Aldona Mironski
TERAPIA REINKARNACYJNA
POWRÓT                                          LINKI GŁÓWNE                                             DRUKUJ




ZŁOTE ZASADY REGRESJI I TERAPII REINKARNACYJNEJ

artykuł drukowany w Nieznanym Świecie, nr 7, 2005

Odbierając przed laty dyplom regresera dowiedziałam się, że klienci - przeciętnie pół roku po terapii - wracają pełni melancholii, z poczuciem bezsensu.
Przyczynę trzeba było dopiero odkryć, więc  wsiąkłam  w minione inkarnacje na dłużej, a pozytywnych efektów tej "terapii" nie było widać. Wręcz odwrotnie, bliższa byłam depresji niż kiedykolwiek.


Metody pracy z umysłem zaczynają dopiero raczkować. Jak dotąd nikt nie opublikował obowiązujących zasad, jakimi ma kierować się terapeuta przed dotknięciem cudzej duszy, by z całą pewnością nie zrobić nikomu krzywdy.
Nie uporaliśmy się jeszcze z etyką dotyczącą ingerencji w materię jak przeszczep narządów, manipulacje genetyczne czy klonowanie..., a cóż dopiero mówić o regułach z wyższych poziomów bytu. Nie ma tu i pewnie długo jeszcze nie będzie jasno sprecyzowanych, uniwersalnych przepisów, oczywistych dla ludzkości bez względu na kulturę czy religię.
Jest na tym polu wiele do zrobienia, bo z całą pewnością nie wolno poczynać sobie z ludzką psychiką jak szympans z komputerem, który naciska klawisze i cieszy się zmianą obrazków.
Skutki mogą być opłakane.
W efekcie przykrych doświadczeń stworzyłam PIĘĆ ZŁOTYCH ZASAD, które praktycznie rozszerzają regresję do wielotygodniowej, jak się okazało - niezwykle skutecznej kuracji.
Stosując się do nich (norm etycznych jest o wiele więcej) chodzi jedynie o to, by nie paść ofiarą terapeutów, którzy - w fazie poszukiwań i nauki - popełniają konieczne pomyłki.

Na początek nasuwa się pytanie,  czy reinkarnacja w ogóle istnieje?

Dla mnie jest ona sensownym wyjaśnieniem wszystkiego, co się wokół dzieje, ale moje osobiste przekonania nie mają tu żadnego znaczenia.
T e r a p i a  reinkarnacyjna - tak jak ją uprawiam, czuję i rozumiem - nie wymaga od nikogo wiary czy niewiary w wędrówkę dusz. Nie jest dowodem na żadną jedyną prawdę. Naukowych dowodów i tak nikt do tej pory nie znalazł. Zjawisko widzenia przeszłości podczas cofania pamięci wstecz można wyjaśnić indiańskimi duchami przodków, pamięcią przechowywaną w DNA, niezwykłą zdolnością ludzkiego umysłu do podróży w czasoprzestrzeni... czy choćby, jak twierdzą niektórzy "uczeni": widzenie siebie w wielu postaciach to ukryty syndrom zwielokrotnionej osobowości.
Krótko mówiąc można ten fenomen interpretować na tysiące najdziwniejszych sposobów i bez względu na to, kto ma rację, odkryte podczas sesji  inkarnacje  uświadamiają, że wszystko jest w nas! Oprawca i ofiara, wczoraj i dziś, mężczyzna i kobieta, ciasne poglądy i szerokie horyzonty, przerażenie i poczucie bezpieczeństwa... wszystko!
Każdy człowiek dysponuje nieograniczoną paletą uczuć i przy odrobinie praktyki może posiąść mistrzostwo w posługiwaniu się nimi. Pozwala to roztaczać wokół siebie aurę... jaką dusza zapragnie i tworzyć dla siebie nową rzeczywistość!
Narzucające się wspomnienia z minionych wcieleń łączy związek z aktualną, najczęściej problematyczną sytuacją życiową osób poddanych terapii.
Poza tym pamięć jest zazwyczaj obojętna wobec szczegółowych faktów. Nie znam przypadku, aby komuś udało się spisać logiczne i sprawdzalne CV z ostatnich kilkunastu wcieleń. Z reguły wizje te są mgliste i porwane jak sen lub echa wczesnego dzieciństwa.

