduskimi wzorami w pięknych kolorach. Były róże, zielenie, złoto, pomarańcze i w szczytowym momencie gorący żółcień. Wokół konturu były podobne wzory i różne nieznane mi dotąd figury geometryczne.
Powoli zaczęła się moja lekcja. Krok po kroku dostawałam wiedzę o życiu, o tym jak powstaje, jak się powtarza, zatacza koło, jak bardzo wojny, ustroje i ból są bez sensu, jak wszyscy jesteśmy jednością, że wszystko stworzone jest z miłości (...). Wszystko zaczyna się i kończy w tym samym czasie. Potem zaczęłam się zastanawiać, co nadzoruje tą naszą czasoprzestrzeń, jaka świadomość jest ponad nami, ale na to nie dostałam odpowiedzi.
W tej masie energii, tak ciepłej i dobrej, z której wszyscy jesteśmy zrobieni, widziałam, że moim zadaniem jest przekazywanie tej wiedzy i tej radości ludziom. Jak się okazało - jestem szamanką. Miałam też ochotę wychodzić z tego stanu i biec żyć i tworzyć, ale za chwilę rozumiałam, że jestem wszystkimi tymi momentami i nie muszę się nigdzie spieszyć, bo historia wcześniej czy później się powtórzy.
Czułam się całym wszechświatem i zarazem czułam się mała, ale równa wszystkim.

ayahuascaGdy otwierałam oczy, moje ciało wydawało mi się ogromne i dostrzegałam jego wartość. Dzięki niemu mogę robić to, na co mam ochotę i materializować to, "czego (dosłownie i w przenośni) dusza zapragnie".
Zobaczyłam też jak działa ego, jak niszczy nasze szczęście, każąc nam się przejmować zupełnie nieważnymi szczegółami.
Następnie na chwilę się ocknęłam, bo usłyszałam wyraźnie MUZYKĘ, której istnienie w tle dotąd ignorowałam. To byli Pink Floydzi i wraz z ich dźwiękami wizje porwały mnie w jeden z mój ulubionych światów - właśnie muzyki. Byłam Jimmim Hendrixem, Santaną, całym Woodstockiem (czułam energię, którą czuli jego uczestnicy), byłam Beatlesami. I już w rytm muzyki czułam szczęście i radość i to, skąd się to bierze.
Widziałam siebie, chichrającą się ze znajomymi z różnych "kręgów". Widziałam, jak w niedalekiej przyszłości wyjeżdżam do pracy w ciepłe kraje i animuje turystów, śmiejąc się i tańcząc.
Tańczyłam też w rytm muzyki, na ile to było możliwe;).
Potem zaczęły się wizje z mojego życia; sytuacje, które wymagały wyjaśnienia, dlaczego wprowadzają  mnie w dziwny, smutny nastrój. Widziałam swoją zazdrość, smutki i przeżywałam je w kółko i w kółko dopóki nie zrozumiałam, skąd się brały i jak to wszystko było naiwne i bezwartościowe.
Gdy już nacieszyłam się stanem szczęścia, zaczęłam się coraz bardziej zastanawiać, co jest tą wyższą świadomością, poza granicami naszego ogarnięcia. Dostawałam informacje, że jest to teraz nieważne, ale mimo to w kółko i w kółko zadawałam to samo pytanie, aż moje wizje zaczęły powoli ustawać.
Podsumowując, to co mam robić w życiu, to rozwijać swoje zainteresowania, poznawać siebie i cieszyć się każdą minutą życia.

Następnego dnia obudziłam się z bólem głowy, idealnie zdiagnozowanym przez Jarka, jako ból powołany przez wyrzuty sumienia, za to, że pozwoliłam sobie na za dużo przyjemności i teraz muszę odpokutować. Dokładnie tak się czułam!
Ze względu na mnie wróciliśmy do Niemiec, na gry fabularne w kręgach druidów, które niesamowicie mi pomogły. Czułam jakbym z każdym wypowiedzianym słowem rosła w siłę.

W nocy po pierwszym piciu przeżyłam chwilowe drgawki i przechodzące przez moje ciało ciarki. Ten stan był niesamowicie mocny i ogromnie przyjemny.
Tym razem miałam przed oczami geometryczne wzory w kształcie Shivy pod postacią słonia. Było tam więcej niebieskiego i zieleni.
Leżałam na sierpniowej łące w słońcu, wygrzewałam się i czułam jak faktycznie zaczynają pracować i grzać wszystkie moje czakry. Uśmiechałam się i cieszyłam tym ciepłem i miłością, pełnią zrozumienia i załagodzenia wszystkich nadszarpnięć duszy. Miałam wrażenie że śmieje się jak głupia, bardzo to było przyjemne.
Tym razem nie były dla mnie ważne rzeczy nie do ogarnięcia, tylko to, co miałam w zasięgu swoich przeżyć.
Wiedza z dnia poprzedniego się ugruntowywała, ponownie przeżywałam wspomnienia miłe i te niemiłe w celu zrozumienia.
Jeszcze raz przeżywałam pobyt w kręgach i energetycznie pobudzałam słowa tam wypowiedziane.

Wypiłam kolejny napój z intencją miłości i pytaniem, co zrobić ze swoim życiem.
Widziałam swoją zazdrość i dostałam przekaz, żeby
a) nie przejmować się innymi, tylko sobą i
b) cieszyć się z czyjegoś szczęścia i ewentualnie dać sią inspirować pomysłami.
Widziałam chłopaka, z którym niepotrzebnie spotykałam się przez ostatnie kilka dobrych miesięcy, i życzyłam mu jak najwięcej szczęścia.
Okazało się, że moje studia są zupełnie nie dla mnie, wydawały się moim marzeniem, a są zupełną bzdurą. Studia - jeżeli już muszę - powinnam kończyć jak najmniejszym nakładem pracy, energii i stresu.
Widziałam siebie szczęśliwą z mężczyzną i dzieckiem w pięknym domu w górach, spełnioną i radosną. Aya pokazywała mi też, z kim warto utrzymywać kontakty, przekazała, że mam dalej tańczyć, poznawać siebie a w końcu ludzie z dokładnie tej samej bajki, co ja, pojawią się w moim życiu. Napakowała mnie pewnością siebie, bo to jedyny sposób żeby być sobą, być szczęśliwym.
Teraz mam nowe cele i marzenia.
Odwiedziłam w swojej wizji druidów, a konkretnie jednego Druida i Mędrca, rozwiązującego problemy innych. Gdy zapragnęłam się czegoś nauczyć, dostałam do studiowania księgę ziół i z niesamowitym szczęściem chłonęłam tą wiedzę.
Znowu widziałam się śmiejącą i szalejącą ze znajomymi, po prostu cieszącą się życiem.

ayahuascaPodczas tego wieczoru bardzo mocno czułam leżącego obok mnie Jacka (poznanego na ceremonii), przez prawie całą sesje trzymaliśmy się za ręce.
Wpuszczałam do siebie dobrą męską energie i mam nadzieję, że oddawałam w zamian dobrą żeńską, przynajmniej tak chciałam.
Starałam się przez to zmienić swoje poglądy na mężczyzn. Jeszcze bardziej, niż wieczór wcześniej, chciało mi się tańczyć z radości i jeszcze bardziej umiałam dopuścić do siebie szczęście i radość.

Były to cudowne chwile i mam nadzieję, że zostaną one w mojej pamięci na długo i pozwolą czerpać z tego ciepła jak najwięcej.




TOMEK
właściciel restauracji


Pierwszy dzień. Muzyka zrobiła się bardziej przestrzenna i po prostu była w całym pomieszczeniu - wręcz można ją było zobaczyć, każdy dźwięk na innej wysokości sali.
Potem zobaczyłem krótki skompresowany film z mojego dotychczasowego życia, począwszy od łóżeczka w którym stoi mały Tomuś, poprzez przedszkole, szkołę, komunię, pracę i - w przyśpieszeniu - aż do teraz. Wniosek to jedno słowo - samotność.
Jednak nie było to czymś przykrym, raczej podsumowaniem, informacją, że wszystko, co było, miało dokładnie tak być. To wyzwalające uczucie.
Dźwięki muzyki stały się nośnikiem informacji, a sposób przekazu był niesamowity - z częstotliwości drgań dźwięku wprost do mojej świadomości. Muzyka powodowała uruchomienie we mnie uczuć, które pozwalały na zrozumienie.
Niesamowite uczucie miłości. ( Ciekawe, że napisałem to słowo! Przez 40lat nie chciało mi w ogóle przejść przez gardło). Potem się to przerodziło w błogość i radość tak wielką, że aż wszystkie komórki mojego ciała zaczęły się trząść i śmiać, pomimo tego, że włączył się na chwilkę schemacik pt. nie wypada się rechotać, bo jeszcze są inni i pewnie przeżywają coś swojego.
Jednak się śmiałem. Uświadomienie sobie, że to ja nakładam na siebie ograniczenie, było bardzo wyzwalające. Wyglądało to tak jakbym patrzył na siebie z pewnej wysokości, gdzie jest tylko wolność i pełnia. Oglądałem tą wątpliwość. Zdałem sobie sprawę z niedorzeczności, jaką sobie narzucam.
To był całkiem inny śmiech od tego, który pochodzi z usłyszenia dobrego kawału, to była ogromna radość wyrażona śmiechem.
Aldona ( razem z Jarkiem czuwali cały czas nad przebiegiem ceremonii) zobaczyła, co się dzieje, jaka wspaniała energia temu towarzyszy i powiedziała coś, co mnie zadziwiło.
- Przekaż to Agnieszce.
- Jak to? - Pomyślałem. - To jest przekazywalne??? Więc próbuję jej to pokazać i nagle zdałem sobie sprawę, że kiedy ona ma otwarte oczy, niewiele może zobaczyć. Ruchem ręki dałem jej sygnał do zamknięcia oczu i po chwili załapała. Usłyszałem jej śmiech i wiedziałem, że już widzi.
To było niesamowite. Radość, miłość i błogość, która była w jakiś sposób przekazywalna, ale jednocześnie miałem świadomość, że owo JA, które przekazuje i odbiera, to jedno.  Owo JA jest wszystkim z czego zrobiony jest świat. (Wiem, jak niedorzecznie może to brzmieć dla ludzi, którzy tego nie przeżyli.)
Poprzez te piękne uczucia docierało do mnie zrozumienie wielu spraw i to było bardzo ekscytujące i powodowało jeszcze większą radość i podniecenie. Trwało to chyba do rana z niewielką przerwą na sen i dalej do obiadu. To było niesamowite !


Drugi dzień. W codziennym życiu znalazłem się w punkcie, w którym tak naprawdę nic mnie nie rajcowało, nie wiedziałem w co się zaangażować, co dawało by mi zadowolenie i kasę. Potrzebowałem drogowskazu i dostałem go w nieprawdopodobny sposób.
Pierwsze zrozumienie dotyczyło budowy i tworzenia wszystkiego. Wow! Szczęka mi opadła do samej ziemi. Kiedy to zrozumiałem, byłem tak podrajcowany, że doszło do mnie bardzo jasno, co tak naprawdę mnie ekscytuje. - Poznawanie i rozumienie na poziomie do tej pory nieznanym. Dziś, kiedy w końcu to piszę, doświadczam codziennie zrozumienia bardzo wielu rzeczy.
Budowa wszechświata!!! (...) WSZYSTKO JEST MYŚLĄ !!! ??? Nieprawdopodobne! Hmmm... ale jak...? O co chodzi...?
Całe pojmowanie polegało na stawianiu (nie wiem jak to określić ) stwierdzeń ze znakiem zapytania. Coś było mi przedstawione i coś sprawdzało, czy się z tym zgadzam lub też czy rozumiem.
Czymże zatem jest MYŚL ? Czyżby ENERGIĄ ??? Nieprawdopodobne. Wiem, Einstein już się nad tym zastanawiał, ale co było pierwsze: masa czy energia, jajko czy kura ? Czy twierdzenia Einsteina wzięły to pod uwagę? Nie wiem.
Zdobyłem silne przekonanie, że najpierw była energia i zrozumiałem że jest to rodzaj drgań. Nagle te drgania zaczęły przybierać formę dźwięku i pojawiło mi się przed oczami zdanie "Na początku było słowo".
Po chwili zrozumiałem ,że jest to strzał prawie w dychę. Biblijne słowo dotyczyło dźwięku samego w sobie, czyli energii. Zatem najpierw jest energia, ale jak tworzy się masa?
Masa tworzona jest z wszechobecnego pola świadomości, w którym myśl określa kształt i po włożeniu odpowiedniej ilości energii, dochodzi do zagęszczenia pola w formę, stworzoną myślą. Muszę to jeszcze raz przeczytać.  (OK. ten opis jest jak mapa Nowego Yorku w porównaniu z żywą wycieczką po mieście. Niestety mogę dostarczyć tylko mapę.) Czy byłbym w stanie to wcześniej zrozumieć?
Forma z myśli i włożona energia tworzą masę. Zatem kto wkłada energię i jak?
Energia pochodzi od Twórcy. I tu zaczyna się jazda! Każdy z nas może tworzyć i robi to codziennie, niezależnie czy jest tego świadomy czy nie. Kiedy tworzymy z poziomu poszerzonej świadomości, jest to bardzo łatwe i dlatego moje następne pytanie brzmiało : co jeśli na co dzień jesteśmy w świecie zagęszczonej wibracji?
Szybka odpowiedź - uczucia! To jedyna droga pozyskania energii do tworzenia. Uczucia! To jest to, co jesteśmy w stanie wygenerować tutaj i one potrafią zasilić energią myśl, która sama w sobie jest tylko foremką.
Teraz kiedy czytam, co napisałem, to tak naprawdę nic nowego, ale ... Nie chodziło o zrozumienie kreacji lecz o ekscytację związaną z samym poznawaniem i zrozumieniem. To było nieprawdopodobne!!!
W pewnym momencie odczułem dziwne napięcie w okolicy podbrzusza. Hmmm??? Jakby parcie przy porodzie??? Dziwne. Uczucie bardzo przyjemne kojarzące się z tworzeniem. Miałem wrażenie, jakbym rodził samego siebie. Hmhmhm. Ciekawe?
Za jakiś czas zobaczyłem, że Aldona przejęła rolę rodzącej, a ja się urodziłem.
Nie potrafię tego opisać ani nawet opowiedzieć, to było tak wyzwalające, że nawet nie będę próbował tego nazwać. Uświadomiłem sobie pierwotne motywacje, związane z przyjściem na ten świat. To było genialne!(...)

