ayahuasca
Strona startowa

ayahuasca

Ayahuasca
Ceremonie w Holandii
Relacje
Ayahuasca i Eleusis
Mit Eskulapa
Ceremonie świątynne
Yage a napój bogów
Aya i piramidy
Rośliny mocy
Chemia
Duchy roślin
Peruwiańska legenda
Ayahuaskowe kościoły

ayahuasca

Terapia
Magiczne kręgi

Medycyna
Uzdrawianie...

Prawo

Artykuły

Mój pierwszy raz
Moja misja
Moje ceremonie
O mnie

ayahuasca

Pytania i kontakt

ayahuasca

Przyjaciele

ayahuasca

Aktualności                                                                                                                            POWRÓT




MÓJ PIERWSZY RAZ - RELACJA ALDONY


W książkach i artykułach od lat pisałam, że "na progu Nowej Ery przeżywamy zmierzch wszelkiej maści guru. Kończą się uprawnienia jakichkolwiek pośredników do Boga, zdrowia i Wiedzy. Nikt nam już nie podyktuje, w co wierzyć, jak się modlić lub leczyć. Nadchodzi czas odkrycia mistrza w sobie, czas poznania wewnętrznej Mądrości i nieograniczonych potencjałów Ducha."
Publikując te słowa nie miałam jeszcze pojęcia, że na kolejnym szczeblu rozwoju nauczyciele będą jednak potrzebni, tyle że znajdziemy ich... w świecie roślin. Dojrzeliśmy, by uczyć się wprost od  Natury, która pokaże nam, czym jest MIŁOŚĆ i uczyni z nas wielkich mistrzów.



piramidaMÓJ PIERWSZY RAZ

Swego czasu na zawsze porzuciłam wyścig szczurów i dążyłam do oświecenia, pracując z energią piramid YANTRA.
Po kilku latach osiągnęłam sukces i na dobre pochłonął mnie rozwój. Życie stało się pasją, odkrywałam coraz to nowe ścieżki, a okoliczności zewnętrzne przestały mieć wpływ na mojego szczęśliwego ducha. 
Sądziłam, że stan ten trwać będzie wiecznie!
Niestety, zebrałam sporo doświadczeń i wyrażałam coraz śmielsze poglądy na temat  uzdrawiającego działania energii piramid.
Nieświadomie złamałam tym niemieckie paragrafy, stworzone na użytek koncernów farmaceutycznych. W myśl tychże paragrafów nie wolno głosić, że coś "leczy",  jeśli  laboratoria  naukowe nawet nie zamierzają tego zbadać. A ponieważ prawo medyczne jest w Niemczech o wiele bardziej surowe niż prawo karne, zawisła nade mną groźba grzywny w wys. ćwierć miliona euro (zamiennej na więzienie).

Na swoje nieszczęście postanowiłam dowieść, że czasy więzienia za poglądy należą już do przeszłości i rozpoczął się dla mnie istny "okres burzy i naporu". Akta mojej sprawy z dnia na dzień rozdęły grube segregatory, a ja utonęłam w ciasnej rzeczywistości bezdusznie wykalkulowanych intelektów. Sztab czujnych adwokatów poddawał wiwisekcji każde kiedykolwiek napisane przeze mnie słowo pod kątem  dopasowania kolejnych win i na moje biurko obficie spływały kolejne pozwy. Zrobiła się z tego istna krucjata.
Po dwóch latach starć i przepychanek, kiedy to wszelki rozwój stał się już tylko historią,  doprowadzona byłam już do stanu nędzy i rozpaczy. Główny zaś proces dopiero się rozkręcał i uzupełniony w nowe wątki miał rozciągnąć się na kolejne 5- do 8-miu lat!!!  

Moja codzienność stała się bezdennie pusta i szara. Możliwe, że nie zapomniałam przyswojonej wcześniej wiedzy duchowej, ale z zastosowaniem jej w praktyce miałam już spore trudności. Stałam się wiecznie napięta, zmęczona... i na widok kolejnych pism z sądu powtarzałam tylko, że głowa mi pęka lub zbiera mi się na wymioty.
Wkrótce też zaczęłam budzić się z bólem głowy i nudnościami. Problem z czasem narastał i po wielu nieskutecznych terapiach lekarz skierował mnie na badania z podejrzeniem guza mózgu. 
Wtedy to właśnie w "cudowny" sposób pojawił się na mojej ścieżce holenderski artysta i szaman, mistrz ceremonii ayahuasca, Joop, wraz ze swoją cudowną asystentką, Inne.

                                                    ............................................