Człowiek, który nurkuje pod powierzchnię świadomości, staje przede wszystkim oko w oko ze swoimi uczuciami
i dopasowuje do nich historyjki jak dziecko, które w miejsce brakujących puzzli wypełnia lukę mazakiem. Może więc opowiedzieć wszystko.
Dla przebiegu terapii, na szczęście, nie jest wcale ważne, czy dana osoba była np. spaloną na stosie Joanną d'Arc czy nie, tylko jak ma kochać własne dzieci, gdy postrzega je jako sędziów i podpalaczy.
Choć miejsce i bohaterowie akcji zdają się być nieprawdopodobne, wewnętrzne przeświadczenie, cierpienie i łzy, wylewane w trakcie sesji terapeutycznej ,są zazwyczaj prawdziwe i jak najbardziej aktualne.
Terapia natomiast - jak sama nazwa wskazuje - służy uzdrowieniu, więc powinna skierować uwagę człowieka na  tu i teraz  oraz na drogę wiodącą do lepszej przyszłości.
Inaczej nurzanie się w starociach przypomina siedzenie w piwnicy bez sensu i celu.

Podczas terapii reinkarnacyjnej dotykamy obnażonej duszy. Zamiast gubić się w dociekaniu prawdy historycznej czy religijnej, korzystajmy z okazji, by odkryć, że w naszych wnętrzach istnieje ogromna przestrzeń z niesłychanym bagażem doświadczeń. Stanowi on jednocześnie  scenariusz na jutro - od tej chwili do dowolnego formowania. 
Każdy, stojący na drodze naszych celów kłopot, możemy potraktować z różnych stron, czasów, punktów widzenia, różnej etyki, kultury i osobowości..., a przede wszystkim z ogromnego dystansu.  Pozwala to ostatecznie oczyścić się w świecie duchowym, by stworzyć  NOWE i przeżyć potem w świecie materialnym to, czego pragniemy. 

Szczególnego rodzaju  filmy historyczne,  opowiadane podczas regresji to w każdym jednym przypadku  klarowny obraz utrwalonych, często blokujących nas wzorców myślowych, które bezwzględnie wymagają korekty.
W malowniczym wydaniu kostiumowym wychodzi na jaw wszystko, co w świecie realnym hamuje rozum. W wielu wypadkach tzw. inkarnacje skrywają również wyparte, traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Łatwiej bowiem uporać się z gwałtem z XVII w. i bezwzględnym Kozakiem, niż zmierzyć się np. z ... własnym ojcem.
A gdy problem na zawsze stanie się błahym wydarzeniem z przeszłości, nie ma znaczenia, jak ubrani byli bohaterowie dramatu i kiedy on się rozegrał. Najważniejsze jest tylko to, że regresja pozwoliła dokonać solidnych porządków w duszy i umyśle.

PRZYKŁAD

Werner doprowadził do bujnego rozkwitu firmy, która pozwalała mu spełniać się zawodowo. Opływał w dostatek i żył pasją tworzenia. Zawsze aktywny, przedsiębiorczy i zasobny, stał się arogancki wobec ludzi mniej zaradnych.
W trakcie rozwodu omal nie zbankrutował i w dniu terapii funkcjonował już na granicy opłacalności. Nadal zatrudniał wielu ludzi, lecz nie czerpał już tak bajecznych zysków i zaczął gardzić sobą tak, jak gardził wcześniej innymi. 
Jako, że czuł się człowiekiem honoru, męczył go też głos sumienia. Swego czasu przysiągł umierającej teściowej, że bierze na siebie dożywotnią opiekę nad jej córką. Tymczasem skazał ją właśnie na skromną egzystencję, z dala od siebie.
Dotkliwie też tęsknił za uczuciem, którego - jak sądził - nigdy w życiu nie zaznał.
Krótko mówiąc czuł się życiowym bankrutem.

Podczas sesji terapeutycznej odkrył, że podobną przysięgę, jak teściowej, wielokrotnie składał obecnej ex małżonce - jako poddany, lennik i wasal. Wiele razy zmuszony był dożywotnio ją finansować i w głębi ducha zawsze pragnął się z tego wyplątać. Jednak od chwili jej poznania jego życiem powodował irracjonalny lęk przed karą, jaką setki lat temu nakładano na   nieposłusznych wasali.  

bledne kolo J.Malczewski Po zbadaniu wielu innych wcieleń, wyszło na to, że Werner często był wykorzystywany. Przyciągał m.in. zdradliwe, chciwe żony, które "poślubiając" jego majątek, potajemnie kochały biedaków.
To powielające się jak echo doświadczenie sprawiło, że gorąca i bezwarunkowa miłość stała się w świecie Wernera  przywilejem ludzi ubogich.

