Aldona Mironski
ŻYCIE WIECZNE JEST TERAZ... CZYLI DUCHOWOŚĆ KASY
POWRÓT                                          LINKI GŁÓWNE                                             DRUKUJ




Nieznany Świat styczeń 2006

kasaNa warszawskim dworcu centralnym obserwowałam kiedyś bezdomną kobietę, która choć obdarta, bezzębna, brudna i cuchnąca, promieniowała poczuciem idyllicznego szczęścia!
Gdy na twarzach zestresowanych podróżnych dostrzegła brak świadomości, co w życiu jest naprawdę ważne, grzmiała, by się o nic nie martwili, bo Bóg ich kocha!!!
Praktycznie czerpiąc ze źródła bez dna żarliwie tę miłość przekazywała, oczami pełnymi pasji, jakiej pozazdrościć mógłby jej niejeden ojciec kościoła. W ten sposób wzywała zgromadzonych na peronie ludzi do porzucenia bezsensownej bieganiny.
Oni jednak zdawali się pozostać głusi i ślepi.
Być może, gdyby Świątynia boskiej miłości posiadała zwykłe, betonowe fundamenty, skusiłaby nas błogostanem, za jakim w głębi ducha wszyscy tęsknimy. Tymczasem zrezygnowana upadła w końcu jak Ikar, który także dotarł najbliżej światła i również zawiodła go nie przepracowana materia.

Życiowa lekcja pt. związek z Ziemią i materią to zadanie, o które potykają się najwięksi mistrzowie, objawiając nagle równie wielki słabości.
Jednocześnie cierpliwy los niezmiennie dostarcza im doświadczeń, nakazujących zmierzyć się z tym, od czego uciekli w światy wewnętrzne. Bo na naszej planecie najwznioślejszy nawet Duch, jeśli chce przetrwać, musi objawić swe bogactwo:
w monumentalnych piramidach, złotych Buddach, koronkowych meczetach, gotyckich katedrach (nie wspominając o skarbcu Watykanu)...

Oczywiście nie mam zamiaru rozważać, kogo przyciągają łatwe pieniądze, gdy w obliczu zmierzchu bogów rozpoczyna się walka o utrzymanie przeżytych pryncypiów.
Chodzi mi jedynie o ludzki odruch, gdy nowa prawda budzi powszechny entuzjazm, a zachwyceni wyznawcy kierują energię na urzeczywistnienie najbardziej śmiałych projektów.
Duchowość bowiem na Ziemi w każdym jednym przypadku oznacza urzeczywistnienie i naszym zadaniem jest złączyć to, co boskie z tym co materialnie prozaiczne.
Odżegnywanie się od przemijających marności w miejsce starań o równowagę między duchem i materią, wielokrotnie zniszczyło już najszczytniejsze nawet ideały.
Sokratesa otruto cykutą, podobnych mu krzyżowano, linczowano, kamienowano, palono..., bo wszyscy oni rzucali perły przed wieprze, ceniąc swą mądrość taniej (jeśli w ogóle) niż ladacznice swoje ciało.
Często też wchodzili w drogę ludziom, którzy nie wyrażali wcale chęci poznania   Prawdy.
Nic zatem dziwnego, że żony wielkich mistyków - wzorem Ksantypy - zatruwały im życie, a bliźni w najlepszym wypadku ignorowali jak kobietę z dworca.

Czas na refleksję!!!
Fakt, że ogrom wewnętrznej przestrzeni pociąga niektórych przedstawicieli rodzaju ludzkiego daleko bardziej niż uciechy materialne, nie znaczy, że leją wodę do baku i płacą rachunki dobrymi uczynkami. 
Każda ich próba wyniesienia się ponad świat materii, a co się za tym kryje - ponad innych ludzi, budzi jedynie agresję lub wcześniej czy później sprowadza na nich upadek. Bo na Ziemi rządzą konkretne prawa i jeśli duchowość niezbędna jest nam do życia, wyrażamy gotowość płacenia za nią jak za największy skarb, a wówczas wszyscy - włącznie z Ksantypą - są zadowoleni.

