Aldona Mironski
DUCHOWOŚĆ AGRESJI
POWRÓT                                          LINKI GŁÓWNE                                             DRUKUJ



Nieznany Swiat nr 8/2003

Motto: Kto nie stanowi o sobie, jest o nim stanowione!

Pewna Egipcjanka, schylająca się po kolejną sztukę wieszanej na słońcu bielizny, ujrzała krokodyla z łupem w zębach. Chyłkiem umykał w kierunku rzeki, a łupem było jej kilkumiesięczne dziecko.
Kobieta w jednej sekundzie dopadła gada i rycząc jak oszalała, z nieopisaną furią zaczęła okładać go pięściami. Waliła na oślep, drapała po ślepiach, wyłamywała kły, szarpała... Aż przerażony zwierzak puścił zawiniątko i uciekł. Niemowlę wyszło z tego bez szwanku!
Jeśli usuniemy z tej historii motyw dziecka, ujrzymy sadystyczną babę - bestię, która bezwzględnie pastwi się nad głodnym stworzeniem. A zatem trudno ten motyw wykluczyć. 
Łatwo za to wreszcie zrozumieć, czemu dobry Bóg wyposażył nas w gniew.
Jest to dar, za który nie ma zamiaru nas karać.

"Wszechmoc" matki Egipcjanki to cel mistrzów wschodnich walk. Chodzi o wręcz "błogi" moment, kiedy się nie myśli! Trudno też powiedzieć, co się wtedy czuje. Na lęk - nie ma czasu. Po prostu - jest coś do zrobienia i się to robi - nad wyraz sprawnie i skutecznie. Ciało, dusza i umysł stają się na tę krótką chwilę JEDNOŚCIĄ i człowiek ma okazję poznać własną, nieprawdopodobną MOC!! Cóż za potęga!!!
Jest ona jednym z aspektów naszej duchowości i mistrzostwo polega na tym, by ją postrzec, zaakceptować i bezpiecznie "trzymać bestię na smyczy".
Zamieszkuje ona trzecią czakrę (pępek) utożsamianą z elementem ognia! Odpowiada za naszą wolę i władzę.
Z  pomocą trzeciej czakry określamy własne terytorium, czyli strefę, gdzie panują wyłącznie nasze reguły. U jednych ogranicza się ono do kilku cm poza ciałem, u innych rozszerza na całe państwo, zależnie od kondycji tej właśnie czakry.
Z pełnym rozwojem spirytualnym nie ma to jeszcze wiele wspólnego, bowiem na tym poziomie jesteśmy jeszcze zwierzętami. Stąd tak mizerny DUCH u niektórych polityków! Ale ten kij ma dwa końce, bo dlaczego tak wielu uczciwych i MĄDRYCH ludzi trzyma się z dala od rządów?
Widocznie muszą się jeszcze zmierzyć się z tym, co w nich tak bardzo ludzkie.


POTYCZKA Z CIENIEM

Przestronne wejście do światów duchowych okazuje się zwykle "pułapką", wyobrażaną w bajkach jako labirynt. Tu zamiast obiecanego światła postrzegamy coraz głębszą ciemność i znów przeżyć musimy bezkresne cierpienie, żądzę lub niepohamowaną agresję, czyli wszystko, od czego uciekliśmy w światy duchowe.
Większość śmiałków rezygnuje z wewnętrznej jasności, by trwożliwie uciec do starych schematów. Jednak im więcej zdążyli uczynić dla swego rozwoju, tym szybciej się przekonują, że dalsze unikanie konfrontacji z własną naturą prowadzi w rezultacie do mizernego życia poniżej możliwości.
Wracają więc zaliczyć trudne egzaminy i doznają olśnienia! Jasne się staje, że joga to połączenie - tego, co w nas boskie i ludzkie, wzniosłe i niskie, duchowe i zwierzęce. Tu tkwi klucz do wielkiej tajemnicy.


