Aldona Mironski





alex grey
                        RELACJE 


Duchowe wizje, jakie ukazują się  pod wpływem ayahuaski, kształtowane są przez osobowość i światopogląd człowieka. 
Co innego zobaczy niemiecki bankier, indiański curandero, holenderski hippis czy Hindus.
Na tej bazie można prześledzić ścieżki kształtowania się różnych religii.

Odmienne są też przeżycia żądnych 
PRAWDY mistyków i ludzi, którym ayahuasca niesie jedynie pomoc lub uzdrowienie.

 
Ale pomimo istotnych różnic przeżycia skrajnie odmiennych ludzi posiadają w gruncie rzeczy uniwersalne elementy i wyraźnie jedno wspólne, duchowe źródło


MÓJ PIERWSZY RAZ  - RELACJA ALDONY


."...Obleciałam wielokrotnie kulę ziemską i wnikałam we wszystkie możliwe kultury. Byłam rabinem, mongolską szamanką, hinduską... " czytaj więcej...





RELACJE MOICH PRZYJACIÓŁ
(z sesji terapeutycznych)






ARTUR


Obejrzałem ten filmik i muszę przyznać że po pierwszej dawce ayi miałem bardzo podobne doświadczenie...
Widziałem węże, które wchodziły we mnie począwszy od stóp, przez tułów a potem do głowy, a potem nade mną i wokół mnie widziałem różnokolorowe światła, a ja byłem w środku niczym w komnacie, w której zmieniały się kolor, wielkość i kształt świateł.






MARZENA


Co dały mi rytuały? - Doświadczyłam połączenia ze sobą, swoja pierwotną energią. Jest to energia kreacji, energia serca; bezmierna, bezkresna, bez początku i końca. Jest bramą do wszystkiego, co istnieje. Pojawiła się jako praźródło, środek wszechświata, a jednocześnie wiedziałam, że to moja pierwotna energia - z niej się wyłoniłam. Zawiera całą wiedzę, od początku do tej obecnej chwili i dalej - w nieskończonym procesie rozwoju świadomości.
Poczułam ogromne bezpieczeństwo i radość i moc. Poczułam się piękna i silna. Zobaczyłam to przez serce, w którym jest ŹRÓDŁO. Otworzyłam serce. Uruchomiłam energię wielkiej, bezmiernej miłości, spokoju, bezpieczeństwa i wszelkiej mocy.
Nareszcie mogę pełną piersią oddychać, bez obaw, że mnie ktoś zaatakuje. Nie muszę się kulić. Nareszcie mogę czuć radość, nareszcie nie ma we mnie żadnych zakazów ani nakazów. Nareszcie mogę w pełni doświadczać siebie -otwarcie i subtelnie - być jednocześnie wewnątrz siebie i być wszystkim tym, co na zewnątrz.

Przy otwartym sercu nie ma samotności, nie ma możliwości kogoś lub siebie skrzywdzić. Światło przenikło z mojego serca na zewnątrz i wprowadza rezonans we wszystko. Moc której nic i nikt nie zniszczy. Mam prawo do bycia człowiekiem w każdym jego przejawie. Mam prawo być małą "księżniczką" i wielkim twórcą. Jestem pod opieką najpiękniejszej istoty we Wszechświecie - siebie samej. Taki jest człowiek.

Wszystko, co piszę, bardzo dokładnie widziałam i fizycznie odczuwałam.
Dziękuję, że mi pomogliście stać się taką i wrócić do siebie. Cały czas mam rozgrzane serce.


OPIS CEREMONII

Pierwszy dzień - oczyszczanie, przygotowanie, świadomość
...

Pojawiają się obrazy: moje wycofywanie się na pozycje przeciętności - tak, aby nie było mnie widać. Bardzo zawsze dbałam o to. Zrozumiałam, że dawno, dawno temu (poprzednie wcielenia) zablokowałam sobie prawo do bycia doskonałą, do wyróżnienia się z tłumu - nie wolno mi było świecić, szarość dawała to złudne bezpieczeństwo. Uwielbiałam bajkę o czapce niewidce.
Transformowałam to uczucie na budujące - wprowadzałam sobie pojęcia, że mam prawo być doskonała, mam prawo wiedzieć więcej, mam prawo świecić. Odczuwałam uwolnienie i radość.

Weszłam w moment, kiedy dopiero co się urodziłam. Widziałam siebie w kołysce. Wyposażyłam malutką siebie w szczęście, radość, miłość, moc tworzenia. Dałam sobie narzędzie - umiejętność ochrony tak, by nic mnie nie skaleczyło emocjonalnie ani fizycznie, narzędzie do usuwania wszelkich bloków i stwarzania wszystkiego, czego pragnę.
Zaczęła się żmudna nauka posługiwania się tym narzędziem. Musiałam "zobaczyć" i zakodować pewność, że wszystko potrafię - naprawić ciało, zmaterializować dowolne marzenie. - Nie było to łatwe, musiałam usunąć wątpliwość.
Dotąd biegałam jak po wstędze Mobiusa - niby w górę, niby w nowe a tak naprawdę w kółko. Taki jest umysł. Zmusiłam go, by stał się małym, zgodnym element w mojej konstrukcji (coś jak chromosom w łańcuchu DNA).
Tak zaczęłam się uczyć tworzenia siebie na nowo. - Gdy tylko pojawiała się gorsza myśl, przypominałam sobie, że potrafię sobie radzić.
(...) Nastąpiła erupcja światła - stworzyło się coś nowego, czego jeszcze nie rozpoznałam, choć było oczywiste.


Drugi dzień - budowanie, połączenie, transformacja...

Zaczęło się od bardzo złego samopoczucia, smutku, samotności, zgniecenia, lęku i prawie rezygnacji.
Poczułam, że coś mnie trzyma za szyję, dusi i siedzi na piersiach, nie daje oddychać.
Z ogromnym wysiłkiem próbowałam wydobywać z siebie jakąkolwiek pozytywną myśl o sobie.
Napłynęły obrazy z dzieciństwa. Byłam taka szczęśliwa, miałam dobre dzieciństwo, to co się stało ze mną?
Pojawiły się sceny, kiedy kończąc studia, pełna marzeń i pomysłów, otwarta i szczęśliwa wplątałam się w związek, urodziłam dziecko, wyszłam za mąż.
Marzenia zamieniły się w traumę, nastały straszne dni samotności; stawałam się coraz smutniejsza, zamknięta i opuszczona, a życie zamiast być radością, zmieniło się w koszmar.
To było ponad moje siły. Przywdziałam zbroję, by więcej nie doświadczać bólu. Więcej nie byłam w stanie udźwignąć. Serce się zablokowało.
Późniejsze lata były trudną i surową nauką - ponownego odnajdywania się. Dziś wiem, że nie na próżno.
Poczułam się tak bezradna, jak nigdy. Wcześniej nie przyznawałam się do tego przed samą sobą - trzeba być przecież silną, zwartą i gotową... Poczułam jak ten wrzód pęka, jak wylewa się cały ten skrywany ból. Przestałam się bronić.
Aldona i Jarek pomogli mi, przytulając mnie, masując serce i brzuch.... i powoli ból udawało się transformować. Zaczęły napływać myśli, że jednak odczuwam miłość i ktoś mi w tym pomaga, pomaga zrzucić ten cały ciężar i że już nie jestem sama. Otwierało się zrozumienie, zaczęłam sobie uświadamiać, że przez długie lata w moim umyśle i ciele była samotność, pomimo, że byłam otoczona wspaniałymi ludźmi.

I zobaczyłam jak z dziury serca wydobywa się małe źródełko, kropelka za kropelką. I poczułam ogromną ulgę i zobaczyłam gdzieś w dole ŹRÓDŁO białego światła. Wiedziałam, że z tego się wyłoniłam. I wreszcie połączyłam się z tym ŹRÓDŁEM ponownie.
Właściwie to zawsze byłam połączona, zlikwidowałam tylko blokady.

Jestem już bezpieczna i silna, bo mam siebie. Spełniła się intencja wypowiedziana przed ceremonią, że chcę się połączyć ze sobą, zlikwidować konflikt w sobie. Poczułam, że od teraz zawsze będę wiedziała, co jest prawdą, a co nie. Mam nieograniczony dostęp do całej wiedzy. Z siebie mogę czerpać do woli, całkowicie pewna, że co wiem, czuję i widzę, jest prawdziwe.

I pojawiła się łagodność i pojawiła się akceptacja każdej odmienności, inności ode mnie. - Okazało się, że bardzo bałam się innych.
Zobaczyłam i zrozumiałam, ze człowiek połączony ze sobą, gdy bazą jest energia serca i praźródła wiedzy, nie popełnia błędów. Nie muszę się już o nikogo martwić, ani przed nikim zabezpieczać. Odzyskałam świadomość siebie - wolność i niezależność. Poczułam ogromny spokój, dystans i szczęście. Po prostu jestem. Jestem wszystkim tym, co widzę czuję i wiem.
W tle akurat była muzyka indyjska. Pojawiły się obrazy indyjskiej księżniczki na rydwanie, w pięknych, kolorowych ubraniach. Trzymałam lejce dwóch cudnych koni. Chciało mi się tańczyć i śpiewać. Zaczęłam krzyczeć w myślach do koleżanki, leżącej obok: zobacz jaka jestem silna i szczęśliwa. JA ŚWIECĘ !!!
Poczułam, jakie mam ogromne, niezbywalne prawo być spontaniczna, beztroska jak dziecko. I mogę tworzyć wszystko, co zechcę, gdyż jest to tworzenie bez błędów - w energiach serca i w stanie całkowitej świadomości. Serce coraz bardziej mi się rozgrzewało.