Yogini, których życiową motywacją jest PRAWDA o ludzkiej naturze, są zdania, że na drodze do doskonałości żaden aspekt człowieczeństwa nie może być pominięty. Znaczy to, że w ostatecznym bilansie materia wymaga naszej uwagi w równym stopniu, co życie duchowe.
Za związek z nią odpowiada pierwsza czakra (Muladhara), będąca źóródłem woli i życia ziemskiego. 
Stanowi ona dla nas pewnego rodzaju fundament, bazę.... i odpowiada za niezwykłą potęgę jaką jest instynkt przetrwania.
U jej podstawy śpi ognisty wąż Kundalini,  ogromna, duchowa moc, Duch objawiający się w materii! Jeśli pragniemy go obudzić i nie skończyć ze swoją Wiedzą na dworcu,  musimy zadbać o stabilną energię pierwszej czakry.
Tu rodzi się poczucie bezpieczeństwa egzystencjalnego,  bez którego nie stworzymy zdrowych systemów wartości, tak jak drzewo nie utrzyma kwitnącej korony bez korzeni. Podstawowym zagadnieniem na tej płaszczyźnie bytu jest wszystko, co na Ziemi MUSIMY: jeść, spać, utrzymać ciepło, oddychać, żyć i przetrwać... Pojawia się zatem konieczność posiadania jaskini, ogniska, jedzenia..., a że w dzisiejszym świecie za wszystko to trzeba płacić, czakra ta jednoznacznie świadczy o naszym związku z kasą. 
Pierwsza czakra połączona jest z tzw. osią Wszechświata,  co sprawia, że wszyscy "wyglądamy" jak kolejki pędzące po magnetycznej szynie. Tą drogą wysyłamy informacje i tędy też przyciągamy do naszego świata materialnego wszystko, co dla nas niezbędne. Obłudne przekonanie, że pieniądz jest złem, choćby skryte w mrokach nieświadomości,   skutecznie blokuje dostęp do obfitości
Chorzy, bezdomni, kryminaliści, narkomani..., ludzie niezdolni w uczciwy sposób zadbać o zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb, częściowo rozluźnili  łączność z osią WSZECHŚWIATA i są w dosłownym tego słowa znaczeniu "wykolejeni". Gdy  tracą tę łączność całkowicie, umierają.
Wiedzę tę próbował nam przekazać legendarny Pan Twardowski, lecz zrozumieliśmy z tego tylko tyle, że należy  wyobrażać go sobie, jako siedzącego okrakiem na półksiężycu lub kogucie.
Szkice człowieka na półksiężycu  osi Wszechświata rysował także yogi Bhajan tłumacząc, że kto potrafi kontrolować energię w punkcie połączenia 1 czakry z osią, potrafi stworzyć odpowiednie pole biograwitacyjne i... nawet lewitować.
Umiejętność ta była zawsze domeną wyćwiczonych fakirów, świętych, czarownic i niewątpliwie " pana Twardowskiego".
Zwykłym ludziom zdarza się to w ekstazie, pod wpływem silnego stresu lub hipnozy... i choć świadomie nie mają nad tym żadnej władzy, dowodzą, co jest możliwe, gdy wyzwolimy umysł spod schematów sztywnego myślenia.
Tak! Potrafimy nawet latać! Aby jednak nie skończyć jak Ikar, wyzwólmy tenże umysł  od sztywnych pojęć na temat pieniędzy, kodując nowe przekonanie, że Wszechświat cechuje obfitość! 