Bałam się środków halucynogennych, a ayahuaski szczególnie. Drżałam na samą myśl o potencjalnych wizjach z wężami, bo gady napawały mnie wstrętem i przerażeniem, jednak... w tej sytuacji było mi już wszystko jedno!  Zległabym nawet w gnieździe węży, byle tylko głowa przestała tak koszmarnie boleć!
Na szczęście - wbrew moim obawom - po pierwszym wypiciu napoju bogów nie pokazało się nic!Przeżyłam tylko absolutny chaos i wściekły wręcz kołowrotek myśli i uczuć.  Kłębiły się jak szalone, pędziły, umykały, zmieniały się w tempie światła - nie mogłam żadnej z nich zatrzymać, przyjrzeć się, zanalizować ani nawet zapamiętać...
Po co najmniej dwóch godzinach "maligny"  wiedziałam już, że MUSZĘ stanowczo odrzucić całe to głupie myślenie!!!!
W następującej potem ceremonii UJRZAŁAM, jak w moim mózgu organizują się komórki rakowe.
"Organizują się" to najlepsze słowo na określenie tego, co widziałam. - Zagęszczone emocje, które towarzyszyły mi od chwili rozpoczęcia procesu - cała ta zacięta walka i ciągły stres - w postaci energetycznych strumieni  niczym kanały ściekowe zlewały się w jeden "nowy twór" o ohydnej, brudno-brunatnej barwie. 
Gdybym powtarzała, że boli mnie żołądek, rak zlokalizowałby się na pewno w brzuchu, zwykłam jednak mawiać, że "pęka mi głowa". Energetyczne strumienie automatycznie kierowały się więc do czaszki i kanalizowały  w miejscu, które odbierałam jako źródło bólu.    

Od początku WIZJI obecny był przy mnie "duch Ayahuaski" pod postacią barwnej jak motyl kobiety. Otulała mnie czułością i troską. Czułam się cudownie bezpieczna. Każda jej myśl stapiała się z moją myślą, jakbyśmy były jednym (może tak właśnie jest?). Każda jej odpowiedź pojawiała się we mnie szybciej niż zdążyłam sformułować pytanie.
Uchwyciłam obraz ukazujący, jakimi myślami i uczuciami sprawiam, że nowy TWÓR przestaje się tworzyć, a ból i nudności znikają natychmiast. Dotykając głowy poczułam, jak potężne, lecznicze światło posiada szczera intencja uzdrowienia i jak zbawienny jest głęboki, odprężający całe ciało oddech. Pierwszy raz od dawna odetchnęłam pełną piersią. Zrozumiałam że sama jestem dla siebie najlepszym lekarzem.
W tej samej chwili przemknęła myśl, że nie chodzi przecież o to, by w nieskończoność trzymać się za głowę i kontrolować oddechy! Tym samym dotarłam do głębszej przyczyny "rakotwórstwa".
Ujrzałam ogromne pokłady poczucia winy w postaci ciemnej masy, wypełniającej w tym momencie niemal całe moje jestestwo. Postrzegłam też kategoryczne nakazy z dzieciństwa, które "kazały mi" - na cudze życzenie i z byle powodu - w tę WINĘ się zanurzać.  
- Miałam przed oczami matrycę typowo polsko-katolickiego modelu odczuwania i mój brak odporności na chore pretensje czy żale otoczenia. Umysł był tym zatruty i każdy gen zdawał się być tym zainfekowany. 
Zdałam sobie sprawę, że cierpi na tę przypadłość wielu ludzi, lecz...  nie u każdego kończy sią to rakiem. Drążąc głębiej odkryłam wreszcie,  jak tuż przed wcieleniem (byłam jeszcze światłem),  postanowiłam zrezygnować z tego życia natychmiast, gdy przestanie wypełniać je miłość.
Tak! W stu procentach sama byłam odpowiedzialna za moją chorobę.

Żadna z metod terapeutycznych, jakie stosowałam przed ceremoniami, nie była w stanie nawet dotknąć jądra tak głęboko utkwionych problemów, gdyż tylko stapiając się znów w JEDNO ze światłem, zdolna byłam rozbić stare struktury myślowe i - tym razem świadomie -  stworzyć  program na życie od nowa.  
Ayahuasca dała mi wszystko, czego potrzebowałam najbardziej: oświecenie "na żądanie", kontakt z wszechwiedzą, twórczą mocą i głębokim, kochającym zrozumieniem.