                                                      ----------------------------------

Cały czas byłam świadoma wszystkiego, co działo się we mnie i w tych, na których się skupiałam. Mogłam w każdej chwili wstać, otwierałam oczy, przy zamkniętych widziałam jak przy otwartych.
Wszystko, co się uruchamiało, odczuwałam mocno w ciele fizycznym. Wiedziałam co robię i po co to robię.
Obrazy, zdarzenia były zaskakujące, ale nie obce - bardzo, bardzo długo oczekiwane, w pełni spójne z moją istotą i wiedzą. Uświadomiłam sobie, że wszystko to już dawno wiedziałam, tylko było ukryte, dając jednak siłę w momentach ciężkich kryzysów.
Mam w sobie moc tworzenia - nieograniczoną, dojrzałą, świadomą, spójną z wiedzą wszystkich istot ludzkich. Czuję się piękna i radośnie wypełniam wszystko doskonałością. Jestem

P.S. Muzyka - niesamowity jej odbiór to jest jeszcze jeden cudowny efekt uboczny po aya - trzyma mnie do dziś z tendencją wzrostową.





DOROTA


DUCHOWA PRZEMIANA dOROTY

         Przed ceremonią...                             w trakcie...                                    ...przed wyjazdem do domu





MAREK PIOTROWSKI


Podczas rytuałów czułem się, jak gdyby moja świadomość swobodnie unosiła się w przestrzeni. Ogarnęła mnie niesamowita euforia, piękno nie do opisania słowami. Obrazy i odczucia były jednym. Właśnie takiego stanu szukałem wiele lat!!!
Ayahuasca otworzyła moją duszę na nieskończone możliwości kreatywnych rozwiązań. Pokazała i uświadomiła ważność wyborów, których dokonujemy na co dzień. Upewniłem się, poczułem i całkowicie uświadomiłem sobie, że najpotężniejszą, wszechmocną, doskonałą, cudownie piękną i podstawową energią twórczego przejawiania życia na wszystkich poziomach jest właśnie energia MIŁOŚCI!!!
Tak! Energia miłości to wzór na moje życie. Właśnie na jej podstawie próbuję, wybieram, decyduję i kreatywnie rozwiązuję zadania w moim codziennym, wspaniałym życiu.
Cieszę się, że żyję i o tym wiem.

To prawda, że po ceremonii ayahuasca jeszcze w nas zostaje. Ważną rzeczą jest też uświadamiać uczestników, aby po ceremonii jakiś czas normalnie rozmawiali z Ayą - ja to robiłem i oczywiście otrzymałem następne bezcenne dla mnie informacje. Cały czas dbam o to, by utrzymać z nią kontakt.
Energetycznie czuję się inaczej, trochę jak małe dziecko i jest to bardzo przyjemne. Nieustannie mam wizje przed oczami.

rytual ayahuascaDziękuję za taką możliwość i za Wasz profesjonalizm, za pomoc w pozbyciu się moich brudów, inaczej pewnie nie miał bym dostępu do ayahuaski. (...)
Było to najwspanialsze, najpotężniejsze, najciekawsze, najcudowniejsze objawienie duchowe, jakiego doświadczyłem w tym wcieleniu.
Dostałem odpowiedzi, których szukałem bardzo długo!!! Teraz już wiem, jaki jest sens mojego życia, wiem po co się urodziłem, wiem co mam robić i wiem jeszcze dużo, dużo więcej!!!
Nie spodziewałem się, że tyle dostanę...

Mam zamiar ogłaszać całemu światu, jaką wielką i wspaniałą wartość niesie kontakt z Ayą. Jest to idealny skrót do przepięknego, duchowego świata. Inaczej myślimy, inaczej mówimy, inaczej czujemy w ogóle stajemy się chyba innymi ludźmi.

Wspaniałe, fascynujące doświadczenie. Szkoda tylko, że tak krótko trwało!





ZOSIA SZYSZKA


Zaczęło się od tego, że podczas medytacji prosiłam o pokazanie mi właściwej drogi mojego życia.
Dostawałam zawsze tą samą odpowiedź: nic nie musisz robić...pracuj miłością!
Pewnego dnia koleżanka zadzwoniła, że Aldona i Jarek mogą mi pomóc w zrozumieniu samej siebie. Działałam zdecydowanie i po kilku dniach znalazłam się u nich w domu, w towarzystwie sympatycznych panów; jeden z nich był dyrektorem sporej firmy, drugi wolnym ptakiem. Każdy z nas przybył z innego świata.
Natychmiast został stworzony niezapomniany klimat. Nie boję się tu użyć słowa: wspólne bytowanie w miłości. Tak, to było coś niesamowitego! Byliśmy ze sobą jak jedna rodzina. Wspomagaliśmy się na każdym kroku i dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami.

Podczas diety zapoznaliśmy się z podstawowymi prawami świata wewnętrznego, a wieczorem wyjechaliśmy do Holandii.
Pierwszy dzień ceremonii był dla mnie dniem totalnego oczyszczenia. Pokonywałam stare programy i inne narzucone mi ograniczenia, tak mocno zakorzenione w moim wnętrzu.
Ból głowy był oznaką, że się oczyszczam. Oczy i okolice trzeciego oka rozrywały głowę...
Przyszła do mnie Aldona. Za pomocą dotyku i słów miłości pomagała rozerwać pętające mnie łańcuchy... Czułam dotyk anioła....
Czułam ruch w całym ciele, które wyrzucało z siebie ciemne energie. W obrazach pojawiały się wszelkiego typu szare i ciemne robaki. Mało ciekawe widoki. Ba! przerażające. I to wszystko tkwiło we mnie, a ja to nieświadomie pielęgnowałam.

Następny dzień był radością...obudziłam się lżejsza. Pobyt w kamiennych kręgach pomógł mi oczyścić się totalnie. Zrzuciłam z siebie i skasowałam wszelkie śluby, przysięgi i przyrzeczenia. Poczułam się pierwszy raz w życiu wolna...chciało mi się fruwać...

Wieczorna ceremonia była pobytem w Raju... Bajeczne kolory...cisza...muzyka serca...miłość.. - Byłam wszystkim, co JEST. - Wszechogarniająca radość..., szczęście... Obrazy...wizje...wdzięczność.
Zobaczyłam, co moja dusza pragnie jeszcze doświadczyć i w jakiej kwestii robiłam błędy. Otrzymałam osobiste przesłanie, dotyczące moich intymnych spraw.

Pracuję teraz nad sobą, staram sie żyć w miłości. Niesamowite przeżycia pomogły mi zrozumieć moją rolę w tym ziemskim życiu. Samo uczestnictwo w rytuałach ayahuaski zostało zapisane w moim sercu tęczowymi kolorami i tęsknotą powrotu do tych magicznych chwil.
Słowa nie potrafią opisać tych przeżyć... - dla mnie to kwantowy krok do przodu.
Pozdrawiam wszystkich, czytających ten tekst.





ANDRZEJ


Pragnę zaznaczyć , że tych doznań absolutnie nie da się opisać słowami. Chyba dlatego, że słowami opisujemy zwykle zjawiska, mające odniesienie do życia codziennego, tzw. "normalnej" rzeczywistości.
Tamte doznania nie maja wiele wspólnego, z tym, co znamy, są absolutnie odmienne.

Na spotkanie z Ayą przyjechałem w bardzo złym stanie emocjonalnym. Po wielu traumach w dzieciństwie stałem się bardzo zablokowanym, niedostępnym, zamkniętym w sobie człowiekiem. Wiodłem koszmarne życie samotnika, zupełnie bez przyjaciół, nie mówiąc już o jakiejkolwiek dziewczynie.
Dwa i pół roku wcześniej zacząłem terapię z wewnętrznym dzieckiem i choć dała mi wiele, ostatnio utknąłem w martwym punkcie. Wiedziałem, że nie ruszę dalej, jeśli nie wydarzy sie w moim życiu coś naprawdę radykalnego. Przeczytałem książkę o ayahuasce, pomyślałem, że to byłoby dobre dla mnie. Zastanawiałem się, skąd, jak, gdzie, kto to robi?
Tego samego dnia przyszedł e-mail od Aldony. No i... pojechałem na ceremonię.

Pierwszego dnia NIC SIE NIE WYDARZYŁO
tzn. nie miałem kompletnie żadnych specjalnych doznań, co najwyżej bardzo smutne, luźne, jakieś archetypowe, niewyraźne sceny (moje sny są o wiele wyraźniejsze).
Byłem zawiedziony i zły; długa podróż, wyrzeczenia (a byłem akurat kompletnie spłukany)! Aya miała być moją ostatnią deską ratunku!
Podobno osoby po takich traumach, jakie ja miałem, często nie potrafią otworzyć się na ducha rośliny. Podczas omawiania rytuałów dowiedziałem się, jaką postawę emocjonalną/duchową należy przyjąć, co robić, by się DZIAŁO.

Drugiego dnia, po pierwszym kieliszku bardzo mocno poczułem czakram serca (ból tępy, nie za silny, ale nieustanny). Znak, że COŚ SIĘ ZACZYNA I DZISIAJ SIĘ WYDARZY.- Tak baaardzo pragnąłem się otworzyć na Ayę.
Wyobrażałem sobie sceny, kiedy byłem dzieckiem i silnie odczuwałem MIŁOŚĆ - do koleżanki, która lubiła robić mi porządki w piórniku. Miałem pomysł, że odczuwając MIŁOŚĆ, stworzę kanał dostępu dla ducha roślinki. I chyba miałem rację.
Przez ok. 2,5 godz. (odczułem to jak 30 min.) męczyłem się, nieprzerwanie czując ból w sercu i próbując się otworzyć. W końcu usłyszałem wezwanie na kolejne picie ayahuaski.