Pierwsza czakra odpowiada elementowi ZIEMI, matce, materii... i stanowi energetyczną matrycę związku z nimi wszystkimi. Pośrednio także ma wpływ na nasze relacje z kobietami. Kształtujemy ją do siódmego roku życia.
Nasi przodkowie wiedzieli o tym bez konsultacji z yoginami, godząc się, by mali chłopcy aż do dnia siódmych urodzin nosili sukienki, loki... i przebywali wyłącznie pod opieką niewiast.
Kierowała nimi świadomość, że kochająca kobieta niezbędna jest do stworzenia zdrowego instynktu przetrwania i poczucia bezpieczeństwa na tej planecie
Ziemia jest uniwersalną matką, matka - uniwersalną Ziemią. Jeśli bezpieczna finansowo i bezgranicznie kochająca oddaje dziecku pierś jakby oddawała całą siebie, otrzymuje ono nie tylko pokarm, ale i UCZUCIE (hormony), że zasługuje na wszystkie owoce tego świata z racji samego istnienia.
Tak wyposażony mały człowiek dorasta w przekonaniu, że w każdej sytuacji otrzyma, czego mu trzeba, a najgorsza nawet rzeczywistość zawsze dostosuje się do jego wewnętrznej prawdy.

W pierwszych siedmiu latach życia mózg wysyła na jawie fale delta i theta. Na tej płaszczyźnie tworzenia i kodowania żyjemy praktycznie jeszcze życiem duchowym i z tego właśnie poziomu zdolni jesteśmy panować nad losem we wszystkich jego obszarach.
Osiągnięcie tych stanów możliwe jest dla ludzi dorosłych po wielu, wielu latach medytacji z dala od świata. Szybciej jest to osiągalne przy piramidach (...), przy których aura wypełnia się  miłym fioletowym światłem. W tym stanie wszystko, co stworzymy w umyśle, w cudowny sposób i stosunkowo szybko pojawia się w naszej rzeczywistości. Wszystko, co potrafimy sobie wyobrazić, łatwo możemy osiągnąć.
Dzięki temu, że w pierwszych 7 latach jest nam to po prostu dane, potrafimy przekształcić i podporządkować sobie najmniej trwałe, choć wyraziście widoczne ciało fizyczne. Wolni zatem od spekulacji intelektualnych przekształcamy je z oseska-zwierzątka w miniaturkę dorosłego człowieka. Nadając na tych falach z łatwością opanowujemy naukę chodzenia (nogi), pokonujemy choroby, uczymy się języków i generalnie wszystkiego, co nam niezbędne ,z naciskiem na zdobycie informacji, co robić, by przetrwać.
Kodujemy na azwsze; czy musimy długo czekać na jedzenie, czy jest nam zawsze ciepło i sucho, czy dostajemy wszystko, czego pragniemy, czy może musimy "zasługiwać", długo płakać, drzeć się lub prosić. Czy otrzymujemy to, co nam rzeczywiście potrzebne, czy powinniśmy godzić się na wszystko, czego nasze ciało nie znosi, czy świat obdarowuje nas obficie czy jest obrazem nędzy i braków, czy kochamy swoje ziemskie ciało czy lepiej się go wyprzeć lub wstydzić .... itd.
W zależności od zebranych doświadczeń zapadają dziecięce (niestety) decyzje i czakra  wibruje nam z określoną częstotliwością.
Po ukończeniu siedmiu lat, matrixowy program jest już "napisany" i niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba.
Z jednej strony jest to dobre, bo mobilizujemy zawsze potrzebną energię jak np. siłę do pracy lub niezwykły spryt, by zarobić na życie. Z drugiej - skazujemy się na krąg tych samych doświadczeń przez "całą" inkarnację, bo wzorce myślowe zaznaczone silnym stemplem na poziomie pierwszej czakry panują nad nami tak, jak Duch panuje nad materią.
I choćbyśmy wyemigrowali na koniec świata, zapracowali się na śmierć, dorobili się fortuny, stosowali najróżniejsze chwyty jak feng shui, numerologia, czary, totolotek..., to czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.
Przyjrzyjmy się dzisiejszym emerytom, którzy budowali kraj po wojnie! Wielu z nich z trudem płaci rachunki, rzadko stać ich na wykupienie leków z apteki, mają policzone plasterki sera... Wszyscy wiemy, jak jest! Ci ludzie żyją dokładnie tak, jak - zbiorowo rzecz ujmując - pracuje ich pierwsza czakra, dostrojona do ograniczeń okupacji i powojennej biedy.
W ich duszach na poziomie Muladhary królują obrazy niedostatku, więc nawet, gdy mają pokaźne konto, lubią reglamentować sobie dobrobyt.