Po trzech poziomach (chyba były trzy) dostałem krótki wgląd w samo Źródło. Nie wiem, ile tam jeszcze było poziomów, ale to, co odczułem było tak potężne, pełne miłości i wszechwiedzy, a jednocześnie wiedziałem, że ja i Źródło to jedno. (...)
Później zobaczyłem nieprawdopodobnie piękny świat i na środku jakby ekran w kinie, a na nim sceny z filmu Avatar. Muszę tutaj wyrazić moje uznanie dla twórców filmu, chociaż film nie oddaje nawet 10% tego, co widziałem. (...)

Gdy usłyszałem dźwięk dzwonka, kończącego ceremonie i rozejrzałem się po sali, wszystko wydawało mi się ważne, tzn. piękne, idealne w swej boskości, doskonałe: moi przyjaciele, pieski, (szczególnie one, hahaha) przedmioty, powiew świeżego powietrza z okna.
Trudno mi to wszystko ubrać w słowa, ale nigdy nie zapomnę tego wyjątkowego, praktycznie nie do opisania, uczucia jedności, którego wtedy zaznałem.
To oczywiście trochę przygasło, ale niezupełnie, czasami dopada mnie taka ekstaza, że mógłbym wszystko uściskać, ludzi, drzewa, nawet korki na drodze.
I przyszło mi do głowy takie motto, które musi być moim przeznaczeniem w tym życiu: JESTEM NAJWAŻNIEJSZY NA ŚWIECIE..., ALE W HARMONII Z WAŻNOŚCIĄ WSZYSTKIEGO, CO MNIE OTACZA. Mogę teraz żyć i pracować bez tego brzemienia rywalizacji, udowadniania na każdym kroku, że wygrałem..., z kimkolwiek, nie ważne, byle moje było na wierzchu. Czuje się z tego wyzwolony i to jest chyba największy mój sukces.

                                                                     .....

To była moje krótka relacja, naprawdę musiałem się ograniczać, żeby książki z tego nie zrobić. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że mam ścisły umysł (matematyczno-fizyczny) i w życiu nie napisałem niczego, co zawartością wychodziło poza jedną stronę.
NIEPRAWDOPOBNE, że roślinny napój pozwala poszerzyć naszą percepcję o zmysły, które w codziennym życiu są już dawno odstawione na bocznicę. Łączy z wiedzą o wszystkim, dosłownie WSZYSTKIM, daje dostęp do informacji, zgromadzonej na całym świecie. 




ayahuascaJACEK (TYGRYS)
właściciel firmy budowlanej w Manchesterze


Przed pierwszym spotkaniem z AYĄ bardzo się bałem. Może dlatego , że nigdy nie próbowałem żadnych środków odurzających i nie wiedziałem co " To" ze mną zrobi.
Otrzymałem dwukrotną dawkę ruty i pomyślałem : - No to nieźle musi ze mną być!.
Zaowocowało to mocnymi wymiotami, podczas których widziałem coś w rodzaju czarnych pajęczyn wokół mnie.
Pamiętam, że czułem się bardzo źle. W głowie bębniły mi słowa : - Co oni mi podali ? Co ze mną zrobili ? Otruli mnie !?
Po mocnych ( kolejnych ) wymiotach poczułem się lepiej, jednak z powodu lekkich zawrotów głowy przerwę musiałem spędzić leżąc.

W czasie tego pierwszego spotkania z AYĄ towarzyszyły mi piękne, niezapomniane kalejdoskopowe wzory. Pamiętam, że przedstawiano mi wschodnich-prawdziwych Bogów, źródłem ich pochodzenia były Indie. Informacje te były okraszone licznymi figurkami bożków jakby z Ameryki Południowej. Odrzucałem to, prawie z tym walczyłem, bo bardzo kłóciło się to z moim dotychczasowym, prawdopodobnie mylnym wyobrażeniem Boga chrześcijańskiego.
W pewnym momencie ujrzałem mnóstwo wstrętnych jaszczurów. Śniętych, nieprzytomnych, czekających na przebudzenie, uaktywnienie się. Były tak mocno splecione z sobą kolczastymi grzebieniami, ogonami i pazurami, że ich usunięcie było niemożliwością.

ayahuascaOstatnia porcja AYI.
Wszedłem tak głęboko, że traciłem poczucie rzeczywistości. Zamiast wymiotów miałem tylko odruchy wymiotne, tak mocne , że żołądek był potargany do granic, a mój ryk było słychać 200 m poza budynkiem, w którym odbywała się ceremonia.
Byłem tego świadomy , ale nie mogłem nad tym zapanować. Wówczas to zyskałem sobie słynny (jak myślę) w środowisku p. Mirońskich przydomek "tygrysa". Nie ze względu na moją waleczność przy muszli klozetowej ( chociaż ta również była bez zastrzeżeń) , ale ze względu na zauważone wówczas możliwości moich strun głosowych, których nie powstydziłby się żaden z drapieżników.
Pod koniec tych męczarni powiedziałem w myślach:
- Skoro już mnie tak męczysz, pokaż mi, co to jest.  - I wreszcie ujrzałem jakby ośmiokątną maskę z wizerunkiem bożka o bardzo ciemnym obliczu i gniewnej minie.
Umęczony położyłem się, by w spokoju zakończyć spotkanie z AYĄ .
Wśród następnej dawki kolorowych wzorów, otrzymałem wspaniałą porcję szczęścia, miłości i na koniec smutku, który mentalnie zamieniłem w miłość.

Rano czułem się jak zdjęty z krzyża.
Byłem jak dziecko po wyrwaniu bolącego zęba, które to obolałe nie wie, czy pretensje ma mieć do zęba, dentysty, czy do rodziców, którzy przyprowadzili go do gabinetu.
Przyrzekałem sobie jedno. - Nigdy już nie zaaplikuję sobie takiej kuracji!
Drogę powrotną odbywałem samotnie, więc miałem dużo czasu na rozmyślania. Zauważyłem (wtedy i w ciągu następnych dni ) zmiany w sobie i wokół siebie. 
Wreszcie byłem sam!!! Myślałem sam, sam podejmowałem decyzje bez podszeptów tego drugiego "kogoś", od którego Aldona i Jarek uwolnili mnie przy pierwszym moim zażyciu AYI. Ten ktoś był niczym surowy strażnik, żandarm.
Od czasu uwolnienia mnie od niego, moje decyzje (błahe, dnia codziennego), stały się bardziej życzliwe dla mnie samego, pozbawione wyrzutów z różnych powodów.
Zacząłem dostrzegać życie bardziej jako przyjemność, a nie obowiązek. Już w drodze powrotnej podjąłem decyzję, że muszę to jeszcze powtórzyć.
Następną "kurację" ayahuascową podjąłem po pięciu miesiącach.


Drugie spotkanie.

ayahuascaWkrótce po pierwszej dawce powitały mnie znane, kolorowe wzory. Ale oprócz tego przywitała mnie Pani, która z uśmiechem rozsiewała te kwieciste wzory nade mną.
Po paru chwilach (w czasie działania napoju czas jest trudny do określenia), zobaczyłem mnóstwo nieżywych, zdechłych gadów, które jakaś siła odpychała ode mnie w kierunku potężnych basenów portowych, gdzie woda miała je unicestwić.
Kiedy gady zaczęły wpadać do wody, pojawiła się u mnie myśl, że mogą one tę wodę zatruć i lepiej będzie je unicestwić ogniem. Natychmiast zeskoczyła do mnie następna Pani w stroju niczym "wojowniczka Xena", ze zniczem w ręku. Pojawił się również solidny stół, na którym owa Pani spaliła złożone tam martwe gady.
Następna Pani pojawiła się przede mną w formie roślinki. - Ty pewnie jesteś AYA ? - zapytałem. - Nie. Echinacea. - (Po sprawdzeniu dowiedziałem się, że to roślina wzmacniająca odporność organizmu).
Kiedy zacząłem oddalać się zawołała :
- Jacek !
- Słucham- odparłem.
- Pamiętaj, że zawsze ktoś z nas pilnuje cię, ktoś z nas zawsze jest przy tobie.
(Echinaceę stosowali Indianie Ameryki Płn. w leczeniu trudno gojących się ran, oparzeń, kaszlu, bólu zęba, gardła i głowy, przeziębień, odry, rzeżączki, powiększenia migdałów oraz jako antidotum w przypadkach ukąszenia przez węża, owady lub innych zatruć. - Przypis Aldony.)

Otrzymałem również bardzo miłe i wartościowe informacje dotyczące spraw rodzinnych i osobistych. W pewnym momencie zobaczyłem stado brzydkich stworów i poczułem chęć na wymioty. Wiedziałem, że muszę to usunąć z siebie, lecz przypomniałem sobie o bezskutecznym szarpaniu żołądka, bolących mięśniach i ścięgnach wokół niego, więc zamiast pójść do WC, oblałem te stwory "benzyną" i podpaliłem. Zlikwidowałem je na poziomie duchowym. Odruchy wymiotne minęły.

Po drugiej porcji AYI otrzymałem potężną dawkę bólu, żalu i smutku. Mnóstwo obrazów wojny. Różnego rodzaju wojska, a raczej żołnierze rozstający się bliskimi, przygotowujący się do wymarszu, esesmani nadzorujący obozy dziecięce. (Po miesiącu podczas medytacji znów dwukrotnie ukazały mi się te obrazy).
Zapytałem, co znaczą. Odpowiedź brzmiała. - To wspomnienia z przeżyć twych poprzednich wcieleń. W głębi siebie wciąż do tego wracasz.
Myślę, że AYA przedstawiła mi to wyraziście i klarownie, bym ostatecznie tę kwestię rozwiązał. 
Muszę tu powiedzieć, że przez cały czas działania AYI czułem się źle. Mimo wspaniałych korzyści, po zażyciu każdej dawki nie mogłem się doczekać aż przestanie działać i właściwie nie chciałem już więcej brać, ale inni zdołali mnie przekonać.

Następnego dnia, prócz wszechobecnych, kalejdoskopowych kolorowych wzorów, zobaczyłem światło. Było blisko mnie, zapraszało. Zrozumiałem, że mam szansę doznać " oświecenia ". Jednak światło oddalało się w miarę jak ja zbliżałem się do niego. W końcu przeobraziło się to w szybką pogoń w tunelu, gdzie światło było coraz dalej i dalej ode mnie.
- Widocznie jeszcze nie teraz.- Pomyślałem i dałem sobie spokój. Ale światło nie.
Znowu zobaczyłem je obok siebie, tym razem wychodziło z niego mnóstwo zwierząt, na czele z dumnie stojącym lwem. -  Ten motyw przewijał się jeszcze parę razy.
Kiedy czułem, że działanie AYI powoli słabnie i za chwilę będzie przerwa, poprosiłem o radę ( ostatnią w tym spotkaniu ).
Znów zobaczyłem Panią, która rzekła do mnie bardzo miłym tonem:
- Jacek. Pamiętaj. Rób zawsze tak, jak uważasz. Zawsze kieruj się głosem intuicji.
Jako, że w moim obecnym życiu, głos intuicji ma dużą wagę przy podejmowaniu decyzji, była to dla mnie bardzo wartościowa i budująca rada....




MACIEK
weterynarz


ayahuascadruga wizyta

Długo się zastanawiałem jak opisać "moje" doświadczenia z ceremonii.
Może zacznę od stwierdzenia że świat do którego aya daje dostęp to "MOJE ŻYCIE, MÓJ ŚWIAT I MOJE KRÓLESTWO"... A tym KRÓLESTWEM jest PRAWDA, ŚWIADOMOŚĆ i MIŁOŚĆ !
I JA jestem TYM...

A teraz po ludzku :)
Przyjechałem w konkretnym celu - chciałem dowiedzieć się, dlaczego mój gabinet weterynaryjny nie rozwija się tak szybko jak bym tego chciał? Co mnie przed tym blokuje? Czy może istnieje coś ciekawszego niż leczenie zwierzaków? Czy może jest to szamanizm ?

Żeby dostać odpowiedzi na te pytania musiałem spotkać się ze swoim "Potworkiem". A nie było to łatwe... Przez większość pierwszej nocy klęczałem przy kibelku próbując zwymiotować...
Z pozycji wewnętrznego obserwatora było to bardzo śmieszne - taki nieustraszony "rzygający" samuraj. Próbowałem i próbowałem, walczyłem, a to co siedziało i nie chciało mnie opuścić. Im bardziej się starałem, tym było ciężej...
Jarek mi pomagał, Aldonka wysyłała miłość, czuwała przy mnie do rana...
Był moment kiedy wydawało się, że już po wszystkim, że koszmar się skończył, że zrozumiałem...
Bo rozumiałem: NIE STOSOWAŁEM WIEDZY (!!!!), podarowanej mi na pierwszej ceremonii...
I tak momenty Wglądu w To, Kim Jestem, naprzemiennie z wymiotami trwały prawie do rana...