Gdy leżałam zatopiona w swoje wizje, szaman lub jego asystentka we właściwych momentach grzechotali, dzwonili, wykonywali na mnie różne zabiegi. Joop odganiał zbędne duchy i masy wrogiej mi energii! Inne kładła coś brzęczącego na czakry i dźwiękiem przywracała im naturalną wibrację. Otoczyli mnie bezpieczną miłością, a każdy ich ruch miał głębokie oddziaływanie, jednak najważniejszą rolę od początku do końca pełniła Ayahuasca. Pod koniec ceremonii  "przepowiedziała", że czeka mnie teraz dłuuuuugi, bardzo dłuuuuuuuugi okres wypoczynku.

Następnego dnia, w kolejnych rytuałach przeżyłam już tylko kalejdoskop spirytualnej zabawy.
Obleciałam wielokrotnie kulę ziemską i wnikałam we wszystkie możliwe kultury. Byłam rabinem, mongolską szamanką, hinduską księżniczką..., Stałam się lekka, elastyczna i wolna. Mogłam być wszystkim i wszędzie - przez chwilę byłam nawet statuą wolności, a moja świadomość pozostała stała i niezależna. Wiedziałam, że kamień może rozlecieć się w pył, a... JAM JEST.
Widziałam przeszłe i przyszłe wydarzenia w jednym momencie, jedno wieczne Tu i Teraz, dostrzegłam obraz nieograniczonych możliwości czerpania z duchowego bogactwa. W którymś momencie prowadziłam nawet swobodną, telepatyczną pogawędkę z gigantycznym, świetlisto-złoto-zielonym wężem!!! - W oceanie miłości nie było miejsca na lęk!!!
Odnalazłam ścisłe połączenie z moim prawdziwym, czystym i pięknym Ja. Ponownie wiedziałam, kim naprawdę jestem i czułam naturalną radość bycia po prostu sobą....
Aby opisać wszystko, musiałabym napisać książkę.

                                                      ............................................

Duchowa Wiedza, objawiona mi w trakcie pierwszych w życiu ceremonii, nie była dla mnie niczym nowym. Poznałam ją wiele lat wcześniej, w pracy z energią piramid. Jednak olśnienia przychodziły po długich wysiłkach i nie miałam na nie żadnego wpływu.
Nie wiedziałam, że istnieje naturalna, bezpieczna metoda, by w krótkim czasie i w kolorach przeżyć to, co dawniej zajęło mi 20 lat!!!
Magiczne napoje, dzięki którym człowiek staje się genialnie mądry i szczęśliwy, istniały dla mnie tylko w bajkach. Tylko zaczarowany alchemik z tysiąca i jednej nocy mógł stworzyć eliksir, pozwalający obejść się bez guru, bez lekarza czy wróżki... 
- Okazało się, że ziemskie życie jest zaczarowaną bajką! Byłam zachwycona, wręcz oniemiała z zachwytu i pełna głębokiego szacunku dla Tajemnicy Istnienia.W jeden weekend nabrałam większej POKORY wobec wielkości Stwórcy niż wszyscy święci, którzy ćwiczyli się w tym latami. 

dusiaMoje serce przepełniła ogromna MIŁOŚĆ, która nie posiada żadnego, konkretnego źródła ani miejsca, po prostu wszędzie od zawsze BYŁA, JEST I BĘDZIE. Stanowi jedyną prawdziwą rzeczywistość, w jakiej nurzamy się wszyscy. Odgradzają nas od niej fatalne nawyki myślowe, lecz bez względu na to, czy jesteśmy świadomi jej wszechobecności czy nie, niezmiennie nas przenika, wypełnia i zawsze przy nas JEST.
Nie ma chyba poety zdolnego opisać rozmiar i głębię tego uczucia, więc nie zamierzam się nawet starać. Słowa są zbyt płaskie -  to po prostu trzeba przeżyć! 
Moje ciało, podobnie jak pióro, okazało się zbyt prymitywne, zbyt drętwe, a mięśnie twarzy nie przygotowane do wyrażenia bezgranicznej potęgi tego przeżycia. Napełniona MIŁOŚCIĄ po brzegi  zastygłam jedynie z ayahuaskowym uśmiechem cichego błogostanu.
Wówczas to opanowało mnie gorące pragnienie, by dzielić się tym doświadczeniem ze światem i w pożegnalnym już rytuale ujrzałam obrazy niespodziewanej dla mnie przyszłości.
Wynik sprawy sądowej interesował mnie wówczas najmniej. Prawna awantura zmieniła się w przelotne tło dla ważniejszych wydarzeń tętniącego energią życia. Pośród wielu możliwości i szans przyciągała mnie wizja siebie w roli "szamanki". Ponad wszystko zapragnęłam, by umożliwić ludziom  bezpośredni kontakt ze Zródłem i szansę odkrycia mistrza w sobie! Wstępnie poznałam moją misję i nowe zadania....    

                                                 ............................................