Pierwsza czakra związana jest z macicą lub prostatą, zawiaduje zmysłem powonienia i nogami: stopami, kolanami, stawami biodrowymi.
Ludzie z prawidłowo rozwiniętą Muladharą posiadają mocne nogi, dosłownie twardo  "stoją na WŁASNYCH nogach" i z uczuciem silnego oparcia "mocno trzymają się Ziemi".
Towarzyszy im niezachwiane poczucie bezpieczeństwa, radość istnienia, apetyt na życie, siła, witalność i radość z własnej fizyczności.
Doskonały zmysł węchu ostrzega ich przed wszystkim, co mogłoby zagrażać egzystencji: czy to zepsuty pokarm czy nieuczciwy sprzedawca. Posiadają  niezłego "nosa" do interesów (lub pracodawców), a w sytuacjach podejrzanych lub niebezpiecznych coś lub ktoś im po prostu "śmierdzi".
Ku zaskoczeniu, wibracja ta nie ma nic wspólnego ze stanem konta. Po prostu ludzie tak ukształtowani czują się zawsze i wszędzie bezpieczni, zdolni osiągnąć wszystko, czego im trzeba, otwarci na płynącą stale obfitość.

Ci, którzy nie przerobili należycie związku z materią
,  posiadają - niezależnie od sytuacji rzeczywistej "podskórną" obawę o zdrowie lub pieniądze, jakby miało dla nich zabraknąć.
Główną treścią ich życia są niezbędne do przetrwania, konieczne potrzeby, o które "muszą" (tak im się zdaje) wciąż zabiegać. Oczywiście gonią za nimi nawet, gdy zgromadzą już fortunę.
Najdrobniejsze problemy z egzystencją doprowadzają ich do chorób macicy, prostaty i nóg oraz dolegliwości pokrewnych jak np. słaby układ kostny. Mogą też pojawić się liczne problemy z ciałem, jakby wymykało im się spod kontroli. Typowa bywa utrata ostrości  węchu  lub wiecznie zapchany nos (katar, alergia) jako objaw zaniedbanego, zapłakanego dziecka.
Wszystko to jest sygnałem, że coś niedobrego dzieje się z ich poczuciem bezpieczeństwa, a co się za tym kryje, z wiarą w wyższy porządek lub choćby "w samych siebie".

Osoby z wadliwie działającą pierwszą czakrą 
potrzebują z reguły 10 - 12 godzin snu na dobę, są apatyczne i "oderwane od Ziemi", dokucza im niechęć do życia lub własnego ciała, męczą ich depresje i lęki.
Objawiają często osobliwe obrzydzenie do pieniędzy, a niektórzy czekają na śmierć jak na wybawienie z przykrego położenia na tym łez padole
Nie znaczy to wcale, że ludzie tak dotknięci są prymitywni. Nic bardziej mylnego!
W świecie wartości chrześcijańskich przez stulecia ćwiczyliśmy się w umartwianiu, więc osiągnęliśmy mistrzostwo w wypieraniu się własnych potrzeb. Opisane problemy to tylko następstwa fałszywie pojętej ideologii. W niektórych przypadkach jest następstwo życia klasztornego, kiedy to za cenę utraty wolności, miało się luskus rozwijania tylko ducha.
Dawni mnisi posiadają więc ogromny potencjał i wspaniale rozwiniętą intuicję, z których jednak zaczną prawdziwie korzystać dopiero, gdy staną wreszcie na własnych nogach  i  uświadomią sobie, że pierwsza czakra jest siedzibą woli życia (na Ziemi). 
Ta zaś rodzi się, gdy mamy jakieś perspektywy i chcemy tworzyć Nowe odnajdując się w pełni tu i teraz! Bo wieczność jest TERAZ!
Trudno to wszystko osiągnąć i rozumem ogarnąć, jeśli w umyśle króluje przekonanie, że szlachetność jest uboga, pieniądz zły, a potrzeby grzeszne. Ograniczenia trzymają nas w jednym punkcie, pielęgnują biedę i na dłuższą metę stają się odrażająco nudne. Nuda zaś posiada wibrację śmierci!