Co do samych wglądów to konkluzja jest taka:
to ja wybieram to, czego chcę doświadczać, cokolwiek wybiorę, natychmiast się realizuje.
Nie ma nikogo na zewnątrz, jestem wszystkim czego doświadczam, jestem jednym z tym czego doświadczam...

Byłem bliski odpowiedzi na pytania które zadałem przed ceremonią...Pojawiały się wizje, pojawiały się znaki, z których tak naprawdę ważny był dla mnie tylko jeden - Anahata- symbol czakry serca, miłości... 

Drugiego dnia ceremonii pojawiały się wizje. Z początku piękne, ale zaraz potem "coś" się na nie nałożyło...i przybrało formę skorpiono-pająka, okropnego błędu na cudownej trójwymiarowej boskiej matrycy. Ciałem co jakiś czas szarpały torsje i nudności, przeżywałem męczarnie gorsze niż pierwszej nocy...Wzywałem mentalnie Jarka i Aldonkę, prosiłem żeby pomogli...
Ale wewnętrzny głos mówił - sam musisz znaleźć rozwiązanie!
Wszyscy chyba już wiedzą, że na ceremoniach w Holandii obecne są dwie cudowne suczki rasy boxer. Najczęściej leżą przy tej osobie, która tego najbardziej potrzebuje, a gdy im się na to pozwala - przytulają się. Tak też było w moim przypadku...
Wewnętrzny głos mówi : "Przytul się do pieska"... Przytul się... Przytul się.. .I tak wiele razy...
A ego mówi: "Ja mam się przytulić do psa? Ja? Do psa? Przecież człowiek jest lepszy...
Koszmar trwał...i trwał. Trwał do momentu aż się poddałem i posłuchałem wewnętrznego głosu...

ayahuascaPrzytuliłem się do... pupy psiaka!
Koszmar się skończył! Wybrałem Miłość. BYŁEM JEDNOŚCIĄ Z PIESKIEM!!! MIŁOŚĆ PŁYNĘŁA SZEROKIM STRUMIENIEM!
Zrozumiałem...JEST TYLKO MIŁOŚĆ... Wystarczy ją tylko zobaczyć, bo jest wszędzie, jest wszystkim co nas otacza, nie ma niczego poza nią...
Były też wizje... znaki, które od strony graficznej potwierdzały że jedyną drogą człowieka jest miłość, że żadna inna droga do szczęśliwego życia nie istnieje...
Było też zrozumienie jak bardzo nie doceniałem ludzi , których spotkałem w życiu, jak bardzo mnie kochali, a ja tego nie widziałem, często patrząc z perspektywy EGO-POTWORKA...
Łzy wdzięczności lały się długo...
Nadal się leją... Proces cały czas trwa...

Z ciekawostek napiszę jeszcze, że przez moment w jakiś sposób moja własna twarz była twarzą śmiejącego się Jarka... Bardzo przyjemne doznanie! Ha!

I jeszcze jedna konkluzja - przed ceremonią chciałem zostać szamanem... Po ceremonii zrozumiałem, że już nim jestem, będąc lekarzem, który kocha swoich pacjentów!
Niewysłowiona jest też moja wdzięczność do Jarka i Aldonki za to CO robią i JAK to robią!
Z miłością!
Maciek




VIOLA

żona, współwłaścicielka hotelu


Pierwsze picie.
Wtulam się w pieska, Lamę. I czekam. Płynie muza, nic się nie dzieje, próbuję wczuć się w dźwięki, mam zamknięte oczy. Nic. Może tylko przez ułamki sekund rejestruję jakieś coś.
Jarek zaczyna grzechotać, otwieram oczy, NIC.
Słyszę jęki, to Karolinka, przeżywa coś mocnego. Wiem, słyszę i czuję, że Aldona jest przy NIEJ, i Jarek również. Pomagają jej w ciężkich chwilach.
U mnie NIC.
Kładziemy się. Ciało wewnątrz faluje. Przychodzi do mnie Aldona, kładzie się obok. Mówi mi, bym przyjęła postawę bezbronnego dziecka, bym wyłączyła myślenie. Łatwo powiedzieć!
(...) zaczyna się coś dziać, jakieś fale przechodzą przez ciało, jakieś króciutkie wizje przewijają się. Coś dzieje się z moim ciałem. Jakaś siła osiadła mi na mostku, na sercu, i boli, uciska, piecze. Ciężar. Aldona ciągle leży przy mnie, Jarek podchodzi, grzechocze swoimi instrumentami, trochę mój umysł się dziwi temu, że grzechocze nade mną. (...)
Łzy płyną mi z zamkniętych oczu. Pojawia się uczucie żalu, smutku, przemożnego bólu. Wzbiera nagły ścisk w klatce i szloch nie do opanowania, i szlocham, odwracając się w stronę Aldonki, która przytula mnie i karze wyrzucić cały żal, każe mi płakać.
Nie wiem z czego ten płacz wynika, dlaczego?
Słyszę, że na dziś to koniec ceremonii. Jak to, myślę, już?
Aldona nakazuje mi stwarzać wizje nowego, dobrego. Ale ja jeszcze przeżywam swoje płacze i szlochy, choć staram się stwarzać dobro...

Drugie picie.
ayahuascaStwarzam miłość. Ma piękne kolory światła, zapach geranium (choć nie wiem jak pachnie geranium). Jest pięknie, bardzo pięknie, fale światła miłości zalewają moje serce i promieniują tam, dokąd je wysyłam - do świata.
Jednocześnie czuję coś w ustach, coś nie tak jest z moimi zębami, jakoś nieswojo. Piękne, przejrzysto- białe, pomarańczowe światło chodzi po mojej twarzy, wewnątrz niej, to światło jak laser naprawia moją szczękę, moją twarz, mój język...
Olśnienie! Mam przeprowadzaną operację na twarzy!!!!!! Jest to przyjemne uczucie.
Przed tą wizją-czuciem pojawiła się na chwilę w takim samym świetle piękna Nimfa Pani Wróżka - była zapowiedzią uzdrawiającej energii, która mnie naprawiała. Czułam, jak ta wspaniała, świetlista energia miłości wchodzi - przechodzi przez moje ciało w miejsca, które mi kiedykolwiek doskwierały lub osłabiały zdrowie.
Teraz, kiedy załapałam, o co chodzi w tym wydarzeniu, sama kierowałam energią i poddawałam się jej zbawiennemu wpływowi. Jak cudownie!
I ciągle mogłam produkować miłość z serca, i ona przechodziła przez moje ciało.

Koniec, jakby ustało, zrobiło się szarzej, próbuję przywołać stany wibracyjne i produkować tę energię ale jakby mniej tego.
Pojawia się świadomość, że te moje naprawiane uszkodzenia musiały jakoś powstać w poprzednich żywotach. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że w tamtych życiach wchodziłam bezwolnie, choć jakby dobrowolnie, nie sprzeciwiając się w sytuacje, które doprowadzały do wykorzystania mojego ciała. Musiałam na to zezwalać, bądź niedostatecznie się sprzeciwiałam - takie miałam przesłanie i przeświadczenie. (Wiedziałam to po prostu - bez obrazów. Myślę, że byłyby zbyt drastyczne, by można mi je pokazać do ponownego przeżywania ich).
I wiedziałam, ze główną postacią, która zawsze brała udział w tym, co mi się stało, był mój mąż. Źródłem tych historii, które mi się przydarzały, było pożądanie. Pojawiła mi się wizja, że to nie miłość nas łączyła, ale właśnie pożądanie, które dla mnie się kończyło wykorzystaniem i katastrofą. Stąd moje zmasakrowane ciało, które wymagało naprawy.

ayahuascaPrzypomniało mi się, że pierwszą wizją od Ayi była MIŁOŚĆ. Najpiękniejsza! Grała kolorami światła i wibracjami piękna, trudno to ubrać w słowa. Pojawił się książę Inków, czuły w swoim pocałunku. To na początek, bym mogła porównać z tym, co potem.
Zrozumiałam swoje przesłanie - misję w życiu, wyczytaną przez Jarka z horoskopów: mam rozpoznać swoje negatywne myśli, przemieniać je i używać siły myśli, by bronić się, by nie być bezwolną, by walczyć o swoje własne życie.  W przeciwnym razie doprowadzę się do podobnych stanów wykorzystania i katastrof.


Drugi dzień ceremonii.
Jest miłość, jest szloch, wychodzą ze mnie złe żale, płaczę.
Szamani pomagają mi.
Powtórka wizji, znowu moje przyzwolenie na wykorzystywanie mojego ciała. I mój mąż w głównej roli sprawczej. To nie miłość! Już mam świadomość tego, co się dzieje i bronię się przed tym.
Stwarzam na nowo swoje ciało, czynię je święte, nietykalne. Mówię: nigdy więcej, odejdź! Nigdy więcej!
Więc kładę swe ciało na piedestale, odganiam swoją mocą wszystko, co chce przyjść i mnie wykorzystać.
Jestem silna. Wiem, jak się bronić, siłą woli mówię; precz! Przez moje ręce przechodzi silna energia, która odstrasza. Jakiś sęp chce wyżreć kawałek mojego porzuconego, zmaltretowanego ciała, a ja go odganiam siłą woli. Odcinam się od mojego sprawcy. Wiem, ze mam go zostawić.
Mam zacząć nowe życie.
Rano nie mogę się z tym pogodzić. Aldona czyta z Tarota: wybacz, sobie i jemu. ...;




WALDEK
dostawca Internetu, katolik 


(Wyrażam zgodę na publikowanie tego tekstu jedynie w całości.)

Odkąd sięgam pamięcią moimi emocjami targały sprzeczności. Szczęście zawsze było zatrute przekonaniem, że to tylko stan przejściowy, że pewnego dnia czar pryśnie.
Desperacko chwytałem się każdego przyjaznego gestu, każdego promyka miłości, akceptacji. Miłości, na którą w moim mniemaniu musiałem zasłużyć.
Wizja gorszego jutra zatruwała mnie i pośrednio moich najbliższych. Po prostu ich krzywdziłem. Krzywdziłem siebie i cały świat. Czułem się coraz gorzej. Nie potrafiłem dawać prawdziwej miłości. Jak mogłem kochać innych, gdy nienawidziłem siebie?
Dwukrotnie próbowałem to zakończyć. Nie był to jednak czas na mój koniec i żyłem dalej. Alkohol stał się ukojeniem... Ciemność...zło.... Chcę żyć, muszę żyć dla mojej rodziny. Kilka lat terapii i antydepresanty zrobiły swoje. Było już OK, lecz moja dusza i serce były martwe, nic mnie nie cieszyło. Było OK, Jak można żyć, gdy jest OK ??
Wiedziałem, jak żyć, jak myśleć, ale to była teoria. Szukałem, zdawałem sobie sprawę, że sporo wiem o życiu, jednak nie umiem żyć. Wiedziałem że MUSI być inny sposób na życie.
Zainteresowałem się eksperymentami, prowadzonymi przed laty między in w USA, z użyciem środków psychodelicznych. Uzyskiwano zaskakująco dobre rezultaty. Okazywało się, że w ciągu jednej sesji pacjenci uzyskują postęp zbliżony do uzyskiwanego po kilku latach terapii. Nieuleczalnie chorzy ludzie, zdający sobie sprawę, że wkrótce umrą, odzyskiwali radość życia i potrafili wykorzystać czas, który im pozostał. Jak to możliwe ?
Poszukiwania prowadziły mnie ku Ayahuasce. Żona znalazła stronę z opisem działania tej cudownej rośliny. Gdy zobaczyłem tą stronę, a na niej zdjęcie szczęśliwej Dusi, wiedziałem że tam znajdę ukojenie dla mojej cierpiącej duszy.
Podjąłem decyzję: Ayahuasca. Ayahuasca bez względu na wszystko. To jest moja droga.

Jadę w nieznane. Nie widząc sensu istnienia, z potarganymi emocjami, poranioną duszą, ze sprzecznościami niszczącymi moje życie. Jadę z nadzieją zmiany. Chcę zmienić swoje życie, zmierzam po cud Ayahuaski. Pragnę tam odnaleźć sens życia, szczęście, miłość która gdzieś się zagubiła. Nie boję się - to dziwne ale już się nie boję.
Po kilkugodzinnej podróży docieram do celu, zapoznaję się z pozostałymi uczestnikami ceremonii oraz z szamanami. Sporo rozmawiamy, poznajemy się, mówimy o naszych oczekiwaniach.

Nadszedł wreszcie dzień ceremonii.
Spożywamy Ayahuascę i wkrótce rozpoczyna się nasza najdalsza i najwspanialsza podróż w tym życiu... Nigdy nie doświadczyłem nic tak niesamowitego, pięknego i mądrego, niesamowicie mądrego. Jak przebudzenie z koszmaru o świcie. Nie zapomnę tego do końca życia.