Po kilku minutach dalszej walki UDAŁO SIĘ.
Jak już powiedziałem, nie sposób tego opisać słowami. To jakby ten duch wciągnął mnie w samo centrum potężnego tornada. Cały układ energetyczny został teraz doskonale przeczyszczony, odblokowany , zharmonizowany. Czułem, jakby przelewała się przeze mnie potężna rzeka. Mój oddech był nieprawdopodobnie głęboki, długi, intensywny. Wdech "1000" litrów powietrza, wydech - tyle samo.
Porwała mnie fala płaczu, niezwykle głębokiego, intensywnego, z samego dna mej istoty. Płakać mi się chce, jak o tym piszę i za każdym razem, gdy sobie to wszystko przypominam. To było takie cudowne, oszałamiające; być doskonale otwartym, mieć takie potężne prawo być tu NA ZIEMI, mieć taka siłę, pewność siebie, jakiej nigdy nie miałem (przynajmniej dokąd ma pamięć sięga).
W pewnym momencie doświadczyłem, jakbym się na nowo narodził. To było tak szalenie emocjonalne, tak głębokie doznanie. Poczułem tak silną MIŁOŚĆ do małej istotki , która się właśnie urodziła i to byłem ja - taki kochany.
Nigdy wcześniej sie takim nie postrzegałem/odczuwałem, takim wartym miłości, niewinnym...

Moje ręce same (bez mej woli czy siły) cudownie tańczyły w rytm wspaniałej muzyki, która przez cały czas płynęła z głośników. Czułem, jak z każdej ręki wypływała mi potężna energia, jakby rzeka. Moja twarz miała kompletnie inny wyraz niż normalnie. Byłem zupełnie inną osobowością - bez ograniczeń czy jakichkolwiek zahamowań. (...) Kochałem. Emocje mnie zalewały.
"Wyprawiałem" nieprawdopodobne wygibasy; prawie, że stałem na uszach. W pewnym momencie fala energii popłynęła w dół i poczułem ból w podbrzuszu (bo - jak sądzę - tam mam najgorsze blokady). Usłyszałem, że: "teraz schodzi "Anioł", aby uzdrowić moje serce i przywrócić je do pierwotnego stanu. Mam się tylko poddać.
Czułem się jak mały dzidziuś, którym opiekują się, kochający, bardzo ,troskliwi rodzice... Poddałem sie temu procesowi.

                                                      -------------------------------------------

po ceremoniiDziś, z perspektywy 3 kolejnych wyjazdów na ayę, mogę śmiało powiedzieć, że to najefektywniejsza, najsilniejsza metoda terapeutyczna, z jaką zetknąłem się w moim życiu. Każda kolejna sesja coraz bardziej mnie otwiera wewnętrznie, daje ogromną nadzieję, że jestem już w stanie stworzyć udany związek z kochaną dziewczyną.
Już teraz, gdy moje serce zostało całkowicie uzdrowione, jestem niejako w innej "bajce". Zniknęli z mojego życia ludzie, którzy nie darzyli mnie szacunkiem, próbowali poniżyć czy ośmieszyć. Wcześniej ciągle mnie to spotykało. Teraz patrzę na świat z miłością. To absolutnie wspaniałe następstwo transformacji wewnętrznej, jaką przeszedłem. Czuję ogromną wdzięczność do wszystkich Istot Wyższych, Przewodników, Opiekunów, duchowych Aniołów, Boga , którzy w tym procesie grają "pierwsze skrzypce". Jestem absolutnie pewien, że bez ich decyzji, wsparcia, Miłości i Współczucia nigdy bym sobie z tymi potężnymi problemami emocjonalnymi nie poradził.
Czuję wielką pokorę wobec Ich potęgi i Wspaniałości.





KASIA


Jesteście Doskonałymi Szamanami, nieustannie w moim sercu. Bardzo Wam dziękuję, Aldonie - za nieustający strumień energii serca, miłości, jaką mnie napełniłaś i uświadomiłaś jednocześnie jak bardzo, naprawdę bardzo tego potrzebowałam, Jarkowi- za prawdziwą, nieprawdopodobną, męską opiekę i czułość.
Dzięki Wam doświadczyłam fizycznego przejawu Energii i Miłości Życia. Dzięki Wam odkrywam świat na nowo. Zawsze był dla mnie piękny, ale teraz zupełnie zmienił swoje oblicze.
Każdego dnia napełniam się energią roślin, minerałów, odczuwam świat zwierząt, przeobrażam siebie. Inaczej patrzę na ludzi, a raczej dopiero teraz zaczęłam na nich patrzeć.
Doświadczam, jak ważna jest akceptacja i jak bardzo otwiera wszystkie istoty.


Podczas ceremonii czułam, jak przepływają przeze mnie fale energii, na przemian wynoszą ciało do góry, potem spychają w dół. Czułam rozpychającą mnie od wewnątrz energię, która przymuszała do porządkowania wszystkich struktur, wdzierała się w najdrobniejsze cząstki ciała, drobinki psychiki, zakamarki umysłu.
Ceremonia ayahuascaWszystko to, co odsuwałam od siebie, zakrywałam, udawałam, że tego nie ma, powróciło ze zwielokrotnioną siłą.
Zrozumiałam, że muszę się oczyścić, rozplątać wszelkie supełki, wniknąć w każdy konflikt i opór. Muszę rozpoznać przyczyny blokad, stresu, bólu. Muszę zejść do mrocznych podziemi siebie, wpuścić tam światło, powietrze, uwolnić się, oczyścić.
Trwało to długo i było bardzo bolesne.

Potem zapragnęłam doświadczyć wszystkiego tego, czego odczuwałam brak, niedostatek. Tylko w taki sposób mogłam się dopełnić i urodzić na nowo. Stworzyłam obraz nowych rodziców, z niecierpliwością oczekujących mojego przyjścia na świat. Od pierwszych chwil narodzin czułam nieprzerwany strumień miłości i czułości od mamy, a od taty delikatności i nieprawdopodobnej opieki, jaką otaczał nas obie. Byłam skąpana w energii ich serc. Kolejno doświadczałam: stanu błogiego lenistwa, nieustającego odpoczynku i relaksu; nieprzebranego bogactwa i dostatku. Doświadczałam stanu zaspokojenia każdej zachcianki i pełni istnienia.

Strumień białej energii buchnął przez moje piersi i wypełnił mnie całą.





BASIA


Jest jak mówiłaś, czuję się jak nowo narodzona. To trochę jak pierwsze dni studiów, gdy po pełnej zakazów i nakazów szkółce, nareszcie wolność! - Ale co z nią zrobić? (Żartuję. Już sobie z tym poradzę!)
Ayahuasca jeszcze trzyma, co chwila daje mi nowe olśnienia. Zawsze biegałam tak szybko, że trudno mnie było zatrzymać. Wczoraj zadałam sobie pytanie, po co? Dokąd tak biegnę? Dlaczego?
Po każdym olśnieniu psy witają mnie jak nową osobę.
Rozwijam się dalej, żeby jeszcze przejrzeć, przewartościować różne kody we mnie. Miłość mnie cały czas kołysze. Nie pamiętam, by kiedyś było mi tak dobrze na świecie.





EWA


CEREMONIA - Nagle uświadamiam sobie, że to, czego szukam jest we mnie. Jestem źródłem, jestem jednością. Świadomość przenika całe ciało. Upostaciowana świadomość. (..)
Padają kolejne słowa: umiar w myśli i działaniu, szacunek dla wszelkiego istnienia, wolność! Jej jedynym ograniczeniem jest wolność drugiej istoty.
Każda istota zawiera w sobie, to samo, każda istota odczuwa podobnie, każdy jest źródłem wiedzy i energii. I każdy ma możliwość uświadomienia sobie tego. Zawierasz w sobie to, na czym skupiasz uwagę. Jeżeli jest to Wszechświat zawierasz go w sobie. I to, co dzieje się w Tobie, dzieje się we Wszechświecie.

Każda myśl ma znaczenie, każde działanie ma znaczenie, bo wywołuje skutek w Całości.
W tym momencie widzę, jak każdy ruch myśli jest jak fala rozchodząca się po Wszechświecie. W różnych jego punktach następuje jego odwzorowanie. Myśli człowieka stwarzają Wszechświat. Skupienie myśli na kimś lub na czymś kierują energię do celu.
Opieka nie jest władzą, jest świadomością, że każda istota ma prawo do stwarzania siebie. Opieka to stworzenie warunków do rozwoju i spokojna obserwacja. Pomocy udziela tylko wtedy, gdy jest konieczna i gdy ktoś o nią prosi
W pewnym momencie pojawiają się różne pojęcia: człowiek, Wszechświat, świadomość, jedność..., a potem się rozpadają. Pękają w przestrzeni, jedne po drugim. Dotykam pustki.

Zmagania ze śmiercią:
Wiedziałam, że pod wpływem ayi często doświadcza się opuszczenia ciała. Gdy o tym myślałam, czułam niepokój. Nie mogłam się temu poddać, coś we mnie krzyczało: NIE. Myślałam sobie; puść, poddaj się!
Przypomniały mi się słowa Jarka, które wypowiedział na początku ceremonii: Lęk może być wskazówką.

W pewnym momencie, po walce ze sobą, powiedziałam: OK! Nie to nie. Ja decyduję. I przestałam walczyć. I znów stałam się bezgranicznie świadoma. Nie wyobrażałam sobie, że człowiek może być tak świadomy.
Zrozumiałam. Kod śmierci został przełamany. Przetransformowany w ciągłość istnienia. Zachowujemy pełną świadomość przejścia w kolejny proces, a stara forma przemienia się w nową.
Chwilę później narodziłam się na nowo.