Po holenderskim weekendzie rozpamiętywałam całe opisane tu przeżycie jak sen, wątpiąc od czasu do czasu, czy naprawdę mi się to zdarzyło. Z kim "rozmawiałam"? Czy naprawdę traktować to wszystko jak rzeczywistość?
Zalecenie  Ayahuaski, aby wypoczywać, okazało się jak najbardziej rzeczywiste! Byłam słaba jak po ciężkiej operacji i każdy wysiłek zdawał się niemożliwy. Jednocześnie zachodziły we mnie ogromne zmiany i z pasją oddawałam się tylko wewnętrznym przeżyciom.
Ogarnął mnie wielki spokój. Stałam się całkowicie WOLNA i łagodnie pogodna. Nic nie było w stanie zakłócić mi cudownego bycia Tu i Teraz. Bez oceny ludzi i zdarzeń, z głębokim współodczuwaniem przyglądałam się światu świeżym spojrzeniem dziecka, pełnego akceptacji dla wszystkiego, co JEST! 
Jednocześnie trwał proces uzdrawiania mojego ciała. Przez trzy tygodnie prawie nic nie jadłam, piłam za to po kilka litrów wody mineralnej. Nagle przestała mi smakować kawa, odkryłam wiele nowych herbat... Działałam instynktownie, wiedząc, co jest dla mnie dobre. To, co mogłoby szkodzić, stawało się odpychające. Całe leczenie skupiło się na nie wymuszonej diecie, ciepłym  dotyku i duchowym odprężeniu.Po miesiącu byłam całkowicie zdrowa.               


Ludzie, do których już się zaliczam czyli pijący ayahuaskę regularnie, nie potrafią dłużej żyć bez miłości i harmonii ze światem! Ogrom wzruszających uczuć do siebie i innych, przepełniająca duszę życzliwość do każdego napotkanego stworzenia, nieustająca radość istnienia i apetyt na życie  zmieniają się w NAŁÓG, w który dla dobra własnego i całej planety powinna wpaść cała ludzkość.
Każda kolejna ceremonia jest całkiem nowym i zupełnie innym przeżyciem. Ayahuasca odsłania  przede mną nowe światy, których poznanie zdaje się nie mieć końca.
Moje życie nie tylko wróciło do normy - stało się tysiące razy bardziej barwne, mistyczne i przepełnione duchem. Każdy dzień zamienił się w święto, każda czynność - w magiczną ceremonię, ja sama w "Alicję w krainie czarów." Świat stał się RAJEM.

piramidaJedynym zakłóceniem są sądy i paragrafy, ale w końcu to właśnie problemy z prawem połączyły mnie z ayahuaską! Obie borykamy się ze  stróżami starego porządku i  - jestem pewna - obie wyjdziemy z tego obronną ręką.
Nadchodzących zmian nic już nie zatrzyma!

Połączyły mnie z ayahuaską również piramidy, gdyż ona to właśnie rysuje przed zatopionymi w trans piramidalne budowle, które gdzieś już istnieją lub dopiero powstaną. Najbardziej dla mnie prawdopodobna hipoteza głosi, że ayahuaska jest prawdziwą autorką piramid, wzniesionych m.in. w Ameryce Południowej, w Egipcie i w różnych zakątkach świata.
Ona to wypełniała piramidami moje dziecięce sny i ona kierowała wszystkimi posunięciami, kiedy wraz z mężem propagowaliśmy Yantry od Warszawy po Nowy York.   
Piramidy w jakiś tajemny sposób łączą nas ściśle z wewnętrzną wiedzą, a ich energia wzmacnia  Ducha tak, że w świecie miliardów miraży udaje się przeforsować własne, płynące z serca idee.  
Połączenie piramid ze świadomością, w jaką wyposaża nas ayahuasca, daje fantastyczne rezultaty. Przede mną następne dwudziestolecie obserwacji, po którym to - być może - nikt już nie bądzie nikogo ścigać za publikowanie tego, co się wie. 


   










Dusia Witam gorąco miłośników Ayahuaski; szamanów z powołania, głodne duchy i tropicieli prawdy!


Aldona Mironski


ayahuasca

Pytania i kontakt

ayahuasca

Mój pierwszy raz
Moja misja
Moje ceremonie
O mnie

ayahuasca

Aktualności
Kalendarz ceremonialny

ayahuasca


Jestem też, niestety, zmuszona uprzedzić, że strona ma charakter prywatny, informacyjny i edukacyjny. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie zamieszczonych tu treści. Żaden z prezentowanych przeze mnie tekstów nie może być interpretowany jako zalecenie bądź zachęta do konsumpcji  zabronionych w Polsce roślin.

ayahuasca