Leżę, zdaję sobie sprawę, że moje ciało otacza zimny, ciemny pancerz. Mam go od niepamiętnych czasów, jest moją drugą skórą, był dla mnie dotychczas niezauważalny.
Pragnę go zrzucić, bardzo chcę się go pozbyć. Ale nie mogę, walczę z całych sił.
Wtem czuję dłoń na moim sercu, ciepłą, kobiecą dłoń. Dłoń Aldonki, która chce mi pomóc. Czuję ciepło, przeogromne ciepło. Nie gorąco, to energia, jakiej nie znałem dotychczas, przepływ matczynej miłości. Moje serce zaczyna żyć, zbroja chroniąca mnie przez całe życie przed światem zaczyna się rozpadać na miliony malutkich cząstek. Cząstek tak malutkich, że mogły przenikając przez moje ciało, spadać. Spadają jednak nie na podłogę, przenikają przez nią i znikają w nicości na zawsze.
Powoli tracę czucie w stopach, później całych nogach, tracę swoje ręce. Przestaję czuć całe ciało. Umieram, mam tego pełną świadomość, nie boję się, ufam. Moje całe ciało rozpada się na maleńkie kryształy i rozsypuje.
Widzę piękno życia jako wspaniałą symfonię kształtów i bytów, jest to jak żyjąca, cudowna, kolorowa machina. Byty żyją, ich życie dobiega końca, giną przekształcając się w kolejne, jeszcze piękniejsze formy życia. Są tu bakterie, zwierzęta, ludzie i rośliny, wszystko to stanowiło piękną, nierozerwalną całość. Wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Jest to niezwykłe. Jeden wielki, cudowny mechanizm życia napędzany miłością.
Czuję się malutką cząstką tej rzeczywistości i nagle Aya tchnęła we mnie wolę istnienia, jakiej nie doświadczyłem nigdy dotąd.
Od tej chwili chcę żyć, chcę żyć tak mocno jak nigdy dotąd! Tak bardzo chcę w tym uczestniczyć. Oto odpowiedź na moje odwieczne pytanie: po co to wszystko, po co żyję ?
Teraz wiem po co żyję i chcę żyć tak bardzo, jak nigdy dotąd. To jest jak oświecenie, zrozumienie sensu istnienia. Chcę żyć, ach jak bardzo chcę żyć.
Kiedyś umrę, wiem że umrę, akceptuję to, pomimo, że bardzo chcę żyć, wykorzystać dany mi czas na Ziemi i dotrzeć do końca. Nie boje się ani nie chcę tego zmienić. Umrę może za chwilę, może po upływie dziesięcioleci, a może już nie żyję. Nie ma to najmniejszego znaczenia, śmierć to przecież część życia...
Sufit zaczyna falować, staje się pięknym obłokiem, wszystko staje się niezwykle piękne. Widzę świetlisty półprzeźroczysty kryształ z przechodzącą jasną osią; to moja dusza, nagle rozumiem że jest nieśmiertelna, niezniszczalna.
Wznoszę się, czuję niesamowite szczęście. Mam w sobie świętość - czy jestem Bogiem ? - Nie, czuję się tak cudowną piękną istotą, bo Bóg stworzył mnie na swój obraz i podobieństwo i obdarzył miłością. Niesamowite, cudowne - nasze ludzkie słowa są tak niezdarne w obliczu tego, co czuję.

ayahuascaZnajduję się blisko niezwykłego światła, czuję ogromną miłość, świętość, która przepełniała moją duszę i wszystko wokół.
Doskonałość. Nic innego teraz nie istnieje. Tylko ta nieskończona Miłość. Miłość, jakiej nie dane mi było znać nigdy dotąd. To jest miliony razy silniejsze niż znane mi uczucia.
Teraz wiem, że to Światło, ta Miłość to Bóg, że to on jest przepełniającą mnie miłością. Bezwarunkową nieskończoną Miłością.
Poczułem: w nim nie ma gniewu. On zło zwalcza miłością. Miłością a nie gniewem. Zrozumiałem, że też tak chcę. Chcę tak kochać i walczyć ze złem w ten sposób dając miłość wszystkim.
Walczyć to niewłaściwe słowo. W obliczu tej Dobroci zło przestaje mieć znaczenie. Staje się bezsilne, wręcz śmieszne, znika.
Czuję obecność innych osób, biorących udział w ceremonii. Pragnę podzielić się z nimi moim szczęściem. Nie mogę wypowiedzieć ani słowa - nie ma słów, którymi mogłem to zrobić.
Czuję przeogromną moc. Moc dawania szczęścia. Wystarczyło tego zapragnąć, a po chwili usłyszałem odgłosy euforii doznawanego szczęścia pochodzące od pozostałych osób w sali. Bóg na chwilę pozwolił mi być sobą...

Teraz wiem jak żyć. Trzeba dawać nic nie oczekując w zamian. Tylko tyle. To jest recepta na szczęście.
Jestem w niebie. Czuję wszechobecne szczęście. Bóg czuwa nad nami, otacza nas ojcowską miłością. Jest silny i dobry. Dusze wchodzą, inne opuszczają to miejsce. Wszystko to stanowi piękną harmonię. Czuję się cudownie, spokojnie i bezpiecznie. Czas nie istnieje, nic nie przemija, tylko się zmienia. Zaciekawiło mnie dokąd wychodzą dusze wypuszczane czule przez Boga. Poczułem że nadchodzi czas podróży. Lecę nad Ziemią, widzę nie tylko miejsca, ludzi, zwierzęta. Lecę w czterech wymiarach, tak w czterech: mogłem się przemieszczać nie tylko w przestrzeni ale i w czasie.
Zobaczyłem mój dom, siebie wraz z rodziną. Zobaczyłem całe moje życie jakbym je szybko przewijał wstecz, małżeństwo, młodość, dzieciństwo. Zobaczyłem moich szczęśliwych rodziców. - Jak oni się kochali... Ich szczęście ujęło mnie, jednak to jest mój świadomy wybór, chcę być z nimi, przeżyć moje życie i spotkać kochaną żonę, Wiolettę, moją kochaną Asię. Nic nie chcę zmieniać.
Akceptuję moje życie takie, jakie jest. Chcę wrócić do mojego życia na Ziemi....

Słyszę odgłosy szczęśliwej, zakochanej pary. Widzę spore, jasne koło, otoczone jasnoróżowym tłem. Wszystko jest przepełnione szczęściem. Zaczynam się przyglądać i zadaję sobie pytanie, co to jest ? Wtem pojawia się twór podobny do kijanki i wnika w koło. Nagle zrozumiałem że to jest moment mojego poczęcia. Od tej chwili cały czas jestem w tym pięknym, ciepłym miejscu wewnątrz mojej mamy. Odczuwał kołysanie, widzę światło, słyszę dźwięki.
Zaczynam odczuwać potrzebę opuszczenia tego miejsca, wyruszenia w nieznane. Zaczyna się dziać coś niesamowitego. Co chwilę wszystko się kurczy, po czym znów rozluźnia.
Widzę światło, bardzo mi się ono podoba, dążę do niego. Rodzę się !
Czekają tu na mnie moi kochani rodzice. Jestem szczęśliwy, nieskończenie szczęśliwy.
Jestem dzieckiem, beztrosko bawię się dziwnym przedmiotem trzymanym w dłoniach. Ta zabawka ma niesamowite możliwości. Gdy coś mi nie uda się, nie przejmuje się, lecz tworzę coś jeszcze fajniejszego.
Jestem już dorosły, Moja zabawka jest jeszcze cudowniejsza, to jest życie, które z łatwością tworzę, doskonale się bawiąc. Każde niepowodzenie z niesamowitą lekkością zmieniam w sukces, lub gdy nie mogę zmienić z akceptacją tworzę wszystko od nowa.
Tak będę żyć!
Czuję obecność mojego Taty. Nasze dłonie się spotykają, mówię mu pierwszy raz w życiu, że go kocham, czuję od niego miłość. Łzy szczęścia leją się strumieniami. Słyszę, jak kapią niczym ciepły,letni deszcz. Idę dalej, nasze drogi już się rozchodzą.
Jestem martwy. W swoim ciele, martwym ciele. Nie czuję ciała, nie mogę poruszyć kończynami. Leżę martwy w trumnie. Spełniło się moje marzenie, aby umrzeć, jestem martwy. Słyszę płacz Asi - mojej córki i mojej żony,mojej mamy. Opłakują mnie. Natychmiast zdaję sobie sprawę, że teraz mam wybór - mogę wrócić na Ziemię lub pójść w stronę Światła.
Nie nie nie, nie zrobię Wam tego, nie zostanę tutaj, choć jest tak cudownie, wrócę do was, nie płaczcie. Z radością czuję jak odchodzą dręczące mnie od zawsze myśli samobójcze. Już nie powrócą nigdy. Naprawdę NIGDY !!!

ayahuascaCzuję zjednoczenie z ofiarami obozów zagłady, z ofiarami zamachów na WTC, marynarzy Kurska. Mogłem na te wydarzenia spojrzeć z ich perspektywy - akceptują to, co się stało. Nie czują złości, żalu, tylko akceptację i wybaczenie. Teraz to już przeszłość. Tak było i już...

Widzę w innym świetle pozew do sądu złożony przez mojego byłego pracownika przeciwko mnie. Pozew, w którym żąda odszkodowania w wysokości kilkunastu tysięcy za drobne uchybienia w treści wypowiedzenia umowy o pracę. Dotychczas mnie to złościło, czułem się bezsilny, oszukany. To było jak koszmar. Teraz wybucham szczerym śmiechem na samą myśl o tej sprawie. - Grupa szanowanych ludzi z poważnymi minami przebierze się w dziwne stroje i zbierze się się nad kawałkiem papieru, na którym napisałem, że nie chcę już więcej pracować z panem Wojtkiem. Będą wnikać w każde słowo, w każdą cyfrę i zastanawiać się, czy aby nie popełniłem błędu, za który surowo mnie ukażą. Za błędy na jednym papierku będą żądać, abym im dał inne papierki. - To jest zabawne. Tak zabawne jak dobry, primaaprilisowy żart. Zacząłem się szczerze śmiać, z całych sił szczerze śmiać. Ale jaja! Hahahahaha! Zabawność tej sytuacji przerasta taką, w której sąd żądał by kilkunastu groszy lub trzydziestu sekund więzienia w zawieszeniu na trzy minuty ! Prima Aprilis !

Nadszedł czas powrotu.
Przepełniony, kipiący szczęściem wracam do mojej kochanej rodziny, do mojego kochanego życia. Jestem szczęśliwy, ludzie uśmiechają się do mnie. Świat jest cudowny. Podczas powrotu wydarzyła się niezwykła rzecz: Trzyletni chłopiec jadący ze swoimi rodzicami zaczął płakać. Płakał i rodzice. pomimo szczerych prób nie mogli go uspokoić. Pomyślałem o nim z dobrocią i miłością w sercu. Spojrzeliśmy na siebie, popatrzałem na niego, ciepło o nim myśląc. Przestał płakać... nawet zaczął się śmiać, po czym przytulił się do mamy. Po około kwadransie rozpłakała się jego młodsza siostra. Wszystko przebiegło tak samo. Wystarczyło że zapragnąłem aby stała się szczęśliwa i tak się stało. Uśmiechnęła się i przytuliła do mamy.

Gdy piszę ostatni akapit, minęło już ponad trzy miesiące od spotkania z Ayahuaską i wiem, że ta podróż zapoczątkowała najszczęśliwszy okres w moim życiu. Czuje się, jakbym po całym życiu spędzonym w ciemnym lochu zobaczył piękno Świata.
Już nie jestem gorszy od innych, nie muszę na nic zasługiwać, mam znów duszę, potrafię kochać jak nigdy dotąd, już nie jestem nie z tego świata, a tak czułem zawsze . Teraz jestem jego częścią, potrzebną częścią tej niesamowitej całości. Teraz mogę ten piękny Świat podziwiać codziennie.
Do dzisiaj słyszę słowa, które usłyszałem będąc Tam: "budź się i czekaj na świt, a szczęście Cię nie opuści". Nie mogę doczekać się świtu, by wstać i żyć. Już nie śpię.
Na jawie jest piękniej niż we śnie, wstaję więc o świcie. Nie używam budzika, chociaż nigdy nie wstawałem tak wcześnie.
Czuję codziennie nieodpartą potrzebę wysiłku fizycznego, nigdy przedtem nie zdarzyło mi się biegać dla przyjemności. Każdy dzień witam z radością, chce żyć, ach jak bardzo chcę żyć. Już nie jestem gorszy od innych, nie muszę na nic zasługiwać mam znów duszę, potrafię kochać jak nigdy dotąd.
Potrafię dawać nie oczekując nic w zamian. Już umiem pozwalać z lekkością przelatywać myślom i chwytać tylko te potrzebne, umiem upuszczać te zbędne, zagmatwane. Tak po prostu.
Znalazłem się u szczytu moich możliwości emocjonalnych, intelektualnych i fizycznych. Pełna harmonia. Lęki towarzyszące mi od zawsze opuściły mnie. Już nie boje się, nie boje się niczego i nikogo. Ani życia, ani śmierci. Nie można już mnie skrzywdzić.
Doskonale wiem, że na końcu mojego życia jest śmierć, ale chcę podążać tą drogą. Umrę, kiedy przyjdzie czas. To nie jest smutne, ani śmieszne, tak jest, po prostu to jest odwieczne prawo życia. Otaczają mnie rzeczy, myśli dobre ale też i złe. Cieszę się tym dobrem odwracając od zła które traci swą moc...




EWA
aktorka mimiczna


CEREMONIA - Nagle uświadamiam sobie, że to, czego szukam jest we mnie. Jestem źródłem, jestem jednością. Świadomość przenika całe ciało. Upostaciowana świadomość. (..)
Padają kolejne słowa: umiar w myśli i działaniu, szacunek dla wszelkiego istnienia, wolność! Jej jedynym ograniczeniem jest wolność drugiej istoty.
Każda istota zawiera w sobie to samo, każda istota odczuwa podobnie, każdy jest źródłem wiedzy i energii. I każdy ma możliwość uświadomienia sobie tego. Zawierasz w sobie to, na czym skupiasz uwagę. Jeżeli jest to Wszechświat zawierasz go w sobie. I to, co dzieje się w Tobie, dzieje się we Wszechświecie.