PRAWO NATURY

Dla nas, Polaków, którzy gdy trzeba, rzucamy się z szablą na czołgi, potyczka z cieniem na płaszczyźnie agresji nie powinna stanowić problemu. I pewnie by tak było, gdyby nie "cywilizowane" wychowywanie dzieci.
Twórca bioenergetyki , dr A.Lowen, będąc w Japonii oburzył się na widok kilkuletniego chłopca, który bezkarnie bił bezwładnie stojącą matkę. Wówczas mu wyjaśniono, że dziecko do ok. 6 roku życia jest istotą niewinną! Jak zwierzątko informuje o stanie swoich uczuć i ma do tego naturalne prawo. Agresja jest w jego przypadku tylko symptomem, że CZUJE zagrożenie własnej indywidualności.  Przez obserwację, kiedy to ma miejsce, można je lepiej poznać.
Towarzyskiej ogłady (bycia "grzecznym") uczy się dzieci dopiero, gdy do tego dorosną - ok. 6 roku życia. Wcześniejsze tłumienie naturalnych reakcji "tresuje" zamiast wychowywać, co znaczy, że malcy są "idealni" wyłącznie z powodu paraliżującego lęku przed karą!
Po prostu nie znają i jeszcze nie potrafią zrozumieć konieczności zgodnego życia w społeczeństwie. Brutalne hamowanie ich gniewnej ekspresji może zniszczyć ich odrębność.
Dorośli są w tym czasie bogami, od których zależy schronienie, jedzenie, miłość, bezpieczeństwo... - jednym słowem wszystko! Tresowany malec staje więc przed bolesnym wyborem: ochrona mojego JA albo egzystencja. Na intelektualne fortele jeszcze go nie stać! Kapitulując, śle do podświadomości rozkaz: za wszelką cenę trzymać gniew na uwięzi!!! Przy jakimkolwiek odstępstwie muszę liczyć się z utratą domu, miłości... z osamotnieniem lub bólem... itp.
Zakaz użycia agresji pod groźbą kary jest jednocześnie nakazem tolerowania jej u innych w poczuciu absolutnej bezsilności.

Programy z podświadomości działają precyzyjnie i tak "wychowany" człowiek będzie karać się sam po każdym wyrażeniu gniewu. Typowa wypowiedź: "Ja zawsze muszę napytać sobie biedy!" - brzmi, jakby nie posiadał nad sobą żadnej władzy.

Wojna przeciw własnej naturze jest dla każdego z nas gigantycznym wysiłkiem (jak powstrzymywanie Niagary). Wymaga stałej kontroli i wiele energii, potrzebnej zwykle do samorealizacji.
Wątpliwe, by się powiodło bez szwanku dla zdrowia fizycznego czy psychicznego, baz strat dla szczęścia. Szczególnie w dobie ogólnego zagrożenia bezrobociem lub wojną jest to bardzo trudne. Bardziej naturalne jest, że w każdym obywatelu stale i systematycznie narasta gniew - napierający, niestety, na zakaz wyrażenia się w jakikolwiek sposób.
Z czasem jak para w kotle piętrzy się i gęstnieje, aż dochodzi do niebezpieczeństwa, że rozsadzi cały system. Nagromadzona, potężna siła dramatycznie potrzebuje ujścia...
Stąd tak wiele teraz patologii w rodzinach, na ulicach i w mediach. Nawet szalenie "kulturalnym" ludziom zdarza się czasem "ulać" nadmiar żywiołu na słabszych czy zależnych. Potem ujawnia im się mgliste poczucie winy i podskórny, paraliżujący STRACH - przed karą!!!
Po latach uczucia te stają się "na zawsze" obecne, choć rozpoznawalne bardziej po objawach psychosomatycznych niż postrzegane przez świadomość. Stanowią cudowne "haczyki" dla wszelkich przywódców (np. sekt), bo nie ma lepszej szansy zdobycia nad człowiekiem duchowej władzy, jak wykorzystać jego podświadome lęki i "winę".