Zakłócenia w obszarze pierwszej czakry zaczynają się w momencie, kiedy uczymy się, że nie wolno nam niczego chcieć, bo musimy na to specjalnie zasłużyć, a "nieuniknione" rozczarowanie będzie bolało. Zbiorowe przekonanie, że pieniądz jest zły, a ci, którzy go pragną i posiadają, jeszcze gorsi, wydaje się być bardzo wygodne. Jednak jak się bliżej zastanowić, to czy pieniądze są rzeczywiście aż tak złe? Czy zły jest weekend w Paryżu, urlop w Grecji, dom z ogrodem czy radość dziecka, które otrzymuje wymarzony rowerek?
Pieniądze możemy zamienić na całe DOBRO, jakie zdolni jesteśmy sobie wyobrazić! Stanowią rodzaj energii uniwersalnej,  plastycznie poddającej się naszym marzeniom. Powinny więc nosić miano najcudowniejszego wynalazku ludzkości, bo to owoce ludzkiej pracy inaczej. Jest to -   dosłownie i w przenośni  - wynagrodzenie za wysiłek duchowy lub fizyczny, miara naszej wartości, to wreszcie cudowne narzędzie, pozwalające zrealizować wszelki postęp i środek dający utrzymanie wszystkim niemal ludziom na świecie.

Jedyne, czego nie możemy sobie za nie kupić, to miłość, ale i ona, odarta ze środków do życia, szybko ustąpi miejsca walce o byt, bo bez solidnego korzenia zwiędnie najpiękniejszy kwiat, bez fundamentów runie najwspanialsza budowla.
Choć same tylko papierki zwane pieniędzmi szczęścia nie dają, dają je zakupy i jest obojętne czy to sfinansowanie wyprawy na K-2, przytułku dla bezdomnych, willi nad Pacyfikiem czy jakichkolwiek fundamentów, na których zagości wszystko, co duchowe i wzniosłe.

Obfitość jest radosna i pełna, zdolna się mnożyć i dzielić, a zaczyna się zawsze w DUCHU, tam gdzie w sferze myśli "pozwalamy sobie" na marzenia, których nie blokujemy ograniczeniem umysłu.  Zadaniem każdego z nas jest być szczęśliwym i dążyć do tego, co da NAM szczęście, a że pieniądze są środkiem do zaspokojenia naszych podstawowych potrzeb, nie oszukujmy się, że nie są ważne, bo nie są ważne tylko wtedy, kiedy SĄ.
Przekonanie, jakoby były brudne czy złe, jest po prostu głupie, bo zła w tym wszystkim jest jedynie nasza niska, podła żądza i potrzeba zebrania tam, gdzie nie sialiśmy. Zła jest próba wyniesienia się ponad innych ludzi, zła jest zazdrość i zawiść... Zły jest także nasz nieokiełznany strach, że nam nie starczy, bo wtedy dopuszczamy się najgorszych nikczemności, manipulacji, oszustw, kłamstwa czy nawet zbrodni.
Wszystko więc wskazuje na to, że wszelkie zło mieszka w nas i zbyt łatwo przenosimy je na pieniądze z okrzykiem: to one!!!
Pragnąc być szlachetni (czyt: ubodzy), wypieramy się potem konieczności posiadania pieniędzy i udajemy, że obecne w zwierzęcym ciele "zło" - nie istnieje.
Ono z kolei, spychane w obszary nieświadomości i pozbawione duchowej kontroli przyjmuje kształt cienia, który rośnie i rośnie, aż zaczyna nad nami panować, co objawia się chorobliwym gromadzeniem, skąpstwem i jeszcze większym lękiem o jutro.
Wszystko to niszczy dostęp do płynnej, nieskończonej obfitości, na której trudno jest usiąść i jej pilnować.