Każda myśl ma znaczenie, każde działanie ma znaczenie, bo wywołuje skutek w Całości.
W tym momencie widzę, jak każdy ruch myśli jest jak fala rozchodząca się po Wszechświecie. W różnych jego punktach następuje jego odwzorowanie. Myśli człowieka stwarzają Wszechświat. Skupienie myśli na kimś lub na czymś kierują energię do celu.
Opieka nie jest władzą, jest świadomością, że każda istota ma prawo do stwarzania siebie. Opieka to stworzenie warunków do rozwoju i spokojna obserwacja. Pomocy udziela tylko wtedy, gdy jest konieczna i gdy ktoś o nią prosi
W pewnym momencie pojawiają się różne pojęcia: człowiek, Wszechświat, świadomość, jedność..., a potem się rozpadają. Pękają w przestrzeni, jedne po drugim. Dotykam pustki.

Zmagania ze śmiercią:
Wiedziałam, że pod wpływem ayi często doświadcza się opuszczenia ciała. Gdy o tym myślałam, czułam niepokój. Nie mogłam się temu poddać, coś we mnie krzyczało: NIE. Myślałam sobie; puść, poddaj się! Przypomniały mi się słowa Jarka, które wypowiedział na początku ceremonii: Lęk może być wskazówką.
W pewnym momencie, po walce ze sobą, powiedziałam: OK! Nie to nie. Ja decyduję. I przestałam walczyć. I znów stałam się bezgranicznie świadoma. Nie wyobrażałam sobie, że człowiek może być tak świadomy. Zrozumiałam. Kod śmierci został przełamany. Przetransformowany w ciągłość istnienia. Zachowujemy pełną świadomość przejścia w kolejny proces, a stara forma przemienia się w nową.
Chwilę później narodziłam się na nowo.




IZABELA
po ceremonii - uzdrowicielka


...Przed wyjazdem towarzyszyły mi różne myśli, umysł analizował, kombinował, rozumowo nie byłam pewna swojej decyzji, ale dusza potrzebowała ukojenia. Tęskniłam i pragnęłam bezwarunkowej miłości. Nadszedł czas na poważne zmiany w moim życiu.
Przed ceremonią bardzo pomogła mi rozmowa z Aldonką i Jarkiem. Magiczna atmosfera, ciepło, zapach ziół... rozwiały wszystkie wątpliwości. Wiedziałam po co tam JESTEM.

ayahuascaMoja podróż z Duchem AYA rozpoczęła się błyskawicznie. Siedziałam na łące pełnej kwiatów i motyli, a po chwili wszystko zaczęło się zmieniać.
Znalazłam się w tunelu, którego ściany pokryte były czekoladową fakturą, pięknymi kolorowymi kamykami; rubiny, szafiry, diamenty itp. Cała gama barw.
Usłyszałam....odradzasz się na nowo. Porwał mnie wir....  Cudowne kolorowe fraktale (święta geometria) układały się pod wpływem wibracji dźwięku.
Zobaczyłam swoje słabe strony, skąd się wzięły i jaki miały wpływ na moje dotychczasowe życie. Niewiele z tego pamiętam, to tak jakbym miała się z tym zmierzyć i zapomnieć.

Dźwięki muzyki były coraz bardziej dynamiczne i głośne. Duchem pojawił się mój partner i rozpoczęliśmy taniec naszych ciał w rytm tantry. Niesamowite doznania, w których można było się zatracić... Zrozumiałam! Oświecenie jest możliwe w czasie seksu tantrycznego! (...)

Duch AYA cały czas mnie prowadził, przygotowywał na kolejne etapy. Usłyszałam umierasz. Zobaczyłam siebie, brązową energię rozpadającą się w drobny pył. Trwało to kilka sekund, po czym odradzałam się na nowo.
Moje świetliste ciało napełniały piękne kolory, jakby ktoś wziął pędzelek i malował barwne kleksy. Poczułam przeogromną miłość, ciepło, radość, byłam otulona i wypełniona po brzegi prawdziwa rozkosz. Stałam się miłością, tym, czego tak bardzo mi brakowało. Pokochałam siebie.

ayahuascaSpleciona w uściskach z Aldonką usłyszałam doświadczasz oświecenia.
Pojawiły się złote i zielone fraktale, pośród których wirowałam. Nie czułam ciała, stałam się świadomą energią, swobodnie płynącą przez wszechświat.....
Nasze połączenie z Aldonką było niesamowite. Tworzyłyśmy JEDNO. Nie było granicy. Nirvana, błogość, miłość, nieskończoność... Nie jestem w stanie opisać tych uczuć. To trzeba przeżyć, doświadczyć, aby zrozumieć. Obie byłyśmy w stanie oświecenia. Czułam to cudo!

Narodziłam się ponownie, mogłam tworzyć siebie na nowo, zapisywać jak czystą kartkę.
Duch AYA trzymał mnie za rękę, kierował jak małe dziecko. Mogłam stworzyć sobie nową przyszłość, co uczyniłam. Zasiałam ziarenka, które codziennie podlewam..... Dziś już kwitną.

Miałam wgląd w siebie, swoje wnętrze, widziałam narządy, które mogłam w tym momencie uzdrowić. Pytałam, jaka jest moja droga na przyszłość, czym powinnam się zająć?
Okazało się, moim powołaniem jest leczenie ludzi.
Widziałam mój nowy dom, do którego zmierzają tłumy. Wracali do domu szczęśliwi , radośni, w pełni zdrowia..... - Otrzymałam dar uzdrawiania, jasnowidzenia i jasnowiedzenia.

Pojawiła się też moja córka i mama, otuliłam je miłością. Pożegnałam dalekich przodków jak również byłego męża, wysyłając im światło miłości. (...) Z cudownej, świadomej podróży wybiły mnie głosy... wracasz do ciała! I Aldonka, mówiąca do Jarka aby położył misę na moim sercu. Usłyszałam - wyłącz umysł i zdaj się na własne odczucia. Miałam poczuć....
Dźwięki pobudzały moje ciało, robiło się ciepłe... Poczułam pieska Lamę, leżącą na moich nogach. Jej ciepło również rozgrzewało każdą komórkę wibrującą wewnątrz... W ogóle bokserki były niesamowite, przepełnione miłością, pomocne i oddane .....

Kolejnego wieczoru, w momencie kiedy weszliśmy na salę ceremonialną, poczułam łączność z AYĄ. Zagłębiłam się w dźwięki muzyki, odpłynęłam.
Pojawiły się cudowne wizje, widziałam gwieździsty Wszechświat, mgławice planetarne , cała gama kolorów zmieniająca się jak kalejdoskop, a na ścianach sali ceremonialnej wirowały obrazy i wzory AYA. Ja razem z nimi.
Po kąpieli w energetycznej miłości podeszłam do mojego partnera, Gracjana. Jego energia była przepełniona spokojem, radością, błogością. Narodził się na nowo. Nasze połączenie wywołało silną falę miłości z nutką erotyzmu, która rozeszła się po całej sali.

ayahuascaPołączyliśmy nasze dłonie z leżącym obok Rafałem. Poczułam jego oświecenie jako falę, która przechodziła na nas. Tego stanu doświadczaliśmy RAZEM!!! Rafał złapał Aldonkę za rękę, doznania jeszcze bardziej się spotęgowały! Cztery osoby jednocześnie doznawały oświecenia! Cudowne przeżycie, którego nie jestem w stanie opisać słowami.
Leżeliśmy połączeni i upajaliśmy się nieskończonością.

Rano po przebudzeniu Marcin poprosił mnie o uzdrawiającą energię. Jakież było moje zdziwienie. Poczułam jego wnętrze, zapach.... Później podszedł Mieszko, Viola. Widziałam ich organy, wymagające wsparcia. Czułam smak zakwaszenia i goryczy w organizmie.
Kolejne doświadczenie - prezent od AYAHUASKI!
Wróciłam szczęśliwa, radosna, przepełniona miłością , z uśmiechem na twarzy.... To była cudowna podróż w głąb siebie, wiem KIM JESTEM i po co TU JESTEM. Dziękuję ....

Po krótkim czasie
Szukam miejsca, domu, gdzie będę mogła w pełni się realizować i rozwijać, mam marzenia i pracuję nad ich wdrożeniem. Oczywiście jest to związane z uzdrawianiem i pomocą innym. W chwili obecnej wykorzystuję ten dar dla bliskich i znajomych, dzieją się fajne rzeczy, mam wgląd do wewnątrz ciała, wiem gdzie dotknąć i pokierować energię. Podczas zabiegu na Gracjanie , po moim dotyku zostały odbite na jego ciele moje palce... , ale póki co nadal pracuję nad sobą, usuwam wzorce i mechanizmy, które przeszkadzają, aby móc w pełni wykorzystać swój potencjał ....
Ale jeszcze coś dodam, po Ayi potrafię szybko wejść w odmienne stany świadomości, mam cudowne przeżycia, wychodzę z ciała, staję się przejrzysta, lekka, rozrzedzona, widzę siebie oddzieloną ciało i ducha - odlatuję jak z Aldonką w czasie ceremonii... 




RAFAŁ


Dzień pierwszy
ayahuascaAyahuasca pokazuje mi czym jest świat, którego do tej pory nie znałem, czym jest ona sama. Pozwala mi się bawić...
Z otchłani ciemności wyłaniają się kolorowe wizje, coraz bardziej wyrazistsze. Wszystko wiruje w rytm miłości. Wszystko jest we wszystkim, a całość nie ma początku, nie ma końca, jestem wewnątrz świetlanej rodziny.
Staję się istotą duchową, postacią w jasną łunę ubraną, ręce zakończone długimi wijącymi się w kształt spirali wstążkami. Podążam w górę, lecąc w spiralnym wirze. Mijam coraz to nowe rzeczywistości, coraz bardziej subtelne. Pierwszy świat jest smolisty, ciężki i płaski a wibracja jego jest bardzo wolna. Ostatni jest nieskończenie długi i lekki, wibracja bardzo wysokiej częstotliwości jestem tam...
Na samym szczycie, wśród przepięknych kształtów miasta prawdy, bezgranicznej miłości i szczęścia znalazłem się pośród złotych kwiatów, które emanują rytmem błogości. Miasto to jest wszędzie, nie ma rozróżnienia góra - dół, wszystko jest obok. Nie ma budynków, tylko miłość formująca się w przepiękny uniwersalny język i kształty, które wyłaniają się jeden po drugim. Wszystko tam wije się w spirale, helisy..., tworząc kształty wibracji, toczące się przez muzykę w rytm błogości.
Jest mi przedstawiony cały proces stworzenia, czym jest ayahuasca, czym jest świat prawdziwy, jest tak inny, a zarazem tak piękny w swej prostocie, że jedyne słowo jakie nasuwa się na myśl to miłość, miłość bezwarunkowa, jasna i szczera.

Przychodzą do mnie dwie świetliste istoty, łapią mnie za ręce. Są całe ze światła. One są wszystkim, a wszystko jest nimi. ...
Upajałem się tą błogą przestrzenią do momentu, kiedy Ayahuasca dała mi możliwość tworzenia, kreowania, doświadczania zabawy...;
Zaczęło się tworzenie wszystkie z niczego, zadawanie wielu pytań, na które odpowiedź przychodziła od razu tak banalnie prosta, tak oczywista i tak uniwersalna; Miłość jest każdym pytaniem i odpowiedzią.
Ayahuasca pokazała mi ludzi, ich środowisko oraz miejsce, jakie zajmują w świecie mentalnym. Ci, którzy poprzez manipulacje tworzą w naszym świecie dysharmonię, lęk i smutek, znajdują się na najniższym poziomie egzystencji. Jest tam pustka jak zatopiony, zniekształcony statek na samym dnie bagna i ciemności. Miłość została tam przysłonięta, a wibracje spowolnione do nieodczuwalnych przez ciało subtelne. Zostałem poproszony przez Ayahuascę o podwyższenie swoich wibracji duszy na ten sam poziom, co wibracje ciała i umysłu, aby tworzenie było harmoniczne i czyste.

ayahuascaStworzyłem Wszechświat z małego ziarenka (...) wszystko jest bezkształtne, a jednocześnie zawiera w sobie wszystkie kształty. Czas nie istnieje, jest wieczność. Zatopiłem się w tworzeniu, upajając się bezwarunkową miłością z której płynęła olbrzymia rozkosz. Stałem się ciałem, wypełnionym nieskończoną ilością płatków lotosu. Płatki te emanowały jasnym wewnętrznym światłem w wiecznie trwającym tańcu.
Poznałem smak prany, odżywiałem się miłością, pobierałem pokarm, który był wszędzie w obfitości. Kolor spożywania to dwie fale w kolorach różowym i fioletowym - tworzą most łączący nasze ciało fizyczne z eterycznym inedia jest możliwa i dzięki niej mamy ciągły kontakt ze światem ducha, odżywiając się kształtami, wibracjami i światłem. To jest pyszne.
Widziałem kształt kryształów, ich głos i dźwięk, widziałem ziemię, która zrzuca ciemną skorupę smutku i cierpienia, Ona budzi się na nowo. Widziałem jej radość, wybijającą się z ciemnych czworościanów, którymi była obłożona.

Dzień drugi
Przemiana, śmierć starego i początek nowego.
Powoli z ciemności wyłaniają się obrazy ayahuaski. Są coraz to bardziej wyrazistsze, czyste i pełne kolorów. Są tam wszystkie kolorowe obrazy od piękna miłości po ciemne, szare, wijące się węże, liany z kolcami w kształcie trójkątów ściskają się i rozluźniają.
Ayahuasca pokazuje mi, że jestem klejnotem w kształcie wypełnionego po brzegi złotego kielicha, wysadzanego drogocennymi kamieniami. Wiruję szybciej niż okalająca mnie łuna rozszczepionej galaktyki, implodująca do wnętrza kielicha.