NASTĘPSTWA

Stłumione emocje nigdy nie giną. Odpychane powodują powstanie energetycznych blokad, będących poważnym obciążeniem na całe życie. Objawiają się: bólem karku (z trwałego "jeżenia" go) i ramion, napięciami, drżeniem, poceniem, wewnętrznym niepokojem, nerwowością, problemem z oczami lub niekontrolowanymi wypróżnieniami (trzecia czakra zawiaduje zmysłem wzroku i steruje odbytem).
Często też pojawiają się bóle, bo "wina" wymaga kary. Tu można by umieścić długą listę chorób z rakiem włącznie.
Konsekwencją przedwczesnej tresury jest również nieumiejętność obchodzenia się z uczuciami w ogóle i niewłaściwa postawa wobec życia w sensie duchowym i fizycznym. Uwidacznia się to jako lekkie przygarbienie i trwałe uniesienie ramion; czasem obgryzanie paznokci lub psucie się zębów, bo jako ssaki kierujemy energię złości też do zębów.
Nie mogąc rozładować jej inaczej, blokujemy w określonych częściach ciała i zwracamy przeciw sobie.
Aby nie dopuścić do rozładowania nadmiaru agresji, wielu ludzi maniakalnie pali tytoń, zduszając dymem każde zdenerwowanie. Ulgę przynosi im alkohol, który pozwala wybuchnąć w sposób "usprawiedliwiony", więc szukają pretekstów, by po niego sięgać. Tak tracą resztki woli oraz władzy nad sobą. Tak ostatecznie rezygnują z dobrodziejstw trzeciej czakry.
W wielu przypadkach pojawia się depresja, ponieważ kaftan bezpieczeństwa narzucony na złość jest kaftanem na wszystkie uczucia i życie staje się bezbarwnie puste.
Typowym objawem bywa również bezsenność, bo we śnie tracimy kontrolę, a trzymając gniew na uwięzi resztkami sił nie możemy do tego dopuścić. Efekt jest taki, że im "grzeczniejsze" z nas dzieci, tym wyższe dochody dla farmaceutów. Miliony samych tylko tabletek uspokajających i nasennych to doskonały biznes, a to dopiero początek. Bo źródło większości poważnych chorób tkwi w stłumionych emocjach, wśród których złość zdecydowanie króluje.
Na dłuższą metę nie pomoże tu także medycyna naturalna. Prawdziwe uzdrawianie zaczyna się dopiero od usuwania przyczyn, a z trudem usuwa się tylko to, czego nie chcemy w sobie uznać.
Moje wywody nie są bynajmniej nawoływaniem do okazywania agresji. Pragnę jedynie zwrócić uwagę, że ona w nas istnieje tak, jak istniała w Jezusie przeganiającym bezbożnych handlarzy ze świątyni. Jeśli nie nauczymy się jej zauważać i właściwie z nią obchodzić, będziemy albo chorzy albo któregoś dnia zbyt długo tłumiona ujawni się i wymknie spod kontroli.
Drastycznym przykładem była pierwsza grupa powracających z Afganistanu "bohaterów", którzy zdławili "światowy terroryzm" w roku 2002. Aż pięciu z nich powystrzelało własne żony i dzieci, a na koniec zabili samych siebie. (Bez komentarza).
Mocą nagromadzonej w ludziach złości manipulowali zawsze zręczni politycy, realizując prywatne plany obalania rządów czy wywoływania wojen. Siła gniewu w nas stanowi bowiem ogromny potencjał i równie dobrze może służyć wyłącznie nam samym, do przeprowadzenia niemożliwych wręcz przemian na polu własnego życia. Jest to w końcu MOC powołana dla naszego urzeczywistnienia się (i jego ochrony). Trzeba ją tylko potraktować jak źródło energii, czyli tak, jak tratujemy prąd elektryczny. Od nas zależy, czy włożymy palce do kontaktu czy podłączymy żarówkę.
Osoba, która twierdzi, że NIGDY nie odczuwa złości, musiała ją po prostu wyprzeć (nie ma innej szansy, jeśli jest człowiekiem). Znaczy to, że się jej boi. Wiedzie życie w lęku z własnego powodu, co mądre nie jest. Uczucia są naszym wytworem, cząstką pochodzącą z nas. W przypadku gniewu jest to tylko drzemiąca w nas zwierzęcość, "istotka", której prawdziwy CZŁOWIEK mówi: "siad" i "waruj" ! To on ma władzę i jest dla niego szalenie korzystne, gdy zgodzi się  postrzec ją tak samo, jak postrzeże w końcu tendencje do gniewu. 
Jest to korzystne, ponieważ życiowy sukces zależy głównie od właściwego obchodzenia się z uczuciami.
Gdy człowiek jest przerażony, może się zdarzyć, że ugryzie go nawet łagodny pies. Zwierzęta wyczuwają OCZEKIWANIA i odpowiednio reagują odczytując nawet najgłębiej ukryte i podświadome emocje. Uczucia mają więc wpływ i to nie tylko na to, czy pies nas pogryzie czy nie ale również na to, czy szef w pracy odniesie się do nas z szacunkiem czy bez... Bo otoczenie także zachowuje się stosownie to tego, co kryje nasza dusza.
Opłaca się nią trochę posterować!


JAK TO SIĘ ROBI?