TOMEK SĘKOWSKI


Moja duchowa podróż zaczęła się dwa tygodnie przed ceremonią. To była próba sił przeciwko woli przemiany. Wewnętrzne demony wiedziały, że to ich koniec, że będą musiały odejść, ustąpić miejsca Światłu.
Na szczęście nic nie było w stanie mnie zatrzymać! - Budziła się we mnie mistyczna siła, dzięki której czułem się bezpieczny. Pewność, co do podjętej decyzji rozjaśniała mój umysł.

Ceremonia
Pachniało kadzidłami, paliły się świece - piękny wystrój pomieszczenia, można się było poczuć jak w łonie matki. Stworzyliśmy krąg, składając prośby do ducha rośliny. Atmosfera była gęsta od miłości. Wypiliśmy i każdy położył się na swoim posłaniu.

Myśli jak natrętne muchy pędziły po mojej głowie. Próbowałem je wyłączyć, ale to było bardzo trudne. Byłem przywalony grubą warstwą naleciałości i musiałem przejść gruntowny proces oczyszczenia.
Pojawiło się wiele krótkich wizji, czarno- białych, bo takie było moje życie. Docierało do mnie mnóstwo informacji na jego temat (długo by o tym pisać). Przez wiele lat zgromadziłem w sobie mnóstwo nienawiści do świata i lęku przed nowym. Byłem blokowany przez wytwory własnych myśli. Moja karma.
Myślałem, że może nie jestem jeszcze gotów. Takie poczucie niższości - to był mój odwieczny problem - czuć się godnym.
Czułem mieszankę uczuć, tragicznych wspomnień, psycho-somatyczne bóle i blokady...  Przypominało to kaca moralnego z całego życia. Emocje z różnych zdarzeń, tak, jakby ktoś zebrał wszystko, co w moim życiu negatywne, kazał to zjeść, przeżuwać kęs za kęsem, a potem wszystko zwrócić. Cały ból, wstręt, apatię, niechęć.... Wszystko na raz. Ból, problemy z oddychaniem (na poziomie mentalnym) i uczucie grzęźnięcia w bagnie. I bezsilność.
Byłem zdeterminowany. Chciałem uciec, miotałem się w doznaniach, wszystko wydawało się nie stabilne, bałem się, że wybuchnę, zrezygnuję... Lecz coś we mnie szeptało; Zostań, to Twoja szansa. Daj ją sobie.
- Zmobilizowałem wszystkie siły, skoncentrowałem się, żeby ogarnąć chaos.

Kulminacyjnym momentem stało się dotarcie do centrum bólu. Było jak czarna, ciężka kula, wypełniona brudnym metalem. Mocowałem się z nią, starałem się ją podnieść i usunąć ten ciężar z mojego centrum. Kolejne próby kończyły się jeszcze większym bólem i bezsilnością.
Spokój do serca wprowadziła pomocna dłoń Jarka. (Dziękuję!) I wtedy mnie oświeciło! Zrozumiałem, że mogę to zrobić tylko łagodnością i miłością. I tak się stało.
Czułem szczęście. Miałem teraz dostęp do siebie. Mogłem żyć dalej bez obciążeń, które dotąd zasłaniały mi prawdę na mój temat.

Przez cały czas byłem świadomy, co się dzieje. Pomimo, że nie miałem żadnych wizji, nie czułem rozczarowania. Przejrzystość myśli była dla mnie wspaniałą nagrodą.  
Do moich wątpiących uczuć zaczęły docierać proste odpowiedzi. To było rozjaśnienie umysłu, jasny wgląd, trzeźwe spojrzenie na moje emocje. Otrzymałem ZROZUMIENIE.
W następującym potem myślotoku przeprowadziłem konwersację sam ze sobą, możliwe, że zrobił to duch rośliny albo moje wyższe Ja.
Nie wiem, czy bym sobie kiedykolwiek sam poradził z natłokiem negatywnych emocji i bólu. Chylę czoło przed profesjonalizmem Jarka i Aldony.


Część druga
Silne przywiązanie do starych wzorców sprawiało, że za każdym razem, kiedy udało mi się dosięgnąć szczęścia, myślałem, że to nie czas. Rozum - jak zły chochlik - ściągnął mnie w dół, ale po wcześniejszej lekcji już umiałem pokonać siebie. Czas już nie grał roli.
Nie wiem, jak przekonałem rozum do ustąpienia, ale już było inaczej. Przed moimi oczami ukazał się wąski kanion ze stromymi ścianami jakby ze szkła. Bałem się a raczej zdawałem sobie sprawę, że jeśli tam wejdę, to nie będę miał odwrotu, droga jest tylko do przodu. Obawiałem się tego, co mnie spotka. W myślach wołałem o pomoc!
I pojawiła się Aldonka (dziękuję!). Udzieliła mi pomocy z taktem i wyczuciem - jak chirurg duszy. Otuliła moje ramię i poprowadziła przez dolinę złych myśli, pomogła uchylić drzwi do światełka.
Reszta przyszła sama. Było już łatwo.
Widziałem siebie jako małego chłopczyka, który był prowadzony za rączkę. Ogarnęło mnie ogromne uczucie bezpieczeństwa, umacniane uczuciem radości. Poczułem, co te jest zaufanie. Każdy mały kroczek był milowym krokiem.
Poprawiałem, usuwałem, wstawiałem nowe myśli, wzorce... Była to niełatwa praca.

tomek ayahuascaMoment w czasoprzestrzeni, do którego dotarłem to czas uwolnienia i odrzucenia starego. Raz na zawsze.
W miejscu, gdzie wszystko bierze swój początek, nadałem sobie prawo do wiecznej miłości, wybaczenia tym, którzy zadawali mi rany. Pojąłem, że sam o tym decydowałem.
Poczułem ogromne wzruszenie, łzy obmyły brudne soczewki moich oczu. Widziałem jasno i przejrzyście, czułem się lekko, swobodnie, ciało moje wypełniło światło, które leczy. Rozpoczął się proces leczenia i usuwania blokad energetycznych.
W pełni poddałem się duchowi rośliny, a ona mnie poprowadziła. Używała moich dłoni jak instrumentów. Z moich palców wypływało jasne światełko i przenosiło się tam, dokąd je skierowałem. Po raz pierwszy w życiu czułem lekkość oddychania i swobodę ruchów.
Ujrzałem kolory, a dokładnie w miejscu splotu słonecznego pojawił się kwiat lotosu. Mienił się barwami, pokrywając całą moją klatkę piersiową. Zrobiło się jasno i przyjemnie. Światło wypełniło całe moje ciało, a szczególnie głowę. Płynęła do mnie Wiedza dotycząca świata, życia... nawet nie trzeba było zadawać pytań.
Czułem już tylko lekkość.

W życiu nie bałem się prawie niczego, największy strach budziło we mnie okazywanie miłości.
Z pomocą Aldony postawiłem pierwszy krok w prawdziwym rozwoju. Teraz wiem, że bez miłości bezwarunkowej nie jesteśmy w stanie nic osiągnąć. Miłość do samego siebie uskrzydla i daje moc przenoszenia gór. 
Duch ayahuaski, wszechobecna mądrość. Bóg, siła..., która w każdym z nas tkwi - jest obecna, żywa i kieruje naszym życiem, a my mamy do niej dostęp. Wiem, że możemy Nią być - naszą świadomością, tu i teraz.
 
                                                    ----------------------------------
 
tomek ayahuascaTe pierwsze moje ceremonie wspominam z namaszczeniem - jak proces prania wstępnego.
Nie miałem jeszcze tych wszystkich barwnych wizji ani nieznanych światów. Było za to bogato w emocje i szczęście - ze ZROZUMIENIA. Wszystko, czego pragnąłem, otrzymałem z nawiązką.
Przede wszystkim wiem, kim jestem. Stan świadomości.  
Prawdziwe cuda dzieją się po ceremonii; zmiany w życiu, w kontaktach z ludźmi... Odczuwam realną zmianę w świecie mentalnym i materialnym.
Zacząłem dążyć do bycia lepszym człowiekiem. Od 20 lat byłem uzależniony od tytoniu, marihuany..., teraz jestem czysty! Ceremonie tego typu powinny być ogólnie dostępne jako terapie społeczne.





URSZULA
(terapeutyczna sesja z siostrą)


Bywały różne okresy w moim życiu, ale cały czas przewijał się smutek i lęk, pomieszany z poczuciem beznadziejności.
Nie siedziałam bezradnie, o nie (Silva, ribertingi, regresingi, esencje itp.), ale te działania były powierzchowne. Rdzeń pozostał bez zmian i to bolało coraz bardziej. Wpadałam w okropne depresje, chciałam odejść z tego życia, bo nie dawałam sobie rady.
Moi najbliżsi nie mieli o tym pojęcia, a najlepsze na świecie koleżanki nie wiedziały, o czym mówię. Pozornie przecież niczego mi nie brakowało.
Cały czas prosiłam o pomoc anioły i zdarzały się chwile wytchnienia, np. podróże z Aliną, moją siostrą.
Z optymistycznym nastawieniem myślałam o ayahuasce, aż nadeszła wiekopomna chwila.