Po tej wizji pokazuje mi ciemną sferę, w której znajduje się kokon z krat, obłożony piorunami. W środku dziecko, którym byłem, leżałem na miękkim łonie. Jednak w tym dziecku jest ziarnko ciemności, które uwolnione przeze mnie rośnie i wypływa z delikatnego ciała - to książę ciemności. Wyzbyłem się bardzo szczelnie zamkniętej, negatywnej energii.
Znalazłem się w zimnej i ciemnej pieczarze pełnej wijących się węży, robactwa i strachu, widziałem mały tunel wewnątrz jaskini przez który chciałem wyjść. Był to najprostszy sposób, jednakże Ayahuasca oddalała ten punkt z szybkością równą częstotliwości mojego podążania do tego wyjścia. Usłyszałem słowa nie tędy droga musisz odnaleźć inną.
W tym momencie z mojego ciała wyrosły olbrzymie skrzydła i z wdziękiem wyleciałem z pieczary. Byłem wolny i szczęśliwy, że przezwyciężyłem strach.

Znalazłem się w miejscu, znanym jako Wszechświat pełnym nieruchomych gwiazd, z których to zaczęły formować się przepiękne, jasne, wirujące i przenikające się nawzajem kształty; helisy, mandale, torusy ...
Moje ciało leży bez ruchu i czeka na śmierć znanego dotychczas życia, otwiera się w kształt płatków kwiatu w kolorze tęczy, w płatkach prawej strony są powbijane ostre kolce, jest ich kilka, nie można ich usunąć, muszą pozostać tam na zawsze.
Umarłem, wyzbyłem się wszystkich smutków.

Widzę swoje nowe serce. Powoli się otwiera i wyłaniają się z niego świetliste promienie, a z wnętrza wypływa podłużne ziarenko światła. Emanuje bielą i podążając w górę eksploduje tworząc świetlany deszcz. Moje serce otworzyło się na nową miłość.... Stałem się światłem, stałem się jednym z oświeconymi mistrzami, byłem nimi, ich uczuciami . Widziałem uczniów....
Mistrzowie jak Gautama, Buddha, Jezus i wielu innych, którymi się stałem, nigdy się nie wywyższają i nikogo nie poniżają. Czerpią radość z bycia i sprawiedliwie rozdzielają pomiędzy swymi uczniami prawdę, bezgraniczną miłość i poznanie nieznanego. (...)

ayahuascaCzyste nowe ciało emanowało wszystkimi kolorami jasnego światła. Ciało tak subtelne, tak piękne w swej prostocie, tak błogie i czyste jak dotyk wieczności, jak bezgraniczna rozkosz, jak bukiet obfitości, który wypełnia każdą szczelinę, każdy zakątek duszy, każdego bez względu na to, kim jest i co robi... Stałem się jasnością, stałem się nieskończonym, stałem się bezczasowym bytem narodzonym z czystej miłości, byłem tą miłością, stałem się ojcem wszystkiego, co jest ....
Jestem naczyniem z którego wypływa nieskończona dobroć i miłość, źródełko obfitości, które nigdy nie wysycha...
Oświecenie, euforia, nirwana i Ayahuasca, która przemawia poprzez moje fizyczne ciało. Nareszcie żyję bezgraniczną miłością, czerpiąc rozkosz z poznania. Kocham wszystko i wszystkich, jestem tą miłością na zawsze, a zadaniem moim jest dawanie tego każdemu kto przyjdzie do mnie.




URSZULA
gospodyni domowa (terapeutyczna sesja z siostrą)


Bywały różne okresy w moim życiu, ale cały czas przewijał się smutek i lęk, pomieszany z poczuciem beznadziejności.
Nie siedziałam bezradnie, o nie (Silva, ribertingi, regresingi, esencje itp.), ale te działania były powierzchowne. Rdzeń pozostał bez zmian i to bolało coraz bardziej. Wpadałam w okropne depresje, chciałam odejść z tego życia, bo nie dawałam sobie rady.
Moi najbliżsi nie mieli o tym pojęcia, a najlepsze na świecie koleżanki nie wiedziały, o czym mówię. Pozornie przecież niczego mi nie brakowało.
Cały czas prosiłam o pomoc anioły i zdarzały się chwile wytchnienia, np. podróże z Aliną, moją siostrą.
Z optymistycznym nastawieniem myślałam o ayahuasce, aż nadeszła wiekopomna chwila.


Trochę to gorzkie, no, ale nie obrzydliwe.
Potem "napuchły" mi ręce i zęby, ale szybko to minęło. W następnych sekundach zobaczyłam (poczułam), że jestem w kalejdoskopie. Bardzo subtelne odcienie niebieskie, zielone... Światło niezwykle, niby łagodne a bardzo przenikliwe. Wciągały mnie różne mozaiki.
Zaczęłam się przypatrywać i zobaczyłam coś ruszającego się w kształcie mechanicznych ołówków. To były żywe organizmy z zupełnie z innego świata. Czuły, myślały, rozmawiały ze sobą i widziały mnie. Skręcały się, prostowały i cały czas "dziobały".
Nie skończyłam myśli na ich temat, a już wiedziałam, że widzą we mnie jakiegoś śmiecia z kosmosu i rozłożą mnie na czynniki pierwsze. Za chwilę byłoby po mnie. Przerażające, zagłada w sekundę, chciało mi się krzyczeć.
Uciekłam, czułam duży wysiłek i wewnętrzny sprzeciw.
Na szczęście przemknęła obok Aldona, co mnie uspokoiło.

Przyszła chwila wytchnienia. Stałam się zwierzątkiem na prerii i w gromadzie innych zwierzątek futerkowych wąchałam wiatr. Zobaczyłam ekran, a na nim małe, przesuwające się znaczki. Każdy z nich to odrębna historia mojego życia. Weszłam bezmyślnie w którąś z nich. Najpierw próbowałam określić czas i miejsce, oglądałam architekturę. - Byłam na poddaszu w jakimś zamku (zastanawiałam się, jaki to styl).
Nagle zobaczyłam coś przerażającego, potwornego - eksperymenty na ludziach, zmiany kodów genetycznych.
Nie chciałam w tym uczestniczyć i uciekłam. - Nie potrafię opisać bólu, strachu i przerażenia. Byłam zdruzgotana, nie chciałam już nic widzieć, przesuwałam znaczki najszybciej jak mogłam. Ból narastał kosmicznie.
Aldona mnie uspokajała. Nie pamiętam, co mówiła, ale najważniejsze, że była, a obok niej Jarek.

Następna porcja ayahuaski - jestem pewna, że najgorsze za mną.
Zobaczyłam, jak ścigam się z Aliną na koniach. Znowu preria i zabawa, ale tak na całego. Kto zwycięży? - Była to ostatnia przyjemna wizja.
Matryca z historiami przesuwała się w szaleńczym tempie, a ja cierpiałam coraz mocniej. Mdłości okropne. Doszłam do toalety, a tam nieprawdopodobne cierpienie. Ból istnienia! - Nie znajduję słów, by go opisać. Przerażająca samotność. Czułam, jak umieram, sama, bez bliskiej istoty obok mnie, bez szansy, aby cokolwiek zmienić w moim życiu, po prostu KONIEC. Ostatkiem sił wyszłam, a Jarek pomógł mi wrócić na miejsce.

Poprzysięgłam sobie, że na pewno nie wezmę więcej ayahuaski. Boję się bólu, nie wytrzymam tego przerażającego uczucia wyrywania wnętrzności. Byłam wykończona, zdruzgotana i bardzo cierpiałam fizycznie. Całą noc męczyłam się potwornie! W kółko traciłam przytomność, aby na chwilę wrócić. Raz usłyszałam jak tykał zegar, pojedyncze nutki w jego muzyce albo jak dotknęła mnie siostra. Obie miałyśmy tę samą wizję: przyjeżdża pogotowie, dają mi tlen, ale już za późno. Zrobiło mi się jej żal - z czym ją zostawię? O mężu tylko tyle, że trochę pocierpi, a potem będzie szczęśliwy.
Postanowiłam jednak żyć. Przeraziło mnie, że nic nie zmieniłam, a ten ból i moje przeżycia nie mogą zostać zmarnowane! Śmierć niczego nie zmieni na lepsze. To, co nierozwiązane, pozostanie. Dopóki żyję, mam szanse!

Nad ranem poczułam się na tyle dobrze, że zdołałam się przekręcić na drugi bok i to było niebywałe osiągnięcie. Odganiałam wszelkie myśli. W pół-śnie zobaczyłam, że pomiędzy mną a siostrą dużo postaci się rusza, wstaje, chodzi. Tylko my jesteśmy przykryte białymi kocykami, bo cała reszta jest ciemna i szara, jak dym. Spoglądałam na zegar - czas stanął w miejscu.

Tego pierwszego dnia przeżyłam coś nieprawdopodobnie okropnego, nie do opisania, nie do opowiedzenia. Byłam pewna, że już nigdy nie wezmę ayahuaski.


Rano obie byłyśmy wymęczone, spowolnione, ale spokojne. U mnie ten spokój był porażający.
Na ten moment moje życie wyglądało mniej więcej tak: nic nie zostało wymazane ani nie zostały zaszczepione żadne nowe wartości. Nie wykasowałam błędów, potknięć, niegodziwości..., ale one i tak nie miały już żadnego znaczenia! Doświadczyłam łaski przebaczenia!

Miło płynął czas. Czułyśmy się z Aldoną i Jarkiem bardzo bezpiecznie. Doszłyśmy do wniosku, że jeszcze nikt w naszym dorosłym życiu tyle się nami nie zajmował, z taką uwagą i spokojem. Poczułam się jak dziecko, które może popełniać błędy, rozrabiać, głupio mówić... i co z tego? Totalna akceptacja. Tak powinni zachowywać się rodzice.
Nie wiem, skąd ten optymizm, z głupoty, czy determinacji, ale już po porannym prysznicu zmieniłam zdanie; Nie uciekam! Biorę następną porcję. Miło mi było słyszeć, że już tak źle nie będzie, ale Jarek postawił twarde warunki - żadnego przesiadywania samotnie w łazience, zwracam i wychodzę. Zgadzam się.

Strach jest jednak silniejszy i co chwilę otwieram oczy. Wymyśliłam sobie, że tak jest bezpieczniej. Z całych swoich sił staram się, by przyjmować wszystko spokojnie, a ból wszelaki minie. Co chwila atakuje mnie poczucie beznadziei: przecież to się nie uda.
Chcę pogrążyć się w niebycie. Proszę o to Boga, Anioły i Mistrzów Duchowych. Poprzedniego dnia było mi tak strasznie, bo odczułam, że wszystko zależy ode mnie (co ma do tego Bóg?). Teraz jednak prosiłam o pomoc. Zobaczyłam, że moi Mistrzowie stoją i śmieją się ze mnie! - Sama tego chciałaś!

Ból był dość mocny, lewa strona i trzustka były jak skopane, wątroba spokojna. Szybkie wymioty i powrót na swoje miejsce. Wstrząsały mną dreszcze i nie potrafiłam tego opanować. Czułam się jak w bagnie, nie potrafiłam wyjść na powierzchnię. W końcu, pomyślałam, dość tego! Ile można się męczyć?

I z ogromnym wysiłkiem zaczęłam się wydostawać.
Była ze mną Aldona, czułam jej ciepło. To dawało mi siłę i spokój. Zobaczyłam biały kryształ, jak powoli zaczął wychodzić z bagna, ze smoły. Co chwilę jakaś siła wciągała go w dół, ale na to nie pozwalałam - walka na śmierć i życie.
Zdecydowałam - ja chcę żyć! Wtedy poczułam, że wychodzi ze mnie promień słońca. Zobaczyłam przyjaciół, nie wszystkich. Nastąpiła eksplozja radości i barw.
Ujrzałam piękną kobietę, ubraną w długą, bajecznie kolorową suknię. Pięknie tańczyła, a ja z zaciekawieniem przyglądałam się. Ustały moje drgawki, chciało mi się spać!

Przerwa.
Zmusiłam się do wyjścia na zewnątrz. Był niesamowity, wielki i złoty księżyc, ale to mi było obojętne. Aldona i Jarek postanowili, że drugiego picia nie będzie. Byłyśmy z tego zadowolone, bo działanie ayahuaski było w nas bardzo mocne do rana (pełnia!).
Aya odkryła jeszcze we mnie to, czego się nie spodziewałam - pokłady lęku i przerażenia. Aż dziw, że tak długo żyję. Co by było, gdybym wzięła ten środek sama, albo w innym miejscu? - Wiem, nie dałabym sobie rady, po prostu już by mnie nie było. Tylko bezwzględne zaufanie, Aldona i Jarek uratowali mnie przed załamaniem.


PO CEREMONIACH
Nie żałuję ani chwili z tego, co przeżyłam. Po ceremoniach przyszły niesamowite wrażenia - płynne przekraczanie granic, przestrzeni, ale to wszystko nieuchwytne, nierzeczywiste w tradycyjnym sposobie pojmowania czasu i wymiarów. Cały czas czułam ducha ayahuaski, to mnie uspokajało.
W pierwszych dniach straciłam ochotę na rozmowy, zaczęłam unikać telefonów. Miałam spotkanie z moją siostrzenicą. Bardzo ją lubię. Wydawało mi się, że zachowuję się tak, jak zawsze, ale ona powiedziała - "Ciociu, ty jesteś jakaś inna, chyba cały czas jesteś w tej Holandii".
Czułam się dobrze, ale musiałam wszystko robić wolniej niż zazwyczaj.