Zanim oswoimy i wytresujemy mieszkającą w nas bestię , musimy usunąć zgromadzone zapasy złości (niekiedy z wielu inkarnacji). Oczyszczenie możliwe jest przez wizualizację gniewu podczas trzepania dywanu, warto też walić pięściami w poduszki. Konieczne jest, by wyrzucić wtedy z siebie wszystko - do dna, a potem jeszcze trochę.
Wówczas przed wewnętrznym okiem pokazują się konkretne twarze i nierozwiązane konflikty wypływają na powierzchnię świadomości. Można je ostatecznie rozwiązać, ponieważ dla podświadomości nie ma różnicy, czy coś się dzieje naprawdę, we śnie czy w marzeniach - dzisiaj czy przed 50 laty. Dla niej wszystko JEST.
Przy pierwszej terapii wskazana jest obecność kogoś zaufanego, by wyrzucając złość pozwolić sobie na zupełną utratę kontroli i "winy". Wsparciem bywa esencja Bacha (Cherry Plum), służąca rozładowaniu gniewu i piramida  (...). Doskonałym uzupełnieniem jest duża dawka witaminy B-complex (na system nerwowy)...

Kompleksowa terapia sprawia, że agresja zamiast gromadzić się w nas i budzić lęk, zostaje rozładowana. W ten sposób zdobywamy NOWE wewnętrzne przekonanie, że nie jesteśmy już więcej bezbronni. W wielu wypadkach przywrócona zostaje ludzka godność (bez wchodzenia w konflikt z prawem) i zaczynają nami rządzić zupełnie nowe programy. Pod warunkiem jednak, że w następującej potem medytacji znajdziemy etyczne uzasadnienie "duchowej egzekucji".
Oby było takie, jakie miała Egipcjanka.
Inaczej musimy zapoznać się z tolerancją, wybaczaniem i podobnymi umiejętnościami.
W mojej praktyce wciąż spotykam ludzi, którzy zdradzają tłumiony latami gniew na kogoś, kto swoim zachowaniem jedynie uświadamia im np. głęboko utkwione poczucie niskiej wartości. Wtedy, po wyrażeniu gniewu na siebie muszą popracować nieco inaczej, ale to osobny temat.  Na poziomie trzecim celem jest głębokie zrozumienie kosmicznego prawa do posiadania, kontrolowania, a w razie konieczności nawet do użycia mieszkającej w nas MOCY.


KUNDALINI JOGA

Tym, którzy chcą osiągnąć więcej, polecam dodatkowo ćwiczenia kundalini yogi , wzmacniające centrum mocy. To daje świadomość własnej potęgi na co dzień! Wyobraźcie sobie przez chwilę, co to znaczy? Ja "widzę" tu nieskończenie łagodnego, ciepło i przyjaźnie mruczącego lwa, który leżąc na skałach bezpiecznie rozkoszuje się miłością promieni słonecznych. W sytuacji zagrożenia zaś kontrola nad trzecią czakrą to znacznie więcej niż lwi ryk, pazury i zęby... To jakby stać nad matką-Egipcjanką z przyciskami gry komputerowej i trzeźwym umysłem.
Okazuje się wówczas, że człowiek włada mocą, a nie jest nią owładnięty. Ma jednocześnie nieokrzesaną siłę żywiołu ognia i prawo decyzji, co z nią zrobić. Staje się jednością, łączącą boskość z instynktem, etykę z siłą, świadomość własnych praw i konsekwencji. W pełni opanował ośrodek WOLI i WŁADZY (czyli włada przede wszystkim sobą). Wówczas wystarczy mu gest i spojrzenie z błyskawicą w oku, by dobitnie przekonać intruza do własnej racji na swoim terytorium. Bo cóż innego uczyniła Egipcjanka?
Przywrócenie sobie PIERWOTNEJ MOCY przynosi dodatkowo "odzysk" potężnych sił, trawionych dotąd na jej wypieranie się. Przy okazji uruchamiamy potężne rezerwy z nagromadzonych zapasów. Nic więc dziwnego, że odtąd każde marzenie otrzyma istny zastrzyk energetyczny - moc urzeczywistnienia. Teraz możemy w pełni stanowić o naszych sukcesach!!
Od tego momentu złość występuje wyłącznie jako informacja, że zbliża się "wróg". Takiego czujnika życzyłyby sobie wszystkie wywiady świata. A zatem w najgłębszym poczuciu bezpieczeństwa możemy spokojnie zająć się rozwojem innych aspektów naszej duchowości jak np. miłość, radość, zadowolenie....
Przyszłość, będąca sumą tworzonych przez nas myśli i uczuć stanie się piękniejsza, jeśli świadomi wewnętrznej potęgi skupimy się na wizjach szczęścia.






POWRÓT                                          LINKI GŁÓWNE                                             DRUKUJ