Trochę to gorzkie, no, ale nie obrzydliwe.
Potem "napuchły" mi ręce i zęby, ale szybko to minęło. W następnych sekundach zobaczyłam (poczułam), że jestem w kalejdoskopie. Bardzo subtelne odcienie niebieskie, zielone... Światło niezwykle, niby łagodne a bardzo przenikliwe. Wciągały mnie różne mozaiki.
Zaczęłam się przypatrywać i zobaczyłam coś ruszającego się w kształcie mechanicznych ołówków. To były żywe organizmy z zupełnie z innego świata. Czuły, myślały, rozmawiały ze sobą i widziały mnie. Skręcały się, prostowały i cały czas "dziobały".
Nie skończyłam myśli na ich temat, a już wiedziałam, że widzą we mnie jakiegoś śmiecia z kosmosu i rozłożą mnie na czynniki pierwsze. Za chwilę byłoby po mnie. Przerażające, zagłada w sekundę, chciało mi się krzyczeć.
Uciekłam, czułam duży wysiłek i wewnętrzny sprzeciw.
Na szczęście przemknęła obok Aldona, co mnie uspokoiło.

Przyszła chwila wytchnienia. Stałam się zwierzątkiem na prerii i w gromadzie innych zwierzątek futerkowych wąchałam wiatr. Zobaczyłam ekran, a na nim małe, przesuwające się znaczki. Każdy z nich to odrębna historia mojego życia. Weszłam bezmyślnie w którąś z nich. Najpierw próbowałam określić czas i miejsce, oglądałam architekturę. - Byłam na poddaszu w jakimś zamku (zastanawiałam się, jaki to styl).
Nagle zobaczyłam coś przerażającego, potwornego - eksperymenty na ludziach, zmiany kodów genetycznych.
Nie chciałam w tym uczestniczyć i uciekłam. - Nie potrafię opisać bólu, strachu i przerażenia. Byłam zdruzgotana, nie chciałam już nic widzieć, przesuwałam znaczki najszybciej jak mogłam. Ból narastał kosmicznie.
Aldona mnie uspokajała. Nie pamiętam, co mówiła, ale najważniejsze, że była, a obok niej Jarek.

Następna porcja ayahuaski - jestem pewna, że najgorsze za mną.
Zobaczyłam, jak ścigam się z Aliną na koniach. Znowu preria i zabawa, ale tak na całego. Kto zwycięży? - Była to ostatnia przyjemna wizja.
Matryca z historiami przesuwała się w szaleńczym tempie, a ja cierpiałam coraz mocniej. Mdłości okropne. Doszłam do toalety, a tam nieprawdopodobne cierpienie. Ból istnienia! - Nie znajduję słów, by go opisać. Przerażająca samotność. Czułam, jak umieram, sama, bez bliskiej istoty obok mnie, bez szansy, aby cokolwiek zmienić w moim życiu, po prostu KONIEC. Ostatkiem sił wyszłam, a Jarek pomógł mi wrócić na miejsce.

Poprzysięgłam sobie, że na pewno nie wezmę więcej ayahuaski. Boję się bólu, nie wytrzymam tego przerażającego uczucia wyrywania wnętrzności. Byłam wykończona, zdruzgotana i bardzo cierpiałam fizycznie. Całą noc męczyłam się potwornie! W kółko traciłam przytomność, aby na chwilę wrócić. Raz usłyszałam jak tykał zegar, pojedyncze nutki w jego muzyce albo jak dotknęła mnie siostra. Obie miałyśmy tę samą wizję: przyjeżdża pogotowie, dają mi tlen, ale już za późno. Zrobiło mi się jej żal - z czym ją zostawię? O mężu tylko tyle, że trochę pocierpi, a potem będzie szczęśliwy.
Postanowiłam jednak żyć. Przeraziło mnie, że nic nie zmieniłam, a ten ból i moje przeżycia nie mogą zostać zmarnowane! Śmierć niczego nie zmieni na lepsze. To, co nierozwiązane, pozostanie. Dopóki żyję, mam szanse!

Nad ranem poczułam się na tyle dobrze, że zdołałam się przekręcić na drugi bok i to było niebywałe osiągnięcie. Odganiałam wszelkie myśli. W pół-śnie zobaczyłam, że pomiędzy mną a siostrą dużo postaci się rusza, wstaje, chodzi. Tylko my jesteśmy przykryte białymi kocykami, bo cała reszta jest ciemna i szara, jak dym. Spoglądałam na zegar - czas stanął w miejscu.

Tego pierwszego dnia przeżyłam coś nieprawdopodobnie okropnego, nie do opisania, nie do opowiedzenia. Byłam pewna, że już nigdy nie wezmę ayahuaski.


Rano obie byłyśmy wymęczone, spowolnione, ale spokojne. U mnie ten spokój był porażający.
Na ten moment moje życie wyglądało mniej więcej tak: nic nie zostało wymazane ani nie zostały zaszczepione żadne nowe wartości. Nie wykasowałam błędów, potknięć, niegodziwości..., ale one i tak nie miały już żadnego znaczenia! Doświadczyłam łaski przebaczenia!

Miło płynął czas. Czułyśmy się z Aldoną i Jarkiem bardzo bezpiecznie. Doszłyśmy do wniosku, że jeszcze nikt w naszym dorosłym życiu tyle się nami nie zajmował, z taką uwagą i spokojem. Poczułam się jak dziecko, które może popełniać błędy, rozrabiać, głupio mówić... i co z tego? Totalna akceptacja. Tak powinni zachowywać się rodzice.
Nie wiem, skąd ten optymizm, z głupoty, czy determinacji, ale już po porannym prysznicu zmieniłam zdanie; Nie uciekam! Biorę następną porcję. Miło mi było słyszeć, że już tak źle nie będzie, ale Jarek postawił twarde warunki - żadnego przesiadywania samotnie w łazience, zwracam i wychodzę. Zgadzam się.

Strach jest jednak silniejszy i co chwilę otwieram oczy. Wymyśliłam sobie, że tak jest bezpieczniej. Z całych swoich sił staram się, by przyjmować wszystko spokojnie, a ból wszelaki minie. Co chwila atakuje mnie poczucie beznadziei: przecież to się nie uda.
Chcę pogrążyć się w niebycie. Proszę o to Boga, Anioły i Mistrzów Duchowych. Poprzedniego dnia było mi tak strasznie, bo odczułam, że wszystko zależy ode mnie (co ma do tego Bóg?). Teraz jednak prosiłam o pomoc. Zobaczyłam, że moi Mistrzowie stoją i śmieją się ze mnie! - Sama tego chciałaś!

Ból był dość mocny, lewa strona i trzustka były jak skopane, wątroba spokojna. Szybkie wymioty i powrót na swoje miejsce. Wstrząsały mną dreszcze i nie potrafiłam tego opanować. Czułam się jak w bagnie, nie potrafiłam wyjść na powierzchnię. W końcu, pomyślałam, dość tego! Ile można się męczyć?

I z ogromnym wysiłkiem zaczęłam się wydostawać.
Była ze mną Aldona, czułam jej ciepło. To dawało mi siłę i spokój. Zobaczyłam biały kryształ, jak powoli zaczął wychodzić z bagna, ze smoły. Co chwilę jakaś siła wciągała go w dół, ale na to nie pozwalałam - walka na śmierć i życie.
Zdecydowałam - ja chcę żyć! Wtedy poczułam, że wychodzi ze mnie promień słońca. Zobaczyłam przyjaciół, nie wszystkich. Nastąpiła eksplozja radości i barw.
Ujrzałam piękną kobietę, ubraną w długą, bajecznie kolorową suknię. Pięknie tańczyła, a ja z zaciekawieniem przyglądałam się. Ustały moje drgawki, chciało mi się spać!

Przerwa.
Zmusiłam się do wyjścia na zewnątrz. Był niesamowity, wielki i złoty księżyc, ale to mi było obojętne. Aldona i Jarek postanowili, że drugiego picia nie będzie. Byłyśmy z tego zadowolone, bo działanie ayahuaski było w nas bardzo mocne do rana (pełnia!).
Aya odkryła jeszcze we mnie to, czego się nie spodziewałam - pokłady lęku i przerażenia. Aż dziw, że tak długo żyję. Co by było, gdybym wzięła ten środek sama, albo w innym miejscu? - Wiem, nie dałabym sobie rady, po prostu już by mnie nie było. Tylko bezwzględne zaufanie, Aldona i Jarek uratowali mnie przed załamaniem.


PO CEREMONIACH
Nie żałuję ani chwili z tego, co przeżyłam. Po ceremoniach przyszły niesamowite wrażenia - płynne przekraczanie granic, przestrzeni, ale to wszystko nieuchwytne, nierzeczywiste w tradycyjnym sposobie pojmowania czasu i wymiarów. Cały czas czułam ducha ayahuaski, to mnie uspokajało.
W pierwszych dniach straciłam ochotę na rozmowy, zaczęłam unikać telefonów. Miałam spotkanie z moją siostrzenicą. Bardzo ją lubię. Wydawało mi się, że zachowuję się tak, jak zawsze, ale ona powiedziała - "Ciociu, ty jesteś jakaś inna, chyba cały czas jesteś w tej Holandii".
Czułam się dobrze, ale musiałam wszystko robić wolniej niż zazwyczaj.

Mam teraz inne nastawienie. Chce mi się żyć, tak po prostu. Nie ma pytania, a po co? Czy to dla mnie? Czuję, że nie jest za późno na marzenia. I z ciekawością się obserwuję.
Są też smutne momenty, kiedy nie wiem, jak reagować na ludzką agresję... No i wszystko wskazuje na to, że od lat żyję w zakłamaniu. Prawdę mówiąc nie wiem, co robić, ogarnia mnie bezradność, ale ona nie jest tak tragiczna i beznadziejna jak przed ayahuaską. Jestem ciekawa, co z tego wyniknie.
Szukam drogi, aby lepiej poznać siebie, dotrzeć do swego wnętrza. Któregoś dnia poczułam, że powinnam założyć szpital "DOBREGO UMIERANIA", aby pomóc w odejściu z tego świata. Zdaję sobie sprawę z przeszkód finansowych, prawnych i kulturowych.