Mam teraz inne nastawienie. Chce mi się żyć, tak po prostu. Nie ma pytania, a po co? Czy to dla mnie? Czuję, że nie jest za późno na marzenia. I z ciekawością się obserwuję.
Są też smutne momenty, kiedy nie wiem, jak reagować na ludzką agresję... No i wszystko wskazuje na to, że od lat żyję w zakłamaniu. Prawdę mówiąc nie wiem, co robić, ogarnia mnie bezradność, ale ona nie jest tak tragiczna i beznadziejna jak przed ayahuaską. Jestem ciekawa, co z tego wyniknie.
Szukam drogi, aby lepiej poznać siebie, dotrzeć do swego wnętrza. Któregoś dnia poczułam, że powinnam założyć szpital "DOBREGO UMIERANIA", aby pomóc w odejściu z tego świata. Zdaję sobie sprawę z przeszkód finansowych, prawnych i kulturowych.




ALINA
właścicielka firmy, siostra Urszuli


I w końcu nastał ten dzień, dzień ceremonii.
Pijemy ziółka, kładę się i czekam. Nic się nie dzieje i jestem rozdrażniona: "czy to jest to?! Czy to warte tyle zachodu? - Ale za chwilę się zaczyna.
Bardzo ładne wizje, trudno je opisać, są po prosu ładne i dość przyjemne, tylko - jak mi się zdaje - nic nie wnoszą. Mam różne odczucia w ciele, boli mnie trochę głowa, widzę ją obrazami.
Aya delikatnie wprowadza mnie w swój, a może w mój świat. Od czasu do czasu odczuwam mdłości, bardzo lekkie. Myślę sobie, jest jeszcze drugie wzięcie no i drugi dzień. Może coś się zacznie! Od czasu do czasu zadaję moje pytania, ale bez odpowiedzi.
Regularnie włącza się mój zmysł kontroli; Co z Ulą, czy jej się krzywda nie dzieje? -  Wiem, że się męczy, ma okropne wizje. Aldona mówi, że to jej lęki.

Przerwa, wstajemy, drugie picie. Ula jest zdecydowana wziąć i to mnie trochę uspokaja.
Kładę się, od razu mam nieprzyjemne odczucia, obrazy z lat 70-tych i 80-tych. Są to głównie przedmioty, brzydkie, brudne, reprezentujące te właśnie lata. Czuję się okropnie, mdli mnie, w międzyczasie widzę, że z Ulą źle. Boję się, że trzeba będzie wezwać pogotowie... Zaczynam mieć wątpliwości, czy dobrze zrobiłyśmy.

Brzydkie wizje, nieprzyjemne odczucia i coraz bardziej mi mdło. Czuję się źle. Widzę róże symbole, trudne do odczytania. Widzę muszlę z zepsutymi rybkami. Jest mi niedobrze! Wiem, że to molestowanie z dzieciństwa, którego nie pamiętałam. Wizja przechodzi szybko.
Widzę się w roli małego chłopca, chyba czasy Atlantydy i jacyś ludzie programują mój mózg. Wizja szybko mija. Widzę, jak coś naprawiam. Jak jestem w łonie matki, ale nie umiem tego opisać. Potem poród (nie był ciężki, formalność).
Obrazy bardzo szybko się zmieniają, a ja czuję się fatalnie. Muszę iść wymiotować, w drzwiach mijam się z Ulą. Ledwo stoi na nogach, wygląda okropnie, jestem przerażona.
Wymiotuję bardzo intensywnie, ale odczuwam ulgę.

Wracam, kładę się i od tego momentu, zaczynają się bardzo miłe doświadczenia.
Kontroluję, co z Ulą - jestem spokojniejsza, choć wiem, że cierpi. - Staram się przekazać jej trochę tej miłości, której doświadczam, ale ona nic nie przyjmuje. Albo jest tak zamknięta albo każda z nas musi przejść przez to sama. Aldona cały czas mnie uspokaja i mówi, że mam się zająć najpierw sobą, jeśli mam pomóc Uli.

Chcę poczuć, kim jestem.
Widzę siebie jako ogromny słup energii. Ja - ta ziemska - w tym ciele jestem tylko bardzo malutką cząstką. Fajnie tak zagłębić się w siebie, poczuć tą siłę, miłość.
Potem widzę/czuję jak wielką mam siłę tworzenia, właściwie mogę wszystko stworzyć. Tak niewiele potrzeba, tylko taka początkowa myśl, a potem dzieje się samo.
I przechodzi to moje wyobrażenia, tak jakby to, co zapoczątkowałam, samo się dalej tworzyło, poza moją kontrolą.
To jest niesamowite fantastyczne uczucie!

Widzę też siebie z Ulą jako małe dziewczynki, jesteśmy radosne i pełne energii, potem zamieniamy się w kokardki. Ula jest pełna radości i energii - ta wizja dodaje mi otuchy, bo widzę jej prawdziwą naturę i to, że sobie poradzi.
Widzę też siebie, jako "ostrą" kobietę, jestem dość seksownie ubrana i mam obcasy (w tym momencie się buntuję, bo nie lubię obcasów). Ale podoba mi się ta wizja. Czuję, że tak naprawdę jestem silną, samoświadomą, prawdziwą kobietą, która nie da sobie w kaszę dmuchać i gdy trzeba, potrafi powiedzieć zdecydowane NIE. W codziennym życiu często mi tego brakowało.

W końcu pokazuje mi się ona, Aya, przyjmuje różne postaci; jest fioletowym patyczkiem, a ja przyjmuję taki sam kształt. Ona jest bardzo wesoła i ma wielkie poczucie humoru. Dobrze się razem bawimy.
Czuję do niej ogromną miłość. Odczuwam ją jako swoją przyjaciółkę. Myślę sobie, że to fajnie jest mieć nową, a może starą przyjaciółkę. Jest tam dużo ruchu, tańca, wirowania i takich jakby fajerwerków.
Czuwa przy mnie Aldona, trzyma mnie za rękę, to jest bardzo miłe. Jarek zajmuje się Ulą, a ja swoim zwyczajem kontroluję, czy nie robi jej nic złego - Ale jest przecież o.k.

Aldona przekazuje mi coś od roślinki, wtedy też pozwala mi dotknąć Ulę.
Jestem bardzo spokojna. Cały czas się coś dzieje, piękne wizje, abstrakcyjne. Trudno to wszystko opisać i zapamiętać. Nawet nie wiem, czy byłam świadoma wszystkiego, co się działo w trakcie tego przekazu, choć jestem bardzo trzeźwa.
(Przypis Aldony: Dla mnie było to jedno z najcudowniejszych przeżyć. - Przekaz miłości od Natury dla ludzi - z ważnym przesłaniem. Przenosząc na nasz język - jak zapis cyfrowy na twardym dysku, do rozszyfrowania w stosownym czasie. Korowód symboli i uczuć. Potężna Wiedza, o której wiem jedynie, że  została we mnie "zapisana". W świecie ducha to coś, jak na Ziemi dostęp do Internetu. Cokolwiek potrzebuję wiedzieć z tej dziedziny, nagle wiem. Dorastając do kolejnych szczebli, odnajduję w sobie wielką mądrość.
To samo dzieje się z Aliną.)


DZIEŃ DRUGI, PEŁNIA
Boje się, że Ula się wycofa, ale - na szczęście - wypiła. Martwię się o nią, ale w końcu się uspokajam, bo mamy dobrą opiekę. Jarek i Aldona cały czas byli i są z nami. Chyba dałyśmy im popalić!

Widzę siebie jako białą księżniczkę, ulegam jakby przemianie, mam w ręku miecz, który zmienia się w miecz światła. Znowu przywołuję swoją duszę, pojawia się jako słup, a potem zmienia się w coś jak tubę z dużymi łapami i rękoma, wygłupiamy się. Ona bierze mnie za rękę i idziemy na lody. Też jest bardzo wesoła (ta moja dusza).
Pojawia się Aya, najpierw jako duszek, a potem zamieniamy się w małe dziewczynki, biegamy na bosaka po deszczu, tańczymy w tych moich zwariowanych wizjach, pływamy, jedna wielka zabawa. Jest fantastycznie.

No i po dużej porcji zabawy Aya zaczyna mi dawać lekcje.
Pokazuje mi, że np. jestem pracoholiczką, nie potrafię usiedzieć nic nie robiąc. - Prawdę mówiąc nie zdawałam sobie z tego sprawy!
Pokazała mi żółty fotel ogrodowy, który niedawno kupiłam i nie miałam okazji w nim posiedzieć. (Teraz, gdy na niego patrzę, przypomina mi się ta lekcja.) Aya pokazuje mi też różne inne rzeczy...

Najtrudniejszą jest lekcja odpuszczenia mojej przesadnej kontroli. Pokazuje mi się szare serce przejrzysto-filcowe z bezładnie rozrzuconymi patyczkami w środku. Zmusza mnie do nic nie robienia, ponieważ nie umiem. To mnie "przydusza", unieruchamia moje ciało, nie mogę nic zrobić, nawet chyba myśleć. Wydaje mi się, że tego nie wytrzymam.
Chyba jednak odpuszczam, bo nagle patyczki zaczynają się same układać, jest to zsynchronizowane z tym, jak Jarek uderza w jakieś delikatne dzwoneczki. Dzwoneczek i patyczek wchodzi na swoje miejsce, niesamowite. Jakie to wszystko proste. Zrozumiałam!

Zadawałam Ayahuasce pytania. Wprost. Na niektóre odpowiadała mi od razu, patrząc mi w oczy, a na niektóre (były dla mnie kluczowe, jak: "co mam robić?" lub "co jest moim największym talentem"?) odwracała się i udawała, że nie słyszy. Może chciała mi coś przekazać przez obrazy lub dotyk, ale to można interpretować jak się chce.

Oczywiście! W międzyczasie staram się kontrolować czas, bo przecież musimy wziąć drugą dawkę, a jutro wyjeżdżamy. Aż w końcu myślę sobie, że przecież to nie ja jestem mistrzem ceremonii i nie moja rola tego pilnować. Nie na darmo ta lekcja odpuszczenia kontroli! Opuszczam więc.

W końcu Jarek nas "budzi". Wydaje mi się, że jestem gotowa na drugą porcję. Wstaję siadam, czuję się dobrze i trzeźwo, rozmawiamy. Ula zaczyna opowiadać o swoich przeżyciach, a ja nagle odpływam... Ledwie łapię, co ona opowiada. Tak się jeszcze nigdy nie czułam, ledwie siedzę.
Każą mi się położyć, co przyjmuję z ulgą. Czuję lekkie mdłości. My z Ulą leżymy, a Aldona z Jarkiem są blisko nas, mówią coś, wszystko do mnie dociera, ale nie mam sił się odezwać.
Mija trochę czasu. Po godzinie czuję się tak samo, nawet mi się nie chce mówić. Zbieram się jednak w sobie i idę do toalety. Boję się, że jak nie weźmiemy drugiej porcji, to zaprzepaścimy szansę. Wychodzę na zewnątrz, jest niesamowity księżyc, a ja ciągle w tym samym stanie. - Aldona mnie uspokaja, że nie musimy już brać - przez pełnię będzie nas trzymać do rana. I tak chyba nie byłabym w stanie.

Nie da się opisać wszystkiego, co mi się jeszcze przytrafiło.

                                           --------------------------------------------

Dzień powrotu: droga mija spokojnie. To niesamowite, ale w ogóle nie czujemy zmęczenia. No i jesteśmy takie spokojne. Nic nas nie rusza. Całkiem inaczej odbieramy ludzi, no i chichramy się cały czas. Ula jest inna, taka radosna i psotna.
W następnych dniach jesteśmy tak samo spokojne. Na spacerach ruszamy się jak muchy w smole, a przecież zawsze tak szybko chodzimy. Śpimy jak zabite po 10 godzin, co mi się nigdy nie zdarzało.  Zdaję sobie sprawę, że Aya cały czas działa, dziękuję jej i uśmiecham się do niej, czuję jej bliskość i bardzo mi z tym dobrze.

Trudno to opisać, ale odczuwamy z Ulą to samo. Weszłyśmy do supermarketu i jakbyśmy wylądowały tam z innej planety. - W mieście zauważam, że znów jestem jak na haju. Inaczej odbieram nawet domy, są takie same, ale ja jakoś inaczej je postrzegam. Chyba musze się jeszcze oszczędzać.
Niespodziewanie pojawia się u mnie osoba, która mnie molestowała w dzieciństwie (normalnie nie utrzymuję z nią kontaktów). Nie poczułam do niej niechęci, ale ona tak dziwnie podaje rękę, jak ryba. A gdy przez chwilę rozmawiamy same, dopadają mnie lekkie mdłości. Niechęci jednak nie czuję.

W samotności siadam na tarasie, piję herbatę, leniuchuję i jest mi dobrze. Wiem, że to działa Ayahuasca. Ciągle jestem nieporównanie spokojniejsza. 
W pracy - pomimo spokoju - przybywa mi sił. Nie jestem już tak spowolniona, ale na ludzi, którzy mnie wkurzają, patrzę z dystansem.  Jeden z moich kolegów zauważa, że jestem jakaś inna, podejrzewa mnie o romans.
Nie komentuję, bo poniekąd ma rację. Chodzę wyprostowana i czuję się silniejsza, pewniejsza siebie, mam ochotę zadbać o siebie bardziej od tej strony kobiecej. Chyba też inaczej patrzę na mężczyzn.
Zauważyłam, że dawne, nieprzyjemne zdarzenia, szczególnie te związane z mężczyznami, jakby wyblakły, pod względem mojego ich odczuwania. Przeszło mi podświadome poczucie niespełnienia.
Na pewno mam teraz cieszyć się życiem, znajdować przyjemność we wszystkim, co robię, więcej się wygłupiać i traktować życie jak zabawę, tak jak z Ayą. Na pewno muszę odpuścić kontrolę i tą chęć nieustannego działania, coś robienia. Nie jest to do końca takie proste, ale przynajmniej już zdaję sobie z tego sprawę.
Przyznam, że jest różnie. Czasami czuję się bardzo dobrze, jestem pełna optymizmu, ale czasem czuję taki okropny niepokój, nawet większy niż przed ceremoniami. - To strach przed nowym, przed tym tworzeniem i odpowiedzialnością za siebie, gdy życie jest już całkowicie w moich rękach.