A zatem wszystko cudownie się ułożyło!!!

Z powodu sytuacji firmy mógł bez uszczerbku na honorze odmówić żonie luksusów, a jako chwilowy "biedak" miał otwartą drogę do wytęsknionych przygód sercowych.
To się nazywa "mieć moc"!

Problem polegał tylko na tym, że niemiecki przedsiębiorca trochę się w tym wszystkim zamotał. Jednocześnie zionął pragnieniem odwetu za odwieczny wyzysk i czuł potrzebę karania siebie za złamane słowo, gardził ubogimi i gorąco pragnął ubogiej miłości, potrzebował pieniędzy do rozwoju firmy, a skrycie bał się, że przyciągną do niego chciwe kobiety...
W trakcie terapii wystarczyło, że po prostu podjął decyzję, w co chce wierzyć, co chce stworzyć i co przeżyć.

EFEKTOWNE ZAKOŃCZENIE REGRESJI

Wielu terapeutów twierdzi, że 90% sukcesu, to odkrycie duchowej przyczyny wszelkich zdarzeń.  Według mnie jest to dopiero baza wyjściowa, która sama w sobie niczego sensownego nie wnosi. Nie niesie za sobą żadnych większych zmian.
Terapia reinkarnacyjna to skomplikowana operacja na żywej duszy, a zatem po dokonaniu rewelacyjnych odkryć nie można zostawić człowieka samego. Tak, jak chirurg nie może rozciąć brzucha i odesłać pacjenta, żeby sobie obejrzał, co ma w środku.

Dla psychiki, która rozumuje obrazami i uczuciami, będąc jednocześnie przechowalnią obrazów i uczuć z przeszłości, jeśli wyraźnie nie opadnie kurtyna, znaczy, że ten sam spektakl wciąż jeszcze trwa.
"Rozumuje" ona jak ludzie prości, którzy oddzielają czas ważnymi wydarzeniami: wojną, hucznym weselem, pożarem... i coś się dla nich stało np.cztery wiosny po wielkiej powodzi. Potrzebują zawsze mocnego punktu odniesienia, od czasu którego świat się zmienił.
My również potrzebujemy pełnego wrażeń epizodu, sygnału lub spektakularnego "obrządku", by w pełni pojąć, że coś się na zawsze skończyło i będziemy teraz kręcić inną "telenowelę".
Szczególnie osoby mocno dotknięte muszą zdobyć pewność, że dramat przeszłości na pewno nigdy się nie powtórzy, więc dla nich kurtyna musi opaść ze szczególnym hukiem. Może nim być spektakularny akt szczerego wybaczenia (patrz:Sztuka Wybaczania), albo jakikolwiek rytuał.
Im więcej w tym teatru, symbolu, gestów, a nawet kiczu, tym lepiej. Ważne są przede wszystkim autentyczne, zaangażowane emocje.
Wówczas to szczera decyzja o życiowych zmianach dociera do kronik Akashy i w świecie realnym nic nie potrafi jej się oprzeć.
Jest obojętne, czy obrządek odbędzie się w świecie fizycznym czy duchowym, byle stało się jasne, że konkretny konflikt znalazł swój ostateczny finał i od tego momentu życie toczyć się będzie według nowego scenariusza.
Uznajemy problem za ostatecznie "załatwiony" i pamięć o naszym duchowym sukcesie nigdy nie zginie. Jeśli kiedykolwiek zetkniemy się ze zbliżonym dylematem, zareagujemy na niego jak "zaszczepieni" na daną chorobę- bezboleśnie i bez większych wstrząsów.