ALINA
siostra Urszuli


I w końcu nastał ten dzień, dzień ceremonii.
Pijemy ziółka, kładę się i czekam. Nic się nie dzieje i jestem rozdrażniona: "czy to jest to?! Czy to warte tyle zachodu? - Ale za chwilę się zaczyna.
Bardzo ładne wizje, trudno je opisać, są po prosu ładne i dość przyjemne, tylko - jak mi się zdaje - nic nie wnoszą. Mam różne odczucia w ciele, boli mnie trochę głowa, widzę ją obrazami.
Aya delikatnie wprowadza mnie w swój, a może w mój świat. Od czasu do czasu odczuwam mdłości, bardzo lekkie. Myślę sobie, jest jeszcze drugie wzięcie no i drugi dzień. Może coś się zacznie! Od czasu do czasu zadaję moje pytania, ale bez odpowiedzi.
Regularnie włącza się mój zmysł kontroli; Co z Ulą, czy jej się krzywda nie dzieje? -  Wiem, że się męczy, ma okropne wizje. Aldona mówi, że to jej lęki.

Przerwa, wstajemy, drugie picie. Ula jest zdecydowana wziąć i to mnie trochę uspokaja.
Kładę się, od razu mam nieprzyjemne odczucia, obrazy z lat 70-tych i 80-tych. Są to głównie przedmioty, brzydkie, brudne, reprezentujące te właśnie lata. Czuję się okropnie, mdli mnie, w międzyczasie widzę, że z Ulą źle. Boję się, że trzeba będzie wezwać pogotowie... Zaczynam mieć wątpliwości, czy dobrze zrobiłyśmy.

Brzydkie wizje, nieprzyjemne odczucia i coraz bardziej mi mdło. Czuję się źle. Widzę róże symbole, trudne do odczytania. Widzę muszlę z zepsutymi rybkami. Jest mi niedobrze! Wiem, że to molestowanie z dzieciństwa, którego nie pamiętałam. Wizja przechodzi szybko.
Widzę się w roli małego chłopca, chyba czasy Atlantydy i jacyś ludzie programują mój mózg. Wizja szybko mija. Widzę, jak coś naprawiam. Jak jestem w łonie matki, ale nie umiem tego opisać. Potem poród (nie był ciężki, formalność).
Obrazy bardzo szybko się zmieniają, a ja czuję się fatalnie. Muszę iść wymiotować, w drzwiach mijam się z Ulą. Ledwo stoi na nogach, wygląda okropnie, jestem przerażona.
Wymiotuję bardzo intensywnie, ale odczuwam ulgę.

Wracam, kładę się i od tego momentu, zaczynają się bardzo miłe doświadczenia.
Kontroluję, co z Ulą - jestem spokojniejsza, choć wiem, że cierpi. - Staram się przekazać jej trochę tej miłości, której doświadczam, ale ona nic nie przyjmuje. Albo jest tak zamknięta albo każda z nas musi przejść przez to sama. Aldona cały czas mnie uspokaja i mówi, że mam się zająć najpierw sobą, jeśli mam pomóc Uli.

Chcę poczuć, kim jestem.
Widzę siebie jako ogromny słup energii. Ja - ta ziemska - w tym ciele jestem tylko bardzo malutką cząstką. Fajnie tak zagłębić się w siebie, poczuć tą siłę, miłość.
Potem widzę/czuję jak wielką mam siłę tworzenia, właściwie mogę wszystko stworzyć. Tak niewiele potrzeba, tylko taka początkowa myśl, a potem dzieje się samo.
I przechodzi to moje wyobrażenia, tak jakby to, co zapoczątkowałam, samo się dalej tworzyło, poza moją kontrolą.
To jest niesamowite fantastyczne uczucie!

Widzę też siebie z Ulą jako małe dziewczynki, jesteśmy radosne i pełne energii, potem zamieniamy się w kokardki. Ula jest pełna radości i energii - ta wizja dodaje mi otuchy, bo widzę jej prawdziwą naturę i to, że sobie poradzi.
Widzę też siebie, jako "ostrą" kobietę, jestem dość seksownie ubrana i mam obcasy (w tym momencie się buntuję, bo nie lubię obcasów). Ale podoba mi się ta wizja. Czuję, że tak naprawdę jestem silną, samoświadomą, prawdziwą kobietą, która nie da sobie w kaszę dmuchać i gdy trzeba, potrafi powiedzieć zdecydowane NIE. W codziennym życiu często mi tego brakowało.

W końcu pokazuje mi się ona, Aya, przyjmuje różne postaci; jest fioletowym patyczkiem, a ja przyjmuję taki sam kształt. Ona jest bardzo wesoła i ma wielkie poczucie humoru. Dobrze się razem bawimy.
Czuję do niej ogromną miłość. Odczuwam ją jako swoją przyjaciółkę. Myślę sobie, że to fajnie jest mieć nową, a może starą przyjaciółkę. Jest tam dużo ruchu, tańca, wirowania i takich jakby fajerwerków.
Czuwa przy mnie Aldona, trzyma mnie za rękę, to jest bardzo miłe. Jarek zajmuje się Ulą, a ja swoim zwyczajem kontroluję, czy nie robi jej nic złego - Ale jest przecież o.k.

Aldona przekazuje mi coś od roślinki, wtedy też pozwala mi dotknąć Ulę.
Jestem bardzo spokojna. Cały czas się coś dzieje, piękne wizje, abstrakcyjne. Trudno to wszystko opisać i zapamiętać. Nawet nie wiem, czy byłam świadoma wszystkiego, co się działo w trakcie tego przekazu, choć jestem bardzo trzeźwa.
(Przypis Aldony: Dla mnie było to jedno z najcudowniejszych przeżyć. - Przekaz miłości od Natury dla ludzi - z ważnym przesłaniem. Przenosząc na nasz język - jak zapis cyfrowy na twardym dysku, do rozszyfrowania w stosownym czasie. Korowód symboli i uczuć. Potężna Wiedza, o której wiem jedynie, że  została we mnie "zapisana". W świecie ducha to coś, jak na Ziemi dostęp do Internetu. Cokolwiek potrzebuję wiedzieć z tej dziedziny, nagle wiem. Dorastając do kolejnych szczebli, odnajduję w sobie wielką mądrość.
To samo dzieje się z Aliną.)


DZIEŃ DRUGI, PEŁNIA
Boje się, że Ula się wycofa, ale - na szczęście - wypiła. Martwię się o nią, ale w końcu się uspokajam, bo mamy dobrą opiekę. Jarek i Aldona cały czas byli i są z nami. Chyba dałyśmy im popalić!

Widzę siebie jako białą księżniczkę, ulegam jakby przemianie, mam w ręku miecz, który zmienia się w miecz światła. Znowu przywołuję swoją duszę, pojawia się jako słup, a potem zmienia się w coś jak tubę z dużymi łapami i rękoma, wygłupiamy się. Ona bierze mnie za rękę i idziemy na lody. Też jest bardzo wesoła (ta moja dusza).
Pojawia się Aya, najpierw jako duszek, a potem zamieniamy się w małe dziewczynki, biegamy na bosaka po deszczu, tańczymy w tych moich zwariowanych wizjach, pływamy, jedna wielka zabawa. Jest fantastycznie.

No i po dużej porcji zabawy Aya zaczyna mi dawać lekcje.
Pokazuje mi, że np. jestem pracoholiczką, nie potrafię usiedzieć nic nie robiąc. - Prawdę mówiąc nie zdawałam sobie z tego sprawy!
Pokazała mi żółty fotel ogrodowy, który niedawno kupiłam i nie miałam okazji w nim posiedzieć. (Teraz, gdy na niego patrzę, przypomina mi się ta lekcja.) Aya pokazuje mi też różne inne rzeczy...

Najtrudniejszą jest lekcja odpuszczenia mojej przesadnej kontroli. Pokazuje mi się szare serce przejrzysto-filcowe z bezładnie rozrzuconymi patyczkami w środku. Zmusza mnie do nic nie robienia, ponieważ nie umiem. To mnie "przydusza", unieruchamia moje ciało, nie mogę nic zrobić, nawet chyba myśleć. Wydaje mi się, że tego nie wytrzymam.
Chyba jednak odpuszczam, bo nagle patyczki zaczynają się same układać, jest to zsynchronizowane z tym, jak Jarek uderza w jakieś delikatne dzwoneczki. Dzwoneczek i patyczek wchodzi na swoje miejsce, niesamowite. Jakie to wszystko proste. Zrozumiałam!

Zadawałam Ayahuasce pytania. Wprost. Na niektóre odpowiadała mi od razu, patrząc mi w oczy, a na niektóre (były dla mnie kluczowe, jak: "co mam robić?" lub "co jest moim największym talentem"?) odwracała się i udawała, że nie słyszy. Może chciała mi coś przekazać przez obrazy lub dotyk, ale to można interpretować jak się chce.

Oczywiście! W międzyczasie staram się kontrolować czas, bo przecież musimy wziąć drugą dawkę, a jutro wyjeżdżamy. Aż w końcu myślę sobie, że przecież to nie ja jestem mistrzem ceremonii i nie moja rola tego pilnować. Nie na darmo ta lekcja odpuszczenia kontroli! Opuszczam więc.