Przeczytałam książkę Aldony (o piramidach Yantra), bardzo mi się podobała i przekonała do kupna piramidy. Jeszcze raz za wszystko dziękuję w imieniu swoim i Uli. I jeszcze raz deklaruję swoje zaangażowanie w zalegalizowanie ayahuaski w Polsce. Pomimo, że dała nam popalić. Jestem Jej i Wam wdzięczna, za to co przeżyłam. Jeszcze raz za wszystko, dziękuję Jej i Wam.




z cyklu
STRZAŁY AMORA 

 
ayahuasca  ayahuasca  ayahuasca  ayahuasca

Wygląda to, jakby pod sufitem holenderskiej pustelni grasował Amor, ciskający strzałami na oślep.
Ale...nie ma przypadków! Po prostu na moich ceremoniach bardzo często ludzie się odnajdują. I choć wygląda to jak cudowne love story, w istocie są to zawsze spotkania, dzięki którym każdy z osobna transformuje swoją osobowość i wzorce rodzinne.  
Niektóre przypadki zdarzyło mi się uwiecznić, a jeden ze szczęśliwców przysłał nawet pisemną relację. 

MATEUSZ

fryzjer


miałem już jako takie pojęcie co mnie czeka, gdyż moi rodzice już tego doświadczyli. Wiedziałem również, że nie mogę się sugerować ich przeżyciami. Byłem w szczęśliwym związku, miałem świetną pracę oraz kochającą rodzinę... Szczęśliwy obrazek, który jak się jednak okazało, namalowany został na brudnej kartce.

Przed ceremonią zacząłem zauważać w sobie różne zmiany... W głębi czułem, że szykuje się dla mnie niezły szok. Moją główną intencją była miłość. Życie w szczęśliwym, pełnym zrozumienia oraz w nieoceniającej miłości związku plus kilka innych rzeczy oraz pytań które - o dziwo - same się pojawiły w wieczór przyjazdu i w następny dzień. Dusza wie, z czym ma pracować.

Po pierwszym piciu leżałem, słuchając pięknej muzyki, aż w pewnym momencie poczułem że moje ciało samo chce się poruszyć. Położyłem się więc na brzuchu, a moje ręce złożyły się w pięści przy głowie. Zaczęły się otwierać, rozkwitać jak kwiat lotosu. Przy pełnym rozkwicie strasznie bolały mnie już nadgarstki, jednak chciałem tak pięknie kwitnąć...
Później powoli kwiat zaczął się chować i poczułem, że muszę zmienić pozycję, oraz że teraz będę uzdrawiać wątrobę (prowadziłem dość towarzyski tryb życia). Nagle ręka przykrywająca wątrobę zaczęła się unosić ku górze a ja poczułem że jestem drzewem. Zrozumiałem, jak ciężko drzewu wypuścić gałąź.
Kiedy już to uzdrowiłem, skończyła się pierwsza sesja....

Drugie picie wyglądało już całkiem inaczej. Pierwsze było chyba tylko przygotowaniem do poprawnego wejścia w stan ayahuaski...
Latając w kolorowych wizjach i wymiarach, wyłapywałem to co we mnie jest złe. Wychodziło to ze mnie jako ślimaki, które wypluwałem z obrzydzeniem do chusteczki. Aż zabrakło chusteczek i wszystko leciało prosto na mnie, nosem i buzią.
Nie czułem odrazy, cieszyłem się, że to świństwo ze mnie wychodzi.
Po oczyszczeniu przyszedł czas na nagrodę. Ujrzałem wizję dwóch pięknych energii lecących razem, oddalających się od siebie ale tylko na chwilę aby zaraz do siebie wrócić. Tworzyły łańcuch DNA. Zapytałem czym są te energie...
Aya odpowiedziała mi -  Nie wiesz? -  I nagle doznałem olśnienia. Jedną z tych energii byłem ja, a drugą moja druga połowa.

ayahuascaMiałem to szczęście, że moja druga połowa "przypadkiem" leżała obok mnie.
Znaliśmy się zaledwie drugi dzień, a na poziomie duchowym od zawsze. Zgubiliśmy się w którymś wcieleniu a teraz się odnaleźliśmy.
Momentalnie ogarnęło mnie tak ogromne uczucie szczęścia oraz tęsknoty. Nigdy w życiu tak nie tęskniłem. Wstrząsnął mną przenikliwy płacz szczęścia.
Spytałem się Ayi, czy już jestem oświecony. Otrzymałem odpowiedź, że aby się oświecić trzeba umrzeć. (...)
6 godzin ceremonii trwało dla mnie jak 30 minut, ale aż do rana uwalniało się ze mnie mniejsze zło... Nie spałem całą noc nie czując odrobiny zmęczenia.

Na drugi dzień podzieliłem się oczywiście swoim odkryciem, jednak moja "druga połowa", Kasia, nie do końca dzieliła przekonanie o naszym przeznaczeniu.
Mimo wszystko miałem przeczucie, że to się wyjaśni. Każdy ma swoje tempo uzdrawiania. Przed ceremonią wyciągnęliśmy tę samą kartę tarota (nikłe prawdopodobieństwo), więc był to dla mnie znak, że będziemy pracować nad tym samym, być może nawet razem.
Po wypiciu - czułem się już oswojony z tym stanem - od razu wziąłem się do roboty. Wyplułem jeszcze jednego małego ślimaczka i zaczęły przybywać do mnie po kolei różne ciemne energie. Im była ciemniejsza, tym trudniej było mi sobie z nią poradzić.
Przychodziły istoty, które nie pozwalały mi stworzyć idealnego związku. Istoty których w życiu bym o to nie posądził. Radziłem sobie z każdą z nich, aż pojawiła się czarna, żylasta energia...
Okazało się że najbardziej blokowała mnie moja własna mama.
Wtedy to poczułem pomocny dotyk Dusi, gdyż sam bym sobie chyba nie poradził.
W szlochaniu uzdrawiałem swoją mamę. Sprawiało mi to ogromny ból na sercu. Kiedy się uleczyło, nie miałem już żalu, a puste miejsce po zgniliźnie jaką nosiłem w sobie (od mamy), wypełniłem miłością...

ayahuascaPrzez jakąś chwilę uzdrawiałem jeszcze mniej poważne istotki kiedy to poczułem, że Dusia łapie mnie za rękę. Obróciłem głowę i... Okazało się, że to ręka Kasi, uśmiechającej się w swoim transie... Ogarnęło mnie przeszywające szczęście, bo wiedziałem już, że zrozumiała ....

Zaczęła się poważna praca. Zakup działki, pieczętowanie jej znakami ochronnymi przed złem, budowa domu. Wiedziałem, że jako mężczyzna muszę to zrobić sam...
Byłem już wykończony budową i całą tą pracą. Kiedy jednak skończyłem stanęliśmy razem przed domem i powiedziałem: spójrz Kasiu jaki piękny dom nam zbudowałem...
Okazało się, że prezentacja domu była naszą wspólną wizją!
Tym razem czułem, jakbym przepracował pół życia, a 3 godziny trwały całą wieczność. Nie chciałem już pić ani kropli więcej. Nie miałem na to siły!  Kiedy jednak moja Kasia dzielnie wstała i stawiła czoła kieliszkowi zrozumiałem że czeka nas więcej duchowej pracy.. Mieliśmy już działkę i dom.  Przyszedł czas na zaślubiny, wyposażenie, zasadzenie drzewa.
Na głębokim duchowym poziomie bardzo pięknie przeszliśmy przez wszystkie aspekty życia codziennego. Ayahuasca dała nam wskazówki, jak żyć, jak rozumieć, dała siłę do wspólnej wędrówki przez życie i obraz pięknej przyszłości.
Wszystkie moje wizje były niezwykle barwne i kolorowe. Niekiedy czułem, że nawet nie potrzebuję oddychać, a niekiedy oddychałem niesamowicie wielką ilością uzdrawiającego powietrza.
Miałem okazję zobaczyć przez pryzmat ayahuaski duszę Dusi.
- Niezwykle piękna!

Jestem niezmiernie wdzięczny, że mogłem zobaczyć prawdę. A prawda jest tylko jedna; Nieskończona miłość jest największą siłą, którą każdy ma w sobie,jesteśmy na nią tylko zamknięci. Zamknięci na inne światy, które istnieją i w których my istniejemy.
Wiem już, że natura jest tak perfekcyjnie zaprojektowana, że w pełni nam wystarczy to, co daje nam Matka Ziemia. I w końcu, że śmierć jest w zasadzie szczęśliwym zakończeniem wykonywanej pracy dla samego siebie tu na Ziemi. To nie koniec to początek kolejnego pięknego etapu.
Dziękuję Dusi i Jarkowi z całego serca za energię miłości jaką niosą dla świata.


ayahuascaayahuascaayahuascaayahuasca



RELACJE Z INTERNETU 


"..."Po publikacji książki o El Dorado zaczęły do mnie dość szerokim strumieniem docierać reakcje, w tym refleksje ludzi, którzy z ayahuaską obcują od lat. Potwierdzają oni, to, o czym piszę - w czasie seansów picia ayahuaski pojawiają się bardzo sugestywne wizje złotych miast, lśniących budowli oplecionych iskrzącymi się, złotymi girlandami, otoczkami. Teraz osoby te stwierdzają, że same się dziwią, iż do tej pory owych halucynacji nie wiązały z mitem o El Dorado. (...)
Nie sądzę, żeby była to podświadomość - myślę, że halucynacja typu El Dorado jest osadzona znacznie głębiej, w warstwie bardziej pierwotnej. Podświadomość wiązać należy z doświadczeniami osobniczymi, tu natomiast chyba docieramy do podświadomości kolektywnej, ponieważ jest to miraż występujący powszechnie. (...)

Dlaczego przez 500 lat El Dorado nie odnaleziono? Bo szukano go w całkiem niewłaściwym miejscu - na zewnątrz, tymczasem ono jest wewnątrz, w środku, w przestrzeni psychicznej. W przestrzeni, która skrywa jeszcze niejedną niespodziankę, która jest wszechświatem, jaki musimy na nowo odkryć i podjąć jego systematyczną eksplorację.
-Roman Warszewski w wywiadzie znalazłem El Dorado



Antropolog Jeremy Narby:
"..."Zatopiły mnie głęboki halucynacje. Nagle znalazłem się pomiędzy dwoma gigantycznymi, piętnastometrowymi, jak mi się zdawało, boa-dusicielami. Byłem przerażony. Te olbrzymie węże są tutaj, oczy mam zamknięte, a widzę oszałamiający świat błyszczących świateł i pośród zmąconych myśli węże poczynają przemawiać do mnie bez słow. Tłumaczą mi, że jestem tylko ludzką istotą (...)
Dostrzegam bezdenną arogancję moich codziennych przekonań (...) Przez większość czasu wydaje mi się, że wszystko rozumiem, tutaj zaś znalazłem się w potężniejszej rzeczywistości, której nie rozumiem w ogóle i nie podejrzewałem nawet jej istnienia. Zbiera mi się na płacz w obliczu wielkości tego objawienia (...)
Lecę w powietrzu, tysiąc metrów nad ziemią, patrzę w dół i widzę planetę całkiem białą. (...)
Widzę zielony liść z jego żyłkowaniem, a potem ludzką dłoń z jej żyłami. Przesłanie jest jasne: jesteśmy zbudowani z tego samego tworzywa, co świat roślinny. (...)
W dzień po sesji ayahuasca czułem się jak nowonarodzony, zjednoczony z naturą, dumny z bycia człowiekiem przynależnym do nieobjętej sieci życia....""
- Maciej Kuczynski, "Szamani i DNA", Nieznany Swiat2/2000





DOŚWIADCZENIA UMIERANIA czyli PRZEBUDZENIE DO ŻYCIA DUCHOWEGO
- ayahuasca i piramidy


ABY NAPRAWDĘ PRZEBUDZIĆ SIĘ DO ŻYCIA DUCHOWEGO, TRZEBA NAJPIERW DOŚWIADCZYć UMIERANIA.
"Umieranie" jest częstym tematem wizji po ayahuasce. (...czytaj więcej)   


 


Strona jest własnością prywatną i nie służy celom komercyjnym.
copyright © Aldona Mironski 2009-13










Dusia Witam gorąco miłośników Ayahuaski; szamanów z powołania, głodne duchy i tropicieli prawdy!


Aldona Mironski


ayahuasca

O mnie
Mój pierwszy raz
Moja misja
Moje ceremonie
Artykuły

ayahuasca

Pytania i kontakt

ayahuasca


Jestem też, niestety, zmuszona uprzedzić, że strona ma charakter prywatny, informacyjny i edukacyjny. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie zamieszczonych tu treści. Żaden z prezentowanych przeze mnie tekstów nie może być interpretowany jako zalecenie bądź zachęta do konsumpcji  zabronionych w Polsce roślin.

ayahuasca