URUCHOMIENIE TWÓRCZEJ MOCY

Efektowne i widowiskowe zakończenie to wciąż jeszcze nie koniec terapii, bo w zakamarkach umysłu istnieje jeszcze jedna, maleńka pułapka.
Podświadomość reaguje na usunięte obciążenia jak stary człowiek, któremu ktoś wyniósł ukochaną, stuletnią szafę. Obojętnie, jak była brzydka i stara, postara się ją odzyskać lub postawi w puste miejsce coś zbliżonego.
Tak samo jest z naszymi problemami. O ile odkrycie i likwidacja ich przyczyny jest stosunkowo łatwym zadaniem, nikt chyba nie potrafi usunąć ENERGII, zmobilizowanej dawno temu, by kłopot znosić lub z nim się zmagać.
Ta potężna, zbędna już, choć stale obecna  rezerwa energetyczna sprawia, że człowiek po regresji automatycznie szuka sobie zgryzot, w klimacie bardzo podobnych do świeżo "likwidowanych". Wielokrotnie więc wraca do terapeuty, nurkuje w swoje wnętrze i szuka, aż ogania go przekonanie, że nic nie ma sensu.
Jeśli jednak mądrze wykorzysta odzyskane rezerwy energetyczne do zasilenia nowych afirmacji i planów, sprawa rysuje się zupełnie inaczej.
Terapia bowiem nie polega na usuwaniu zła, tylko na zastąpieniu go DOBREM. Owo dobro, aby zaistnieć, wymaga naszej pracy, uwagi i pielęgnacji. Ale praca z afirmacją to już osobny temat, którą obszernie opisałam w najnowszej książce o piramidach.


PIĘĆ ZŁOTYCH ZASAD REGRESJI I TERAPII REINKARNACYJNEJ


Przeszłość nie istnieje, a co nie istnieje - jest ILUZJĄ! W trakcie terapii musimy jedynie ustalić,  czego chcemy doświadczyć... i jakich pozbyć się iluzji. 
Potem pozostaje już tylko dążyć do celu tworząc siebie i swoją rzeczywistość wciąż na nowo
  1. PODSTAWA DO REGRESJI
    Każdy krok wstecz ma sens wyłącznie wtedy, gdy  na drodze do szczęścia pojawią się irracjonalne przeszkody. Ma służyć TWORZENIU NOWEGO! Człowiek przed regresją musi mieć sprecyzowaną wizję przyszłości - cel w oczach - nowego siebie lub siebie w nowej roli.
  2. TEMAT GŁÓWNY
    Posiedzenie terapeutyczne konsekwentnie zmierza ku wyjaśnieniu pierwotnej przyczyny tylko tej blokady, przez którą osiągnięcie celu nie jest możliwe.
    Inaczej przyjdzie przeprowadzić wiwisekcję na kilka miliardów lat wstecz.
  3. OSTATECZNE ZAKOŃCZENIE
    Po rozwiązaniu zagadki, jeszcze na głębokim poziomie duchowym, należy doprowadzić do spektakularnego "zamknięcia"" obciążającego rozdziału życia. Podświadomość musi "przeżyć, doświadczyć, zobaczyć"" i zakodować wyraźny FINAŁ!
  4. PRZYSZŁOŚĆ
    Regresja musi zakończyć się tworzeniem nowego programu (wizji szczęścia) w miejsce usuniętych obciążeń.
  5. PRACA WŁASNA
    Po regresji należy przez minimum sześć tygodni samodzielnie pracować z wybraną wizją przyszłości.


W świecie, w którym żyjemy, rządzą przeciwstawne siły: miłości i strachu; tworzenia i niszczenia... Wszystkie czemuś służą! 
Gdy stara, zmurszała budowla nie nadaje się nawet do remontu, siła niszczenia okazuje się pożyteczna i niezbędna.
Sztuka życia polega tylko na tym, by użyć właściwej mocy we właściwym czasie, sprawnie żonglując przeciwieństwami.
Na progu Nowej Ery przeżywamy CZAS porządków po mijającej epoce. Trzeba zniszczyć stare struktury i usunąć skostniałe, nie aktualne przekonania. Owe porządki każdy z nas winien zacząć od siebie w myśl zasady, że gdy posprząta własne podwórko, świat będzie czysty.
Ci, którzy nie porządkują w swoich wnętrzach, zmuszeni są robić to w świecie materii, jak miało to miejsce m.in. po powodziach w Europie, na gruzach WTC czy po uderzeniu tsunami na wybrzeżach oceanu Indyjskiego...
W wielu domach na świecie to samo tsunami przelało się po emocjach pokazując punkty wymagające uzdrowienia.
Każdy z nas ma wolną wolę i wybór, w jaki sposób chce się oczyścić. Na drodze duchowej jest z pewnością bezpieczniej i ciekawiej.

Ilustracja: Jacek Malczewski "Błędne koło" z końca XIXw.


POWRÓT                                          LINKI GŁÓWNE                                             DRUKUJ