Prawo rządzące naszym losem mówi, że we Wszechświecie nie ma nic za darmo i musi istnieć równowaga. Kto sieje, zbiera! Jeśli po długim i żmudnym siewie twierdzi, że nie zależy mu na zbiorach, daje przyzwolenie, by zbierali inni. Ktoś przecież zebrać musi!
Owoce pracy ubogich-szlachetnych zasilają wówczas cudze żądze i tworzy się przestrzeń dla struktur mafijnych, korupcji, wyzysku, a w konsekwencji buntów.
Spójrzmy na mapę Europy! Tam, gdzie w ramach ortodoksyjnego katolicyzmu triumfowała wiara w konieczność wyrzeczeń (Polska, Irlandia, południe Włoch...) i nawet światli ludzie powtarzali mantrę "nie zależy mi na pieniądzach",  zawsze istnieli jacyś inni, którzy ponoszą odpowiedzialność za biedę. Stąd krok do zamachów, strajków, walk wyzwoleńczych, zaciekłych waśni czy wojen w rodzinach...
W Holandii dla odmiany ludzie wierzą, że bogaci są bogaci, bo Bóg im sprzyja, dlatego właściciele skrawka ziemi wydartej morzu zaopatrują dziś w pomidory Polskę - niegdysiejszy spichlerz Europy.
To, w co decydujemy się wierzyć, staje się naszą prawdą i kształtuje naszą rzeczywistość. Jeśli chcemy się skupić wyłącznie na życiu duchowym, acz nędznym - nasza sprawa. Jeśli ową wypielęgnowaną duchowość chcemy oddać darmo, możemy sobie tapetować ściany wyrazami uznania i być dumni. Nasza duma.
Problem zaczyna się w momencie pretensji do sprzedawców musztardy, że jeżdżą na Karaiby. Potężny i nieokiełznany cień przemienia wówczas ubogą szlachetność w zgorzknienie, poczucie niesprawiedliwości, ból niespełnienia, wreszcie agresję lub przekonanie o konieczności uprawiania złodziejstwa.
Cień wypartych pieniędzy potrafi też pchnąć największych nawet mistrzów do zakładania sekt i zniżania się do manipulacji innymi ludźmi, w wyniku czego przepadają wszelkie wartości duchowe.
Byłoby znacznie prościej wycenić swoją wiedzę należycie i medytować na Karaibach, ale w tym punkcie człowiek duchowy potyka się o nie wyćwiczoną umiejętność sprowadzania raju na Ziemię oraz nie najlepsze poczucie własnej wartości.
Tu jednak wykroczyłam poza temat czakry pierwszej, która stanowi o zdolnościach zaspokajania własnych potrzeb, apetycie na życie i radości istnienia. Za jej to właśnie pośrednictwem duch mobilizuje w nas energię niezbędną do osiągnięcia wszystkiego, co gorąco zapragniemy posiąść. Obojętnie czy to jaskinia czy mamut.
Siła stanie gotowa do naszej dyspozycji i jeśli stwierdzimy nagle, że możemy obejść się bez mamuta, zaniechamy działań, a moc zostanie. Kierujemy ją więc na trudności materialne, kłopoty w pracy lub w związku, choroby... czy wreszcie walkę z tymi, którzy mamuta posiadają. Gdzieś przecież tę zmobilizowaną energię ulokować trzeba!
Tak tracimy łączność z górą, zalewamy świat pretensjami i zaczynamy gubić się w narzekaniach na miliony drobnych przeciwności, które odbierają nam spokój ducha.