W końcu Jarek nas "budzi". Wydaje mi się, że jestem gotowa na drugą porcję. Wstaję siadam, czuję się dobrze i trzeźwo, rozmawiamy. Ula zaczyna opowiadać o swoich przeżyciach, a ja nagle odpływam... Ledwie łapię, co ona opowiada. Tak się jeszcze nigdy nie czułam, ledwie siedzę.
Każą mi się położyć, co przyjmuję z ulgą. Czuję lekkie mdłości. My z Ulą leżymy, a Aldona z Jarkiem są blisko nas, mówią coś, wszystko do mnie dociera, ale nie mam sił się odezwać.
Mija trochę czasu. Po godzinie czuję się tak samo, nawet mi się nie chce mówić. Zbieram się jednak w sobie i idę do toalety. Boję się, że jak nie weźmiemy drugiej porcji, to zaprzepaścimy szansę. Wychodzę na zewnątrz, jest niesamowity księżyc, a ja ciągle w tym samym stanie. - Aldona mnie uspokaja, że nie musimy już brać - przez pełnię będzie nas trzymać do rana. I tak chyba nie byłabym w stanie.

Nie da się opisać wszystkiego, co mi się jeszcze przytrafiło.

                                           --------------------------------------------

Dzień powrotu: droga mija spokojnie. To niesamowite, ale w ogóle nie czujemy zmęczenia. No i jesteśmy takie spokojne. Nic nas nie rusza. Całkiem inaczej odbieramy ludzi, no i chichramy się cały czas. Ula jest inna, taka radosna i psotna.
W następnych dniach jesteśmy tak samo spokojne. Na spacerach ruszamy się jak muchy w smole, a przecież zawsze tak szybko chodzimy. Śpimy jak zabite po 10 godzin, co mi się nigdy nie zdarzało.  Zdaję sobie sprawę, że Aya cały czas działa, dziękuję jej i uśmiecham się do niej, czuję jej bliskość i bardzo mi z tym dobrze.

Trudno to opisać, ale odczuwamy z Ulą to samo. Weszłyśmy do supermarketu i jakbyśmy wylądowały tam z innej planety. - W mieście zauważam, że znów jestem jak na haju. Inaczej odbieram nawet domy, są takie same, ale ja jakoś inaczej je postrzegam. Chyba musze się jeszcze oszczędzać.
Niespodziewanie pojawia się u mnie osoba, która mnie molestowała w dzieciństwie (normalnie nie utrzymuję z nią kontaktów). Nie poczułam do niej niechęci, ale ona tak dziwnie podaje rękę, jak ryba. A gdy przez chwilę rozmawiamy same, dopadają mnie lekkie mdłości. Niechęci jednak nie czuję.

W samotności siadam na tarasie, piję herbatę, leniuchuję i jest mi dobrze. Wiem, że to działa Ayahuasca. Ciągle jestem nieporównanie spokojniejsza. 
W pracy - pomimo spokoju - przybywa mi sił. Nie jestem już tak spowolniona, ale na ludzi, którzy mnie wkurzają, patrzę z dystansem.  Jeden z moich kolegów zauważa, że jestem jakaś inna, podejrzewa mnie o romans.
Nie komentuję, bo poniekąd ma rację. Chodzę wyprostowana i czuję się silniejsza, pewniejsza siebie, mam ochotę zadbać o siebie bardziej od tej strony kobiecej. Chyba też inaczej patrzę na mężczyzn.
Zauważyłam, że dawne, nieprzyjemne zdarzenia, szczególnie te związane z mężczyznami, jakby wyblakły, pod względem mojego ich odczuwania. Przeszło mi podświadome poczucie niespełnienia.
Na pewno mam teraz cieszyć się życiem, znajdować przyjemność we wszystkim, co robię, więcej się wygłupiać i traktować życie jak zabawę, tak jak z Ayą. Na pewno muszę odpuścić kontrolę i tą chęć nieustannego działania, coś robienia. Nie jest to do końca takie proste, ale przynajmniej już zdaję sobie z tego sprawę.
Przyznam, że jest różnie. Czasami czuję się bardzo dobrze, jestem pełna optymizmu, ale czasem czuję taki okropny niepokój, nawet większy niż przed ceremoniami. - To strach przed nowym, przed tym tworzeniem i odpowiedzialnością za siebie, gdy życie jest już całkowicie w moich rękach.

Przeczytałam książkę Aldony (o piramidach Yantra), bardzo mi się podobała i przekonała do kupna piramidy. Jeszcze raz za wszystko dziękuję w imieniu swoim i Uli. I jeszcze raz deklaruję swoje zaangażowanie w zalegalizowaniu ayahuaski w Polsce. Pomimo, że dała nam popalić. Jestem Jej i Wam wdzięczna, za to co przeżyłam. Jeszcze raz za wszystko, dziękuję Jej i Wam.





BOGUSIA


Serce odpowiedziało na płynącą zewsząd energię MIŁOŚCI. Życie stało się prostsze, ludzie życzliwsi.. To nieprawdopodobne jak chcemy kochać i być kochani.
Michal-ayahuasca


MICHAŁ

Rysunek tuż po ceremonii




RELACJE ZEBRANE Z INTERNETU 





"..."Po publikacji książki o El Dorado zaczęły do mnie dość szerokim strumieniem docierać reakcje, w tym refleksje ludzi, którzy z ayahuaską obcują od lat. Potwierdzają oni, to, o czym piszę - w czasie seansów picia ayahuaski pojawiają się bardzo sugestywne wizje złotych miast, lśniących budowli oplecionych iskrzącymi się, złotymi girlandami, otoczkami. Teraz osoby te stwierdzają, że same się dziwią, iż do tej pory owych halucynacji nie wiązały z mitem o El Dorado. (...)
Nie sądzę, żeby była to podświadomość - myślę, że halucynacja typu El Dorado jest osadzona znacznie głębiej, w warstwie bardziej pierwotnej. Podświadomość wiązać należy z doświadczeniami osobniczymi, tu natomiast chyba docieramy do podświadomości kolektywnej, ponieważ jest to miraż występujący powszechnie. (...)

Dlaczego przez 500 lat El Dorado nie odnaleziono? Bo szukano go w całkiem niewłaściwym miejscu - na zewnątrz, tymczasem ono jest wewnątrz, w środku, w przestrzeni psychicznej. W przestrzeni, która skrywa jeszcze niejedną niespodziankę, która jest wszechświatem, jaki musimy na nowo odkryć i podjąć jego systematyczną eksplorację.
-Roman Warszewski w wywiadzie nalazlem El Dorado



"..."Każdy kontemplowany element świata nabierał dla mnie wielkiej głębi i wielkiego znaczenia. W niebie ujrzałem to, co mogli widzieć Majowie. Wiedziałem, że warto tam patrzeć, wiedziałem, że kryje się w nim mądrość, że Ziemia jest jednym z punktów mistycznego planu (...) Opuściłem świat materialny i powędrowałem do tego, co dziś nazywam karmicznym wymiarem świata astralnego.
- Ayahuaska z nasion Peganum harmala i kory Mimosa hostilis. Z wypowiedzi internautów, zebranych przez Macieja Lorenza, TARAKA



"..."Obserwowałem jak cała moja wiedza, wszystkie moje poglądy, opinie rozpuszczają się, rozdzierają, znikają. widziałem coś we mnie. Było pozbawione kształtu, jednak wiedziałem, że kontroluje moje ciało, moje myśli, bicie serca wszystko. Widziałem, że bez tej iskry byłbym martwy, byłbym tylko ciałem, kawałkiem materii.(...)

Ta roślina uleczyła moją DUSZĘ, moje serce, odpowiedziała na moje pytania, otworzyła mi oczy na pewne rzeczy. (...) Zrozumiałem, że wszyscy jesteśmy manifestacjami jednej i tej samej świadomości (...)
Szczęście, które mi towarzyszyło jest NIEMOŻLIWE do opisania za pomocą języka. (...)

Razem ze światłem, które padało na mnie i wypełniało moje ciało przyszła WIEDZA. Coś znacznie ponad moją inteligencję. Mój umysł stał się całkowicie czysty. Wiedziałem, że nawiązała się jakaś forma telepatycznego kontaktu, więc zacząłem zadawać pytania w formie intencji. Dostałem odpowiedzi na wszystkie, kim jestem, kim wszyscy jesteśmy. Odkryłem ukrytą prawdę o nas samych. (...)
Wiedza, którą przede mną odkryto, to czysta Miłość. Stałem się Światłem. Po prostu. Czułem, że jestem częścią wszechświata, czułem, że ta iskra, którą nazywamy DUSZĄ jest częścią tej samej świadomości, co dusze ludzi leżących obok mnie, ptaków, roślin, wszystkiego(...) byliśmy JEDNYM. (...)
...istnieją tylko dwa rodzaje energii... Miłość i Strach, Ying Yang, Dobro i Zło, bez znaczenia. Jakkolwiek chciałbyś to nazwać, musimy być różni, by poczuć różnicę. Nie moglibyśmy doświadczyć ani jednego ani drugiego, gdybyśmy nie mogli ich do siebie przyrównać. +/- itd. To po prostu niemożliwe do opowiedzenia.
Tak jak podejrzewałem, wszystko, co tu napisałem nie jest w stanie odzwierciedlić tego, co działo się naprawdę. Teraz widzę, że niektórzy ludzie naprawdę chcą ukryć tą wiedzę, przez kwestionowanie tej rośliny, nazywanie jej NARKOTYKIEM, ZŁEM itd. Wiem jednak, DLACZEGO. To proste, stałbyś się mądrzejszy, widziałbyś rzeczy, które niektórzy ludzie wolą trzymać w ukryciu...""
- Mariusz Pianka, - ayahuasca.ec/



"..."Mam (po ceremonii) swój własny punkt odniesienia, takiego mojego boga, bogiem jest miłość, to ona jest dla mnie najwyższym priorytetem, wyznaczeniem linii życia. Miłość i przyjaźń...."
- Z wypowiedzi internautów, zebranych przez Macieja Lorenza, Zródlo TARAKA



"...W ciągu 9 dni zażyłem ayahuasca 6 razy. Mógłbym książkę napisać na ten temat tak dużo wydarzyło się.
W dużym skrócie - mnie ayahuasca dała wgląd w te rejony umysłu, które na co dzień mam zablokowane.
Pozwoliło mi to dogłębnie zrozumieć niektóre moje postępowania, związki z różnymi istotami, usunąć blokady w psychice, uleczyć niektóre części ciała, wymienić informacje z różnymi istotami poza Ziemią, porozmawiać z niektórymi zwierzętami i roślinami, z Ziemią, poznać esencję wybranych rzeczy i osób i dużo więcej.
Od strony ciała fizycznego nastąpiło głębokie i skuteczne oczyszczenie układu pokarmowego oraz uleczenie paru niewygodnych mi dolegliwości stawowo-nerwowych. W sumie dostałem (dałem sobie) więcej, niż oczekiwałem...".
- JMW, forum - niejedzenie.info



Antropolog Jeremy Narby:
"..."Zatopiły mnie głęboki halucynacje. Nagle znalazłem się pomiędzy dwoma gigantycznymi, piętnastometrowymi, jak mi się zdawało, boa-dusicielami. Byłem przerażony. Te olbrzymie węże są tutaj, oczy mam zamknięte, a widzę oszałamiający świat błyszczących świateł i pośród zmąconych myśli węże poczynają przemawiać do mnie bez słow. Tłumaczą mi, że jestem tylko ludzką istotą (...)
Dostrzegam bezdenną arogancję moich codziennych przekonań (...) Przez większość czasu wydaje mi się, że wszystko rozumiem, tutaj zaś znalazłem się w potężniejszej rzeczywistości, której nie rozumiem w ogóle i nie podejrzewałem nawet jej istnienia. Zbiera mi się na płacz w obliczu wielkości tego objawienia (...)
Lecę w powietrzu, tysiąc metrów nad ziemią, patrzę w dół i widzę planetę całkiem białą. (...)
Widzę zielony liść z jego żyłkowaniem, a potem ludzką dłoń z jej żyłami. Przesłanie jest jasne: jesteśmy zbudowani z tego samego tworzywa, co świat roślinny. (...)
W dzień po sesji ayahuasca czułem się jak nowonarodzony, zjednoczony z naturą, dumny z bycia człowiekiem przynależnym do nieobjętej sieci życia....""
- Maciej Kuczynski, "Szamani i DNA", Nieznany Swiat2/2000



"...Kajałem się, wiedziałem jakim durniem byłem podchodząc do tego jak do rzeczy, narkotyku, narzędzia, głupio niepokorny. To już była pierwsza lekcja. Zauważyłem jakim idiotą jestem i mimo ciągłego dążenia do szczerości i prób wyrzucenia kłamstwa poza nawias, ciągle układam nowe kłamstwa sądząc, że są prawdą. Kretyńska osobowość, od której należy się uwolnić. (...))
Nie wiem jak wyjaśnić to co się zdarzyło dalej, spekuluję, że przyjąłem nagle osobowości całego świata, każdego ułamka rzeczywistości, każdej osoby i rzeczy, ale to tylko pomysł. Grunt w tym że byłem wszystkim naraz, każdym, zawsze i wszędzie, wszystko było mną, ja byłem wszystkim naraz,
jest Bóg, byłem bogiem a on była mną, ale on był wszystkim i wszystko było nim i mną naraz, absolutnie wszystko, co można sobie wyobrazić i czego nie można, było jednocześnie przez następne cztery godziny (chyba jest cały czas), mogłem wszystko i wiedziałem wszystko naraz.(...)
Potem przestałem nad sobą panować, wiłem się w konwulsjach i rozmawiałem z Rafałem.
Żałuję, że nikt nie nagrał tego, co mówiliśmy, bo to nie było bez sensu, wszystko, nasz stan, mój stan było wyrażalne słowami.
Nie wiem czemu wcześniej poszukiwałem niewyrażalnego, musiałem się pomylić. Często zmieniałem wątki, dosłownie co chwilę, bo nie mogłem zapanować nad myślami, nie mogłem się skupić. Pamiętam, że mówiłem, iż mózg człowieka nie jest do tego przystosowany, jest za słaby, ale co by było gdybyśmy mogli panować nad tym stanem. (...). Wszystko jest wszystkim (naraz).
O trzeciej zwymiotowałem wreszcie niestrawione resztki ayahuasci. Odzyskałem kontrolę punktualnie o czwartej, nagle. Jeszcze przez godzinę gadałem z R. o naszym życiu, o studiach, jak głupio wpadliśmy w dragi i że trzeba to bezwzględnie usunąć, że trzeba rzucić palenie, że trzeba odpocząć od myślenia, zacząć robić coś zwykłego, całkiem normalnego, tam skierować nieuziemiony potencjał, że nie ma sensu się dalej porywać, trzeba zostawić w spokoju ambicje, że to za daleko zaszło. (...)
Byłem wszystkim i wszystko było wszystkim - chciałem tego zanim odbyłem podróż, już od kilku miesięcy miałem ten pomysł, żeby rozpłynąć się w rzeczywistości, we wszystkim, zespolić, ayahuasca dała mi to i więcej.....wszystko chyba...""
- P_E, niewyjasnione.Pl



"..."Poczułem piękno wpisane w najgłębszą naturę Wszechświata i zobaczyłem w nim odcisk dłoni Stwórcy i jego nieskończonej miłości. Miłość przepełniała i rozrywała mnie od środka. Odkryłem, że miłość duchowa nie pochodzi od nas, że kochając innych obdarzamy ich miłością Boską i że możemy przez to faktycznie pokochać cały świat, gdyż miłość ta jest nieskończona.
Zrozumiałem, że żyjemy po to, by poznać jak najlepiej Boga, że żyjemy pośród jego dzieł, z których każde jest osobnym cudem a mimo to śmiemy kwestionować Jego istnienie. Nie czułem siebie jako osoby. Nie czułem istnienia śmierci (...) zyskałem niesłychaną intuicję. Kilkakrotnie odpowiedziałem na pytania (szczegółowe, nie ogólne), zanim mi je jeszcze zadano, bo "wyczytałem je" w oczach rozmówcy.
Resztę nocy spędziłem z przyjaciółmi rozmawiając, słuchając (miałem wrażenie, że pierwszy raz w życiu tak na prawdę słucham ludzi) i bawiąc się. Smak nowego życia był piękny. To był smak nigdy niegasnącej Nadziei i celu istnienia.
- Z wypowiedzi internautów, zebranych przez Macieja Lorenza, Zródlo TARAKA



..."Bardzo bałem się rytuału, bo nie byłem dobrym ojcem, biłem moje dzieci i wywierałem na nie presję. W końcu zacząłem pić, aż nabawiłem się ostrej żółtaczki, a mimo tego piłem dalej.
Kiedy znalazłem rozwój duchowy, byłem już na dobrej drodze, lecz moja wątroba zdradziła już pierwsze objawy marskości. Wiedziałem, że łatwo mogę się wyleczyć z pomocą ayahuaski i chciałem teraz żyć, byłem tylko przerażony, że zbyt głęboki wgląd ukaże mi moje prawdziwe, wewnętrzne ZŁO. To, przed którym chciałem uciec w medytację.
Teraz wiem, że to był tylko głupi strach. Pod wpływem ayahuaski zobaczyłem w mojej pijackiej naturze bezradne dziecko, co czuło zbyt wielki nacisk ze strony otoczenia. Dostrzegłem moją złość, wyładowywaną na dzieciach z bezsilności.
Rozpłynąłem się w miłości do siebie i do wszystkich nieświadomych uczestników rozgrywających się wokół dramatów.
Dziś nie potrafię już żyć bez miłości w sercu. Muszę ją czuć, a gdy nie ma nikogo do kochania, czuję ją do wazonu z kwiatami...
- Marek B. nadesłane



"...Pod wpływem ayahuaski otoczenie ożywa. W postaci świetlistej pajęczyny widoczne stają się wszystkie związki i więzy, istniejące - a na co dzień pozostające poza zasięgiem naszej percepcji - między poszczególnymi składnikami natury.
Pod jej wpływem słyszalny - niczym kroki słonia - staje się chód mrówki i najbardziej dyskretny szelest liści na wierzchołku najwyższego drzewa.
Na czymkolwiek spocznie twój wzrok, to "coś" zaczyna się przed tobą otwierać, zdradzać swoją wewnętrzną strukturę, budowę - poczyna wpuszczać cię do swego wnętrza.
Świat ujawnia swoje drugie dno, a rzeczywistość ukazuje swą zaskakująco barwną podszewkę.
- Jacek Kazinski, Wit Romanowski, - vilcacora.com.pl



"Rytuał aya jest zbliżony do "wybuchu beczki prochu skrzyżowanego z wizjami barokowego malarstwa i morza elektrycznych spięć".
- Harwardzki etnobotanik, Wade Davis, w ksiazce One River





DOŚWIADCZENIA UMIERANIA czyli PRZEBUDZENIE DO ŻYCIA DUCHOWEGO
- ayahuasca i piramidy


ABY NAPRAWDĘ PRZEBUDZIĆ SIĘ DO ŻYCIA DUCHOWEGO, TRZEBA NAJPIERW DOŚWIADCZYć UMIERANIA.
"Umieranie" jest częstym tematem wizji po ayahuasce. (...czytaj więcej)   



Strona jest własnością prywatną i nie służy celom komercyjnym.
copyright Š Aldona Mironski 2009-10