Reasumując, wszelkie wypieranie się pieniędzy, bez względu na to jak szczere i prawe, nie przynosi nam nic dobrego. Jeśli ktoś mimo wszystkko lubi się ograniczać, naturalnie ma do tego prawo! Jeśli odnajdzie kiedyś duchowe szczęście, oznajmi je z pewnoścuią na którymś z dworców tego świata.
Każdy ma  swoją  ścieżkę! Zdawałoby się też, że każdy ją sobie sam wybiera, jednak jeśli zbadać tę sprawę dokładniej, wybór ten okazuje się nie zawsze do końca świadomy.
W swojej praktyce wielokrotnie się przekonałam, że logiczne argumenty, przemawiające za pieniędzmi, nie trafiają do ludzi, którzy na poziomie duchowym posiadają kody ostro negujące bogactwo.
Osoby tak dotknięte wręcz wściekają się, ilekroć próbuję przekonać, że cokolwiek zależy od nich. Sądzą, że jestem nie dość poinformowana na temat sytuacji ogólnej. Tymczasem  doskonale wiem, jak potrafi być okrutna, gdy niczego nie robimy na drodze duchowej.
Negatywne programy, które zakotwiczyły się w podświadomości, działają jak wirusy w komputerze i rzeczywiście nic nie można zrobić bez zaglądania do systemu operacyjnego.
Terapia regresją ujawnia w takich przypadkach albo silną identyfikację z poglądami na pieniądze, jakie wyznawała w ramach codziennej mantry bogobojna, kochana babcia albo śluby ubóstwa czy posłuszeństwa...itp.
Niekiedy jest to głęboka, autentyczna potrzeba karania siebie za okrutne czyny z przeszłości albo udowodnienia sobie, że jest się kimś wartościowym, niezależnie od ilości kart kredytowych.
W tego typu przypadkach podświadomość pełna jest obrazowych wizji koszmarów, które muszą się zdarzyć na wypadek zerwania ślubów lub bycia złym-bogatym, jeśli w systemie wewnętrznych przekonań zamożny zasługuje na karę.
Są to często wizje dziecięce, bezsensowne i pozbawione logiki, nieaktualne wspomnienia, jak np. wewnętrzna pewność, że każdy majętny posyłany jest na gilotynę. Próba uniknięcia  tego typu scenariusza objawia się w życiu chroniczną niemożnością zdobycia środków na spełnienie ważnych pragnień lub irracjonalnym zakazem radosnego korzystania z własnych zasobów.
(Metody zerwania ślubów i wyzwolenia umysłu spod negatywnych wpływów opisałam w artykule o kamiennych kręgach w NŚ 5/2001)

Wszelkie próby zmiany sytuacji materialnej w świecie materialnym (nie duchowym), wywołują  w obciążonym człowieku potężny, wewnętrzny konflikt. Z jednej strony odzywa się siła, pozwalająca urzeczywistnić marzenia, i uruchamiana jest energia do działania, z drugiej: ujawnia się gigantyczny strach przed spełnieniem mrocznych wizji i kar za "grzechy".
Strach ten pochłania całą życiową energię i potrafi ściągnąć nam na głowę wszystkie przysłowiowe plagi egipskie, byle nie dopuścić do realizacji scenariusza, jakie nasza dusza przechowuje ekstra dla ludzi bogatych. Gdy wola i mroki podświadomości są w konflikcie, zwycięża zawsze podświadomość! Powodowana instynktem przetrwania musi nas chronić i czyni w tym celu, co umie - według własnej logiki. Jeśli pieniądz ma być dla nas zły, będzie nas trzymać z dala od zła wszelkiego.
Prawda, że człowiek w pełni sam decyduje o swoim losie dotyczy wyłącznie ludzi świadomych, którzy na ścieżce duchowości stale weryfikują matrixowe programy. Przejęcie prawdziwej kontroli nad życiem możliwe jest bowiem wyłącznie u źródła.
Pieniądz i wszelka fortuna to jedynie słabe odbicie niezmierzonej obfitości Wszechświata, do którego wszyscy jesteśmy podłączeni za pośrednictwem pierwszej czakry.
Gdy staje się motywem duchowego przebudzenia, to musi być w swej istocie czymś nieskończenie dobrym. W końcu to dzięki niemu możemy zmaterializować choćby kawałek podłogi, na którym możliwe będzie poznanie Prawdy w jednym krótkim błysku.







POWRÓT                                          LINKI GŁÓWNE                                             DRUKUJ